Irańskie kobiety też chcą wchodzić na stadiony!

adrianna andryańczyk 22 września 2014

Rozmowa z DARYĄ SAFAI, Iranką, która podczas Mistrzostw Świata w Siatkówce Mężczyzn chce całemu światu opowiedzieć o losach kobiet w Iranie, i domaga się uwolnienia z więzienia jednej z nich - Ghoncheh Ghavami.

Darya Safai Urodziła się, wychowywała i kształciła w Iranie. Ukończyła stomatologię. Obecnie prowadzi razem z mężem cztery kliniki dentystyczne w Belgii. Od 15 lat przebywa na emigracji. Ma dobre relacje z rodziną, która mieszka w Iranie, jednak nie może


Skąd pomysł na taką formę protestu? Dlaczego akurat podczas meczów siatkówki?
Reprezentacja Iranu dobrze gra w siatkówkę, a kobiety w moim kraju nie mogą jej kibicować - na stadionach obowiązuje zakaz oglądania meczów przez kobiety. Nie mogą przebywać w miejscu publicznym razem z mężczyznami. To jedno z wielu ograniczeń, z jakimi muszą borykać się tamtejsze kobiety. Pomyślałam, że wykorzystam odbywające się w Polsce Mistrzostwa Świata w Siatkówce Mężczyzn, by pokazać całemu światu, że kobiety w Iranie chcą godnie żyć. Ja prowadzę teraz zupełnie inne życie niż one.

Co skłoniło Panią do wyjazdu z Iranu?
W 1998 roku wzięłam udział w manifestacji przeciwko władzy. Z tego powodu trafiłam do więzienia, w którym spędziłam około miesiąca. W celi panowały okropne warunki - na powierzchni czterech metrów kwadratowych nie można było swobodnie zrobić nawet kilku kroków. Po tych wydarzeniach razem z mężem wyjechaliśmy z kraju. Mój mąż studiował w Belgii, stwierdziliśmy więc, że najłatwiej będzie nam zacząć nowe życie właśnie tam.

Obecnie pracuje Pani jako dentystka, życie prywatne jest dobrze poukładane, ale to wszystko dzieje się w Belgii. Tęskni Pani czasami za Iranem?
Bardzo, brakuje mi rodziny. Moi rodzice przyjeżdżali do mnie, gdy tylko mogli. Teraz, niestety, nie jest to możliwe. Mamy kontakt co drugi dzień przez Internet i telefon, ale wiadomo, że to nie jest to samo. Niestety, do kraju wrócić nie mogę, bo ponownie trafiłabym do więzienia.

Dobrze wspomina Pani życie w swojej ojczyźnie?
Miałam naprawdę dużo szczęścia. To nie jest tak, że wszyscy mężczyźni w Iranie są źli - są tacy i tacy, jak wszędzie. Mój ojciec dla mamy zawsze był oparciem i nigdy jej nie ograniczał. Tak samo było w domu mojego męża. W Iranie jest wiele rodzin, które żyją po prostu normalnie. Niestety, mamy taką władzę, która kobiety traktuje okropnie. Moje rodaczki są bardzo inteligentne, chciałyby coś w życiu osiągnąć, ale nie mogą.

Nie mogą, bo uniwersytety są dla nich zamknięte czy też dlatego, że mężczyźni zawsze muszą górować?
Kobiety w Iranie mogą studiować. Około 70 proc. studentów to kobiety, jednak później pracę znajduje zaledwie 12 proc. z nich. Pracodawcy nie chcą zatrudniać Iranek na stanowiska inżynierskie, choć mają takie wykształcenie. Rzeczywiście jest tak, że kobieta nie może być wyżej od mężczyzny. Zawsze musi być od niego zależna - tak zakłada państwo i, niestety, większość mężczyzn to wykorzystuje.

W jaki sposób?
Kobieta, kiedy wychodzi za mąż, nie ma nic do powiedzenia. Nie może wyjechać za granicę, jeśli jej małżonek nie wyrazi na to zgody. Przyjęło się, że żony powinny tylko wychowywać dzieci i zajmować się domem. Nawet jeżeli kobieta chce się rozwieść z mężem, to nie może tego zrobić. Rozstanie jest możliwe tylko wtedy, kiedy mężczyzna sam złoży wniosek rozwodowy.

Jak to się stało, że znalazła Pani w sobie tyle siły, by walczyć z systemem?
Bardzo dużo się uczyłam. Od najmłodszych lat miałam dobre oceny w szkole. Studiowałam na najlepszej uczelni w Iranie i tam poznałam wielu niesamowitych ludzi. Każdy dążył do tego, by coś zmienić w naszym kraju. Zasady, które obowiązują w Iranie, są dla nas absurdalne. Kiedy jeszcze byłam studentką, razem ze znajomymi organizowaliśmy różne protesty przeciwko irańskim władzom. Wiedzieliśmy, że w innych państwach ludzie żyją inaczej i chcieliśmy, żeby u nas też tak było.

Jest Pani zadowolona z efektu swojego protestu w Polsce?
Oczywiście! Mecze siatkarskie, na których się pojawiałam, były transmitowane do wielu krajów. Jestem szczęśliwa, że moja inicjatywa spotkała się z poparciem tak wielu ludzi. Byłam w Krakowie i Łodzi, żałuję, że nie mogłam przylecieć do Bydgoszczy. Miałam ze sobą 100 koszulek z napisem „Pozwólcie irańskim kobietom wchodzić na ich stadiony”, które rozeszły się w ciągu kilku minut. Nie spodziewałam się, że tyle osób będzie mnie wspierało. Chcę bardzo podziękować Polakom za niesamowitą atmosferę i gościnę. Teraz mam jeszcze większą motywację do działania.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 22-09-2014 12:41

    Oceniono 10 razy 8 2

    - Czytelnik: Partia Korwina ma podobne poglądy jak duchowni z Iranu, tylko idioci takich wspierają!

    Odpowiedz