Instynkt sklepowego łowcy

Małgorzata Oberlan 7 listopada 2014

Weekendowcy z listami, łowcy promocji w realu i sieci, lojalni punktowcy, amatorzy e-zakupów i chytrusi - typów wyróżnić można wiele. Dla każdego z nich zakupy to wyzwanie, które podejmuje z własną strategią. Z jakim typem się państwo utożsamiają?

Zakupowicz racjonalista na polowanie rusza z listą i kalkulatorem. I on jednak daje się ponieść, wracając do domu z torbą pełną „okazji”...

Fot.: Thinkstock

Toruń, ulica Lubicka, wczesne popołudnie. W Lidlu zakończyła się już walka o promocyjne towary, wystawione w koszach. - Ciśnieniomierze? Oj, o tej porze to już chyba żaden nie został - rozkłada ręce ekspedientka.


Jak się okazuje, aparaty zostały dosłownie rozdrapane w ciągu 2-3 godzin od otwarcia sklepu. Kto miał czas na nie zapolować? Oczywiście, osoby w tych godzinach niepracujące. Emeryci, renciści, bezrobotni. Ewentualnie pracujący, którzy specjalnie w celu zaliczenia polowania urwali się z pracy.

Lektura pani Bożeny


Nad Wisłą nie mamy ani takich wyprzedaży jak Anglicy, ani takich systemów kuponowo-rabatowych jak Amerykanie. Żaden Polak nie stanie się na razie bohaterem programu podobnego do „Łowców promocji”, emitowanego w stacji TLC, w którym Amerykanie z zebranymi wcześniej kuponami zniżkowymi za pełne towarów kosze w supermarkecie płacą po 3 dolary zamiast kilkuset. Polak poluje tak, jak pozwalają mu krajowe realia.

Ulubioną lekturą pani Bożeny, 69-letniej emerytki z Bydgoszczy, są gazetki wydawane przez supermarkety i dyskonty. Sama wychowała się w czasach ciągłego niedoboru towarów na rynku, a i dzieci wychowywała w szarej PRL-owskiej rzeczywistości. Doskonale pamięta stanie w kolejkach, zapisy na pralki i lodówki, walki o papier toaletowy. Teraz cieszy się, że wnuki dorastają w innym, kolorowym świecie. I tym wnukom gotowa jest przychylić nieba. Oczywiście, dzięki wspomnianym gazetkom.

Czekolady o 20 proc. tańsze w Realu? Oliwki dziecięce w promocji w Carrefourze? Dżemy za dwie trzecie ceny w Tesco? Wszystko to babcia Bożena jest w stanie zdobyć, z poświęceniem pokonując trasy od jednego do drugiego sklepu. Im wcześniej człowiek wyruszy z domu po produkt promocyjny, tym lepiej. Wyprzedzi pracujących i wolniejszych emerytów. Gazetki z zakreślonymi precyzyjnie flamastrem okazjami pani Bożena zawsze ma przy sobie. - Nasz proboszcz ostrzega przed konsumpcjonizmem, ale ja tylko staram się zaoszczędzić i pomóc wnukom - tłumaczy emerytka.

Łowcami promocji sami nazywają się też internetowi szperacze, okazje i gratisy wyszukujący w sieci. Ten trend w Polsce dopiero raczkuje, ale jest obiecujący. Prym wiodą młode kobiety, które regularnie już korzystają i wymieniają się informacjami na temat testowania kosmetyków, udziału w konkursach i zniżkach przy grupowych e-zakupach.

Z listą do marketu


Sobota dla pana Wojciecha, pracownika jednego z toruńskich urzędów, zawsze oznacza to samo. Około godz. 10 pakuje się z małżonką i minimum czterema ekotorbami do wysłużonego już z lekka opla. Kierunek podróży od kilku lat się nie zmienia: centrum handlowe przy ul. Grudziądzkiej. - Żona się przyzwyczaiła do tego miejsca, a poza tym to centrum jest najbliżej naszego domu - tłumaczy.

Połowica urzędnika skrupulatnie przygotowuje się do weekendowych łowów. Sporządza listę zakupów, określa limit wydatków, ba, przegląda nawet wcześniej aktualną ofertę sklepową w Internecie. Rzadko jednak zdarza się, by małżonkowie wrócili z polowania bez dodatkowych „superokazji”, które po analizie w domowym zaciszu nie zawsze okazują się takimi super.

Z badań przeprowadzonych przez TNS OBOP wynika, że podobne listy zakupów sporządza aż 75 proc. Polaków. Tyle że 35 proc. badanych, kiedy już znajdzie się w sklepie, kupuje także produkty spoza listy. Kolejne 10 proc. zupełnie o spisie zapomina i rzuca się w objęcia promocji. Efekt? Wychodzą ze sklepu ze znacznie większą liczbą towarów niż pierwotnie planowali - często zupełnie zresztą niepotrzebnych. I z rachunkiem nawet kilka razy wyższym od zamierzonego.

- Ostatnio dwupaki płynu do płukania tkanin oddaliśmy teś-ciom, a czteropaki dressingu do sałatek - kuzynce. Zapasy łososia z promocji nie przetrwały próby czasu (siadła akurat zamrażarka) i wylądowały w śmietniku. Pies nie był zainteresowany... Nie wiem, jak to się dzieje, ale mimo całego naszego racjonalizmu zawsze damy się ponieść instynktowi łowcy - podsumowuje pan Wojciech.

