Budujcie oszczędnie, towarzysze!

Krzysztof Błażejewski 12 września 2014, aktualizowano: 12-09-2014 15:39

Niedawno publikowaliśmy na naszych łamach obszerny tekst dotyczący pogarszającego się stanu budynku Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy. Nie można się temu dziwić, jeśli pozna się okoliczności jego powstania.

Do zamknięcia w stanie surowym pozostał już tylko dach

Fot.: Ze zbiorów Archiwum Państwoego w Bydgoszczy

Gmach bydgoskiej filharmonii powstawał w tym samym czasie, kiedy wznoszono Nową Hutę, a w Warszawie - Marszałkowską Dzielnicę Mieszkaniową. Według świętego wówczas wzorca architektonicznego, nazwanego później socrealizmem, a określanego słowami: socjalistyczny w treści i narodowy w formie.


Nie przeszkodziło to projektantom budznku w Bydgoszczy ściągnąć co nieco z Royal Festival Hall w Londynie. Dwa razy plac budowy w Bydgoszczy odwiedziła ekipa architektów z Kraju Rad, wznosząca w tym samym czasie Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina w Warszawie. Udzieliła ona ponoć wielu cennych wskazówek bydgoskim budowniczym.
[BREAK]
Specyfiką tamtych czasów było rozpoczynanie budowy bez końcowego projektu - plany rodzić się miały na bieżąco, w miarę postępu prac. Ten nowatorski sposób doprowadził do tego, że bydgoską filharmonię budowano prawie trzy razy dłużej niż początkowo zakładano. Do tego obowiązkowy był, jak w każdym budynku publicznym, kosztowny obszerny schron w podziemiach. Na wypadek wybuchu jądrowego, oczywiście.

Gdyby nie Szwalbe...


Filharmonia Pomorska zaraz po ukończeniu budynku stała się reprezentacyjnym obiektem. W wielu polskich miastach zastanawiano się, jak to możliwe, że powstała na takiej kulturalnej pustyni, za jaką wcześniej uważana była Bydgoszcz.

Nie byłoby zapewne w Bydgoszczy filharmonii, gdyby nie Andrzej Szwalbe, warszawiak osiadły po wojnie w Ciechocinku, który potem przeniósł się do Bydgoszczy, dyrektor Pomorskiej Orkiestry Symfonicznej. To on jako pierwszy zgłosił pomysł budowy sali koncertowej w mieście, wysyłając stosowny wniosek do Miejskiej Rady Narodowej w lutym 1952 r. Napisał w nim chytrze, że nowy gmach dla istniejącej już orkiestry służyłby jako miejsce odbywania imprez partyjnych i związkowych, a także akademii zakładowych. To spowodowało, że z miejsca zyskał sojuszników.

Nie byłoby w Bydgoszczy filharmonii także bez awansu miasta do roli stolicy województwa, dzięki czemu to nad Brdą, a nie nad Wisłą, w Toruniu, pojawiły się większe możliwości inwestycyjne. Sale koncertowe w Teatrze Polskim w Bydgoszczy czy Pomorskim Domu Sztuki (ul. Gdańska 20) nie różniły się wiele od moźliwości Torunia w tym zakresie (Collegium Maximum, czyli Dwór Artusa przy Rynku Staromiejskim). Jednak to Bydgoszcz, jako miasto wojewódzkie, miała mieć kolejny przybytek sztuki obok „mieszczańskiego teatru grywającego operetki dla snobów” - jak pisano o Teatrze Polskim. Tu miano propagować kulturę dla mas robotniczych i chłopskich, coraz liczniej napływających do rozbudowującego się z rozmachem miasta.

Komandor dyrygentem


Być może nie byłoby również filharmonii w Bydgoszczy, gdyby nie Robert Satanowski, w latach 1954-1958 kierownik artystyczny orkiestry filharmonii. Trudno uwierzyć, żeby dobry znajomy... Nikity Chruszczowa z czasów wojny, dowódca prokomunistycznego oddziału partyzantki polskiej na Wołyniu, a po wojnie wysoki rangą polski wojskowy, absolwent Akademii Wojskowej im. Frunzego w Moskwie i komendant Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej w Gdyni, który nagle w stopniu komandora odszedł z wojska, by poświęcić się studiom muzycznym i zostać dyrygentem, nie miał nic do powiedzenia w kwestii budowy filharmonii, w której pracował.
Decyzja o budowie zapadła 24 marca 1953 roku.

