To jest rząd, który będzie rozdawał pieniądze

Przemysław Łuczak 10 października 2014

Rozmowa z prof. KRZYSZTOFEM RYBIŃSKIM, ekonomistą, rektorem Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

Fot.: Archiwum


Jak odebrał Pan exposé premier Ewy Kopacz?
Nie mam czasu na telewizję, więc nie oglądałem wystąpienia premierki Ewy Kopacz (przez analogię, pozer - pozerka, premier - premierka), ale zapoznałem się z niemałą listą złożonych przez nią obietnic. Trudno mi natomiast komentować, jak Ewa Kopacz się prezentowała, jak gestykulowała i czy wyglądała jak mąż stanu.

Na co przede wszystkim zwrócił Pan uwagę?
Po pierwsze, przed Polską stoją wielkie wyzwania rozwojowe i najwyższy czas żebyśmy mieli spójną strategię radzenia sobie z nimi. I nawet premier rządu, który jest rządem technicznym i będzie funkcjonował tylko przez rok, powinien nakreślić taką strategię. Zamiast tego mieliśmy tylko zbiór luźnych obietnic. Po drugie, w Polsce ciągle dominuje filozofia nadaktywnego rządu, co być może jest efektem odurzenia oparami eurosocjalizmu po 10 latach od wstąpienia do Unii Europejskiej. Otóż za każdym razem, kiedy jest jakiś problem do rozwiązania, to zawsze słyszymy, że rząd zrobi to, rząd zrobi tamto, co powoduje, że ten rząd staje się jeszcze bardziej ekspansywny i podnosi podatki. Ta filozofia chaosu obietnic przedwyborczych była bardzo mocno obecna w tym exposé. Pokazuje to, że nie jest to żadna zmiana jakościowa, lecz będziemy mieli z grubsza to samo, co przez siedem lat rządów Donalda Tuska.

Czy dostrzegł Pan w exposé jakąś wizję rozwoju Polski?
Przez siedem lat rząd Tuska cieszył się dużym, choć malejącym, poparciem społecznym tylko dlatego, że w tym czasie wydał tysiąc miliardów złotych ponad to, co zebrał z naszych podatków. To były środki z UE, nowe długi - jeszcze większe niż za Gierka, 100 miliardów z prywatyzacji, no i wreszcie oszczędności, które zabrano nam z funduszy emerytalnych. Rozdano bilion złotych, ale efekty tego, jak na tak wielką kwotę, są mizerne. Ale strategia na najbliższe lata będzie taka sama jak dotychczas, czyli słuchajcie, to jest rząd, który będzie wam rozdawał pieniądze, zrobi to, zrobi tamto, więc głosujcie na nas. Tymczasem taka strategia rozdawania pieniędzy zawsze kończyła się katastrofą. Tak było np. w przypadku krajów południowej Europy. Polska jest na najlepszej drodze do powtórzenia wariantu hiszpańskiego czy portugalskiego. Z exposé Ewy Kopacz nie wynika, by rząd miał zamiar zabrać się za rozwiązywanie naszych wielkich problemów strukturalnych.

Jakie to są problemy?
Na przykład mamy potężne wyzwania demograficzne, które demolują nasze finanse publiczne, ale nie było nic na ten temat. Mamy katastrofę innowacyjności, a usłyszeliśmy tylko, że rząd za pieniądze podatników będzie wysyłał najlepszych studentów na stypendia zagraniczne. Mamy ogromne bezrobocie wśród młodych ludzi, ale słyszymy, że będą dla nich staże w administracji publicznej. Tak jakby taki staż umożliwiał nabranie kultury przedsiębiorczości.

