Na podsłuchu i na podglądzie

Krzysztof Błażejewski 14 listopada 2014

Jakie wpadki zaliczyli samorządowcy w naszym regionie w ciągu ostatniej kadencji? Kto dał się podsłuchać, kogo i na czym przyłapano, kto sam ustąpił, a kto się odwołać nie dał? Sporządzamy specyficzny bilans czterolecia.

Bogdan Dzakanowski, działacz katolickiej prawicy (w stroju Mikołaja) do końca nie mógł pogodzić się ze zmianą nazwy nowego bydgoskiego mostu. Podczas uroczystego otwarcia przeprawy wszedł na mównicę i usiłował przeszkodzić stojącemu obok prezydentowi Bydg

Fot.: Dariusz Bloch / archiwum

Wielką karierę w ostatnich miesiącach zrobiły w Polsce podsłuchy. Członków Platformy Obywatelskiej z Włocławka nagrano w wieczór eurowyborów, 25 maja 2014 roku. Treść rozmowy opublikowana została w lokalnym dzienniku pod koniec sierpnia. W spotkaniu tym, które miało miejsce w biurze poselskim, uczestniczyli: posłanka Domicela Kopaczewska, członek zarządu województwa i kandydat na europosła Sławomir Kopyść, oraz szef klubu radnych Sławomir B. Wszyscy dzielili się bardzo osobistymi poglądami na wiele tematów...


Prokuratura Rejonowa we Włocławku wszczęła w tej sprawie śledztwo. Jak się okazało, najprawdopodobniej zarejestrował rozmowę radny B. Sporządzono przeciwko niemu pozew sądowy, radny stracił funkcję przewodniczącego klubu, a jego dyscyplinarne zwolnienie z pracy w Urzędzie Marszałkowskim zapowiedział też marszałek województwa Piotr Całbecki, jednak na to trzeba poczekać do połowy grudnia. Radny do tego czasu przebywa na urlopie.

Mobbingu nie było


Taśmy poszły w ruch także w Golubiu-Dobrzyniu, gdzie wiceprzewodniczący rady miasta, Jacek M., nagrał podobno rozmowę ze starostą Wojciechem K. Sprawą zajęła się prokuratura. Przeciwko temu samemu staroście toczy się także postępowanie w sprawie zatajenia dochodu ze sprzedaży działek. Czy wyjdzie z niej zwycięsko, tak jak golubsko-dobrzyński burmistrz Roman Tasarz, który obronił się w sądzie przed oskarżeniami o mobbing ze strony jednej z pracownic urzędu?

W czasie mijającej kadencji władz samorządowych udało się Temidzie osądzić byłego burmistrza Kcyni, Tomasza Sz. Razem z pięcioma swoimi współpracownikami został on skazany za wyłudzenie jeszcze przed 2010 rokiem dotacji, wynoszącej ponad 2 mln zł, na budowę miejskiej kanalizacji. Doszło do tego dzięki spreparowaniu dokumentów, potwierdzających rzekome ukończenie budowy. Tomasz Sz. został skazany na zapłacenie grzywny w kwocie 10 tys. zł, pozostałych oskarżonych „wyceniono” niżej.

Most niezgody


W minionym czteroleciu najgłośniej jednak w kraju było o bydgoskich radnych, którzy sami zmienili swoją wcześniejszą istotną (i polityczną!) decyzję. Chodzi o most Uniwersytecki, który miał być mostem Lecha Kaczyńskiego.

Mieszkanka Nieszawy, Elżbieta Ciurlik, prezentuje jedną z licznych ulotek, jakie rozwieszano tu przez wiele miesięcy, kiedy toczyły się spory między radnymi, burmistrzem i obywatelami w sposób paraliżujący działalność władz samorządowych i codzienne życie

fot. Adam Zakrzewski / archiwum

Mieszkanka Nieszawy, Elżbieta Ciurlik, prezentuje jedną z licznych ulotek, jakie rozwieszano tu przez wiele miesięcy, kiedy toczyły się spory między radnymi, burmistrzem i obywatelami w sposób paraliżujący działalność władz samorządowych i codzienne życie


Decyzję o upamiętnieniu tragicznie zmarłego prezydenta radni podjęli kilka dni po katastrofie smoleńskiej. Most, jak i cała trasa były wówczas jeszcze w powijakach. Kiedy zbliżał się termin oddania inwestycji do użytku, dojrzewała idea odstąpienia od pomysłu. W końcu radni PO wystąpili z wnioskiem o zmianę nazwy mostu i ją przeforsowali w listopadzie 2013 roku. Na znak protestu radni Prawa i Sprawiedliwości nie wzięli udziału w uroczystości otwarcia, złożyli też skargę do wojewody, nie została ona jednak uwzględniona. Najwytrwalszym oponentem okazał się Bogdan Dzakanowski, który najpierw w stroju Mikołaja pojawił się obok prezydenta Rafała Bruskiego na mównicy podczas otwarcia i, potrząsając dzwonkiem, przeszkadzał w przemówieniu, a następnie sam wykonał tablicę z napisem „Most Prezydenta Lecha Kaczyńskiego” i umieścił ją w widocznym miejscu. Szybko jednak dezinformująca tablica została usunięta.

