Drogi węgiel to paliwo bez przyszłości

Przemysław Łuczak 7 listopada 2014

Rozmowa z RYSZARDEM PAZDANEM, ekspertem Business Centre Club do spraw polityki środowiskowej.

Ryszard Pazdan: - Spełnienie wszystkich wymagań środowiskowych, łącznie z klimatycznymi, kosztowałoby nas paręset miliardów euro

Fot.: Archiwum


Czy zgadza się Pan z premier Ewą Kopacz, że niedawny szczyt Unii Europejskiej zakończył się sukcesem Polski?
Moim zdaniem, nie był to sukces ani też jakaś wielka porażka. Gorzej byłoby, gdybyśmy zawetowali unijny pakiet klimatyczno-energetyczny na lata 2020-2030, bo były obawy, że porozumienia nie da się osiągnąć. Nasz rząd wskazywał, że przyjęcie tak ambitnych celów klimatycznych spowoduje wzrost cen energii i obniży konkurencyjność naszej gospodarki.


Ostatecznie zgodziliśmy się na redukcję dwutlenku węgla o 40 proc. do 2030 roku, ale pod pewnymi warunkami, które - zdaniem premier Kopacz - zabezpieczają interesy polskich konsumentów i gospodarki. Czy tak jest w istocie, trudno powiedzieć, bo nie znamy jeszcze wszystkich szczegółów porozumienia. Są w nim np. zapisy dające preferencje uboższym krajom, których PKB nie przekracza 60 proc. średniej unijnej. Będą one mogły oddać za darmo swoim elektrowniom 40 proc. posiadanych uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Nie sądzę jednak, aby rozwiązały one problem cen energii i konkurencji gospodarki.

Rząd mówi o korzyściach finansowych dla Polski?
Do takich deklaracji trzeba podchodzić z dystansem. To, co mówi premier Kopacz, przypomina trochę sytuację z 2009 roku, kiedy z Brukseli po podpisaniu poprzedniego pakietu klimatycznego wrócił premier Tusk z sensacyjną wiadomością, że Polska dostanie 60 mld euro, za które do 2020 roku zmodernizuje elektrownie, żeby spełniały normy unijne. Tych pieniędzy jednak nie dostaliśmy, ponieważ ich uzyskanie było powiązane z mechanizmami, których od razu nie sprecyzowano. Podobnie może być teraz. Przyjęto jedynie ogólne założenia polityki klimatycznej UE. Natomiast szczegóły w postaci dyrektyw i rozporządzeń powstaną później. Powinniśmy o tym pamiętać, bo dzisiejsze niedomówienia w przyszłości mogą spowodować poważne komplikacje gospodarcze.

Co więc powinniśmy zrobić?
Polska musi przemyśleć zmianę modelu gospodarczego. I nie chodzi tu tylko o sprawy klimatyczne i dwutlenek węgla. Dla naszej gospodarki pierwszorzędne znaczenie mają wszystkie inne aspekty środowiskowe. Co z tego, że jakaś elektrownia dostanie darmowe uprawnienia na dwutlenek węgla, jeżeli będzie musiała jednocześnie zmniejszyć ilość innych emitowanych zanieczyszczeń, m.in. o ponad 40 proc. ogólny ładunek siarki w atmosferze. Bardzo zaostrzone zostały normy dotyczące pyłów, rtęci czy węglowodorów, które przekraczamy najbardziej w Europie. Położenie nacisku tylko na pakiet klimatyczny i dwutlenek węgla jest błędem w sztuce zarządzania państwem. W Polsce bowiem, ze względu na zapóźnienia w ochronie środowiska, obecnie nie ma miejsca na rozwój przemysłu.

Rachunki za prąd rzeczywiście nie wzrosną?
Nasze rachunki za energię cały czas rosną, niezależnie od zapisów unijnego pakietu klimatycznego. Polacy płacą za prąd dwukrotnie więcej niż Francuzi i więcej niż Niemcy. Tak się dzieje, ponieważ sprawność naszych elektrowni jest dramatycznie niska, a większość urządzeń przestarzała. Dopiero ostatnio zaczęliśmy więcej inwestować w energetyce, ale wciąż o wiele za mało w stosunku do potrzeb. Większość naszych elektrowni osiąga sprawność ledwie przekraczającą 30 proc., podczas gdy średnia unijna wynosi 46 proc. To oznacza, że przy produkcji energii elektrycznej spalamy około jednej trzeciej paliwa więcej niż elektrownie europejskie. Z drugiej strony, głównym paliwem u nas jest, oczywiście, węgiel, też wyjątkowo drogi.

Nasza energia musi więc być tak droga?
O ile średnia cena tony węgla o odpowiedniej wartości energetycznej na rynku w Amsterdamie, Rotterdamie i Antwerpii wynosi nieco ponad 70 dolarów, to koszt jego wydobycia w niektórych naszych kopalniach sięga nawet 450 złotych, czyli jest dwa razy wyższy. Teoretycznie rzecz biorąc, chcąc obniżyć cenę energii, nasze elektrownie powinny kupować węgiel na giełdzie, a nie z polskich kopalń. Nikt jednak na taki krok się nie zdecyduje, ponieważ miałoby to poważne konsekwencje polityczne i społeczne, wynikające z tego, że w polskim górnictwie pracuje 150 tys. osób.

