Skok na polskie nasienie...?

Grażyna Ostropolska 7 listopada 2014

Czy firmy, które masowo skupują udziały sprywatyzowanych stacji unasienniania zwierząt, zamierzają w nie inwestować, czy raczej chodzi im o przejęcie atrakcyjnie położonych nieruchomości? - zastanawiają się hodowcy z naszego regionu.

W laboratorium Stacji Hodowli i Unasieniania Zwierząt w Sławęcinku bada się nasienie knurów, które trafi potem do... banku. Na zdjęciu: laborantka Ilona Świerska.

Fot.: Dariusz Bloch

W październiku Komisja Europejska ogłosiła, że Polska ma zapłacić 46 mln euro kary za nadprodukcję mleka. - Limity ustalane przez unijnych urzędników są nonsensowne - twierdzą kujawsko-pomorscy rolnicy i nie zamierzają hodowli bydła mlecznego ograniczać. Sen z oczu spędza im ostatnio wybór rozpłodnika, który sprawi, że krowy z ich stada dadzą więcej mleka, będą zdrowsze i długowieczne.


- Wybrać takiego, którego cechy określono tradycyjną metodą, tzn. obserwując jego potomstwo, czy raczej młodego buhaja, ocenionego genetycznie? - rozważają hodowcy. Zadanie jest trudne, bo w biuletynach, wydawanych przez sprywatyzowane stacje unasieniania zwierząt pojawiają się

top listy buhajów,


tych ocenianych tradycyjnie i tych o najlepszym genomie.

„W „Top 10” aż 60 proc. buhajów należy do Wielkopolskiego Centrum Hodowli i Rozrodu Zwierząt w Tulcach” - chwali się spółka spod Poznania, reklamując swojego rozpłodnika Carrasso jako nr 1 na liście samców, ocenionych po obserwacji potomstwa. Tuż za nim jest Dilvoc, syn Baxtera ze Stacji Hodowli i Unasieniania Zwierząt w Bydgoszczy, która w swoim biuletynie ogłasza: „Ze 100 najlepszych buhajów w Polsce aż 58 należy do naszej stacji, a Border jest najlepiej ocenionym genomowo polskim buhajem na międzynarodowej liście”.

Niejeden mieszczuch myśli, że taki supersamiec z top listy może sobie z partnerką poużywać. Nic bardziej mylnego. Przyjemność buhaja ograniczy się do oddania nasienia, które będzie podzielone na porcje i sprzedane hodowcom. O tym, jak bardzo ten byczy produkt jest cenny, świadczy wojenka, która przetoczyła się ostatnio przez łamy branżowych czasopism.

„Inseminacyjna pułapka” - taki tytuł nosi tekst opublikowany w „Polskim Mleku”, którego autorem jest dyrektor jednej z filii Wielkopolskiego Centrum Hodowli i Rozwoju Zwierząt w Tulcach. Wysuwa on tezę, że za francuską firmą inseminacyjną Genes Diffusion, zmierzającą rzekomo do opanowania polskiego rynku nasienia, stoi Stacja Hodowli i Unasieniania Zwierząt w Bydgoszczy. Innymi słowy, szykuje się

skok Francuzów na nasz skarb


narodowy. Ma to nastąpić w dwóch etapach. Najpierw Genes Diffusion masowo wprowadzi do Polski nasienie swoich buhajów po konkurencyjnych cenach, a gdy już zmonopolizuje rynek, polscy hodowcy będą płacić za francuskie nasienie jak za złoto. Tę tezę autor podbudował informacją, że prezesem Genes Diffusion Polska jest żona Adama Gałgańskiego, wiceprezesa SHiUZ.

Reakcja bydgoskiej stacji jest błyskawiczna. „Kłamstwom i hipokryzji mówimy nie” - taki nagłówek nosi odpowiedź członków zarządu SHiUZ, opublikowana w „Polskim Mleku”. Zarzucają konkurencji z podpoznańskich Tulców nieetyczne zachowania, bo: „Za to samo nasienie, które WCHiRZ sprzedaje na naszym terenie, każe swoim hodowcom w Wielkopolsce płacić dwa, trzy razy drożej”, wytykają.

