Nie ma litości - dożyjesz starości

Katarzyna Bogucka 7 listopada 2014

Sokrates radził: „Z godnością oczekuj starości”, a my nie czekamy, chcemy wiedzieć, jak to będzie w sędziwości. Ruszamy w miasto na wpół ślepi, głusi, uwięzieni w symulatorze odczuć starczych. I zachowaj teraz człowieku godność...

Wydaje się, że jest zabawnie? Może przez chwilę i tylko na papierze. Eksperymentalna starość to udręka pokonywania stopni, utrzymywania równowagi w jadącym autobusie, mozolnego ubierania kurtki i zawiązywania butów

Fot.: Tomasz Czachorowski

Wiek starczy waży około 40 kilogramów, wygląda jak kuloodporne ubranko dla brygady antyterrorystycznej i mieści się w niedużej walizce na kółkach, a walizka ta stoi w gabinecie dr n. med. Mirosławy Felsmann, p.o. kierownika Zakładu Teorii Pielęgniarstwa Wydziału Nauk o Zdrowiu Collegium Medicum w Bydgoszczy. Pani doktor koordynuje przebieg eksperymentu studenckiego, którego efektem ma być wykształcenie wśród przyszłych profesjonalnych pracowników systemu opieki zdrowotnej oczekiwanych postaw wobec osób starszych i generalnie wobec starzejącego się społeczeństwa.

Jak żółw...


Wejście w stare ciało nie jest proste. W scenariusz mojej roli są wpisane ograniczenia stawowe. Brak ruchu równa się brak produkcji mazi stawowej, czyli brak oliwienia, a więc tarcie jednej kości o drugą i uporczywy ból. - Jest identycznie jak w samochodzie, auto nie jeździ, więc silnik nie jest naoliwiony - porównuje dr Felsmann.


Jako kobieta w wieku ok. 80 lat (bo na tyle mam się dziś czuć) narzekam na kolana, prawdopodobnie przez całe życie dźwigałam ciężary w nieodpowiedniej pozycji ciała, dzieci nosiłam stale na tym samym ramieniu, czym chyba dobiłam także kręgosłup. Poranna sztywność stawów i kręgosłupa jest tak duża, że z trudem podnoszę się z łóżka, wywlekanie się z pościeli trwa co najmniej kilkanaście minut. Nadgarstki są zgrabiałe, a skóra rąk, szczególnie palców, jest z kolei zgrubiała i nieczuła.

Powinnam w związku tym czuć się jak żółw i za chwilę tak będzie, gdy włożę na siebie stymulator, czyli piekielnie ciężką kamizelkę (plecy jak na zawołanie wyginają się w pałąk), usztywniacze łokci i kolan (idealne odpowiedniki starczych przykurczów), obciążniki kostek i nadgarstków (te na stopach wyglądają jak połączone z sobą laski dynamitu). Na starość dotyk już nie ten sam, więc ubieram lateksowe rękawiczki i grube skórzane rękawice, na szczęście z wolnymi opuszkami.

Koniec z rozglądaniem się na boki, od teraz przeszkadza mi w tym usztywniacz karku, coś w rodzaju kołnierza ortopedycznego (grzeje w szyje niemiłosiernie). Na oczy pani doktor zakłada mi ogromne gogle, symulujące widzenie po zmętnieniu soczewki. Od teraz jestem dalekowidzem: - Lepsze czytanie z dali jest także cechą wieku starczego” - tłumaczy dr Felsmann i charakterystycznie oddalając kartę od wzroku wskazuje na zaburzenia akomodacji oka.

Zjedzenie obiadu to nie żadne hop siup. Ledwo widać talerz,  łyżka ciagnie ku stołowi (to efekt obciążonych nadgarstków). Kapie na brodę, na obrus. Specjaliści tłumaczą, że przyczyną niedożywienia ludzi starszych jest nie tylko ubóstwo, wiążą się z tym te

fot. Tomasz Czachorowski

Zjedzenie obiadu to nie żadne hop siup. Ledwo widać talerz, łyżka ciagnie ku stołowi (to efekt obciążonych nadgarstków). Kapie na brodę, na obrus. Specjaliści tłumaczą, że przyczyną niedożywienia ludzi starszych jest nie tylko ubóstwo, wiążą się z tym te


W dodatku bardzo źle słyszę, od świata dźwięków oddzielają mnie wielkie słuchawki (w wersji hardcorowej są jeszcze zatyczki do uszu). Wrażenie jest takie, jakbym zanurzyła głowę pod wodą.

- Ile mam teraz dokładnie lat?
- pytam koordynatorkę projektu.

