To jest rząd zimnej wojny w Platformie [WYWIAD]

Przemysław Łuczak 26 września 2014

„Istnieje coś takiego jak efekt Tuska, ale nie da się utrzymać go długo. Już wybory samorządowe mogą to pokazać i dlatego Platforma już w przyszłym roku będzie musiała bardziej liczyć na autorytet Bronisława Komorowskiego. Jeśli jest jakiś zwycięzca ostatnich dni, oprócz Ewy Kopacz, oczywiście, to jest nim prezydent”.

Rafał Chwedoruk: - Jeśli Ewie Kopacz powinie się noga w wyborach, to w roli głównego konkurenta Schetyny wystąpi Sikorski

Fot.: Wojciech Kusiński

Rozmowa z dr. hab. RAFAŁEM CHWEDORUKIEM, politologiem z Uniwersystetu Warszawskiego.



Zaskoczyła Pana jakoś szczególnie Ewa Kopacz, ogłaszając skład swojego gabinetu?
Tak, zaskoczyła mnie, zwłaszcza obsadą ministrów dwóch resortów - spraw zagranicznych oraz zdrowia. Niespodzianka numer jeden to, oczywiście, obecność w rządzie Grzegorza Schetyny, który jest przywódcą partyjnej opozycji. Dziwią mnie wyjaśnienia, że ma to być przecież rząd konsolidacji Platformy. Uważam, że jest odwrotnie. Obecność w rządzie Schetyny i jego najbliższego współpracownika Andrzeja Halickiego w resortach niedających zbyt wiele realnej władzy, w istocie jest próbą uwikłania ich we współodpowiedzialność za PO. Ci politycy nie mogli odmówić propozycji wejścia do rządu, ponieważ wtedy można byłoby łatwo ich skompromitować. Przedstawić jako tych, którzy krytykują partię, a kiedy dostają szansę objęcia poważnych stanowisk, odmawiają. Gdyby PO przydarzyła się porażka w którejś ze zbliżających się elekcji, krytycy Ewy Kopacz i Donalda Tuska nie będą mogli powiedzieć: „Przegraliście, powinniście odejść”, bo teraz usłyszą: „Przegraliśmy, wszyscy”. A to, że nie jest to rząd konsolidacji PO, najdobitniej pokazuje fakt, że nieomal równocześnie z wejściem Schetyny do rządu, jego zwolennicy na Dolnym Śląsku zostali wyeliminowani z list w wyborach samorządowych. Można więc powiedzieć, że będzie to rząd zimnej wojny wewnątrz Platformy.


Dlaczego uratował swój stołek Bartosz Arłukowicz?
Wydawało się, że minister zdrowia, który kilka lat temu błyskotliwie wszedł do polityki, równie łatwo straci swój kapitał. Myślę, że Bartosz Arłukowicz nie wykorzystał szansy na wielką karierę polityczną. Można było więc przypuszczać, że odejście premiera Tuska - patrona i gwaranta pozycji Arłukowicza - będzie równoznaczne z dymisją tego nie najlepiej ocenianego również w PO polityka. Z tego, że pozostał on na swoim stanowisku, można domniemywać, że przechodząc w 2011 roku z SLD do PO być może otrzymał gwarancję bycia ministrem przez całą kadencję.


Czy powierzenie Schetynie stanowiska szefa dyplomacji może świadczyć o tym, że Tusk, nadal przewodniczący PO, nie miał wpływu na obsadę ministerialnych stanowisk?
Trudno to sobie wyobrazić. Śmiem twierdzić, że w wielu przypadkach mógł być to wpływ decydujący. Ewa Kopacz nie ma bowiem takiej pozycji, którą można by porównywać do pozycji Tuska. Ona dopiero przez prezesurę Rady Ministrów może wywalczyć sobie polityczną niepodległość, stać się ważnym politykiem, z którym będzie musiał liczyć się Donald Tusk. Nie ulega więc najmniejszej wątpliwości, że wszystkie strategiczne decyzje przy formowaniu tego rządu musiały być konsultowane z Tuskiem. O ile o poprzednim gabinecie można było powiedzieć, że był to autorski rząd Tuska, to o rządzie Kopacz nie da się tego powiedzieć.


Opozycja powątpiewa w kompetencje Grzegorza Schetyny...
W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że nasza polityka wschodnia nie tyle załamała się, co legła w gruzach. Spotkanie w Mińsku, dotyczące uregulowania konfliktu w południowo-wschodniej Ukrainie, ma tutaj symboliczny wydźwięk. Oto prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka, postponowany i negowany w naszym kraju, staje się arbitrem w tej sprawie, a Polska jest nieobecna i nikt o nią się nie upomina, nawet Ukraina. Nieomal w tym samym momencie z rządu odchodzi poprzedni szef dyplomacji Radosław Sikorski, a w jego miejsce wchodzi Schetyna. W chwili, kiedy zacznie się debata nad problemami naszej polityki wschodniej, ministrem spraw zagranicznych będzie największy przeciwnik Donalda Tuska i weźmie na siebie odpowiedzialność za coś, czego nie był kreatorem.


