W sennym Almhult bije serce IKEI

Piotr Schutta 10 października 2014

Jedni mówią, że to typowa korporacja, inni, że sekta prawie. Ale zasady, na których opiera się ta szwedzka firma, są proste: nie pożyczać pieniędzy na inwestycje, szanować swoich pracowników, być uczciwym wobec klientów.

Fika to jedno ze słów, które króluje w Szwecji. Oznacza przerwę na kawę. Na zdjęciu: projektanci IKEI mają przerwę. Obok: „słynny” regał MTP, zaprojektowany w 1962 roku przez Polaka Mariana Grabińskiego. Został podarowany założycielowi IKEI jako prezent ś

Fot.: Piotr Schutta

Kiedy rolnik ze Smalandii chciał wydusić coś ze swego nieurodzajnego pola, najpierw skrzykiwał rodzinę i przyjaciół, by pomogli mu oczyścić ziemię z kamieni. Nieprzypadkowo przed wejściem do jednego z budynków IKEI w szwedzkim miasteczku Almhult ułożono murek z polnych głazów, a nad drzwiami umieszczono napis „Tillsammans”, co znaczy - razem. To jedno ze słów kluczy, które opisują tajemnicę sukcesu firmy. Pozostałe słowa to prostota, funkcjonalność, oszczędność, wytrwałość, szacunek...

Nie tylko Emil był ze Smalandii


Ta uboga niegdyś prowincja Szwecji, położona w południowej części kraju, znana jest dziś nie tylko dzięki pochodzącej stąd Astrid Lindgren i jej „Emilowi ze Smalandii”; to tutaj, w liczącej zaledwie 15 tysięcy mieszkańców gminie Almhult, w regionie Kronoberg, powstał w 1953 roku pierwszy sklep pod szyldem IKEA i tu właśnie, na jednej z okolicznych farm wychował się Ingvar Kamprad, założyciel najbardziej znanej dziś na świecie firmy, produkującej artykuły wyposażenia mieszkań. Człowiek ten, dziś już 88-letni, ale ciągle aktywny, o którym śmiało można rzec, że kamienie potrafi zamieniać w złoto, karierę w biznesie zaczynał od handlu... zapałkami i krawatami.


Kto chce poczuć ducha firmy i zrozumieć choć cząstkę fenomenu potęgi tej skandynawskiej marki, koniecznie powinien przyjechać tu, do 9-tysięcznego Almhult, gdzie znajduje się serce firmy, czyli IKEA of Sweden oraz 11 innych najważniejszych spółek grupy, stanowiących jej trzon. Mimo że tworzą całość, każda z nich ma oddzielny budżet, z którego rozlicza się co do grosza. Przykład: jeśli studio, w którym powstaje katalog reklamowy, potrzebuje akcesoriów na plan zdjęciowy, po prostu kupuje je od IKEA Retail, spółki zarządzającej siecią sprzedaży.

Każdego ranka z miasteczka oraz okolic przybywa do IOS około 4 tysiące osób, reprezentujących 50 narodowości (w tym sporo Polaków), by w kilkunastu parterowych i jednopiętrowych budynkach, rozrzuconych w promieniu zaledwie pół kilometra, wymyślać nowe produkty, tworzyć ich prototypy, a potem testować je w supernowoczesnym laboratorium.

Jeśli wyobrazimy sobie IKEĘ jako rzekę, której dopływy znajdują się w 42 krajach na wszystkich kontynentach globu, to tutaj właśnie, w sennym Almhult, znajdziemy jej źródło. W minionym roku (od września 2013 do końca sierpnia 2014) ta rzeka przyniosła przychód w wysokości 28,7 mld euro. Ponad trzysta sklepów sieci usytuowanych od Malezji, Tajwanu i Singapuru przez Kuwejt, Egipt, USA, Kanadę, Australię i Chiny aż po wszystkie kraje Europy odwiedziło 775 milionów ludzi.

- Teraz chyba pora otworzyć sklep na Księżycu - śmieje się Juni Wannberg, oprowadzająca wycieczki po znajdującym się w Almhult muzeum IKEI. W firmie przepracowała 40 lat, zmieniając kilkakrotnie stanowiska, co jest tutaj normą i rzeczą wręcz pożądaną. Jej księżycowy żart to nawiązanie do wiszącego na ścianie obrazu, przedstawiającego sklep szwedzkiej sieci ulokowany w kosmosie. Podarował go Kampradowi największy rosyjski kooperant.