Podjęło ją Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w porozumieniu z Centralnym Zarządem Oper, Filharmonii i Instytucji Muzycznych w Warszawie. Teraz najważniejszym pytaniem stało się: „Gdzie?”

Proponowano teren zniszczonego cmentarza ewangelickiego (dzisiejszy park im. Witosa), plac przy ul. Markwarta, przy ul. Słowackiego. Wybrano ostatecznie obszar pomiędzy ulicami Libelta i Staszica, w sąsiedztwie parku im. Jana Kochanowskiego, miejsce, gdzie istniały ogródki działkowe i korty tenisowe. Tam, gdzie tuż przed II wojną Rada Miasta Bydgoszczy chciała wznieść nowy budynek ratusza.

Wybrany w konkursie projekt był jak najbardziej na czasie, gmach miał być monumentalny i reprezentacyjny, jak na czasy rozwijającego się socjalizmu przystało. Na czele zespołu architektów stanął Stefan Klajbor, konstruktorem gmachu został Bogdan Piestrzyński. Minister Kultury i Sztuki oszacował koszt budynku o kubaturze nieprzekraczającej 30 tys. m kw. na 9 mln złotych, od razu zalecając stosowanie daleko idących oszczędności.

Prace budowlane rozpoczęły się dokładnie rok po podjęciu decyzji o budowie, w lutym 1954 roku. Andrzej Szwalbe postarał się w Warszawie o to, by na budowę bydgoskiej filharmonii poszły środki pochodzące ze... Społecznego Funduszu Odbudowy Stolicy. Ponadto, wzorem tamtych czasów, masowo w budowie pomagali zwykli mieszkańcy, pracownicy dużych zakładów, wojsko, milicja, młodzież, działacze partyjni. Związki zawodowe, zakłady i instytucje wpłacały masowo pieniądze na SFOS z przeznaczeniem właśnie na budowę filharmonii.

Marmury z Kielc


Dzięki entuzjazmowi początkowe prace poszły szybko. Na święto 1 maja, po roku i dwóch miesiącach od rozpoczęcia budowy, na dachu zawisła wiecha. Na ten sam, 1955 r. zaplanowano już oddanie filharmonii do użytku, aby... zmieściła się w czasie realizacji Planu Sześcioletniego.

Pierwszym miesiącom budowy towarzyszył ogromny entuzjazm na łamach prasy. Podkreślano z dumą, że wszystkie elementy gmachu są rodzimej produkcji. Drewno pochodziło z Puszczy Białowieskiej, z Kielc przywieziono marmury, spod Radomia piaskowiec.

Jak się wyraził zastępca przewodniczącego Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy, Aleksander Schmidt, „wzorując się na przodujących w świecie filharmoniach radzieckich”, nasza, bydgoska „powinna przede wszystkim, świadoma swej roli politycznej, kultywować muzykę wokalną, zwłaszcza współczesnych kantat o aktualnej tematyce” (sic!).

Szybko jednak realia okresu socjalizmu zaczęły brać górę nad entuzjazmem. Brak materiałów i robotników, a także nieumiejętność wykorzystania środków inwestycyjnych spowodowały, że budowa przyhamowała. Zaczęły się oszczędności, niekiedy przybierające skrajny, wręcz humorystyczny charakter. Zrezygnowano z pilastrów we wnętrzu, z wind, zapadni w scenie, okładzinę z piaskowca zastąpiono tynkiem. Aby podkręcić tempo budowy, zaczęło się seryjne fundowanie nagród finansowych dla ekip robotniczych. Niewiele to pomogło.

To nie my, to oni!


Tymczasem strach padł także na urzędników ministerstwa, kiedy okazało się, że całość budynku, bez kosztów wykonania wnętrz, może wymagać wkładu nawet rzędu 23 mln zł! Zarzucono projektantom rozrzutność. Kiedy ci bronili się, twierdząc, że w założeniach miał to być - za powszechną zgodą - reprezentacyjny gmach, nóż w plecy wbiła im wojewódzka instancja partyjna.

„Żądania reprezentacyjności są postulatem tylko części społeczeństwa, które nie zostało poinformowane, jak wielkim wysiłkiem gospodarczym realizuje się omawiany obiekt” - odpowiedziano w piśmie do ministerstwa. „Proszę o dokonywanie przy projektowaniu wnętrz maksymalnych oszczędności” - wtórował w liście do projektanta, bydgoskiego Miastoprojektu, Andrzej Szwalbe.
Architekci odpowiedzieli głęboką samokrytyką. I to ich uratowało.

