Kukurydzą po oczach i uszach

Małgorzata Oberlan 24 października 2014, aktualizowano: 24-10-2014 10:21

Dla kilkudziesięciu mieszkańców Siemonia życie przy ogromnej suszarni zbóż firmy „Farmapol” to koszmar. Mimo stwierdzonych drastycznych przekroczeń norm hałasu, i to w nocy, inwestor ma ich żale w głębokim poważaniu. A inspektorzy ochrony środowiska działają jakoś tak... nieśpiesznie.

Żyć się nie da w tym ciągłym hałasie! A jak zawieje, to wszystko jest w pyle: okna, pranie, samochody - skarżą się mieszkańcy Siemonia

Fot.: Grzegorz Olkowski

- Eee, to tylko jednemu takiemu, Nalazek się nazywa, wszystko przeszkadza - macha ręką Adam Jendrzejewski, prezes Gospodarstwa Rolnego „Farmapol” w Siemoniu (gmina Zławieś Wielka). Wygodnie rozsiada się na skórzanej kanapie i bagatelizuje całą sprawę. Ma powody, by się nie stresować. Ani liczne protesty przed uruchomieniem suszarni, ani stwierdzone później przez inspektorów ochrony środowiska naruszenia norm hałasu (60,4 decybeli w nocy przy dopuszczalnych 45) na nic się zdały.

Burza albo produkcja non stop


Silosy, w których akurat w październiku oczyszcza się i suszy kukurydzę, potrafią działać dzień i noc. Najbliżej do nich ma mały szary blok, w którym mieszka kilka rodzin. Ale i kilkadziesiąt innych, sąsiadujących z silosami przez drogę o szerokości sześciu metrów, skarży się na hałas i pył. Wszyscy to mieszkańcy bloków popegeerowskich.


- Ale czy to znaczy, że można nas lekceważyć?! - pytają. - Jakby tak tuż przed dworkiem, w którym mieszka pan prezes, trajkotała wielka suszarnia, to byłby zadowolony? Albo przy domach inspektorów i policjantów, których prosiliśmy o pomoc?
Spotykamy się na podwórzu przed wspomnianym szarym blokiem. Kilkudziesięciu lokatorów wylewa swoje żale i, o dziwo, nie ma wśród nich pana Nalazka. Pracuje jako kierowca i jest akurat w trasie. Siemonian przyszłoby na „zebranie z gazetą” więcej, ale godzina kolidowała z nabożeństwem różańcowym w kościele. Tak czy owak, na pewno nie jest to sprawa jednostkowa, jak chciałby prezes „Farmapolu”.

- W nocy, gdy robi się cicho, hałas suszarni przypomina najpierw nadciągającą burzę. Potem zamienia się w jakiś taki dźwięk fabryczny, jakby człowiek cały czas był przy linii produkcyjnej. Na dłuższą metę można zwariować - opisuje Stanisław Barej.
- Pył, teraz różowawy, bo z wysuszonej kukurydzy, przy odpowiednim wietrze oblepia wszystko: okna, pranie na linkach, samochody... Kilku lokatorów i ich dzieci skarżą się już na reakcje alergiczne i kaszel - takie, jak przy pylicy - dodaje Żaneta Nalazek.

Oprócz hałasu suszarni, ludziom doskwierają również tiry, wyjeżdżające z „Farmapolu” bramą na wspomnianą 6-metrową drogę.
- Jeżdżą w dzień i w nocy. Nie dość, że nie dają spać, to jeszcze stwarzają zagrożenie. Nie mieszczą się na drodze i zajeżdżają chodniki. Tylko czekać tragedii z udziałem dziecka - ostrzega Anna Barej, córka pana Stanisława.

Służby dobrze wiedzą


Już w czerwcu 2010 roku mieszkańcy bloków (pod wodzą Teresy Filipiak) słali petycje, gdzie się da. Pisali do wójta Złejwsi Wielkiej, Starostwa Powiatowego w Toruniu, Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Wtedy starali się jakoś zablokować powstanie silosów. Bez skutku.

„Farmapol” postawił na dawnym placu zabaw wielką oczyszczalnię i suszarnię zbóż, trzymając w ręku stosowne pozwolenia. Inwestycję niebagatelną kwotą 2,3 mln zł wsparła Unia Europejska. Firma włożyła w nią 2,5 mln zł.

Pod koniec 2013 roku Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska zmierzył przy silosach hałas. Okazało się, że w nocy osiąga on poziom 60,4 decybeli. - To bardzo dużo. Decyzją wydaną po naszych pomiarach przez Starostwo Powiatowe w Toruniu, dopuszczalny poziom hałasu tutaj to 45 decybeli nocą i 55 w ciągu dnia. A warto zaznaczyć, że każde 3 decybele więcej ludzkie ucho odbiera jako podwojenie hałasu - mówi starszy inspektor Adam Nadolski z WIOŚ w Toruniu.