Jak wpłynie ta zimna wojna w PO na jej pozycję na scenie politycznej?
Przypomnijmy, że znaczna część Polaków, zachęcona do polityki sporem PO z PiS, wzrostem gospodarczym i korzyściami wynikającymi z członkostwa w UE, powoli zaczyna się do niej rozczarowywać. Znajduje to odzwierciedlenie w niskiej frekwencji wyborczej. Natomiast partie żyją dzisiaj ze swoich żelaznych elektoratów, nie ma już poszukiwania owego mitycznego wyborcy centrowego. Ktoś, kto zaniedba swoich żelaznych wyborców bądź ich się nie dopracuje, jak np. Palikot, ten z polityki znika. Jak sądzę, ośrodek prezydencki i oponenci Tuska w PO uznali, że partia i tak nie zejdzie poniżej pewnego progu, więc można nią trochę mocniej wstrząsnąć. Zwłaszcza wysokie poparcie dla prezydenta w sondażach, zdecydowanie przewyższające sondaże Platformy, daje pewien komfort działania. W PO od ponad dwóch lat trwa jawny konflikt dotyczący podziału władzy. Można powiedzieć, że Tusk uratował się wynikiem w wyborach do PE i nominacją na szefa Rady Europejskiej, ale ceną za to jest oddanie cząstki władzy swoim oponentom. Awans ministra obrony Tomasza Siemoniaka na wicepremiera czy wymuszone odejście Sikorskiego z rządu dobitnie pokazują siłę oddziaływania ośrodka prezydenckiego. Mam wrażenie, że ta zimna wojna wewnątrz Platformy będzie trwała nadal, a przeistoczy się w wojnę gorącą, jeśli wynik PO w przyszłorocznych wyborach do parlamentu będzie na tyle słaby, że straci ona władzę albo przynajmniej zostanie zmuszona do zapłacenia olbrzymiej ceny za nową koalicję. Wówczas okaże się, czy Ewa Kopacz była tylko tymczasowym premierem wyborczym czy też stała się poważnym politykiem. Okaże się również, czy Grzegorz Schetyna sfinalizuje swoją karierę, np. zdobyciem stanowiska premiera.


Tusk przynajmniej do końca listopada będzie szefem PO. Kto oprócz Ewy Kopacz może sięgnąć po władzę w partii?
Po wyborach parlamentarnych pojawi się kilka postaci. Będą to Ewa Kopacz, Grzegorz Schetyna, wspierany przez ośrodek prezydencki oraz Radosław Sikorski. Jeśli Ewie Kopacz powinie się noga w wyborach, to w roli głównego konkurenta Schetyny wystąpi właśnie Sikorski, mający za sobą frakcję Tuska. Sikorski będzie szukał poparcia konserwatywnych polityków PO, przedstawiając się jako człowiek z zewnątrz, mający świeże spojrzenie i młodszy od generacji, która dominuje w polskiej polityce. Niestety, będzie też człowiekiem, którego głównym deficytem czasami był brak powagi. Sikorski był ministrem spraw zagranicznych znanym z nie zawsze przemyślanych tweetów. Bycie marszałkiem Sejmu będzie dla niego olbrzymią szansą zdobycia opinii poważnego polityka, mediatora, co może go przygotować do objęcia funkcji międzynarodowych albo roli szefa PO. Być może jest to ostatnia szansa dla Sikorskiego, żeby swoje bardzo duże ambicje spełnić.


Czym Ewa Kopacz mogłaby porwać wyborców, zachęcić do głosowania na PO?
Takich tematów jest coraz mniej. PO musiała boleśnie przekonać się podczas swoich rządów, że neoliberalizm w skali globalnej zbankrutował. Wstęp do faktycznej likwidacji OFE najdobitniej pokazał ten konflikt ideowy. Dla wielu młodych wyborców Platforma przestała być ważnym punktem odniesienia. Również wielkie inwestycje straciły swój blask, co można było zauważyć w reakcjach opinii publicznej np. na pomysł organizacji zimowych igrzysk w Krakowie. Coraz częściej pojawiają się pytania nie tylko o sens takich inwestycji, lecz także o jakość życia. PO pozostał ostatni już atut, czyli wizerunek partii przewidywalnej, gwarantującej brak gwałtownych wstrząsów w państwie. Ta nieomal pacyfistyczna wypowiedź Ewy Kopacz na temat konfliktu na Ukrainie to pokazuje. To jest paradoks, bo elektorat PO jest najbardziej proukraiński, ale to właśnie wyborcy, którzy oczekują stabilności mogą rozstrzygnąć o wyniku wyborów. Dlatego ten rząd ma unikać konfliktów i będzie odmieniał słowo „bezpieczeństwo” przez wszystkie przypadki.


Czy PO może dłużej utrzymać obecny wzrost w sondażach?
Ostatni skok PO w sondażach jest naturalną reakcją na to, że Donald Tusk otrzymał prestiżowe stanowisko w UE. Natomiast nieomal równoległe z nominacją Tuska lokalne wybory uzupełniające do Senatu pokazały, że rzeczywistość przy urnach będzie dla PO mniej miła. Istnieje coś takiego jak efekt Tuska, ale nie da się utrzymać go długo. Już wybory samorządowe mogą to pokazać i dlatego Platforma już w przyszłym roku będzie musiała bardziej liczyć na autorytet Bronisława Komorowskiego. Jeśli jest jakiś zwycięzca ostatnich dni, oprócz Ewy Kopacz, oczywiście, to jest nim prezydent, który umiejętnie balansuje między dystansowaniem się od PO, a udziałem w jej życiu wewnętrznym.