Sugestię, że za bydgoską stacją stoi firma Genes Diffusion, która zmierza do inseminacji polskich krów... po francusku, co ma zniszczyć krajowy bank nasienia, skwitowali tak: „Wypomina się nam współpracę z Genes Diffusion, a tymczasem WCHiRZ w Tulcach współpracuje z konkurencyjną francuską firmą inseminacyjną, która dwukrotnie zmieniała nazwę i obecnie nazywa się Evolution”.

Padają też dane statystyczne:
„W 2012 r. na krajowej liście buhajów znalazło się 50 rozpłodników z SHiUZ, z czego tylko 10 przyjechało z Francji, zaś na 29 supersamców z WCHiRZ aż 16 pochodziło z importu”.

Ofiarą polsko-francuskiej wojenki o nasienie padł wiceprzewodniczący kujawsko-pomorskiego sejmiku Ryszard Bober, hodowca z Jabłonowa Pomorskiego, zasiadający w radzie nadzorczej SHiUZ. Inseminacyjna konkurencja zajrzała do jego oświadczenia majątkowego i wyczytała, że radny Bober

dostał od Genes Diffusion pożyczkę


na zakup 1027 udziałów w prywatyzowanej SHiUZ. Francuzi pożyczyli mu na ten cel 135841 zł. Padło publiczne pytanie: Jeśli Bober pożyczki nie zwróci, to czy jego udziały przejmie Genes Diffusion? I kolejne: Ilu jest takich, którym przysługiwało prawo wykupu akcji od skarbu państwa, więc pomogli im finansowo Francuzi i w zamian za co?

Ryszard Bober, posiadacz stada bydła i właściciel buhaja „Patriot”, brylującego na top listach, nie ukrywa, że ma dość insynuacji jakoby był figurantem, którego udziały w SHiUZ przejdą na Genes Diffusion po 10 latach zakazu ich sprzedaży zewnętrznym podmiotom, więc zamierza szybko pożyczkę spłacić. - Jestem pełnoprawnym właścicielem tych udziałów i tyle! - oznajmia. O powodzie zaciągnięcia pożyczki mówi tak: - Rząd obiecywał, że przy prywatyzacji stacji znajdą się preferencyjne kredyty dla hodowców, poręczone przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, ale choć minister rolnictwa takie rozporządzenie wydał, a agencja umowy z bankami podpisała, zabrakło pieniędzy i zapis okazał się martwy - wspomina Bober.

To było w październiku 2010 r., a już w grudniu trzeba było zapłacić Ministerstwu Skarbu Państwa za udziały. Radny nie miał wtedy pieniędzy, a bankowe kredyty były wysoko oprocentowane, więc skorzystał z oferty firmy Genes Diffusion, która zaproponowała pracownikom SHiUZ, z którymi współpracowała od wielu lat, pożyczkę. - Atrakcyjną w stosunku do bankowego kredytu, więc pracownicza spółka, która się wtedy w SHiUZ zawiązała, chętnie z niej skorzystała - wspomina Wiesław Drewnowski, szef bydgoskiej stacji, która obsługuje 6 województw w północnej i wschodniej Polsce. O wojence, która się przetoczyła przez branżowe media, mówi tak: - To konkurencyjne zagrywki, które mają przykryć

poważne zakusy na kasę


sprywatyzowanych stacji unasieniania zwierząt. W Polsce są takie cztery, a każda, oprócz banku cennego nasienia, posiada atrakcyjnie położone obiekty. Budowane niegdyś na obrzeżach miast, dziś stoją w centrach i są łakomym kąskiem dla ludzi z kapitałem. Dlatego w bydgoskiej stacji patrzą z niepokojem na to, jak powstała w momencie prywatyzacji SHiUZ warszawska firma „Agrokultura Nowa” SA skupuje udziały od tych rolników i pracowników stacji, którzy otrzymali je za darmo. Ta pula za 0 zł dotyczyła 30 proc. udziałów, a zakaz ich sprzedaży, który trwał dwa lata, już się skończył.

„Agrokultura Nowa” SA ma już na swoim koncie 25,9 proc. udziałów, wycenionych na ponad 3 mln zł, i może kupować kolejne, bo obrót między udziałowcami, także tymi, którzy kupili je od skarbu państwa, jest dozwolony.

