Pani premier bez własnych szabel

Przemysław Łuczak 31 października 2014

Rozmowa z prof. KAZIMIERZEM KIKIEM, politologiem.

Kazimierz Kik: - W końcu okaże się, że ci dwaj zatrzymani ludzie nie są żadnymi szpiegami. Być może są to lobbyści, a być może nierozważni głupcy. (...) Chodziło o podgrzanie antyrosyjskich nastrojów w kraju

Fot.: Wojciech Kusiński


Ewa Kopacz zostając premierem prosiła opozycję o sto spokojnych dni. Dlaczego, przynajmniej na razie, ma więcej kłopotów z własną partią?
Donald Tusk nie przygotował Platformy na swoje odejście, na zmiany. Kierował partią i rządem, jakby miał to robić do końca kadencji. Drugą przyczyną obecnej sytuacji w PO jest typowy dla Tuska sposób podjęcia decyzji o tym, kto go zastąpi.


Autorytatywnie postanowił, że jego pierwsza zastępczyni, Ewa Kopacz, zostaje premierem i faktyczną przewodniczącą partii, nie mając na to zgody partyjnych szeregów. Musimy też pamiętać, że wcześniej cały czas prowadził politykę eliminowania konkurentów. W związku z tym miał wokół siebie samych wykonawców, a nie następców czy partnerów.

Dlaczego Platforma przeszła nad tym do porządku?
Ubezwłasnowolniona takim sposobem zarządzania partia zaakceptowała tę sytuację ze względów pragmatycznych. Jeżeli PO, w której jest dużo bardziej samodzielnych polityków niż Ewa Kopacz, nie zaprotestowała, to tylko dlatego, że zbliżają się wybory i każdy przejaw sprzeciwu mógłby doprowadzić do jeszcze większych strat.

Niebawem jednak pojawi się cały szereg ambicji i aspiracji, tłumionych dotąd skutecznie przez Tuska, ale niemożliwych do opanowania przez Kopacz. To, co niedawno zrobił Radosław Sikorski, jest przejawem tego, że najwyżsi dygnitarze PO nie czują już nad sobą bata Tuska. Nie sądzę, żeby Sikorski poważył się na to, gdyby premierem nadal był Tusk.

Marszałek Sejmu stwierdził, że Putin rzekomo namawiał Tuska do udziału w rozbiorze Ukrainy. Czy opozycja zdoła odwołać go za te słowa ze stanowiska?
Opozycja nie jest w stanie go odwołać, ale może doprowadzić do jego politycznego bojkotu. Jeśli tak by się stało, dalsze utrzymywanie przez koalicję rządową nieakceptowanego polityka na stanowisku marszałka Sejmu w czasie kampanii wyborczej, czyli w całym 2015 roku, mogłoby okazać się bardzo kosztowne, zwłaszcza dla PO. Mogłoby to jeszcze bardziej zaostrzyć spór między opozycją a Platformą i rządem.

Taktyka niezwracania uwagi na głos opozycji była skuteczna, dopóki na czele partii i rządu stał silny i charyzmatyczny przywódca, czyli Donald Tusk. Teraz jednak premierem jest Ewa Kopacz, która wprawdzie ma okres ochronny, przede wszystkim dlatego, że jest kobietą i to często bezradną, ale na ignorowanie zdania opozycji nie może sobie pozwolić.

Dostrzega Pan w tym, co robi Ewa Kopacz, rękę Tuska?
Myślę, że w coraz mniejszym stopniu. Tusk ma bowiem co robić, a nauka angielskiego jest jego najmniejszym problemem. Tusk musi uczyć się Europy i Unii Europejskiej. Niebawem okaże się, jak bardzo nasz były premier nie przystaje do ducha i mentalności europejskiej.

Tusk był bowiem przywódcą o charakterze wodzowskim, w którym dominowały tendencje do narzucania swojej woli, manipulowania ludźmi i partią. Teraz jednak znajdzie się w zupełnie nowej rzeczywistości, w której niczego nikomu nie narzuci i nikogo nie zmanipuluje. Tusk, podobnie jak dotąd Van Rompuy, będzie najsłabszym pionkiem w grze na scenie europejskiej, bo nie będą stały za nim żadne „dywizje”. Będzie zmuszony do prowadzenia nie swojej, bo wynikającej z kompromisu, polityki.

Czy Polacy powinni podzielać entuzjazm Ewy Kopacz w sprawie wyników szczytu klimatycznego?
Nie mieliśmy żadnych szans na zmianę polityki klimatycznej UE. Polska nie poniosła na tym szczycie strat, choć nie odniosła także sukcesu, ponieważ nie zostały odwrócone zasadnicze tendencje w polityce energetycznej UE. Kontynuowana będzie głównie niemiecka koncepcja w tej dziedzinie, polegająca na dalszym zmniejszania emisji dwutlenku węgla i zwiększenia udziału energii z źródeł odnawialnych.

Natomiast utrzymanie praw do darmowej emisji dwutlenku węgla na lata 20 20-2030 stanowi formalne zabezpieczenie naszych interesów. Wymuszono jednak na nas w zamian modernizację naszych elektrowni węglowych.

Może rację ma opozycja, która uważa, że Polska powinna zawetować decyzje szczytu klimatycznego?
Absolutnie nie. Uważam, że przyjęcie przez Polskę decyzji w sprawie klimatu to był pierwszy efekt europejskiej kariery Donalda Tuska. Mianowanie go na przewodniczącego Rady Europejskiej było największym sukcesem Angeli Merkel. Dotychczas Polska w różnych sprawach polityki europejskiej zachowywała się stosunkowo autonomicznie, a często zajmowała stanowisko bardziej proamerykańskie niż proeuropejskie, zwłaszcza jeśli chodzi o Rosję czy Ukrainę.

