35-latek wraca do dzieciństwa

Dorota Witt 11 listopada 2014

Matka, która dojrzała do tego, by cieszyć się późną dorosłością, wcale nie ucieszy się, gdy nagle w jej życie znów wkroczy dorosłe dziecko, które potrzebuje pomocy i opieki. Zdążyła już sobie ułożyć życie po swojemu.

Fot.: thinkstock

Grzegorz rozwiódł się z żoną kilka miesięcy po tym, jak urodziła syna - gdy okazało się, że to nie on jest jego ojcem. Wzięte na kredyt mieszkanie zostawił do spłaty byłej żonie. Sam wrócił do rodziców, do mieszkania w dużej dzielnicy na obrzeżach Bydgoszczy. Zamieszkał w swoim starym, dziecięcym pokoju, na 9 metrach kwadratowych. Mama znów robi kanapki do pracy, pyta, co na obiad. Grzegorz zachorował, cierpi na bóle kręgosłupa, dotychczasową pracę musiał rzucić, zostało mu nocne stróżowanie, trzy razy mniej płatne. Kiedy dusi się w 50-metrowym mieszkaniu rodziców, idzie na basen, żeby nie wybuchnąć, na szczęście to blisko.

Cierpię, ale przejściowo


Mężczyźni wracają do rodzinnego domu po życiowej porażce tak samo często jak kobiety i równie często co całe rodziny. - Tak, zdarza się, że do rodziców sprowadzają się dorosłe dzieci z własnymi dziećmi, bo, oprócz rozwodów, najczęstszą przyczyną takich niespodziewanych powrotów są względy ekonomiczne, czyli np. plajta firmy - mówi dr Magdalena Grabowska, psycholożka, seksuolożka z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Specjaliści określają tę sytuację jako syndrom zagraconego gniazda. Wracając do rodziców musimy wspólnie ustalić jasne zasady, m.in. to, że córka jest już dorosłą kobietą i matką, więc to ona będzie decydowała o wychowaniu dzieci, nie babcia; że to sytuacja przejściowa, która zmieni się, gdy tylko dorosłe dziecko stanie na nogi; że babcia to nie opiekunka, która odbierze dzieci z przedszkola, pomoże im odrobić lekcje, położy spać. Inaczej o konflikt bardzo łatwo.
- Takie powroty to odwrócenie naturalnego porządku: zwykle jest tak, że rodzice opiekują się dziećmi, zanim te dorosną, ale potem to dzieci zajmują się starzejącymi się rodzicami. Wiele matek i ojców tego właśnie oczekuje, więc gdy okazuje się, że zamiast korzystać z uroków późnej dorosłości, znów muszą troszczyć się o dzieci, wewnętrznie się buntują - mówi Magdalena Grabowska. - Niekiedy samych siebie obwiniają o porażkę dziecka („Źle wychowaliśmy”, „Nie umie rozpychać się łokciami, by wyrwać od losu, co swoje” ). Czasami odpowiedzialność zrzucają na dzieci: „Nie tak cię wychowaliśmy”.

Kontrola przez pomoc


Powrót bywa też zagrożeniem dla powracającego, którego rodzice próbują z powrotem wtłoczyć w rolę niesamodzielnego dziecka: chcą ponownie przejąć kontrolę nad jego życiem, dyktują, o której powinno wracać wieczorem do domu, mówią wprost, że pomogą finansowo, ale tylko wtedy, jeśli te pieniądze dorosłe dziecko wyda zgodnie z ich życzeniem.


Dorośli, którzy są zmuszeni zamieszkać w swoim dziecinnym pokoju odczuwają podwójną porażkę: z jednej strony, rozwód czy stratę pracy, z drugiej, konieczność przyznania się do życiowej katastrofy przed najbliższymi i niejako powrót do roli dziecka.

Powroty doświadczonych przez los dorosłych nie muszą jednak wyjść rodzinie na złe. To wymaga dojrzałości od zainteresowanych osób. Matka, która cierpi z powodu opuszczonego gniazda, ucieszy się z powrotu syna, nie bacząc na okoliczności, z kolei ta, która pogodziła się z naturalnym odejściem dziecka z domu i przemeblowała swoje życie tak, by było jej w nim dobrze, powrót przyjmie chłodno. Dojrzali rodzice zdążyli już oswoić przestrzeń, w której się znaleźli - bez dzieci i rodzicielskich obowiązków. Przyzwyczaili się do takiego życia, mają swoje rytuały, dzięki którym czują się spokojnie i bezpiecznie. Powrót dziecka to burzy i rodzi frustracje.

Wygodnie, z dnia na dzień


Może się zdarzyć i tak, że dorosły, który znalazł wsparcie rodziców, szybko poczuje się bezpiecznie i wygodnie, i po jakimś czasie wcale nie zechce na nowo wziąć pełnej odpowiedzialności za swój los. U rodziców żyjemy z dnia na dzień, tracąc motywację do podjęcia jakichkolwiek działań, mających poprawić złą sytuację. Dlatego rekonwalescencja pod okiem rodziców powinna trwać tylko do momentu, aż ułożymy sobie życie na nowo. Czasem powrót do domu pomaga szybciej wrócić do formy, a czasem wręcz przeciwnie - gdy wzajemne pretensje uniemożliwiają młodemu człowiekowi po przejściach poradzenie sobie z emocjami, które blokują determinację i wewnętrzną siłę.