- Pół biedy, jeśli te udziały przejmą inwestorzy branżowi, którzy będą chcieli zarabiać na nasieniu, gorzej jeśli są to gracze czyhający na ziemię i nieruchomości - słyszymy od pracowników stacji i hodowców.

Dyrekcja SHiUZ też nie kryje obaw. - Przy prywatyzacji umowę spółki skonstruowano tak, że ten, kto ma jedną czwartą udziałów, może zablokować każdą uchwałę. W SHiUZ już tak się dzieje.

Usiłujemy dociec, kto i w jakim celu skupuje udziały, ale nie jest to proste, bo cel, dla którego powołano „Agrokulturę Nowa” SA

otacza głęboka tajemnica.


W KRS jako prezes spółki figuruje Andrzej Musiał, właściciel odrestaurowanego dworku w Broniewie w gminie Sadki i szef toruńskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego. Musiał jest również członkiem zarządu bydgoskiej Fabryki Pilników i Narzędzi „Prom” i ma udziały w poznańskim hotelu „Bazar”. Pytamy go, co zamierza zrobić z udziałami, skupywanymi przez spółkę „Agrokultura Nowa” SA, ale nie znajduje czasu na odpowiedź.

- Właśnie wróciłem z zagranicy i znowu na tydzień wyjeżdżam - informuje Andrzej Musiał i odkłada słuchawkę.

Z KRS wynika, że siedziba „Agrokultury Nowa” mieści się w Warszawie na 21. piętrze wieżowca przy Rondzie ONZ. Ten sam adres ma Kancelaria Domański Zakrzewski Palinka, której prawnicy: Przemysław Furmaga i Jakub Wieszczeszyński zasiadają w radzie nadzorczej „Agrokultury Nowa” SA, zaś Robert Niczyporuk, reklamujący się jako „specjalista w zakresie fuzji i przejęć zarówno polskich, jak i zagranicznych podmiotów gospodarczych” jest prokurentem spółki. Udaje się nam go oderwać od nawału zajęć. Odpowiedź na pytanie, w jakim celu „Agrokultura Nowa” SA skupuje udziały SHiUZ jest tak zaowalowana: - Jako prawnik mam ustawowy obowiązek zachowania w tajemnicy informacji, dotyczących klientów i ich operacji biznesowych. Stanowisko prokurenta też nie daje mi ekstrauprawnień. „Agrokultura Nowa SA” należy do mojego klienta i na jego życzenie zasiadają w spółce prawnicy naszej kancelarii. Mogę zapewnić, że ani oni, ani ja nie uczestniczylibyśmy w żadnych podejrzanych projektach i przedsięwzięciach - oświadcza Robert Niczyporuk.

Pytamy szefów dwóch innych sprywatyzowanych stacji, czy i u nich „Agrokultura Nowa” SA skupuje udziały. Obaj: Krzysztof Ogórek, dyrektor Małopolskiego Centrum Biotechniki, i Andrzej Baehr, szef Wielkopolskiego Centrum Hodowli i Rozrodu Zwierząt, zaprzeczają.

Fakty


Polska potęgą jest

- Polska zajmuje 3. miejsce pod względem hodowli bydła w Europie i jest jednym z dwunastu państw na świecie, które stosują (od sierpnia tego roku) ocenę genomową buhajów. W USA, Kanadzie, Francji, Niemczech i Holandii tę metodę stosuje się od kilku lat. W Polsce jej przygotowanie nie było łatwe, bo wymagało dużych nakładów finansowych.

- Stacja Hodowli i Unasieniania Zwierząt w Bydgoszczy ma największy udział w kosztach, poniesionych na wdrożenie oceny genomowej. Stworzyła pierwsze w Polsce supernowoczesne laboratorium genomiki na olsztyńskim Uniwersytet Warmińsko-Mazurskim. Kieruje nim prof. Stanisław Kamiński. Kolejne powstało w Instytucie Zootechniki w Balicach. Wszystkie stacje oraz współpracujące z nimi placówki naukowe tworzą konsorcjum „Genomika Polska”, które w 2012 r. przyjęto do organizacji hodowców EuroGenomics.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 09-11-2014 22:11

    Oceniono 2 razy 0 2

    - jasio: myslenie ma przyszłosc

    Odpowiedz