Czy słowa Ewy Kopacz, że to, czego Donald Tusk nie zdołał zrobić w trzy lata, ona i jej rząd zrobią w 12 miesięcy, były obliczone na tani poklask?
Uważam, że każdy rząd powinien dostać kredyt zaufania. Chciałbym zwrócić uwagę na dwie pozytywne rzeczy z exposé Ewy Kopacz. Pierwszą z nich jest obietnica zmiany ordynacji podatkowej. Ta obowiązująca jest katastrofalnie skomplikowana, plasuje nas na ostatnich miejscach w rankingach światowych i niszczy polskich przedsiębiorców. Drugą natomiast jest zapowiedź zmiany przepisów, regulujących funkcjonowanie przedsiębiorstw, tak żeby biznes prowadziło się łatwiej. Jeżeli te dwie sprawy udałoby się zrobić przez tych 12 miesięcy, byłby to duży plus. Ale oprócz tego w exposé znalazło się mnóstwo rzeczy, które są groźne. A przypomnę, że zarówno w zarządzaniu państwem, jak i firmą gorszy od leniwego głupka jest pracowity głupek, bo może narobić nieprawdopodobnie wiele szkód.

Czy proponowane przez rząd reformy mogą uzdrowić górnictwo?
Górnictwo byłoby zdrowe, gdyby było prywatne i funkcjonowało na zasadach rynkowych. Tymczasem rząd chce stworzyć górnictwu bariery ochronne kosztem konsumenta, nierentowne kopalnie łączyć z dobrymi, żeby kupić sobie trochę więcej czasu. Jeśli rząd nadal będzie tolerował patologię, że urzędnik górniczy czy związkowiec siedzą przy biurkach i zarabiają kolosalne pieniądze nie wiadomo dlaczego, to nie może być mowy o uzdrowieniu sytuacji w górnictwie. Tutaj potrzebne są thatcherystowskie reformy, ale wiadomo, że górnicy potrafią wziąć kilofy i przyjechać do Warszawy. Idą jednak wybory, więc rząd tych trudnych decyzji podejmować nie będzie.

Czy spodziewał się Pan w exposé więcej konkretów, dotyczących wejścia Polski do strefy euro?
Skądże, przecież już Donald Tusk pokazał, że lepiej się nie wygłupiać, po tym jak kiedyś zapowiedział, że Polska wejdzie do strefy euro w 2011 roku, co już wtedy nawet technicznie było niemożliwe. Od tamtej pory kwestia daty wejścia do strefy euro jest traktowana jako horyzont, czyli linia, która oddala się w miarę, jak się do niej zbliżamy. I premierka Kopacz zgodnie z tą filozofią ten problem przedstawiła. Z tym jednak akurat się zgadzam. Kryzys w strefie euro jeszcze się nie skończył, jak kurz po nim opadnie i będzie można wyliczyć czy to się nam opłaca, czy nie, to wtedy taką decyzję ewentualnie można rozważyć. A na razie trzeba przyglądać się rozwojowi sytuacji.

Polska będzie wspierać podpisanie umowy o wolnym handlu między UE a USA. Czy wiemy, jakie mogą być skutki tej umowy dla naszej gospodarki?
Nie widziałem żadnej poważnej analizy, która by pokazywała skutki tej umowy. Wiemy, że trwają bardzo twarde negocjacje, w których bierze udział biznes europejski. Bardzo mocno interesów swoich firm bronią Francuzi i Niemcy. Nie wiem natomiast na ile skutecznie robi to polski biznes. Niestety, mamy długą tradycję negocjowania z UE w taki sposób, żeby chwała spłynęła na premiera czy ministra, nawet kosztem polskich interesów. Tak było przy negocjowaniu układu stowarzyszeniowego, kiedy unijni urzędnicy o mało nie „zamordowali” naszego przemysłu spożywczego oraz w przypadku pakietu klimatycznego, który może wykończyć naszą energetykę. Podejrzewam, że teraz jest podobnie.

