Gombrowicz nie chciał się zakochać, chciał tylko pisać

Dorota Witt 26 października 2014

Rozmowa z RITĄ GOMBROWICZ, wdową po pisarzu, spadkobierczynią jego twórczości.

Rita Gombrowicz urodziła się w 1935 roku w Kanadzie. Witolda Gombrowicza poznała we Francji w 1964 r., gdzie przyjechała pisać pracę doktorską o pisarce francuskiej Colette. Cztery lata później, na pół roku przed śmiercią pisarza, wzięli ślub. Mówi się, ż

Fot.: Dariusz Bloch

Rita Gombrowicz: - Musiała pani zauważyć, że film dokumentalny o Gombrowiczu, który oglądaliśmy podczas mojego spotkania w Bydgoszczy, przerwał nagle nieuzasadniony alarm. Zdziwiło to panią? Mnie wcale. To w stylu Witolda, to na pewno jego macha.

Film przerwano dokładnie w momencie, kiedy wasze losy się splotły. W „Dzienniku”, którego fragmenty wykorzystano w filmie, Gombrowicz powtarza, że ma świadomość, iż nie jest zdolny do miłości. Jak to rozumieć?
Jest bardzo wiele rodzajów miłości, nie tylko ten najpopularniejszy i - może - najprostszy. Niemożliwe, by Gombrowicz ze swoim jasnowidztwem poświęcił się i oddał bez reszty czemuś innemu niż pisanie. Dlatego właśnie nie chciał „być zakochany” - by nie stracić głowy do pisania. Ale był niezwykle zdolny do tego, żeby kochać!

„Kronos” zdradza szczegóły także z Pani prywatnego życia. Czy przygotowując tekst do wydania, nie miała Pani pokusy, by któryś z fragmentów wyrzucić, coś wygładzić, dopowiedzieć?
Oczywiście! Miałam myśli, ale nie chodziło o to, żeby wyrzucić pewne fragmenty, nie żeby zniszczyć, tylko żeby pewne zdania dać w nawias i wykropkować. Nie zrobiłam tego. Istotna była dla mnie Gombrowiczowska prawda - tak długo walczyłam z cenzurą, że chciałam wreszcie pokazać Gombrowicza takim, jakim był.

Zwyczajowo publikuje się tak osobiste teksty 50 lat po śmierci autora. Pani nie czekała aż tak długo, dlaczego?
A cóż innego miałam zrobić? Pytam jak czytelniczkę. Czułam i chciałam podźwignąć tę odpowiedzialność. Decyzję podjęłam jako spadkobierczyni twórczości Gombrowicza. Powie ktoś, że mogłam tego nie publikować, mogłam zastrzec, żeby opublikowano te wspomnienia po mojej śmierci, ale bałam się, że będzie to źle interpretowane, a ja jedyna znałam prawdę. Ja jeździłam do Argentyny, ja zbierałam te wszystkie notatki, ja pewne rzeczy zrozumiałam (a to wymagało czasu) i nie chciałam, by je przedstawiono na opak. Zresztą, osiągnęłam już taki wiek, że stało się dla mnie obojętne, co sobie o mnie pomyślą.

Po latach dowiadujemy się czasem, że słynny naukowiec czy wybitny pisarz nie byłby ani tak słynny, ani tak wybitny, gdyby nie kobieta, z którą żył. W jakim stopniu Gombrowicz wpuszczał Panią do świata swojej twórczości, jaki miała Pani udział w powstawaniu jego ostatnich dzieł?
Kiedy pojawiłam się w jego życiu, właściwie wszystkie jego najważniejsze utwory były już napisane, więc muszę być skromna. Ale… Być może… Jeśli chodzi o „Operetkę”, którą pisał w czasach naszej znajomości… Ta młodość, wieczna młodość być może była inspirowana mną, moją młodością. Być może. Być może…

Czy Gombrowicz pytał Panią o opinię na temat dzieł, nad którymi właśnie pracował?
Nie. Nigdy. Na bieżąco mnie informował o swojej pracy, ale Witold nie był typem człowieka, który mówił: „Inspirujesz mnie”.

To nie był romantyczny twórca, który szuka muzy, więc jak pracował?
Tak, nigdy nie powiedział: „Teraz mam wenę, będę tworzył”. Nie, on był zdyscyplinowany. Zawsze powtarzał, mówiąc o swojej pracy: „Jestem jak uczniak, który odrabia swoje zadanie domowe”. Podkreślał, że podczas pisania jest spokojny, zrównoważony i że te cechy oddziedziczył po ojcu. Najczęściej nie zamykał drzwi swojego pokoju, kiedy pracował, dlatego chodziłam wtedy na paluszkach, a on zawsze mówił: „No nie, chodź normalnie, to nie jest kościół”. Jego jedynym luksusem podczas pisania było to, że zawsze używał wiecznego pióra znanej marki „Parker”. Miał ich kilka, może pięć. Jedno przekazałam do muzeum. Zawsze miał przy sobie papier i swoje pióro.

Tak wiele lat po śmierci Gombrowicza wszyscy pytają Panią o niego. Pytania o Panią, Pani twórczość padają o wiele rzadziej. To on jest ciągle na pierwszym miejscu w Pani życiu.
To mi wcale nie przeszkadza. Doskonale rozumiem, że Polacy interesują się Gombrowiczem, to wspaniałe!

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 26-10-2014 07:51

    Brak ocen 0 0

    - jasio: podobnie jak pani Dorotka

    Odpowiedz