Malowanie trawy w Gnojnie

Grażyna Ostropolska 17 października 2014

Wójt gminy Inowrocław ufundował mieszkańcom wsi, w której zaplanowano dożynki, betonowy plac przed remizą. - Tak się spieszył z tym prezentem, że powstał felerny obiekt bez dokumentacji, którą się teraz w urzędzie preparuje - twierdzi przedsiębiorca Sławomir Łukasiewicz i składa doniesienie do prokuratury.

Fot.: RYSUNEK: Łukasz Ciaciuch

Nawyki rodem z PRL mocno się w naszym kraju zakorzeniły, czego dowodem są wydarzenia w Gnojnie. - W epoce Gierka przed wizytą oficjeli malowało się trawę na zielono, a za wójta Tadeusza Kacprzaka w błyskawicznym tempie likwiduje się trawnik i betonuje plac przed remizą - słyszymy od mieszkańców tej niewielkiej miejscowości pod Inowrocławiem.



Gnojno liczy 100 domostw, a w tym, które stoi najbliżej remizy, mieszka Sławomir Łukasiewicz z rodziną. Z zawodu jest przedsiębiorcą budowlanym, z zamiłowania... fanem Gnojna. W 2000 r. było o nim głośno, gdy wraz z dwoma innymi miłośnikami wsi i sportu, Eugeniuszem Siborą i Stanisławem Jakubowskim, wprowadził miejscowy klub piłkarzy LKS Victoria Gnojno do piątej ligi. Dziś Łukasiewicz czuje się skrzywdzony i oszukany przez lokalne władze, bo...

- Tuż przed gminnymi dożynkami, które zaplanowano na 30 sierpnia, na plac przed remizą wjechały koparki i zaczęło się rozbieranie granitowego muru, niszczenie klombów i utwardzonej drogi, które mieszkańcy wykonali w czynie społecznym - wspomina. Był zszokowany, bo nikt go o planowanych pracach nie powiadomił, mimo że mieszka w sąsiedztwie budowy i ma od wójta zezwolenie na korzystanie z drogi dojazdowej do Domu Strażaka, skąd prowadził zjazd do powiatowej szosy.
- Ten zjazd nagle zlikwidowano, na granicy z moją działką postawiono krawężnik, a plac przed remizą podniesiono o 55 cm, co powoduje, że przy większych opadach woda zalewa drogę powiatową i

podmywa mój dom


- skarży się Łukasiewicz. Zaczął budowę garaży na podwórzu i nie może jej skończyć, bo... - Zlikwidowano wjazd, którym ciężki sprzęt dojeżdżał na mój teren, więc jestem w kropce - mówi.

Nie tylko on był zaskoczony zakresem i tempem inwestycji.
- Przecież my nie o takim projekcie myśleliśmy - zauważa Stanisław Tomczak, były sołtys Gnojna. - Sądziliśmy, że w ramach pieniędzy, przeznaczonych na likwidację zastoisk wodnych przed świetlicą i remizą, utwardzi się drogę wokół klombów i zrobi porządny wyjazd na drogę powiatową - tłumaczy.

Nie tylko jemu pośpiech, z jakim realizowano inwestycję (12 dni przed dożynkami) kojarzy się z kiełbasą wyborczą. - Wójt chciał pokazać, że podczas 4 lat kadencji coś dla gminy zrobił, więc wpadł na pomysł, że pochwali się nowym placem, przez który zaproszeni na dożynki goście przejdą do świetlicy w Gnojnie - słyszymy od mieszkańców. - Zgodnie z uchwałą Rady Gminy Inowrocław z 15 maja 2013 r., ważne dla danej społeczności inwestycje i sposób ich realizacji winny być konsultowane z mieszkańcami - przypominają.

Łukasiewicz jest budowlańcem, więc obserwując prace przed remizą, powziął podejrzenia. - Widziałem, jak kładą pięciocentymetrowy podkład pod betonową kostkę, co jest niedopuszczalne, bo czyni ten obiekt nietrwałym - uważa.
„Według posiadanych przeze mnie informacji, inwestor nie posiada wymaganych prawem pozwoleń administracyjnych, a prace realizowane są w trybie pilnym ze względu na przewidziane za kilka dni święto dożynkowe” - pisze 25 sierpnia do nadzoru budowlanego, prosząc o natychmiastową interwencję. Kujawsko-Pomorski Wojewódzki Inspektorat Nadzoru Budowlanego przekazuje jego pismo powiatowej inspekcji, a ta zawiadamia wójta, że na kontrolę inwestycji w Gnojnie przyjedzie 15 września i

chce przejrzeć dokumenty.


- Ja już 21 sierpnia napisałem do wójta prośbę o okazanie mi dokumentacji, związanej z tą inwestycją - wspomina Łukasiewicz. Odpowiedź, że może ją przejrzeć w urzędzie, otrzymał 1 września. Chciał ją sfotografować, ale nie dostał zgody, a gdy powołał się na prawo do informacji publicznej, poinformowano go, że kopie pism otrzyma

30 października.