Podczas mijającej kadencji nie udało się mieszkańcom żadnego z miast czy gmin Kujawsko-Pomorskiego odwołać żadnego ze swoich włodarzy. W największych miastach, Bydgoszczy i Toruniu, do referendów w ogóle nie doszło, pomimo że były one buńczucznie zapowiadane przez opozycję. Nie udało się zebrać nawet kilka tysięcy niezbędnych podpisów.

Jak Nieszawa to wrzawa


Wystarczającą liczbę obywateli sygnujących swoje niezadowolenie z poczynań władz zebrali za to przeciwnicy wójtów w Unisławiu i Brzoziu oraz oponenci prezydenta Włocławka, Andrzeja Pałubickiego. Przeprowadzone tam referenda okazały się jednak nieważne z powodu niskiej frekwencji. We Włocławku tamto głosowanie do dziś jest „na tapecie”, trwa bowiem śledztwo w sprawie fałszowania podpisów przy zbieraniu głosów niezbędnych do przeprowadzenia referendum.

Za miejsce w Kujawsko-Pomorskiem, gdzie w minionym czteroleciu „wrzało” najgoręcej, można uznać niewielką, dwutysięczną Nieszawę. W listopadzie 2011 roku z funkcji burmistrza zrezygnował po 21 latach Andrzej Nawrocki. Jak stwierdził, zaprotestował w ten sposób przeciwko polityce rządu, który nakłada na samorządy coraz większe obciążenia finansowe. Nowy burmistrz, wcześniejszy przewodniczący rady miejskiej, Marian T., niebawem został oskarżony o nadużycie uprawnień w sprawie bezprawnego wejścia na działkę jednej z mieszkanek i zniszczenie jej mienia. Postępowanie trwa. Przeprowadzone referenda w sprawie odwołania bumistrza i - osobno - całej rady nie dały rezultatu, bo za mało obywateli poszło do urn. Na dokładkę jeden z radnych powiatu aleksandrowskiego, zamieszany w aferę upadłej spółki „Jantur” w Nieszawie, w wyniku której sporo osób zostało poszkodowanych na niemałe kwoty, w 2012 roku złożył swój mandat. Prokuratura wyjaśnia i tę sprawę.

Obronił się z kolei przed utratą mandatu toruński radny Krzysztof B. (usunięty za to został z PiS-u) po wpadce z jazdą rowerem na podwójnym gazie. Radny, wiedząc, co się święci, tak długo zwlekał ze stawieniem się przed sądem, aż parlament zdążył przeprowadzić zapowiadane wcześniej zmiany w prawie i jego czyn został zakwalifikowany nie jako przestępstwo, jak to miało miejsce wcześniej, ale jako wykroczenie. W ten sposób B. zachował swój mandat radnego.

Burmistrz za wszelką cenę


Nie udała się ta sztuka innemu samorządowcowi z naszego województwa. Do końca walczył niczym lew o zachowanie fotela burmistrza Lipna Janusz D., znany wcześniej w mieście jako działacz opozycji solidarnościowej. Oskarżony został o złożenie fałszywego oświadczenia lustracyjnego i skazany za to sądownie już w 2010 roku, co nie przeszkodziło mu stanąć do kolejnych wyborów i je wygrać z 70-procentowym poparciem obywateli. D. bronili bardzo zawzięcie także radni, odrzucając nawet wniosek wojewody o wygaś-
nięcie mandatu. Kłamstwo zostało jednak udowodnione prawomocnym wyrokiem i po odrzuceniu skargi kasacyjnej burmistrz musiał swój fotel opuścić.

Na osąd w swojej sprawie, bardzo nietypowej jak na samorządowca, już od kilku lat czeka burmistrz Janikowa, Andrzej B., jeden z podejrzanych w głośnej ogólnopolskiej piłkarskiej aferze korupcyjnej, która dotyczyła także II-ligowej Unii.

Z kolei o czwartą kadencję wójta już niebawem ubiegać się będzie Tadeusz G. (gmina Bobrowniki), który w sierpniu tego roku brał udział w stanie nietrzeźwym w wypadku drogowym, jednak śledztwo jest dopiero na wstępnym etapie.

Z całą pewnością za kuriozalną uznać należy sytuację, która doprowadziła do skazania wójta gminy Brzuze na karę grzywny w wysokości 20 tys. zł. Polecił on przed wyborami swoim pracownikom, aby w godzinach pracy urzędu, na służbowym sprzęcie, kopiowali jego materiały wyborcze jako kandydata na wójta. Z kolei Marek Sikora przestał być formalnie
wiceprezydentem Grudziądza jednego dnia, ale już następnego został nim ponownie. Stało się tak po to, by uczynić zadość wymogom formalnym, o co zabiegało CBA.

Bo posłowie są leniwi


A kto z radnych w regionie mógłby zostać uznanym za złotoustego? Duże szanse na to miałby radny Władysław Skrzypek z PiS, były prezydent miasta, który w 2012 r. powiedział publicznie o włocławskich parlamentarzystach SLD:
- W czasie mojej 20-letniej pracy samorządowej nie spotkałem się z tak leniwymi posłami.