To będą zakupy przyszłości?


Lojalni punktowcy robią zakupy w sklepach jednej sieci i ciułają punkty na kartach lojalnościowych. Są przekonani, że zdobyty w ten sposób nóż ze stali nierdzewnej za 300 punktów to wspaniała zdobycz. Wycieczkowcy udają sami przed sobą, że odwiedzają sklepy dalsze i bliższe na luziku, bez zobowiązań, lustrując tylko ofertę. Nierzadko wracają jednak z takich wycieczek bardziej obładowani niż weekendowcy z listami. Chytrusi są pewni własnej niemylności i głęboko wierzą w to, że rozszyfrowali wszystkie marketingowe sztuczki i socjotechniki handlowców. Omijają pseudopromocje, badają gramatury, towar zawsze wybierają z głębi półki (ten z wierzchu ma najkrótszą datę przydatności do spożycia). Czy są jednak w stanie, nawet kosztem życia zawodowego i prywatnego, wyśledzić wszystkie pułapki zastawiane na klientów?

Ubiegłoroczne badania CBOS-u wskazują na rosnącą świadomość polskich konsumentów i odchodzenie od robienia zakupów spożywczych na zapas. Przyszłością wydają się zakupy spożywczo-chemiczne robione przez Internet, choć - biorąc pod uwagę zamiłowanie Polaków do pogawędek w osiedlowych sklepikach - chyba nigdy nie wyprą one z rynku realnych sklepów. W Kujawsko-Pomorskiem takie zakupy on-line z dostawą do domu (bezpłatną po przekroczeniu określonej kwoty) proponują już, między innymi, delikatesy Alma oraz Piotr i Paweł, Tes-co, o ogólnopolskim supermarkecie on-line Frisco nie wspominając.

- Zaletą z pewnością jest oszczędność czasu i wysiłku. Osobiście wychodzę z założenia, że w weekend to lepiej z dziećmi biegać po parku niż między półkami supermarketu - podkreśla pani Malwina, 25-letnia torunianka, sama sprzedająca przez Internet artykuły wyposażenia wnętrz. - Mankamentów też jednak widzę sporo. Po pierwsze - terminy dostaw, które czasem są nawet czterodniowe. Po drugie, uboższy asortyment niż w przypadku zakupów tradycyjnych. Po trzecie wreszcie, w przypadku ludzi starszych wiekiem, bariera techniczna. Czekam, aż któraś z sieci wpadnie na pomysł robienia zakupów przez telefon. To byłoby niesamowicie wygodne dla seniorów.

Jeszcze lubimy pogadać...


Jak wynika z ubiegłorocznych badań CBOS, miejscem, gdzie Polacy najczęściej zaopatrują się w artykuły spożywcze, są tanie sklepy dyskontowe. Prawie połowa robiących zakupy (49 proc.) kupuje w takich właśnie sklepach, a dalsze 24 proc. robi w nich mniej więcej połowę zakupów. Tak więc prawie trzy czwarte badanych (73 proc.) kupuje co najmniej połowę artykułów spożywczych w sklepach typu Biedronka czy Lidl.

Okazuje się też, że ponad jedna trzecia polskich konsumentów zwraca się do sprzedawców po imieniu, a do podobnej liczby zwracają się w ten spsób sprzedawcy. Świadczy to o nawiązywaniu osobistych kontaktów ze sprzedawcami. I choć w sklepikach osiedlowych robi istotne zakupy (całkowite lub przynajmniej połowiczne) już tylko 37 proc. rodaków, to widać, że ciągle lubimy sobie pogadać. „Większość klientów sklepów osiedlowych i wiejskich rozmawia ze sprzedawcami na tematy niezwiązane z zakupami” - podsumował CBOS. I dopóki tak jest, e-zakupy nie zdominują rynku całkowicie, a w przerwach między polowaniami w dyskontach i supermarketach nadal zaglądać będziemy do pani Basi z warzywniaka...

Warto wiedzieć


Kochamy dyskonty, ale uważajmy na promocjach

- Większości zakupów robimy w tanich sklepach dyskontowych, w następnej kolejności w marketach, sklepach osiedlowych i supermarketach. Rzadko zaopatrujemy się w artykuły spożywcze na popularnych kiedyś bazarach. Nadal nie jesteśmy przekonani do kupowania żywności przez Internet - ustaliło w badaniach Centrum Badania Opinii Społecznej (2013 r.).

- 38 proc. Polaków robi częste zakupy. Niewiele mniej, bo 32 proc., robi duże zakupy raz na kilka dni (tzw. weekendowcy), a następnie dokupują tylko to, czego im brakuje. Co ósmy Polak (12 proc.) nie robi zakupów wcale lub robi je bardzo rzadko. Zdecydowaną większość tej ostatniej grupy stanowią mężczyźni...

- Mało popularne są lubiane niegdyś bazary. Co drugi badany (51 proc.) w ogóle lub prawie w ogóle na nich nie kupuje.

- Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów dokładnie przebadał promocyjne oferty i stwierdził, że co trzeci produkt, oferowany rzekomo w obniżonej cenie, był droższy niż wcześniej poza promocją. Częstą praktyką sprzedawców jest też manipulowanie ceną. Sklep najpierw podnosi cenę, by po pewnym czasie obniżyć ją. Uważać trzeba też na gramatury produktów.