- Mniej więcej 70-80, ale dokładnie trudno powiedzieć, bo przecież każdy starzeje się inaczej, a jeśli ktoś nie zażywał ruchu, zmiany postępują szybciej, uciążliwości jest znacznie więcej.

Z czego tu się śmiać?


Mnie niedoskonałości zafundowanych przez Collegium Medicum w ramach eksperymentu wystarczy aż nadto. Drogę z ul. Techników (siedziba CM) na ul. Wojska Polskiego w Bydgoszczy, na przystanek autobusowy, pokonuję z trudem powłócząc nogami, w pół godziny, zamiast w 10-15 minut. Ludzie się podejrzliwie gapią, w pancerzu robi się coraz bardziej gorąco, stopy ciążą, a to dopiero piętnasta minuta eksperymentu. Mijają mnie dwie starsze panie, każda z nich wspiera się na kulach. Babeczki, na oko w moim wieku, perorują o czymś zawzięcie i śmieją się między wierszami do rozpuku. Dobre sobie...

- Kiedy przyjedzie 79? - pytam starszego pana. Jegomość w czapce z daszkiem patrzy podejrzliwie, ewidentnie nie ufa, chyba przez te narciarskie gogle albo „dynamit” na stopach, wreszcie coś półgębkiem odpowiada, ale co?

- Nic - nie - sły - szę! - głupio mi wrzeszczeć, a literki na rozkładzie jazdy, wiszącym pod ciemną wiatą, są za małe dla steranych oczu.

Uparłam się na normalny autobus, a przecież dr Felsmann życzliwie radziła, bym poczekała na niskopodłogowiec (bo oprócz bardzo pomocnej laseczki mam przecież jeszcze ze sobą walizkę na kółkach). Niewielki stopień i jest problem. Głowa chce iść, a nogi z obciążnikami, i tyłek też, zostają w tyle. Nikt się nie kwapi do pomocy przy wsiadaniu czy wnoszeniu walizki.

Wyjęcie biletu z kieszeni jest trudne, ale włożenie go do kasownika - prawie niemożliwe. W prawdziwym życiu miałabym bezpłatne przejazdy, a tak pcham ten cholerny papierek do otworu, bilet się zwija, gniecie, a za mną rośnie kolejka młodych, żwawych i zirytowanych (już rozumiem, jak stresują się starsi ludzie, czując na plecach czyjś zniecierpliwiony oddech).

Gdzie ja jestem?


Dwie starsze panie niemal jednocześnie zrywają się na mój widok i uciekają dwa rzędy dalej, by tam w spokoju odmawiać różaniec, wciąż jednak łypiąc na mnie jednym okiem. Po trzecim przystanku prawie zasypiam. Czuję się anonimowo, czuję, że nikogo nie obchodzi mój los, dla nikogo nie jestem atrakcyjna. Robi się gorąco, przez gogle ledwo co widać, słońce świeci prosto w okulary... Gdzie jestem?

Głos oznajmiający, na jaki przystanek właśnie wjeżdżamy, brzmi przez słuchawki niczym bulgotanie wody. Zbliża się czas dzwonienia do fotoreportera, ale jak trzymać jednocześnie telefon, laseczkę i walizkę? Jak na dotykowym wyświetlaczu wybrać numer ręką odzianą w męską skórzaną rękawicę? Rozumiem już rodziców i teściową, którzy wolą aparaty telefoniczne z lamusa niż nowoczesne cuda, po których palec się ślizga i ląduje nie tam, gdzie trzeba.

Wysiadam... za dwa przystanki


I teraz najlepsze. Dlaczego starsi ludzi wstają ze swoich miejsc pół do półtora przystanku przed swoim miejscem wysiadki, skoro później rzuca nimi na zakrętach po całym autobusie. Już wiem. Z czterdziestokilogramowym obciążeniem podnieść cztery litery nie jest łatwo. Trzeba najpierw poszukać jakiejś poręczy, złapać się, później stanąć mocno na nogi, dopilnować, żeby nic nie zostało na siedzeniu (moja komórka o mało nie wypadła z kieszeni, a gdyby wypadła, próba podniesienia jej skończyłaby się pewnie na przystanku końcowym).

Wstałam niemal w ostatniej chwili, ale i tak musiałam ratować się przed upadkiem po dość łagodnym hamowaniu, podobnie jak sympatyczna babcia, która zapobiegawczo podniosła się już kilka minut wcześniej (weź, czytelniku, poprawkę na to, że ja na eksperyment miałam kilka godzin, a seniorzy są naturalnie obyci z pułapkami czyhającymi w codzienności).