Jak przyjęcie pakietu klimatycznego ma się do zapowiedzi rządu, że nasza energetyka rozwijać się będzie głównie w oparciu o węgiel?
Tego rodzaju deklaracje mają wyłącznie polityczny charakter i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Rząd tak mówi wyłącznie dlatego, że boi się stracić głosy górników i Ślązaków, a teraz co parę miesięcy odbywać się będą kolejne wybory. Oczywiście nie mówię, że całkowicie powinniśmy zaprzestać wydobywania węgla i zlikwidować węglowe elektrownie. Trzeba jednak pamiętać, że na świecie są miejsca, gdzie węgiel kamienny leży prawie na powierzchni ziemi i można go tanio wydobywać koparkami. I to on będzie używany w energetyce. Na razie nie mamy alternatywy dla produkcji energii elektrycznej z węgla, ale nie wierzę, że będzie on paliwem przyszłości.

Które z ustaleń szczytu klimatycznego można uznać za korzystne dla Polski?
W przeszłości zmarnowaliśmy wiele możliwości, które dawał protokół z Kioto. Polska zawsze się chwaliła, że zredukowała wtedy o ponad 30 proc. emisję dwutlenku węgla. To jednak w dużej mierze wynikało z upadku naszego przemysłu. Nie wykorzystaliśmy natomiast m.in. szansy sprzedania tej 30-procentowej nadwyżki innym państwom. W BCC oszacowaliśmy, że, według ówczesnych cen, Polska straciła z tego powodu 8 mld zł. To tylko jeden z przykładów zaniechań, które sprawiły, że zamiast obniżać koszty produkcji, zwiększaliśmy je. Obecny pakiet klimatyczny w perspektywie następnego pokolenia będzie korzystny, bo zostaniemy zmuszeni do skorygowania tzw. miksu energetycznego. Będziemy musieli zbudować więcej elektrowni wiatrowych, słonecznych, biogazowych i wodnych. Tylko naturalne źródła są bowiem w stanie zapewnić bezpieczeństwo energetyczne kraju. Nie zapewnia go natomiast ani energia atomowa, bo uran musimy kupować, ani gaz, bo aż tyle go nie mamy. Nie gwarantuje go również węgiel, bo - mało kto chce w to uwierzyć - importujemy aż jedną trzecią spalanego w elektrowniach węgla.

Czy Polska popełniła błąd domagając się utrzymania darmowych pozwoleń na emisję dwutlenku węgla, zamiast walczyć o możliwie duży fundusz modernizacyjny?
Oczywiście lepiej byłoby dla naszej gospodarki, gdybyśmy mieli do dyspozycji znaczący fundusz modernizacyjny, tylko prawdopodobnie byśmy go nie uzyskali. W konkluzjach ze szczytu napisano, że handel emisjami będzie podstawowym mechanizmem uzyskiwania celów redukcyjnych dwutlenku węgla. Ma to jednak być handel zmodernizowany i powiązany z systemem stabilizacji rynku. Obecnie koszt zakupu jednej tony dwutlenku węgla wynosi 5,7 euro, natomiast redukcja 40 euro. Jest więc oczywiste, że każdy woli kupować uprawnienia do emisji dwutlenku węgla zamiast samemu go redukować. Ale ideą UE nie jest kupowanie, tylko redukowanie. Dlatego, żeby ten mechanizm w ogóle zadziałał, muszą być wyższe ceny dwutlenku węgla. W związku z tym zgoda na wprowadzenie systemu stabilizacji rynku oznacza ni mniej, ni więcej jak zgodę na utworzenie tzw. rezerwy stabilizacyjnej, czyli wycofanie dużej ilości pozwoleń na emisję dwutlenku węgla z rynku i tym samym znaczne podniesienie ceny. Poza tym, co roku wycofywane będzie z rynku 2,2 proc. wszystkich uprawnień. To oznacza, że warunki, w których będą funkcjonowały również polskie elektrownie, będą coraz trudniejsze.

Ile może kosztować unowocześnienie naszej energetyki, dostosowanie jej do 2030 roku do norm unijnych?
Spełnienie wszystkich wymagań środowiskowych, łącznie z klimatycznymi, kosztowałoby nas paręset miliardów euro. Tak naprawdę to wszystko jest ze sobą powiązane, nie można rozdzielać kosztów redukcji dwutlenku węgla od innych zanieczyszczeń. We Francji np. program ograniczania emisji gazów cieplarnianych włączono do krajowego programu ochrony powietrza. Polski rząd również powinien zastanowić się nad takim rozwiązaniem. W przeciwnym razie po drodze znowu zgubimy jakiś problem, bo mówiąc o dwutlenku węgla, zapominamy o metanie czy rtęci. Te 7,5 mld euro, które UE nam obiecała do 2030 roku, to kropla w morzu naszych potrzeb. Mam nadzieję, choć mocno w to wątpię, że w naszych ośrodkach analitycznych szacuje się zyski i ewentualne straty, wynikające z przyjęcia unijnego programu klimatycznego.

Teczka osobowa
Ochrona środowiska, windsurfing i snowboard

- Ryszard Pazdan - minister środowiska w Gospodarczym Gabinecie Cieni BBC, ekspert ds. polityki środowiskowej. Założyciel i prezes firmy ATMOTERM SA, działającej na rynku od 25 lat, specjalizującej się w tworzeniu profesjonalnych komputerowych systemów zarządzania informacjami środowiskowymi, specjalistycznych usługach w dziedzinie ochrony środowiska, m.in. w doradztwie z zakresu ryzyk środowiskowych. W poprzednich kadencjach był ekspertem Sejmowej Komisji Ochrony Środowiska.

- Hobby: od 30 lat aktywnie uprawia windsurfing, a zimą twardy snowboard - tzw. extreme carving.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 07-11-2014 08:18

    Oceniono 4 razy 3 1

    - Ancymonek: Chciałoby się rzecz, taki chudy ekspert a jak tęgo prawi... bzdety. Z czym do Gości Panów inżynierów, ekspercie ?

    Odpowiedz