Jak w tej szkole nuuudno...

Małgorzata Oberlan 10 października 2014

Tak, tak - nuda. To na nią w pierwszej kolejności skarżą się uczniowie. Krytycznie oceniają też orientację swoich wychowawców we współczesnym świecie, nie widząc w nich autorytetów. Rodzice natomiast wytykają mankamenty w organizacji szkolnego życia i... zbyt długie wakacje nauczycieli.

Nauczyciel nieodróżniający tabletu od smartfona, Facebooka od Twittera itd., szybko zostaje zakwalifikowany do „nieogarniętych”

Fot.: Tomasz Czachorowski

Adam, lat 11, nie należy do prymusów, ale jest uzdolniony plastycznie. Zajęcia plastyczne są jednak tylko raz w tygodniu. Pozostałe cztery dni w tygodniu to dla Adama jedna wielka nuda.


- Standardowo pytam syna po powrocie do domu: „Co w szkole?”. Nie pamiętam, by odpowiedział inaczej niż „nuuuda” - mówi pani Patrycja. - Nudne dla niego jest słuchanie wykładającej pani, przepisywanie z tablicy do zeszytu, rozwiązywanie zadań w zeszycie. Nudne są zadania domowe. Dwukrotnie byłam już wzywana przez wychowawczynię w celu wyjaśnienia, dlaczego Adaś poleguje na ławce, ziewa i „niegrzecznie odnosi do nauczycieli, odpowiadając, że się nudzi”...

Pod klucz i bez dyskusji


Mateusz, lat 14, II klasa gimnazjalna: - Naukę ogarniam, ale denerwuje mnie, że w szkole nie można wyrażać własnego zdania (u nas jedyną lekcją, na której można dyskutować, jest fizyka, ale akurat w przypadku tego przedmiotu mało kto wyrywa się do zabrania głosu). W pierwszej klasie dostałem kilka uwag za dyskutowanie z nauczycielami i mama musiała przyjść do wychowawczyni. Nie dyskutowałem w tym sensie, że nie chcę czegoś zrobić, ale na przykład pytałem panią od chemii, dlaczego sedymentacji, dekantacji i destylacji uczymy się na pamięć, a nie doświadczalnie. Powiedziała, że jestem niegrzeczny. Lubię chemię, ale na koniec roku groziła mi ocena dostateczna.

Joanna, o rok starsza od Mateusza, szkołę postrzega jako jedną wielką naukę do testów i egzaminów. - Cały czas słyszymy o tekstach próbnych i prawdziwych. Od samego słuchania można dostać nerwicy - skarży się gimnazjalistka. - Wiem, że jak pójdę do liceum, to nic się nie zmieni. Przez trzy lata będę słuchać o maturze, tak jak moja starsza siostra. Jedyny przedmiot, na którym nie rozwiązujemy ciągle zadań „do testu”, to biologia. Nauczycielka jest wspaniała, zabiera nas na wycieczki i do schroniska dla zwierząt.

Zmorą polskiej szkoły, jak wynika z relacji uczniów, jest również nadmierne obciążanie ich pracami domowymi. I to często takimi, których temat ledwo został na lekcjach „liźnięty”. Przygotowany niedawno raport, dotyczący nauki matematyki w polskich szkołach, przynosi konkretną informację: 50 proc. uczniów nie odrabia zadań domowych z tego przedmiotu, bo po prostu nie potrafi.

Nauczyciele „nieogarnięci”


Niezbyt wielu pedagogów staje się autorytetami dla swoich uczniów. Wpływ na to mają z pewnością wartości, które uznają za cenne młodzi.

Artur, uczeń I klasy liceum: - Przez trzy lata gimnazjum nasza wychowawczynią była osobą, która nie potrafiła obsługiwać dziennika elektronicznego i myliła adres mailowy z adresem strony internetowej. Chyba nie muszę tłumaczyć, jakim „szacunem” się cieszyła.

Marta, też licealistka: - Nauczyciel nie może być nieogarnięty, bo zaraz straci autorytet. Co to znaczy nieogarnięty? Na przykład niepotrafiący zapanować nad klasą, nieumiejący załatwić z dyrekcją zmiany planu, mylący notorycznie klucze do klas, dający się ustawiać najbezczelniejszym jednostkom w klasie. Kiedy nauczyciel nie ogarnia, to klasa szybko wyczuwa, że jest słaby, i wchodzi mu na głowę.

Szerokie pojęcie „nieogarnięcia” obejmuje także generalny brak orientacji w tym wszystkim, w czym uczniowie się orientują.
- Fajnie, jeśli nauczyciel pyta nas na przykład o filmy czy muzykę. Tylko że to się rzadko zdarza, bo przecież „trzeba lecieć materiałem” i nie ma czasu na rozmowy. W ten sposób nauczyciel pozostaje trwale nieogarnięty - śmieje się Marta.

Organizacja na tróję z minusem


Rodzice, także z racji charakteru swoich kontaktów ze szkołą, dostrzegają szereg mankamentów w organizacji jej życia. - Cały czas jest to twór, który pamiętam ze swojego dzieciństwa, a było to przecież ćwierć wieku temu. Ogólna zasada mówi: Szkoła jest, po pierwsze, dla nauczycieli. Po drugie, dla pań ze świetlicy i pani woźnej. Po trzecie, dla uczniów. Po... nie wiadomo które - dla rodziców - mówi pan Marcin, ojciec dwojga dzieci w szkole podstawowej. - Syn poszedł do pierwszej klasy. Legitymację szkolną otrzyma dopiero 14 października podczas uroczystego pasowania na ucznia. Argument, że bez dokumentu nie może korzystać z ulgi w komunikacji publicznej, szkoły nie interesuje. Godziny pracy świetlicy szkolnej są dostosowane do wygody nauczycielek. Terminy wywiadówek - identycznie. Rodzic na wezwanie ma stawiać się w szkole niezwłocznie, rzucając obowiązki zawodowe. No, przykłady można mnożyć...