Czas zerknąć na regulamin eksperymentu. Jego pomysłodawcy chcieliby, żeby w symulatorze nie tylko spacerować i usiłować nawiązać rozmowę. Ważne są także reakcje ciała zaobserwowane podczas czesania się i innych drobnych zabiegów higienicznych, np. mycia zębów, ale także podczas przewracania się w łóżku z boku na bok, wstawania, klęczenia, kucania. Uff...

Zupa się wylewa


Bar mleczny.

- Nie może pani tego zdjąć, po co pani w tym chodzi?
- cedzi młody człowiek w kolejce do kasy; on stoi po kotleta, ja po grochówkę.

- Nie, nie mogę, no jak... Zamawiam grochową, ale nie słysząc swojego głosu, znowu mówię za cicho: „Gro - cho - wa!” Talerz z zupą to pułapka, którą sama na siebie zastawiłam. Niby lekki, a niestabilny, przechyla się w dłoni kilka razy, grożąc wylaniem obiadu. I wylało się, ale na stolik i na szczęście niewiele.

- Spróbuj podnieść głowę, jedną ręką podeprzyj policzek, a drugą trzymaj łyżkę - wydaje polecenia fotoreporter.

Jak to powiedzieć, że dłonie ważą tonę... Tak ciężko podnieść łyżkę, a co dopiero przechylić ją do ust. Dobrym sposobem okazuje się siorbanie zupy, ale broda jest zalana - coś za coś. Zwykle, gdy wpadam do baru, jedzenie zajmuje mi jakieś 10-15 minut. Teraz muszę jeść z pół godziny, ktoś pomyśli, że degustuję z namaszczeniem, a ja stale muszę się pilnować, żeby ręce i głowa nie spadły mi na blat stołu (przypomina mi się teraz, że gdy farbowałam mojej babci włosy, co kilka minut prosiłam o podniesienie głowy, a ona znowu opadała).

Po około czterech godzinach chodzenia w symulatorze nogi mam coraz słabsze, stóp już nie podnoszę, tylko nimi szuram, mina mi zrzędła. Przed domem spotykam męża, który jest tak zszokowany moim nowym wyglądem i fizycznym stanem, że na chwilę traci mowę. - Wejdź już lepiej do mieszkania, nie chodź więcej po ulicy, jak ty wyglądasz... - mówi zdezorientowany małżonek. Ciekawe, co na taką radę powiedziałby prawdziwy senior...

Z wejściem na trzecie piętro będzie kłopot, na każdym półpiętrze robię postój i dyszę. W domu kolejne godziny męki, padam - regulaminowo - na łóżko i przewracam się z boku na bok. Idzie mi kiepsko. Klęczenie okazuje się być dużo łatwiejsze niż kucanie, choć wstawanie z poziomu podłogi to spore wyzwanie.

Prosili, by spróbować umyć zęby - zdrętwiałe i ciężkie ręce niezgrabnie chwytają szczoteczkę i szczotkują zęby bardzo powoli, topornie i pewnie niedokładnie. Podobnie jest z czesaniem. Owszem, mogę się uczesać, ale o samodzielnym układaniu włosów nie ma mowy, bo z rękami w górze wytrzymuje zaledwie kilka minut. Na koniec eksperymentu mam opisać swoje przeżycia. Ciekawostką jest to, że piszę mikrodrobnymi literkami, które ledwo widać w rubryczkach...

Nie wyręczać!


Jak na ten eksperyment reagują studenci? - Nie chce im się wierzyć, że to aż tak może być - mówi dr Mirosława Felsmann, ale zaznacza, że eksperyment to jedno, a prawdziwe życie to druga strona medalu. - Natura jest łaskawa, odbiera nam sprawność stopniowo, najpierw szwankują stawy, szkielet, na koniec pozbawieni jesteśmy zmysłów, więc nie jest tak, jak w naszym eksperymencie, że wszystkie bolączki wieku starczego pojawiają się jednocześnie. Mamy czas, żeby się z nimi oswoić, żeby się nieco znieczulić.

Pani doktor podkreśla, że wnioski wypływające z badań są bardzo cenne. - Dowiadujemy się, m.in., jaka jest rola pielęgniarki w opiece nad starszą osobą. Nie wolno poganiać. Z jednej strony, wiemy przecież, że starość przyjdzie później, jeśli będziemy prowadzić aktywny tryb życia, a z drugiej, tłumacząc się dobrocią, chcemy seniora we wszystkim wyręczać, mówimy: „Nie męcz się, ja to za ciebie zrobię, usiądź sobie i odpocznij”.