Marmury zastąpiono łomem marmurowym, uproszczono wnętrza, aby było „jak najmniej elementów ozdobnych”, zrezygnowano niemal całkowicie ze stiuków i żyrandoli, do drzwi i okien użyto żelaznych okuć. Mimo tych cięć okazało się, że potrzeba jeszcze co najmniej 14 milionów złotych. Na żądanie takiej sumy w ministerstwie padło zdecydowane „nie”. Wtedy budowlańcy zeszli z placu budowy... Była wiosna roku 1955.

W akcie rozpaczy 5 grudnia tego roku Andrzej Szwalbe napisał list do... Bolesława Bieruta, I sekretarza KC PZPR, prosząc o przyjście z pomocą. Ostatecznie kredyt w kwocie 10 mln zł ministerstwo przyznało rok później pod warunkiem dokonania kolejnych cięć. Ich wyliczenie zajęło 5 stron maszynopisu. Budowa znów ruszyła.

Inauguracyjny koncert w Filharmonii Bydgoskiej odbył się 25 listopada 1958 roku, ponad pięć lat po podjęciu decyzji o jej budowie. Prace wykończeniowe przeciągnęły się aż po rok 1960.

Filharmonia szybko stała się instytucją powszechnie znaną i cenioną w kraju. Zasłynęła głównie ze wspaniałej akustyki, na co złożył się odpowiedni kształt pomieszczenia głównej sali i sposób wyłożenia sceny, sufitu sceny i widowni drewnem. Miarą nowoczesności były... popielniczki na sali oraz połączenie palarni z bufetem, gdyż, jak pisano z dumą, „minęły już przestarzałe czasy, kiedy palenie tytoniu było przywilejem mężczyzn”.

W permanentnej naprawie


A co z jakością wykonania? Jeszcze w trakcie budowy dwukrotnie obrywał się tynk nad podium dla orkiestry. Woda z kurzawki gruntowej regularnie zalewała piwnice i urządzenia wentylacyjne. Już w roku 1960 późną wiosną dach począł przeciekać. Mimo doraźnych napraw, sytuacja powtarzała się co roku. A pod koniec lat 80. pojawiły się pierwsze sygnały, że „filharmonia się sypie”. Od tej pory niewiele zrobiono, żeby ten stan rzeczy poprawić. Dziś już dalej czekać na poważny remont po prostu się nie da.

CYTATY


Z aktu erekcyjnego filharmonii bydgoskiej

„W nieprzerwanym wysiłku i w trudzie myśli milionów, zrzeszonych we Froncie Narodowym, zmierzamy ku wspaniałym celom wytyczonym przez Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą i przez towarzysza Bolesława Bieruta”.

„Nad dolnym biegiem Wisły, nad Brdą i Notecią, wzrasta posiew rewolucji, której blask życiodajnych promieni sprzed trzydziestu pięciu lat padł dziesięć lat temu na nasze ziemie”.

„Wraz ze wzrostem świadomości mas ludowych pomnożyły się także ich potrzeby kulturalne. Dlatego też powstaje ten nowy gmach kultury, w którym (...) rozbrzmiewać będą dla tysięcy ludzi wielkie, wartościowe działa kompozytorów radzieckich. Bijące z nich prawda i płomień pomogą w kształtowaniu nowego człowieka, budowniczego socjalistycznego jutra naszej epoki”.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 14-09-2014 00:03

    Oceniono 2 razy 2 0

    - Tomasz: To sobie luknij do Wikipedia-http://pl.wikipedia.org/wiki/F ilharmonia_Pomorska_im._Ignacego_Jana_Pa derewskiego_w_Bydgoszczy

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 12-09-2014 16:38

      Oceniono 9 razy 2 7

      - biedna ta Bydgoszcz mają samych niudaczników : co tu za pirdoły piszecie filharmonia była stawiana po 89roku to jacy towarzysze tam uczestniczyli odpowiedzialny za to jest chyba prezydent miasta ze chciał coś zbudować a nie miał na to kasy ipowstało to co powstało powinien za to odpowiedać z godnie z litera prawa

      Pokaż odpowiedzi (3) Odpowiedz