Merkel uznała, że nie ma lepszego sposobu na dalej idące wkomponowanie polityki polskiej w politykę europejską niż wprowadzenie do niej polskich polityków. Tusk jako przewodniczący Rady Europejskiej w większym stopniu będzie wpływał na stanowisko Polski w duchu bardziej korzystnym dla UE, czytaj dla Niemiec.

Dlaczego z tak wielkim przytupem ujawniono aferę szpiegowską?
W Polsce cały czas dzieje się bardzo wiele dziwnych rzeczy, po kraju „biegają” różne lobbingi, a najwięcej złego robią lobbyści antyrosyjscy, często związani z wojskiem. W końcu okaże się, że ci dwaj zatrzymani ludzie nie są żadnymi szpiegami. Być może są to lobbyści, a być może nierozważni głupcy. Nie stanowili oni jednak żadnego zagrożenia dla Polski, bo mieli trzeciorzędne lub nawet czwartorzędne materiały. Moim zdaniem, chodziło o podgrzanie antyrosyjskich nastrojów w kraju. Poza tym doskonale zdawano sobie sprawę, że polskie media rzucają się jak sępy na takie newsy.

Czy Polska może wrócić do stołu, przy którym zapadają decyzje dotyczące Ukrainy?
Polska zawsze może wrócić, ale pod jednym warunkiem - musi postępować w sprawach wschodnioeuropejskich mniej ideologicznie, a bardziej ekonomicznie. Musi wpasować się w koncepcję polityki wschodniej Niemiec, opartej tylko i wyłącznie na rachunku ekonomicznym. Na przeszkodzie takiej zmianie stoi jednak nasza klasa polityczna, zdecydowanie antyrosyjska, myśląca w kategoriach historycznych i ideologicznych.

Gdyby w większym stopniu w polityce zagranicznej doszli do głosu ekonomiści, Polska byłaby w czołówce państw europejskich, idących na wschód, oczywiście z towarem, usługami i kapitałem, a nie czołgami. W XXI wieku polityka zagraniczna większości krajów w istocie oparta jest na handlu zagranicznym. Chociaż, jeśli popatrzymy na Rosję, jest akurat odwrotnie. Rosja zdobyła się na aneksję Krymu, ponieważ Stany Zjednoczone postanowiły popsuć jej handel zagraniczny.

Czy Jarosław Kaczyński zdążył się już przyzwyczaić, że na krajowej scenie politycznej nie ma Tuska?
Nie. Dominacja PO i PiS w polskim życiu politycznym wynikała z faktu, że była pewna symetria, że z jednej strony był wódz i z drugiej też był wódz. I to wzmacniało jednego i drugiego. Dzisiaj, w przeciwieństwie do PiS, po stronie PO nie ma już wodza i dotychczasowy mechanizm dialogu politycznego zawisł w próżni.

Kiedy Ewa Kopacz wygłaszała exposé, Kaczyński nie zabrał głosu, czyli uznał, że nie ma po drugiej stronie partnera. Kaczyński jest stokrotnie bardziej doświadczonym politykiem niż Ewa Kopacz i merytorycznie lepiej przygotowanym nawet do roli premiera. Jednocześnie jednak ma sto innych słabych stron niwelujących jego plusy. Jarosław Kaczyński czuje się upokorzony, że musi konkurować z Ewą Kopacz i nie może dać sobie z tym rady.

Jakie może mieć to przełożenie na przyszłoroczne wybory parlamentarne?
Ewa Kopacz jest tak niedojrzałym politykiem, że prędzej czy później po tym miodowym miesiącu, który może trwać nawet pół roku, Polacy to dostrzegą. Po pierwsze, uwidoczni się jej niesamodzielność. Po drugie, wyjdzie na jaw jej słaba pozycja w PO. Kopacz nigdy nie miała w niej swoich szabel, bo sama była szablą Tuska. W związku z tym zaraz po wyborach samorządowych rozpoczną się w partii wewnętrzne potyczki, poprzedzające kształtowanie list wyborczych do Sejmu i Senatu.

Nie sądzę, żeby Ewa Kopacz była w stanie nad tym zapanować, ponieważ nie ma swojego stronnictwa. Próbuje wprawdzie grać schetynowcami i „spółdzielnią” Grabarczyka, ale nie jest wystarczająco silna, żeby utrzymać w racjonalnym truchcie tego konia, który raczej ją poniesie. Wreszcie po trzecie, najpóźniej wiosną skończy się koniunktura w naszej gospodarce i wróci społeczny protest. Nie sądzę, by PO sprostała tym wyzwaniom.

Teczka osobowa


Politologia, literatura i turystyka

- Kazimierz Kik (67 l.), politolog i historyk. Jest dyrektorem Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Jana Kochanowskiego
w Kielcach, wiceprzewodniczącym Komitetu Nauk Politycznych PAN oraz ekspertem Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Jego zainteresowania naukowe koncentrują się m.in. na problematyce integracji europejskiej i współczesnych aspektach politycznych Europy, procesach politycznych i gospodarczych, zachodzących w świecie w XXI wieku. Jest autorem wielu prac naukowych o tej tematyce.

- Hobby: literatura piękna (latynoamerykańska, książki tureckiego pisarza i noblisty Orhana Pamuka, literatura Europy środkowo-
wschodniej) oraz turystyka.