Czy Szkoci porwą się na niezależność?

Przemysław Łuczak 12 września 2014, aktualizowano: 12-09-2014 13:35

„Tym, co realnie napędza kampanię niepodległościową, są finanse. Pojawia się pytanie, czy Szkocja byłaby bardziej dostatnim i lepiej rozwijającym się krajem jako samodzielne państwo, czy raczej w ramach Zjednoczonego Królestwa. Osią tego sporu jest fakt, że brytyjskie złoża ropy naftowej i gazu, znajdujące się na Morzu Północnym, leżą przede wszystkim w granicach Szkocji”.

Fot.: Archiwum

Rozmowa z politologiem dr. PRZEMYSŁAWEM BISKUPEM z Uniwersytetu Warszawskiego.



Czy da się przewidzieć wynik mającego się odbyć 18 września niepodległościowego referendum w Szkocji?
Jednoznacznie nie. W sondażach zwolennicy pozostania w Wielkiej Brytanii na razie tylko nieznacznie przeważają nad tymi, którzy są za niepodległością, więc wszystko jest możliwe. Jedynym, co można dzisiaj przewidzieć, jest to, że o ile wynik referendum będzie rozstrzygający w sensie prawnym, to nie będzie rozstrzygający w sensie politycznym. W związku z tym nawet jeśli niepodległość nie zostanie przegłosowana, to skutkiem referendum będą dalsze reformy o charakterze decentralizacyjnym. Dla wielu Szkotów idealnym rozwiązaniem jest tzw. devolution max, czyli maksymalna decentralizacja, która od pełnej niepodległości różni się tylko trzema elementami: wspólną polityką zagraniczną, wspólną polityką obronną i wspólną walutą, czyli funtem. I oczywiście takimi atrybutami symbolicznymi, jak wspólna królowa.


Na co Szkoci będą mogli liczyć ze strony rządu w Londynie?
Głównym postulatem inicjatorów referendum jest możliwie pełna autonomia finansowo-fiskalna i myślę, że Szkoci mogą na to jak najbardziej liczyć. Ta autonomia jest zresztą bronią obosieczną, ponieważ rząd brytyjski już od jakiegoś czasu zaczął taką autonomię Szkocji nadawać ustawą z 2012 r., ale w momencie, kiedy będzie ona miała nieomal wyłączne prawo do własnych dochodów (oczywiście z zachowaniem wkładu na wyżej wymienione cele wspólne), nie będzie mogła już liczyć na dotacje budżetowe z Londynu. A obecnie rząd centralny wypłaca Szkocji bardzo duże subsydia. O ile generalnie bilans rozliczeń brytyjsko-szkockich wychodzi mniej więcej na zero, o tyle na przyszłość złamanie zasady, że nie tylko dochody, ale i odpowiedzialność czy określone wydatki są ponoszone solidarnie,- może być ryzykowne dla Szkotów, czego przykladem jest ratunek szkockich banków w latach 2008-2009, na który stać było tylko rząd w Londynie.


Od kiedy Szkoci myślą o niezależności?
Część Szkotów myśli o niej od zawsze, od średniowiecza, kiedy wojny angielsko-szkockie zakończyły się utrzymaniem przez Szkocję niepodległości. W kolejnych stuleciach przez pewien czas obydwa państwa funkcjonowały obok siebie, ale często we wrogi sposób, zaś w XVII i XVIII w. stopniowo i nie bez problemów formowała się unia angielsko-szkocka. W XIX w. ukształtowała się brytyjska wspólnota imperialna, a Szkoci mieli spory udział w budowaniu jej potęgi i w płynących stąd zyskach. Do odrodzenia idei narodowej i powrotu postulatu niezależności Szkocji doszło w drugiej połowie XX w. Tendencje te były na tyle silne, że podczas neoliberalnych rządów Blaira i Partii Pracy od 1997 r. rozpoczęło się nadawanie coraz większych uprawnień autonomii szkockiej, co wiązało się z budowaniem takich instytucji, jak parlament szkocki i rząd regionalny. Co ważne, stały się one dogodnym forum wzrostu wpływów Szkockiej Partii Narodowej (SNP). Po wyborach do parlamentu szkockiego w 2011 r., które wygrała SNP, doszło do rozpisania referendum niepodległościowego.


Co Szkoci mają za złe Anglikom?
Historycznie chodziło o bardzo wiele rzeczy, m.in. o politykę wyznaniową, dominację polityczną czy proces wynaradawiania, którego Szkoci się obawiali, ale z dzisiejszej perspektywy ma to znaczenie wyłącznie symboliczne. Tym, co realnie napędza kampanię niepodległościową, są finanse. Pojawia się pytanie, czy Szkocja byłaby dostatniejszym i lepiej rozwijającym się krajem jako samodzielne państwo, czy w ramach Zjednoczonego Królestwa. Osią tego sporu jest fakt, że brytyjskie złoża ropy naftowej i gazu, znajdujące się na Morzu Północnym, leżą przede wszystkim w granicach Szkocji. Nacjonaliści argumentują, że są to szkockie bogactwa naturalne, a dochody z ich eksploatacji zostały zagarnięte przez Londyn i są wydawane głównie na cele Londynu, a nie Szkocji. Z ich punktu widzenia mała Szkocja z wielkimi złożami ropy i gazu, porównywalnymi do tych, jakie mają Norwegia czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, powinna być równie bogata jak one. Poza tym szkockie społeczeństwo generalnie jest nastawione równościowo, popiera ideały socjaldemokratyczne, z rozwiniętą polityką społeczną państwa i darmowym szkolnictwem. W Zjednoczonym Królestwie wszędzie, poza Szkocją, studia uniwersyteckie są płatne, zaś polityka socjalna ma znacznie bardziej ograniczony zakres.