Wiemy, że sami zrobimy coś sprawniej, może lepiej. To błąd, nie o to chodzi. Niech senior robi swoje powoli, nie poganiajmy starszych pacjentów. „Proszę wstać, powiedzieć, kiedy mam pomóc, ale spróbować także samemu sobie poradzić”. Brak aktywności, brak ruchu może oznaczać koniec, inwalidztwo...

Stymulacja - edukacja


Uczelnia od kilku lat proponuje swoim studentom podobne eksperymenty. Obecnie zakład ma do dyspozycji cztery stymulatory GERT. W niektórych żacy wychodzą na ulice, inne są wykorzystywane w pracowni do obserwowania ciała podczas kładzenia się do łóżka, wstawania, przewracania się z boku na bok. Uczelnia czeka na zamówiony już sprzęt, który symulować będzie drżenie przy chorobie Parkinsona i, za pomocą specjalnych nakładek na butów, zaburzenia chodu, bo zaburzenia równowagi to kolejny, bardzo ważny problem w procesie starzenia się.

Warto wiedzieć


Empatia ćwiczona na własnej skórze

- Eksperyment, w którym wzięła udział reporterka naszej gazety, prowadzi (we współpracy z Komisją Bioetyczną CM UMK Bydgoszcz) Zakład Teorii Pielęgniarstwa Wydziału Nauk o Zdrowiu Collegium Medium UMK, kierowany przez dr n. med. Mirosławę Felsmann. Jego celem jest wykształcenie wśród przyszłych profesjonalnych pracowników systemu opieki zdrowotnej określonych i oczekiwanych postaw wobec osób starszych, m.in. empatii.

- Symulator GERT, z którego korzystała nasza reporterka, umożliwia doświadczenie dysfunkcji zmysłów: wzroku (zmętnienie widzenia i ograniczenie pola widzenia), słuchu (osłabienie i wybiórczość), dotyku (mniejsza zdolność uchwytu i czucia) oraz dysfunkcji ruchu (zużycie stawów, sztywność, bolesność , obrzęki, osłabienie siły mięśniowej).

Dysfunkcje ruchu spowodowane są zmianami zwyrodnieniowymi w kręgosłupie i stawach. Doświadczamy sztywności odcinka szyjnego i jego ograniczonej ruchomości; obniżenie elastyczności tarczek międzykręgowych prowadzi do pochylenia sylwetki do przodu i odczuwania ciągłego ciężaru na plecach. Symulator pozwala też poczuć sztywność stawów kolanowych, łokciowych i nadgarstków, drobnych stawów rąk, a także ich obrzęki. Dzięki obciążnikom łatwiej zrozumieć, co mają na myśli starsi ludzie mówiąc o ciężkich nogach.

- Wsparcie opiekunom starszych rodziców oferuje, m.in. portal StarsiRodzice.pl. Są tu porady seniorów i specjalistów związane, m.in., z postępowaniem w chorobach Alzheimera, Parkinsona, z rehabilitacją, a także dotyczące zbliżającej się śmierci najbliższych...

Fakty


Sędziwe dane

- Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) za początek starości uznaje 60. rok życia. Wyróżnia w niej trzy etapy: 60 do 75 - wiek podeszły; 75 do 90 - wiek starczy, 90 lat i powyżej - wiek sędziwy.

- Najdłuższy osiągnięty przez człowieka czas życia to 122 lata (rekordzistka Francuska Jeanne Louise Calment zmarła w 1997 r.).

- Średnia życia na Ziemi wynosi 63 lata (niska statystyka wynika z faktu, że zbiera się dane z ubogich krajów afrykańskich). Skandynawia, Japonia i USA są na najwyższym miejscu w tabeli długowieczności.

- Problemy starości: wydłużony czas reakcji, zanik mięśni, zawroty głowy, ubytki wapnia w kościach (co daje ubytki wzrostu; centymetry zabiera także garb), kłopoty z jedzeniem (kubki smakowe też się starzeją), brak pragnienia; szwankuje wątroba, płuca, zmniejsza się perystaltyka jelitowa, co wiąże się z zaparciami, a przewlekłe zaparcie może stać się przyczyną śmierci; uszy zapychają włosy i woskowina, nos też zarasta, skóra schnie, spojówki schną, paznokcie wrastają...

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 09-11-2014 22:09

    Brak ocen 0 0

    - kazio : gdzie ta dama na fotce jest ? w Alpach czy Dolomitach ale autobus nie pasuje

    Odpowiedz

  2. 09-11-2014 19:50

    Brak ocen 0 0

    - jasio : dozyjesz albo i nie :zawsze sa dwie mozliwosci

    Odpowiedz