Ewa Kopacz zapowiedziała, że Polska nie zgodzi się na redukcję emisji dwutlenku węgla o 40 proc. do 2030 roku w ramach unijnej polityki klimatycznej i wzrost cen energii dla konsumentów?
Tyle że nas może już wykończyć zmniejszenie emisji o 20 proc. Kilka lat temu polski rząd mógł jeszcze coś w tej dziedzinie wywalczyć. Premier Tusk powinien był powiedzieć, że naszą kontrybucją w walce z globalnym ociepleniem jest to, że do roku 2050 ludność Polski zmniejszy się z 38 do 33 mln. Zresztą, tak naprawdę, to fikcja, a w tym gdybaniu o ociepleniu klimatu wcale nie chodzi o zwierzątka, lodowce ani o to, że temperatura rośnie - bo nie rośnie - tylko o to, czyje interesy będą realizowane. Producentów wiatraków, urządzeń do palenia biomasy czy właścicieli ogromnych dziur pod oceanem, do których można pompować dwutlenek węgla. W naszym interesie leży natomiast, żeby się od nas odczepili, bo mamy swój węgiel, swoją energię i nie potrzebujemy tych subsydiowanych technologii.

Czy unia energetyczna to dobre rozwiązanie dla Polski?
Dobre, tylko na razie jej nie ma. Budowa terminalu gazu skroplonego w Świnoujściu jest opóźniona, a Gazprom rozgrywa swoje interesy, dogadując się z poszczególnymi krajami unijnymi. A gdybyśmy jako UE mogli negocjować z Rosją, bylibyśmy przynajmniej na pozycji równorzędnej. Unia energetyczna byłaby dobrym narzędziem, ale trzeba pilnować, żeby przy okazji nie doszło do likwidacji rynku, który jest największym sprzymierzeńcem konsumenta. Żeby znowu nie okazało się, że ważniejszy od rynku jest jakiś rząd czy jakaś komisja.

Zaskoczyła Pan nominacja Jacka Rostowskiego na szefa zespołu doradców ekonomicznych Ewy Kopacz?
Nadal uważam, że minister Sami Wiecie Który był najgorszym ministrem finansów w historii Polski. Jego nominacja na szefa doradców premierki jest sygnałem, że polityka gospodarcza tego rządu będzie podporządkowana kolejnym wyborom. W związku z tym nie należy się spodziewać żadnych prawdziwych reform, których Polska potrzebuje. Mam natomiast nadzieję, że choć trochę zostaną pchnięte do przodu nowa ordynacja podatkowa i zmiana przepisów dotyczących funkcjonowania firm. Te zmiany są bardzo potrzebne.

Teczka osobowa


Ekonomia, finanse i „Wejście smoka”


- Prof. dr hab. Krzysztof Rybiński, ekonomista, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula (dawniej Wyższa Szkoła Ekonomiczno-Informatyczna w Warszawie).

- W latach 2004-2008 był wiceprezesem NBP, od kwietnia 2008 do grudnia 2009 r. partnerem w Ernst & Young Polska. W przeszłości był wiceprzewodniczącym Rady Nadzorczej Alior Banku, głównym ekonomistą BZ WBK, BPH i ING i współwłaścicielem spółki SanNao, wdrażającej rozwiązania internetowe. Jest autorem publikacji naukowych i prasowych z dziedziny ekonomi i finansów.

- Przez lata ćwiczył karate. Ulubiony film: „Wejście smoka”.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 16-10-2014 11:56

    Oceniono 1 raz 0 1

    - Adas: Rybinski... i wszystko jasne. Ekonomista który być może potrafi zadbać o SWOJE finanse ale każde przedsięwzięcie jakie oferuje innym, konczy się kleska. Jak można traktować poważnie faceta który w kółko powtarza te same komunały a ludzie którzy uwierzyli w jego bełkot jak tracili pieniądz, tak tracą. EUROGEDDON :)

    Odpowiedz

  2. 12-10-2014 14:50

    Brak ocen 0 0

    - dr ekonomii : ciekawe skad je wezmie

    Odpowiedz