Doktor zalecił zdrową dietę? Kawałek golonki nie zaszkodzi. Pacjent nie będzie się z niej tłumaczył

Dorota Witt 6 października 2014

Polak u lekarza kłamie, a w aptece nie realizuje wszystkich recept. Kupuje tylko te leki, które uzna za potrzebne, a i te zażywa, gdy mu się przypomni. To tak lepsza wersja chorego Polaka - gorsza w ogóle nie chodzi do lekarza.

Fot.: Thinkstock

- Byłam u ginekologa z jakąś zwykłą infekcją. Nie, żebym podważała jego kompetencje, ale nie zaufałam mu na tyle, żeby przyjmować wszystkie leki, które przepisał - wspomina pani Monika z Torunia. - Globulki były OK, zresztą można je kupić bez recepty, więc teraz sama je sobie zalecam w razie potrzeby. Z ulotki dołączonej do maści wywnioskowałam, że mi nie pomoże, a spray był na bazie alkoholu… Tych dwóch specyfików nie użyłam w ogóle. Ale, generalnie, mam zwyczaj przyjmowania leków, które zaleci doktor. A kiedy po skończonej kuracji zostają jeszcze tabletki, biorę je następnym razem już bez biegania do lekarza.


Zapisane leki kosztowały panią Monikę ponad 60 zł. - Dlatego następnym razem nie wykupię wszystkich, zdecyduję się tylko na globulki - zapewnia. Cena leków to ważny powód ich niewykupowania przez pacjentów. Podczas wizyty kontrolnej wstydzą się do tego przyznać. A doktor błądzi. Początkowo zwiększa dawkę leków, podejrzewając, że przepisał za małą, potem zmienia lek, który, jego zdaniem, nie działa tak jak powinien.

Lekarze skarżą się, że są też niezdyscyplinowani pacjenci, którzy paraliżują pracę przychodni. Z dolegliwościami zgłaszają się do lekarza rodzinnego, ten daje skierowanie do specjalisty, więc się do niego rejestrują. Pani w okienku wyznacza: pierwszy wolny, czyli termin za 3-5 miesięcy.

- A pacjent nie zjawia się w wyznaczonym dniu, bo albo zdążył rozpocząć leczenie prywatne, albo zapomniał, albo coś mu wypadło. Nie fatyguje się, by poinformować o tym lekarza. Po tygodniu od umówionej wizyty czasem dzwoni, chce się umówić na nowo i jest oburzony, gdy musi znów swoje odczekać. Pacjenci, który nie stawiają się na wizytę, stanowią nawet 20 proc. wszystkich i to u wielu specjalistów - mówi Anna Baranowska-Zielińska, bydgoska neurolog. - Nie wykupują recept, to prawda.

Przyczyny są różne, także ekonomiczne. Bywa, że pacjent od razu pyta, ile leki będą kosztować. Czasem udaje się znaleźć tańsze odpowiedniki. Na wizytach kontrolnych zdarzają się pacjenci, którzy mają odwagę przyznać się, że nie biorą leków. Wtedy mamy jasność: nie ma poprawy, bo nie było leczenia. Ale często lekarz nie wie, że chory zlekceważył terapię. I zachodzi w głowę, dlaczego stan się nie poprawia albo i pogarsza. Zleca skompilowane, drogie badanie, a często wystarczyłby banalny lek. Tyle że on nie kosztuje 3 czy 4 złote.

O systematycznym przyjmowaniu leków zapominają zwłaszcza przewlekle chorzy. Po roku od postawienia diagnozy leki przyjmuje tylko 3 na 10 pacjentów z podwyższonym cholesterolem, co drugi cukrzyk i sercowiec, tylko co piąty Polak, cierpiący na depresję, zażywa leki w 12 miesiącu choroby (takie dane zebrał AARP National Survey). W sumie co czwarty przewlekle chory nie słucha się lekarza.

Fundacja na rzecz Wspierania Rozwoju Polskiej Farmacji i Medycyny przepytała chorych na tę okoliczność. Powstał smutny „Polskiego pacjenta portret własny”. Pacjenci bez konsultacji z lekarzem modyfikują dawkowanie leków i sposób odżywiania się, a jeśli już przyjmują leki tak, jak polecił lekarz, kończą kurację, kiedy sami uznają, że już wyzdrowieli.

Chory albo nie ufa lekarzowi, albo nie stać go na leki. Czasem przyczyna tkwi w nim, nie bierze pigułek, bo nie akceptuje swojej choroby i nie ma wsparcia najbliższych. Są i tacy, którzy po lekach czują się źle i, zamiast poprosić o zmianę specyfiku, odstawiają go na własną rękę.

Wyraźnie widać to w wynikach badań kardiologicznych. Szacuje się, że połowa pacjentów po zwale nie przyjmuje zalecanych leków zgodnie z sugestiami lekarza.
- W ciągu ostatnich kilkunastu lat udało nam się zmniejszyć śmiertelność chorych po zawale w czasie hospitalizacji z 20 do 5-7 proc. Po roku od wyjścia ze szpitala umiera co piąty z tych uratowanych pacjentów - mówi prof. Jacek Kubica, kierownik kliniki kardiologii w Szpitalu Uniwersyteckim im. Jurasza w Bydgoszczy. - Przez te miesiące powinni brać leki, bo to przynosi natychmiastowy efekt, ale i zdrowo żyć. Edukujemy naszych pacjentów na różne sposoby, niewiele to jednak daje. Przyczyny są różne, jedną z ważniejszych jest mechanizm wyparcia: chory nie przyjmuje do wiadomości, że jest chory: „Dobrze się czuję, więc jestem chory i nie potrzebuję lekarstw” - myślą.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 07-10-2014 05:31

    Brak ocen 0 0

    - odolianka: To oczekiwanie miesiącami na właściwą diagnozę od specjalisty pogarsza nasze zdrowie. I pogłębia nasz problem. Tylko szybka i właściwa diagnoza oraz lek w miarę finansowo możliwy do realizacji przez chorego poprawiłby statystyki ZDROWIA POLAKÓW

    Odpowiedz

  2. 06-10-2014 20:45

    Brak ocen 0 0

    - ReKa: Pacjenci powinni mówić lekarzom, że nie stać ich na drogie leki. To wstyd nie dla nich, tylko dla państwa.

    Odpowiedz

  3. 06-10-2014 14:32

    Oceniono 2 razy 2 0

    - ros: A tymczasem lobby farmaceutyczne mocno naciska by obniżyć dopuszczalne normy cholesterolu, glukozy, itp.

    Odpowiedz