Mamo, chcę z tobą do biura!

Dorota Witt 27 października 2014

- Zabrać dziecko do pracy? Nie mam zgody szefa nawet na opiekę nad chorym dzieckiem, co dopiero, gdybym przyprowadziła je do biura - żali się jedna z mam. Ale są i takie, które pracują z noworodkiem u boku.

Fot.: thinkstock

Aktywne rodzicielstwo to wcale nie pomysł naszych czasów. Lata temu mama zabierała małego Łukasza do pracy. - Obowiązkowo co kilka tygodni wszystkie pracownice musiały iść w sobotę do biura, chodziłem więc z mamą. Było to dla mnie niesamowite wydarzenie. Po pierwsze koleżanka mamy miała córkę w moim wieku, to się mogliśmy razem pobawić, ale tak, aby nikomu nie przeszkadzać - wspomina Łukasz Kosiński, który wyrósł na eksperta od dobrych manier, nauczyciela, wykładowcę bydgoskiej Akademii Kultury i Rozwoju Osobistego. Teraz sam zabiera syna na swoje lekcje i wykłady.


- Wiem, że mogę mu zaufać, jeśli chodzi o zachowanie - mówi aktywny tata. - Ale też w moje zajęcia ze starszymi dziećmi syn czasami się wciąga i po kilku tygodniach przypomina mi, o czym mówiłem. Jeśli mam wykłady dla 200-400 osób, to jest ze mną żona i to ona zajmuje się Franiem.

Wolny zawód - to jest to!


Okazuje się, że wielu rodziców ma podobne doświadczenia. Najłatwiej pracować z dziećmi tym, którzy mają wolny zawód i tym, którzy sami sobie szefują: - Trzy tygodnie po porodzie byłam jako wystawca na targach, no i zabrałam z sobą maleńką córkę - opowiada Justyna Kęsy, mama z Bydgoszczy. Teraz mała ma 2,5 roku i często słyszę od niej: „Mamusiu, ja tes cem pracy”. I co tu począć? Całe szczęście, że moi klienci to wyrozumiali ludzie.

Agata Pamuła, mama dwójki dzieci, prezeska stowarzyszenia Rodzin Bydgoskich „Kropka”, pracownica policji, która od miesiąca prowadzi rodzinną klubokawiarnię „Wytwórnia Prezentów”, też umie skupić się równocześnie na pracy i opiece nad dzieckiem: - Do pracy w policji zdarzało mi się zabierać syna, ale nie na cały dzień - przyznaje. - Nigdy nie usłyszałam słowa krytyki ze strony przełożonych. Teraz mogę spojrzeć na to od drugiej strony: od listopada firma męża zatrudnia matkę trojga dzieci, najmłodsze ma ponad półtora roku. Oczywiście, bierzemy pod uwagę „wizyty” dzieci w pracy mamy. Poza tym prowadzę klubokawiarnię mając u boku dwuletniego syna. Robię z nim wszystko: załatwiam sprawy w urzędach, robię zakupy, uczestniczę w spotkaniach biznesowych. Osoby, z którymi się spotykam, podchodzą do tego bardzo entuzjastycznie.

Czasem zawiedzie opiekunka, w przedszkolu trwają wakacje, a babcia złapie grypę. Rodzice stają przed wyborem: dzień urlopu, a więc zaległości w pracy i bura od szefa albo praca z dzieckiem. Tyle że i za to czasem burę od szefa można dostać.

- Jeśli nie możemy zostawić dziecka pod czyjąś opieką, powinniśmy ustalić z szefem, współpracownikami lub partnerami biznesowymi, czy możemy przyjść z maluchem do pracy albo na spotkanie. Nie ma nic gorszego od niedomówień - uważa Łukasz Kosiński, podkreślając zarazem, że ważna jest też częstotliwość wizyt dziecka w pracy mamy czy taty. - W przypadku jednorazowych odwiedzin nikt nie powinien krytykować nas za zabranie dziecka do pracy. Inaczej będziemy odbierani, jeśli pociecha będzie nas angażowała codziennie.

Spotkania biznesowe na szczycie są raczej nie dla dzieci. Takie konferencje organizowane są z wyprzedzeniem, mamy więc czas na znalezienie opiekunki dla malucha. Trudno będzie zachować powagę w sytuacji, kiedy nasze dziecko zacznie broić, będzie głodne lub nagle z pieluchy zacznie wydobywać się specyficzny zapach.

Przekonać współpracowników


Uzyskanie zgody szefa to dopiero połowa sukcesu mamy, która znalazła się w podbramkowej sytuacji. Pozostaje akceptacja współpracowników. Co, kiedy pracodawcy brzdąc nie przeszkadza, a koleżance z gabinetu owszem? - Tu pojawia się kłopot. Wśród podstawowych zasad dobrych manier jest tolerancja. A jeśli zdarzy się, że komuś nasza pociecha przeszkadza, to powinna nam to powiedzieć w cztery oczy, tak, aby nie wystawiać nas na pośmiewisko z jednoczesną próbą wywyższenia siebie. Jeśli forma zwrócenia uwagi będzie zgodna z zasadami dobrych manier, to będziemy mogli spokojnie również wyjaśnić okoliczności naszej decyzji bez przesadnego tłumaczenia się - dodaje Łukasz Kosiński.

Drugą stronę medalu, czyli obawy szefa: że zawalimy termin, że kontrahent potraktuje nas niepoważnie, że dziecku może stać się coś złego - też musimy rozważyć. Nie ma w tym zakresie regulacji prawnych, jest tylko wewnętrzny regulamin firmy, zasady BHP i wyrozumiałość pracodawcy:
- Nigdy nie mieliśmy sytuacji, żeby pracownik poprosił o możliwość przyjścia z dzieckiem - przyznaje Marta Żuk, współwłaścicielka toruńskiej firmy „Zielony Koncept”. - Zespół jest dość młody i jeszcze bez dzieci, ale gdyby w przyszłości rodzic pracownik znalazł się w sytuacji podbramkowej i nie udałoby mu się zorganizować opieki dla malucha, nie wiem, czy pracowanie z nim byłoby w ogóle możliwe. Większość prac odbywa się w terenie (zakładanie i pielęgnowanie ogrodów), dlatego obecność dzieci byłaby kłopotliwa. Nam, jako właścicielom firmy, zdarzyło się dwa-trzy razy, że zabraliśmy synka lub córkę do pracy, ale nigdy na cały dzień.