Polskie krzesła ratują Szwedów


Nie Rosja jednak, ani nawet Chiny, są krajem, z którym Ingvara Kamprada łączy więź szczególna - biznesowa i przyjacielska.
- Co trzeci mebel sprzedawany w naszej sieci jest produkowany w Polsce - opowiada Johanna Parikka-Altenstadt, odpowiedzialna za komunikację zewnętrzną.

Współpraca z Polską zaczęła się zimą 1961 roku od nawiązania kontaktu z polską Centralą Handlu Zagranicznego. Firma Ingvara Kamprada, bojkotowana przez rodzimych producentów mebli, znalazła się wówczas na krawędzi kryzysu. Trzeba było poszukać dostawców poza granicami Szwecji. Po Danii spróbowano sił w komunistycznej wtedy Polsce. Pierwsze wkroczyły do Skandynawii nasze bukowe krzesła, wyprodukowane w Radomsku. Dokładnie 500 sztuk, bo tyle mieściło się w jednym wagonie kolejowym. Dziś dla IKEI pracuje kilkudziesięciu polskich dostawców, produkując nie tylko meble.

Z Johanną Parikka-Altenstadt rozmawiamy w Democratic Design Center, oddanym do użytku pół roku temu budynku, w którym zastosowano ultranowoczesne systemy oszczędzania energii elektrycznej, ciepła i wody. Na piętnastu tysiącach metrów kwadratowych pracuje 1055 osób, które wymyślają dla IKEI nowe produkty. Nie wolno robić zdjęć. To, co widzimy tutaj, trafi do sklepów dopiero za dwa lata. Tyle czasu potrzeba, by rzecz, która wykiełkowała w głowie projektanta, znalazła się w produkcji, ponieważ po drodze każdy produkt testowany jest wyjątkowo agresywnie w tutejszym laboratorium, które nie zna słowa „kompromis”.

Dla przykładu: drewniane siedzisko sterowane przez automat musi usiąść na materacu 50 tysięcy razy z siłą 140 kilogramów, mimo że norma europejska jest mniej wymagająca. Stolik, któremu nic nie brakuje, będzie tak długo szarpany i obciążany, aż po zastosowaniu ulepszeń przestanie trzeszczeć. Testy ognia, wilgotności, analizy składu chemicznego, wytrzymałości - to zresztą nie wszystko.

- Zawsze zaczynamy od sprawadzenia, czy dany produkt da się zdjąć bezpiecznie z półki w magazynie i potem złożyć bez problemów w niewielkim pomieszczeniu, takim jak pokój przeciętnego mieszkańca bloku. Chcemy wiedzieć też, czy napisana przez nas instrukcja jest zrozumiała - mówi Matias Anderson, pracujący w Test Labie.

W ikeowskim muzeum można zobaczyć niepozorny stolik z blatem w kształcie liścia, wymyślony przez firmę w latach 50. ubiegłego wieku. Od niego zaczęła się epoka mebli, które każdy może sam złożyć w domu. Wysyłanie produktów rozłożonych na części i zapakowanych do płaskich paczek stało się z czasem znakiem rozpoznawczym Ikei. Dziś jednym z haseł firmy jest: „Nie wozimy powietrza”, co oznacza, że każdy tir wiozący towar IKEI musi być załadowany w mądry sposób i po brzegi.

Testament Ingvara Kamprada


Szukanie oszczędnych i pomysłowych rozwiązań na każdym kroku to jedna z tajemnic niskich cen w IKEI. Druga, to ciągłe ulepszanie własnych produktów. Kolejną jest masowość. W niedostępnym dla ludzi z zewnątrz szkoleniowym dziale firmy można zobaczyć aktualizowany na bieżąco licznik sprzedaży popularnego regału Billy, zerowany co miesiąc. Wynik z września - 325 tysięcy sztuk sprzedanych na świecie.

- W 1976 roku powstał IKEA Koncept, dokument, który nazywamy Testamentem Ingvara Kamprada - uśmiecha się Michele, ciemnoskóra Amerykanka z Kalifornii. - Wszystko się może zmienić, poza jednym. Zawsze będziemy produkować rzeczy jak najtańsze, dla jak największej liczby ludzi, przy tym starannie zaprojektowane i idealnie dopasowane do ich potrzeb.