Decyzja starosty była równoznaczna z poleceniem obniżenia hałasu przez firmę „Farmapol” do dopuszczalnej normy. Jednak od lutego do dziś inwestor nie zrobił praktycznie nic. I, jak na razie, nic z tego lekceważenia nie wynika.

- Prosiliśmy o interwencję sanepid. Prosiliśmy policję, bo ktoś z ochrony środowiska poradził nam, by wzywać ją tak samo, jak wzywa się na interwencję do hałasującego sąsiada. Wszystko bez efektów - rozkłada ręce Monika Nalazek, córka pani Żanety.
Funkcjonariusze z komisariatu w Chełmży przyjechali na wezwanie około północy 11 października. - Podreptali, podreptali i odjechali - wspominają mieszkańcy bloków.

Prezes: postawiłem naczepę


Prezes Andrzej Jendrzejewski zaprzecza, by tak kompletnie niczego nie robił w celu wygłuszenia silosów. „Dla tego Nalazka” postawił między nimi a szarym blokiem... naczepę od tira. Jako taki prowizoryczny ekran wygłuszający.
- Generalnie, to ta suszarnia rzadko hałasuje. W październiku, faktycznie, suszę kukurydzę. Ale w innych miesiącach prace związane na przykład ze zbożem nikomu nie mogą dokuczać. Przecież zboża trafiają do nas latem już wysuszone - twierdzi. Niestety, mieszkańcy temu zaprzeczają, wspominając choćby niedawną hałaśliwą „kampanię rzepakową”.

Jedno pan prezes może obiecać.


- Jeśli kolejne pomiary wykażą przekroczenie norm hałasu, to pewnie zainwestuję w ekran dźwiękochłonny - mówi.
Pomiary miały odbyć się w czwartek, 16 października. Jednak ich nie wykonano, bo gdy inspektorzy z WIOŚ pojawili się w Siemoniu, urządzenia suszarni nie pracowały. Przypadek? Mieszkańcy są pewni, że nie. Ale inspektor Adam Nadolski zapewnia, że wizyty u przedsiębiorcy nie zapowiadał. Kolejną planuje w najbliższych dniach. Uprzedza jednak, że jeśli będzie zbyt silny wiatr albo padać będzie deszcz, pomiarów wykonać się nie da.

Gdy się to w końcu uda, powędrują do laboratorium. Trzeba będzie czekać kolejne tygodnie na analizę. Następnie - wydać stosowną opinię. Jednym słowem: szybko się męka lokatorów nie skończy.

Brukselo, ty za to płacisz!


Co mógł dotychczas zrobić prezes Andrzej Jendrzejewski, by obniżyć poziom hałasu? - Możliwości jest wiele. Od postawienia ekranów przed zabudową mieszkalną, przez wygłuszenie silników i wentylatorów oraz zainstalowanie mat wytłumiających, po - ostatecznie - ograniczenie prac tylko do godzin dziennych - wylicza inspektor Nadoloski.

Młode pokolenie mieszkańców bloków podnosi jeszcze jeden aspekt sprawy. - Przecież Unia Europejska przykłada taką wagę do ochrony środowiska. Ciekawe, co by powiedziała widząc i słysząc, co wyprawia dotowana przez nią firma? Jeśli polskie służby nie dają sobie rady z hałasem i pyłem z „Farmapolu”, to może najwyższy czas, by robić alarm w Brukseli? - zastanawiają się lokatorzy.


Na razie wszyscy czekają na kolejny przyjazd inspektorów ochrony środowiska. Jeszcze mając cień nadziei, że, po pierwsze, firma nie wyłączy suszarni, po drugie, nie będzie wiało, po trzecie, nie będzie padało. W słowne obietnice prezesa firmy, mówiąc bez ogródek, niewielu wierzy.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 26-10-2014 19:50

    Oceniono 3 razy 1 2

    - DOGER: NIE TYLKO CHALAS NIE TYLKO PYL !!! TIRY KTORE PRZYWORZA I ZAWORZA TONY!!!! ZAGROZENIE DLA DZIECI KTORE KAZDGO DNIA W DRODZE DO SZKOLY SKLEPU SA NARAZONE NA NIEBEZPIECZENSTWO PRZEZ KIEROWCOW TIROW KTORE JEZDZA BARDZO SZYBKO W TERENIE ZABUDOWANYM Z POTEZNYM TONAZEM ..!!!!!! PYL KTORY POWSTAJE PRZY SUSZENIU KTORY DZIECI I MIESZKANCY BLOKOW WDYCHAJA !!!!CENY MIESZKAN KTORE STRACILY NA WARTOSCI OK45% !!!! KTO NAM ZA TO ODDA !!!!!

    Odpowiedz