Mówcie do mnie czule

Dorota Witt 19 października 2014

W instrukcji bezpieczeństwa w samolocie czytamy, że w razie zagrożenia matka najpierw zakłada maskę tlenową sobie, a potem zabezpiecza dziecko. Podobnie z emocjami: dziecko nie poradzi sobie z nimi, jeśli dorośli sami będą ukrywać i wstydzić się swojego smutku czy złości.

Fot.: thinkstock

- Komunikacja empatyczna polega na nawiązywaniu takiego kontaktu, w którym przede wszystkim bierze się pod uwagę uczucia i potrzeby, co ważne: i dziecka, i własne - tłumaczy Dorota Wojtczak, trenerka komunikacji empatycznej. - Nie skupiam się na zachowaniu, szukam powodu zachowania. Najczęściej jest nim potrzeba, którą w ten sposób mały człowiek werbalizuje.


Nie o to chodzi, by rodzic machinalnie dyscyplinował dziecko, które po pokoju rozrzuca zabawki. Nawet nie o to, by zastanowił się nad tym, co malec chce przez to pokazać. Rodzic ma postarać się od razu nawiązać kontakt z dzieckiem. - Nawiążę go, kiedy będę chciała zrozumieć malucha, a zrozumiem, kiedy zobaczę, jaka potrzeba rozwojowa kryje się pod tym rozrzucaniem zabawek - mówi Dorota Wojtczak.
Ekspresja, zabawa, spontaniczność, urozmaicenie, poznawanie świata - potrzeb jest mnóstwo. Dziecko ma ograniczoną liczbę pomysłów na ich realizowanie, a korzysta tylko z tego, co znajdzie w otoczeniu - w pokoju, wśród zabawek. Dziecko, z którym rodzice od początku komunikują się empatycznie, jest obeznane ze specyficznym językiem uczuć i potrzeb od samego początku. Dla niego to naturalne. U innych dzieci to kwestia osłuchania się i skonfrontowania języka z zachowaniem rodzica: malec musi się przekonać, że rodzic jest autentyczny.

- W realizacji tej metody korzystamy z mapy komunikacyjnej - wyjaśnia Dorota Wojtczak. - Mówię, co obserwuję, nie osądzam: „Synu, słyszę, że krzyczysz, widzę, że tupiesz nogami”, a nie oceniam: „Jesteś niegrzeczny”. Drugi etap: mówię, co ja czuję. Mogę powiedzieć maluchowi o swojej złości, zdenerwowaniu, ale też jako naturalne przyjmuję te emocje u swojego dziecka. Emocje są informacją, czy nasze potrzeby są zaspokojone, czy nie. Trzeci krok to wyrażenie potrzeby: „Jestem zdenerwowana, bo zależy mi na twojej bezpiecznej zabawie” albo „Potrzebuję porządku i twojej współpracy w jego utrzymaniu”. Kilkulatek to zrozumie. Mówienie o potrzebach buduje kontakt, bo są one uniwersalne dla każdego człowieka. W ostatnim etapie proszę: „Czy mógłbyś posprzątać?” A gdy usłyszę: „Nie”? Cóż, dziecko to wolny człowiek i ma bardzo silną potrzebę autonomii. Kiedy mówi „nie”, nie traktuję tego jako „nie” przeciwko mnie, ale jako „nie” dla prośby, ale „tak” dla jakiejś jego potrzeby.

Rolą rodzica jest poszukanie, zgadywanie, znalezienie tej potrzeby, która stoi za „nie”. Może „nie w tym momencie”, może „nie, bo świetnie się akurat bawię”, a może „nie”, bo powiedziałam to takim tonem, że malec się przestraszył.
Zatem pozwalam dziecku nie posprzątać? - Pytanie, co chcę uzyskać, co jest dla mnie ważniejsze: jednorazowe posprzątanie i to jeszcze według moich zasad, czy ważniejsze jest to, by kształtować człowieka, który w przyszłości będzie asertywny, niezależny, nie tyle posłuszny, ile współpracujący - odpowiada Dorota Wojtczak. - Potrzebne jest tu spojrzenie długofalowe. Komunikację z dzieckiem zaczynamy oczywiście od razu, gdy zaczyna ono mówić, ale odczytywanie jego potrzeb zaczyna się w momencie narodzin. Jeśli wiem, że każdy z nas ma olbrzymią potrzebę miłości, więzi, dotyku, ale pozbawię tego dziecka, bo „ma się wypłakać i uspokoić”, nie wykazuję empatii.

Dziecko przez emocje pokazuje swoje potrzeby. Nie wkłada po raz kolejny kluczyków do kontaktu, by zrobić nam na złość, ale po to, by się rozwijać, sprawdzić, czy da się je tam zmieścić i co się będzie działo. Dziecka nie będzie omijało niebezpiecznych kontaktów, bo to byłaby rezygnacja z rozwoju. To do obowiązków rodziców należy zabezpieczenie kontaktów.

Komunikacja empatyczna jest komunikacją dwustronną, stosuje się ją po to, abyśmy chcieli się wzajemnie słuchać. Założenie tej metody jest proste: dziecko chce współpracować, ale nie chce tego robić pod presją.

- Dla mnie empatia to taki ciepły kocyk, którym można utulić: obecność, zrozumienie, akceptacja, skoncentrowanie się na drugiej osobie, bez oceniania i krytykowania. Obecność, która pozwala dziecku czuć się dobrze z samym sobą. To też okazywanie dziecku szacunku od samego początku - mówi Dorota Wojtczak. - Trafiłam niedawno w Internecie na filmik nagrany przez pomysłowych rodziców: zwykłe, surowe jajko owinęli w folię po jajku - niespodziance. Malec przeczuwał, że coś z tym smakołykiem nie tak, ale roześmiani rodzice zachęcali go do rozpakowywania. Kiedy jajo rozlało się na jego rączki i twarz, dziecko było przerażone, nie wiedziało, co się dzieje, a rodzice pękali ze śmiechu. Granica żartu została przekroczona, zwłaszcza, że zdarzenie było nagrywane i wrzucone do sieci. Malec, który spodziewał się, że ze strony rodziców nie spotka go nic zaskakującego i niebezpiecznego, mógł poczuć się oszukany i upokorzony.