Jak wynika z badania CBOS (2012 rok, badanie „Wizerunek nauczycieli”), Polacy ciągle wypominają nauczycielom wakacje i krótszy tydzień pracy - prawie połowa (49 proc.) badanych uważa, że to superprzywilej. Nawet w grupie tych, którzy są lub byli nauczycielami w przeszłości. Co ciekawe, krótki czas pracy wypominają nauczycielom częściej ci, którzy mają dzieci w szkole - prawie 60 proc. z tej grupy chciałoby dorzucić im godzin pracy i odebrać trochę kanikuły. Całkiem prawdopodobne, że rodzice sygnalizują w ten sposób, jak ważna jest dla nich opiekuńcza rola szkoły. Na przykład to, by dzieci miały gdzie spędzić czas po lekcjach, czekając na wracających coraz później z pracy rodziców.

W poetyce kolejkowej


- Praktyką rodem z PRL-u są tak zwane konsultacje, polegające głównie na staniu w kolejkach - wytyka pani Marzena, torunianka.
- W liceum mojego syna organizowane były co dwa miesiące. W klasach zamknięci siedzieli nauczyciele poszczególnych przedmiotów, a w kolejkach do nich, czasem przez ponad dwie godziny, stali rodzice. Czas poświęcony rodzicowi nie przekraczał 10 minut, z czego połowę belfer poświęcał zorientowaniu się, z kim ma do czynienia, a drugą - na sprawdzenie ocen dziecka w dzienniku. Gdybym w mojej firmie tak traktowała klientów, dawno już bym nie pracowała.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 13-10-2014 20:14

    Oceniono 4 razy 2 2

    - obiew: No nic... tylko współczuć mamom Mateusza i Adama.... w domu z rodzicami też pewnie ci chłopcy się nudzą....

    Odpowiedz

  2. 11-10-2014 20:31

    Oceniono 1 raz 1 0

    - Cortina: Ciekawe czemu do takich wywiadów wybierają dzieci, które maja problemy z nauką, koncentracją, dostosowaniem społecznym, a nie dzieci, które wygrywają konkursy, biorą czynny udział w życiu szkoły, są koleżeńskie i przynoszą chlubę swoim rodzicom i nauczycielom. Naprawdę takich uczniów jest więcej niż tych, dla których "nuuudaaaa" jest jedynym uczuciem, które wywołuje u nich szkoła... Pisanie dla pisania, w jakim celu? Dziennikarstwo? żenada...

    Pokaż odpowiedzi (2) Odpowiedz

    1. 11-10-2014 09:25

      Oceniono 3 razy 3 0

      - Jan III: Szkoła Podstawowa nr 8, rok szkolny 1956/1957...dyrektor Piątkowski, dyrektor Piątkowska, Feliks Żurowski, Maria Frąckiewicz. TME, rok szkolny 1963/1964, nowy budynek szkolny, warsztaty, boisko sportowe. Nauka od poniedziałku do soboty, dodatkowe zajęcia sportowe, zawody szkolne, zawody międzyszkolne, mistrzostwa szkół Torunia w lekkiej atletyce. Jola Łoś(12, 1 na 100 m, 25, 6 na 200 m), Gabrysia Rumińska, Hania Paszkiewicz, Zbyszek Kietschke, Krakówka, Strączek, Krzysiu Przybyła, Hanka Steinbarth, Wiesiek Śliwa, Krzysiu Iwański, bracia Zakrzewscy, Rysiu Borowicz i ja. Turnieje szachowe, konkursy teatralne, olimpiady z chemii i fizyki. Nauczyciele z charyzmą...Feliks Borowski, Tadeusz Baczyński, Michał Dejewski, Irena Zubel, Władysław Pieńkowski, Halina i Feliks Lipkowscy, Zygmunt Sabiniarz, Józef Wesołowski, Władysław Sawrycki, Danuta Kasjan, Marian Łużyński. Zofia Dudzik...Dlaczego do dziś pamiętam TYCH nauczycieli ? Bo to byli prawdziwi nauczyciele, w trudnych politycznie czasach ONI chcieli i umieli zainteresować nas nauką, przekazać wiedzę, zachęcić do poszukiwań...nie było telewizji, nie internetu, orlików, basenów...ale były biblioteki szkolne, lekcje ciekawe, konkursy, dyskusje, gazetki szkolne, teatrzyki szkolne. Kiedy uczyłem w ZMMiE (1978-1987) spotkałem się z wieloma moimi nauczycielami. Wtedy jeszcze było widać zapał i chęci nauczania, po obu stronach. Stopniowo zapał wygasał, specjalne pomoce naukowe (skróty lektur), minimalizm, nic za darmo...Ani internet, ani żaden program telewizyjny nie zastąpi dobrego nauczyciela, w każdej klasie znajdziemy kilku wybitnych uczniów, wielu jest znakomitych, resztę też stać na dużo więcej. To, kim będą, na kogo wyrosną, zależy od nas, kapitanów szkolnych okrętów i załogi...Nowe, ogromne lądy wiedzy czekają na odkrycie.

      Odpowiedz