Plastyk miejski potrzebny od zaraz

Szymon Spandowski 31 października 2014

Nie tak dawno temu, jeśli chodzi o plastykę miejską, Toruń można było stawiać za wzór. Dziś jest zupełnie inaczej - na ulicach króluje samowola i gigantomania. Nie ma nikogo, kto by mógł skutecznie zadbać o ład.

Komitety budowy pomników nie pytają mieszkańców o zdanie. Efekty wywołują więc spore kontrowersje - pomnik bł. ks. Jerzego Popiełuszki

Fot.: Jacek Smarz

W 1998 roku radni miejscy zmienili nazwę alei 700-lecia Torunia na Jana Pawła II. Później aktualizowali nową nazwę, gdy patron został błogosławionym i świętym. W Toruniu ta jedna z głównych arterii i tak jest nazywana aleją pomników. Tuż za mostem monumentalny ksiądz Jerzy Popiełuszko rozkłada ręce obwieszone zerwanymi sznurami, o których czytelnicy „Nowości”, protestujący przeciw formie tego pomnika, mówili, że przypominają serdelki. Nieco dalej leci planetoida, za nią siedzi Jan Paweł II, a wszystkiemu przygląda się z zakłopotaniem marszałek Piłsudski. Na terenie wpisanej na listę UNESCO starówki pojawia się mrowie mniejszych lub większych, prawdziwych albo bajkowych postaci, niezbyt pochlebnie tytułowanych w mieście potykaczami...


- W Toruniu pod tym względem rzeczywiście nie jest dobrze - mówi Cezary Lisowski, historyk sztuki, jeden z kuratorów Festiwalu Architektury i Wzornictwa „Tormiar”, który latem odbywał się w toruńskim Centrum Sztuki Współczesnej. - Co chwila powstają nowe, z nikim niekonsultowane pomniki, które służą chyba tylko temu, aby fotografowali się przy nich turyści. Tymczasem Toruń miał kiedyś bardzo dobrą politykę, jeśli chodzi o plastykę miejską.

To „kiedyś” nie odnosi się wcale do czasów bardzo odległych, ale przełomu lat 60. i 70. ubiegłego wieku, kiedy miasto przygotowywało się do 500. rocznicy urodzin Mikołaja Kopernika.

- Na pięć lat przed tym jubileuszem został ogłoszony konkurs na pomnik, nie tyle Kopernika, bo ten już przecież na starówce stał, a drugi nie był potrzebny, co pomnik tego wydarzenia - opowiada Cezary Lisowski. - W 1968 roku w Toruniu zorganizowano bardzo ważne sympozjum. Przyjechali na nie historycy, historycy sztuki, artyści, urbaniści i architekci. Przez kilka dni dyskutowali o tym, jak powinna wyglądać przestrzeń publiczna w mieście i jak pod tym kątem rozpisać później ten konkurs.

Co państwo na to?


Autorytety zgodziły się wtedy, że budowanie pomnika na starówce nie ma sensu, ponieważ jest ona jedną zamkniętą całością. Jubileuszowe ozdobniki miały się pojawić na obrzeżach historycznego centrum. O opinię zostali zapytani nie tylko eksperci, ale również mieszkańcy. Poprzez plebiscyt, który dziś można by nazwać konsultacjami społecznymi, wybrano pięć lokalizacji. W 1971 roku w mieście odbył się plener rzeźbiarski. Uczestniczyli w nim artyści z całego kraju. Zwiedzili miasto, posłuchali przygotowanych dla nich wykładów, obejrzeli wybrane miejsca i zabrali się za projektowanie. Propozycje te zostały zaprezentowane w toruńskim bwa.

Przy rewitalizacji parku na Bydgoskim Przedmieściu dyskusja trwała podczas projektowania - z dobrym skutkiem

fot. Sławomir Kowalski

Przy rewitalizacji parku na Bydgoskim Przedmieściu dyskusja trwała podczas projektowania - z dobrym skutkiem


- W sumie powstało wtedy kilkadziesiąt różnych dekoracji miejskich, które przeszły przez artystyczne komisje nadzoru i były bardzo dobrej jakości - dodaje Cezary Lisowski.

Większość z nich została później zapomniana i zniszczona. Do dziś zachował się m.in. „Helios” Józefa Kopczyńskiego, który stoi na placu Rapackiego, zegar słoneczny, sąsiad Doliny Marzeń, czy rzeźba tulipana dwa lata temu uratowana przez Cezarego Lisowskiego przed ostateczną destrukcją.

