Pracuję na ludziach, nawet na swoich znajomych

Paulina Błaszkiewicz 10 listopada 2014

Rozmowa z AGATĄ KULESZĄ, aktorką filmową, teatralną i serialową.

Agata Kulesza urodziła się 43 lata temu w Szczecinie. Jej rówieśniczką jest wokalistka Katarzyna Nosowska, z którą chodziła do jednej klasy w liceum.

Fot.: Sławomir Kowalski


Czuje się Pani dziś szczęściarą? Pytam o takie poczucie w kontekście zawodowym.
Czuję się szcześciarą, bo nagle dostałam materiał, który mogłam wykorzystać, i moja praca przyniosła mi uznanie - w takim sensie, że po pierwsze, praca ta została zauważona, a po drugie, wysoko oceniona. To przyjemne, kiedy robi się coś, co się lubi, no i coś, co jest satysfakcjonujące. Mam głęboką nadzieję, że moja praca i nazwisko będą się ludziom kojarzyły z pewną jakością. Nie chciałabym, żeby coś się w tej kwestii zmieniło. Mimo tego że zostałam zauważona i doceniona, nadal muszę sobie mówić, że mam prawo do źle zagranej roli; to jest bardzo ważne.

Pani i źle zagrana rola... Dziwne połączenie...
Chyba źle wyraziłam to, co miałam na myśli, ale mówiąc tak całkiem poważnie, to każda rola jest trudna. Nie dzielę ról na łatwe i trudne, a jeśli już, to za trudne uznałabym te, których nie umiem zagrać. Zdarza się, że nagle nie czuję postaci, mogę też być źle obsadzona. Miałam taką sytuację przy słuchowisku radiowym. W „Moralności pani Dulskiej” nie umiałam zagrać Hanki. To było trudne. Przy innych rolach, które dostałam, też na początku wielu rzeczy nie wiedziałam, ale w końcu przychodził ten moment, kiedy postać się we mnie budziła i prowadziła mnie dalej. Później jakoś z tą postacią obie żyłyśmy.

Przecież aktor może wymyśleć postać po swojemu...
Ciekawe w aktorstwie jest to, że ja sobie nie wymyślam ról, które chcę zagrać. Nie wymyślam, bo to nie jest interesujące.

Więc kiedy jest ciekawie?
Wtedy, kiedy dostaję do zagrania postać, którą muszę uczłowieczyć, pokolorować oraz dołożyć starań i wysiłku, żeby widz uwierzył, że ktoś taki istniał naprawdę. Wtedy jest wiarygodnie i być może stanie się tak, że gdy ja to dobrze zagram, to ktoś się przejmie.

Lubi Pani wywoływać w widzach emocje, a jak Pani sama sobie z nimi radzi? Mam na myśli wychodzenie z roli. Postaci: Wandy w „Idzie” czy tytułowej Róży u Smarzowskiego do łatwych nie należały...
To były ciężkie role. Ja w swoim zawodzie pracuję na emocjach i rzeczywiście ta praca wymaga dużej elastyczności emocjonalnej. Mogę być rozdygotana, ale wtedy zwyczajnie muszę odpocząć: wyspać się, dać luz, zatrzymać i uspokoić po intensywnych zdjęciach.

Powiedziała Pani, że uczłowiecza swoje postaci. W jaki sposób Pani to robi?
Często, konstruując postać, pracuję na ludziach, nawet na swoich znajomych. Zastanawiam się nad cechami charakteru i szukam najpierw w sobie, aż w końcu mówię: „O, ta cecha mojej koleżanki byłaby mi potrzebna do tej postaci”. Wtedy muszę tylko ją wyciągnąć z siebie. To polega na wpasowaniu się w człowieka, którego dostaje się do zagrania.

Sprawia Pani wrażenie kobiety i aktorki, która do wszystkiego podchodzi z dużym dystansem. Mylę się?
Nie chciałabym stracić tego dystansu. Zapytała mnie pani o to, czy jestem szczęściarą, ale ja tak naprawdę nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Grałam sporo w etiudach i filmach krótkometrażowych, ale zaraz po skończeniu szkoły obsadzał mnie też Filip Bajon. „Poznań 56” był przecież dawno temu. Później były „Pieczone kurczaki”, cały czas był teatr... Chyba nie poczułam takiego momentu, że nagle coś się zdarzyło. Może ta praca wyglądała trochę inaczej niż teraz, jednak cały czas uprawiałam swój zawód. Nigdy nie robiłam czegoś innego. To, co dzieje się teraz, jest konsekwencją pewnej drogi, tego, że wytrwałam. Później to już była tylko kwestia szczęścia.

Krótko mówiąc, znalazła się Pani na dobrej drodze...
Każdy musi wybrać swój model tego, co chce robić, i tego, co daje mu satysfakcję. Ja jestem osobą, która bardzo lubi w tym zawodzie różnorodność. Mogę czytać audiobooki, słuchowiska, jest teatr, no i kino. Lubię to, ale to jest tylko mój model. Ktoś może powiedzieć, że tylko teatr albo tylko kino daje mu satysfakcję.

Ale wtedy zawód nie zawsze odwdzięcza się miłością, jak w Pani przypadku...
W tym zawodzie należy wykonywać pracę, którą się szanuje. Jeżeli jest taki moment, że mogę robić programy rozrywkowe, bo innej pracy nie mam, to należy tę pracę szanować i wykonywać najlepiej, jak się potrafi. Bardzo lubię seriale i przy nich wiele się nauczyłam. Jeśli chodzi o kino, to przypominam sobie rozmowę z Magdą Cielecką, która się śmiała, że teraz nie pracuje, bo wszystkie role, które mogłaby zagrać, gram ja. Tak się szczęśliwie zdarzyło, a wiem jak to jest, kiedy ten zawód nie zwraca kosztów i nie ma wzajemnej miłości. Kobieta czterdziestoletnia nie jest zbyt częstą postacią w polskim filmie. Mam nadzieję, że to się zmieni, bo człowiek dopiero w takim wieku staje się ciekawy.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 10-11-2014 10:21

    Brak ocen 0 0

    - szukam s5: Pani Agata podobała mi się w serialu Krew z krwi

    Odpowiedz