Zarzut braku konsultacji z mieszkańcami Gnojna wójt skwitował tak: „Przed przystąpieniem do prac odbyło się spotkanie, przeprowadzono rozmowy i uzgodnienia z Barbarą Ziębą, radną gminy Inowrocław oraz Danielem Babijem, sołtysem Gnojna”.
- Od sołtysa usłyszałem, że zakres inwestycji nie był mu znany - twierdzi Łukasiewicz, ale sam Babij nie chce tego potwierdzić. - Daliście się wplątać w wiejską pyskówkę. Inicjatywa zrobienia placu przed remizą wyszła od mieszkańców, a moją rolą było jedynie przeprowadzić wiejskie zebranie i podzielić sołecki fundusz - tłumaczy. Na pytanie, dlaczego nie skonsultowano z mieszkańcami projektu, który zdaniem byłego sołtysa miał wyglądać inaczej, Daniel Babij wpada w gniew: - Wplątano was w grę wyborczą, ponieważ zarówno ja, jak i były sołtys Tomczak kandydujemy na radnych - oświadcza i odmawia dalszej rozmowy.

To, co sołtys nazywa pyskówką, nabiera innego wymiaru, gdy Łukasiewicz pokazuje ksero dokumentu z inowrocławskiego starostwa. - Gołym okiem widać, że w lewym rogu poprawiano datę, zmieniając rok 2014 na 2013, co nasuwa podejrzenie, że sporządzono ten

kwit z datą wsteczną


- pokazuje „zgłoszenie robót budowlanych, niewymagających pozwolenia na budowę, związanych z utwardzeniem terenu przed remizą w Gnojnie”, przekazane starostwu przez gminę .

- Jest tam pieczątka z datą wpływu pisma do kancelarii starostwa w dniu 29.11.2013 r., a nad nią sygnatura: 18345 a/2014. Brakuje na dokumencie numeru wypływu korespondencji z urzędu gminy, co należy do urzędniczego katechizmu - wytyka Łukasiewicz i domaga się ujawnienia oryginału.

O tym, jak on i jego pełnomocnik, Zbigniew Gedowski, próbowali go pozyskać, czytamy w doniesieniu, jakie Łukasiewicz skierował do prokuratury: „9 października udałem się z panem Gedowskim do Wydziału Architektury Budownictwa i Inwestycji Starostwa Powiatowego w Inowrocławiu w celu zapoznania się z dziennikiem wpływu korespondencji, dotyczącej zgłoszenia budowy w Gnojnie. Naczelnik wydziału, pani Malicka, odmówiła nam pokazania dziennika, tłumacząc że jest on w archiwum w piwnicy, ale potem wyjęła ten dokument z szafy. Na podstawie zapisów ustaliliśmy, że zgłoszenie z 29.11.2013 r. zapisano w ostatniej pozycji grudnia ub.r., a więc na koniec 2013 r., co pozwala wnioskować, iż tak naprawdę dokonano tego w sierpniu 2014 r.; być może po moim zawiadomieniu o samowoli budowlanej. Ponadto pani naczelnik nie wyjaśniła, co oznacza nr 18345a/2014 na pieczątce wpływu do kancelarii ogólnej i czy jest w urzędzie stosowana praktyka nadawania numerów pośrednich np. 1 a, 1aa itd., co moim zdaniem wskazuje na załatwianie sprawy z datą wsteczną i w oparciu o te fakty można podnieść zarzut dokonania przestępstwa fałszowania dokumentacji urzędowej” - czytamy w doniesieniu.

Ze Zbigniewem Gedowskim, pełnomocnikiem Łukasiewicza, odwiedzamy urząd gminy. Okazujemy ksero gminnego „zawiadomienia”, przekazane przedsiębiorcy przez starostwo i prosimy o

oryginał korespondencji.


Ten, który pokazuje wicewójt Marek Karólewski (wójt Kacprzak jest w delegacji) różni się od kserokopii. Nie ma tam poprawianej daty, ani numeru 18345a/2014 nad pieczątką. Karólewski nie jest w stanie tego wytłumaczyć, więc ściąga z terenu Sławomira Kota, kierownika działu inwestycji. Ten przekonuje, że osobiście dostarczył do starostwa dwa jednakowe dokumenty, i dlatego ten, który jest w gminie, nie ma żadnych adnotacji starostwa, tylko daty wpływu (do starostwa) i odbioru. Pytamy Sławomira Kota, dlaczego nie odnotowano na nim numeru korespondencji, wychodzącej z gminy, co jest w urzędach obligatoryjne. Słyszymy, że gmina nie musiała wpisywać pisma do dziennika korespondencji, bo Kot osobiście dostarczył je do starostwa i potwierdzone odebrał, zaś numer, który jest na ksero zgłoszenia, został nadany sprawie przez starostwo. Pytamy Kota, jak wyglądał wybór wykonawcy. Pokazuje nam zgodę wójta na to, by „w związku ze zbliżającymi się dożynkami w Gnojnie wyłonić wykonawcę z drodze bezpośredniego udzielenia zamówienia”, ponieważ na zapytania ofertowe brakuje czasu. W notatce służbowej z udzielenia zamówienia Kot pisze, że 11 sierpnia przeprowadził rozmowy telefoniczne z trzema firmami, podając im parametry techniczne zamówienia i najkorzystniejszą okazała się cena (35410 zł) firmy z Jacewa. 12 sierpnia wójt wybór zaakceptował, a 6 dni później wykonawca rozpoczął prace w Gnojnie i skończył je dwa dni przed dożynkami.

- To wbrew ludziom, prawu i lokalnej demokracji, więc nie popuszczę, dopóki do końca nie wyjaśnię tej sprawy - zapowiada Gedowski, opozycjonista i organizator strajków w latach 80., dziś obrońca skrzywdzonych.