Dobre zasady odeszły w niepamięć, miasto zaczął opanowywać architektoniczny chaos, nad którym dziś nikt nie jest w stanie zapanować. Ośrodek uniwersytecki, jeden z największych zabytkowych skarbów Polski, nie ma plastyka miejskiego.

- Upamiętnienie żołnierzy wyklętych czy księdza Jerzego Popiełuszki jest słuszne, powinno mieć jednak jakąś godną formę i poziom artystyczny - uważa Cezary Lisowski. - Toruń powinien wrócić do rozwiązań z lat 60. i 70. Ktoś powinien mieć pieczę nad tym, co się pod tym względem w mieście dzieje.

Na brak instytucji czuwających nad wyglądem, miasto narzekać nie może. Ma swojego architekta, konserwatora zabytków, starówka również Biuro Toruńskiego Centrum Miasta. Ten rozbudowany aparat od lat nie jest w stanie uporać się z bałaganem reklamowym lub też sam tworzy problemy - wspomnijmy tu tylko kłopoty z zielonym pomostem świetlnym. Czy tworzenie kolejnego stanowiska, które by podlegało prezydentowi, co zapewne by ucinało wszelkie dyskusje na temat wizji rozwoju miasta różniących się od tych, jakie preferują najwyższe władze, w ogóle ma sens? Zdecydowanie tak!

W Krakowie się udało!


Dowodem na to niech będzie chociażby to, co się dzieje w Krakowie, szczególnie w centrum dawnej stolicy, ogłoszonym kilka lat temu parkiem kulturowym. Od 2011 roku obowiązują tam na przykład i, co najważniejsze, są przestrzegane, ścisłe zasady dotyczące wieszania reklam. Zgodnie z wytycznymi, każdy przedsiębiorca może się tam reklamować tylko za pomocą jednego szyldu o ograniczonych gabarytach. Powierzchnia reklam płaskich, umieszczanych na fasadach, nie może przekraczać jednego metra kwadratowego, a te zawieszone na wysięgnikach mogą mieć wymiary maksymalnie 80 na 60 centymetrów. Przedsiębiorcy się do tego dostosowali, m.in. dzięki wielu akcjom edukacyjnym, prowadzonym przez tamtejszego plastyka miejskiego.

- Staraliśmy się przekonać, że to nie liczba reklam i ich wielkość wpływa na sukces, ale ich jakość - mówi Agnieszka Łakoma, plastyk miejski Krakowa. - Jeżeli wszystkie noś-
niki są czytelne i tej samej wielkości, to nie ma sytuacji, że na zasadzie matrioszki każdy chce być lepszy od sąsiada. Nasze wytyczne służą nie tylko przestrzeni miejskiej, ale również samym przedsiębiorcom. Ładne ulice są częściej odwiedzane przez turystów.

Krakowianom udało się osiągnąć sukces również dzięki pomysłom zachęcającym reklamodawców do współpracy. Ci otwarci otrzymywali ulgi u producentów szyldów, byli też promowani na miejskich stronach.

Daleka droga i światła nadziei


W tej kwestii przed Toruniem jeszcze daleka droga. Tu nadal buduje się kolejne pomniki, których komitety honorowe nie pytają nikogo o zdanie. Budowane fontanny muszą być kosztowne i mogą mieć wyłącznie bardzo reprezentacyjny charakter. Reklamy nadal straszą, o ławki trzeba się upominać. Widać jednak światła nadziei. Jednym z nich jest chociażby park na Bydgoskim Przedmieściu, którego rewitalizacja była chyba pierwszym tego typu przedsięwzięciem w Toruniu, prowadzonym we współpracy z mieszkańcami.

Rośnie też liczba osób, którym wygląd miasta nie jest obojętny. Latem w Toruniu odbyła się powtórka słynnego pleneru z 1971 roku. Projekty rzeźb przygotowane przez artystów z całego kraju specjalnie dla miasta, będzie można w połowie listopada zobaczyć w Centrum Sztuki Współczesnej.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 31-10-2014 09:04

    Oceniono 2 razy 2 0

    - Dikens: W Polsce po likwidacji przemysłu stawia się pomniki i kościoły. Na tyle nas stać. Wstyd.

    Odpowiedz