W jakiej atmosferze toczy się walka zwolenników i przeciwników niepodległości Szkocji?
Od samego początku jest to modelowy spór, który toczy się według demokratycznych zasad. W momencie, gdy wybory do parlamentu szkockiego wygrała Szkocka Partia Narodowa, rząd w Londynie uznał zasadność referendum i stworzył ramy prawne, żeby było ono legalne. Sama kampania referendalna również prowadzona jest na ogół w spokojnej atmosferze, choć zdarzają się incydenty. Niedawno jeden z polityków opowiadający się przeciwko niepodległości podczas wiecu został obrzucony jajkami. To umiarkowanie wynika z faktu, że spór toczy głównie w oparciu o racjonalne argumenty. Rząd szkocki starał się przedstawić dość szczegółową wizję niepodległości i już rok temu opracował coś w rodzaju białej księgi, chociaż część jego argumentów jest mało przekonująca.


Czy niepodległość Szkocji może zaboleć Wielką Brytanię?
Z całą pewnością. Mimo że Szkoci to około 8 proc. ludności, a jej gospodarka ma tylko 7-9 proc. udziału w brytyjskiej. Niemniej dla Wielkiej Brytanii szczególnie bolesne byłyby straty wizerunkowe. Trzeba pamiętać, że nazwa Wielka Brytania bierze się ze związku Anglii ze Szkocją, więc nie ma Wielkiej Brytanii bez Szkocji. Oznacza to, że państwo musiałoby zmienić swoją nazwę i flagę, będącą połączeniem flag Anglii i Szkocji. Drugą ważną sferą jest obronność. Szkocja stanowi około jednej trzeciej terytorium Wysp Brytyjskich. Ale znajduje się tutaj większość brytyjskiej infrastruktury wojskowej, łącznie z jedyną bazą atomowych okrętów podwodnych. Ponadto Szkoci stanowią 30-40 proc. personelu sił zbrojnych, a więc dużo więcej niż wynikałoby to z ich udziału w całej brytyjskiej populacji.


Co byłoby najtrudniejsze dla Szkocji?
Najtrudniejsza byłaby konieczność budowy od zera pewnych sektorów państwa, mimo że Szkocja ma rząd regionalny. Zwłaszcza dotyczyłoby to sił zbrojnych, wywiadu czy służb specjalnych. Te kwestie są ważne m.in. z uwagi na sytuację na Bliskim Wschodzie i udział wielu brytyjskich obywateli po stronie dżihadystów, także z uwagi na politykę Rosji wobec UE. Ponadto Szkocja musiałaby ponieść bardzo duże koszty związane z utworzeniem własnej waluty. Rząd brytyjski bowiem wypowiedział się przeciwko kontynuowaniu unii walutowej, gdyby Szkocja uzyskała niepodległość. Osobnym problemem są koszty obsługi długu publicznego, który w przeliczeniu na głowę mieszkańca Wielka Brytania ma znacznie większy niż Grecja. Koszty jego obsługi są jednak umiarkowane, ponieważ Wielka Brytania ma wysoki rating finansowej wiarygodności, który w przypadku rozstania się ze Szkocją Londyn raczej by utrzymał. Natomiast Szkocja, która prawdopodobnie musiałaby przejąć około 10 proc. tego długu, miałaby znacznie wyższe koszty jego spłaty.


Czy Szkotów do głosowania za niepodległością może zniechęcać perspektywa znalezienia się poza Unią Europejską?
Myślę, że tak. Ta sprawa jest intensywnie eksponowana w kampanii przeciwko odłączeniu się od Anglii, a ostatnio również kwestia możliwości znalezienia się poza NATO. W przypadku uzyskania niepodległości te organizacje najprawdopodobniej zaakceptują samodzielną Szkocję, ale zwolennicy pozostania w Wielkiej Brytanii przekonują, że nie można być tego stuprocentowo pewnym, że jest to ogromne strategiczne ryzyko, którego nie ma sensu bez wyraźnej potrzeby podejmować. Do tego w przypadku UE dochodzi pytanie o warunki samodzielnego członkostwa, zwłaszcza w kontekście licznych specjalnych klauzul przyslugujących Wielkiej Brytanii. Po stronie argumentacji racjonalnej łatwo wskazać co najmniej kilka ważnych obszarów, przede wszystkim kwestię waluty, które ucierpią na usamodzielnieniu się Szkocji. Natomiast trudno wskazać jednoznaczne zyski. I dlatego, moim zdaniem, najprawdopodobniej Szkoci ostatecznie zagłosują przeciw niepodległości.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 18-09-2014 00:17

    Brak ocen 0 0

    - zonk: no tak, bogaci chcą być jeszcze bogatsi, dokąd zmierza ten świat?

    Odpowiedz