... a matka w grobie się przewraca

Grazyna Ostropolska 12 września 2014, aktualizowano: 12-09-2014 10:09

Sądowa batalia czwórki rodzeństwa o spadek po matce, Renacie Góreckiej, toczy się już 13 lat. Nie udało się staruszki ubezwłasnowolnić ani unieważnić jej darowizny na rzecz jednej z córek, więc teraz siostra i bracia obdarowanej robią wszystko, by majątek nie dostał się w jej ręce.

Fot.: Łukasz Ciaciuch

Ów majątek to dom w Chełmnie, wart jakieś ćwierć miliona złotych. Niewiele, gdy na szali położy się rodzinną nienawiść i ponoszone przez kilkanaście lat wydatki na adwokatów. - Czy jest coś dziwnego w tym, że matka czyni darowiznę na rzecz córki, która opiekuje się nią od kilkunastu lat i spisuje testament, w którym wydziedzicza dzieci próbujące ją ubezwłasnowolnić? - pyta pani Magda. Jest zmęczona wieloletnią tułaczką po sądach i rozżalona wrogim nastawieniem rodzeństwa.


- Nasza matka była sparaliżowana, nie mówiła i nie była świadoma tego, co czyni, więc jej rola w tej sprawie ograniczyła się do zostawienia odcisku palca u notariusza pod aktem - uważa Marek Górecki, syn zmarłej. Podobnie myśli Ewelina, młodsza siostra Magdy. „Po drugim udarze mama była jak dziecko: ufna, bezkrytyczna i bezbronna, więc nie była w stanie świadomie wyrazić swojej woli” - zeznała w sądzie.

Kiedyś byli zgodną, kochającą się rodziną. Ojciec - uznany architekt, matka, zatrudniona w banku i ich czworo: dwie siostry i dwóch braci.

Seria nieszczęść


dotknęła rodzeństwo po śmierci ojca. Górecki zmarł w 1985 r., a rok później jego żona Renata przeszła pierwszy zator mózgu. Porażenie ciała i mowy z czasem ustąpiło, ale pojawiła się arytmia serca i Góreckiej wszczepiono stymulator. Potem przeszła kolejny zator i od tej pory wymagała stałej opieki. Najpierw wzięła ją do siebie Ewelina, potem pani Renata wróciła do swojego domu, bo tam czuła się najlepiej. - Obie z siostrą na zmianę opiekowałyśmy się matką - twierdzi Ewelina, ale Magda nie do końca się z tym zgadza.

- To ja zwolniłam się z pracy w Bydgoszczy i zamieszkałam z mamą, bo jej życie i zdrowie było dla mnie najważniejsze - przekonuje. Była z matką w Chełmnie 5 lat, a potem wróciła do siebie, bo życie na odległość źle wpływało na jej małżeństwo. Siostry załatwiły wtedy pani Renacie codzienną godzinną opiekę. - Ja dojeżdżałam do matki na parę dni w tygodniu, Ewelina w co drugą niedzielę - twierdzi Magda.

- U mnie mama spędzała wszystkie święta - licytuje się jej siostra.

Konflikt między rodzeństwem zaczął narastać od połowy lat 90. Magda zrobiła siostrze awanturę, gdy ta po świętach zawiozła matkę do nieogrzanego domu. - Pękł kaloryfer, było 6 stopni poniżej zera, zastałam mamę skostniałą z zimna - wspomina. Zabrała ją do siebie, ale po jakimś czasie Ewelina matkę odebrała i zawiozła do Chełmna pod opiekę Marka. - Brat przywiózł ją do mnie po 28 dniach. Mama miała liczne odparzenia, potłuczenia, sińce na nodze - opowiada Magda. Mimo rad męża nie zdecydowała się na obdukcję, ale zrobili matce zdjęcia.

- Brat bardzo mamę kocha. To dobry człowiek,

nawet muchy by nie skrzywdził


- broni Marka Ewelina. W 1989 r. oboje mieli już wspólny cel i rodzinną strategię. - Brat Marek przypadkiem odkrył, że w 1986 r. mama sporządziła testament, zapisując swój majątek Magdzie, wydziedziczając pozostałe dzieci z powodu niedopełniania wobec niej obowiązków, co było dla nas krzywdzące i niesprawiedliwe - twierdzi Ewelina.

Zawieźli matkę do notariusza, by unieważniła ten dokument i złożyli w sądzie wniosek o jej ubezwłasnowolnienie.
- To był dla nas szok, bo mama wszystko rozumiała i miałam z nią doskonały pozawerbalny kontakt
- wspomina pani Magda.

W październiku 2001 r. bydgoski sąd (przy udziale rodzeństwa) przesłuchał panią Renatę w mieszkaniu. Z protokołu wynika, że kobieta nieźle sobie radzi. Odpowiada na pytania, kiwając potakująco lub przecząco głową. Głaska Magdę po twarzy, dając do zrozumienia, że ją kocha najbardziej, a na pytanie sądu, komu podarowałaby dom w Chełmnie, też wskazuje Magdę. Pokazuje też sprawnie, że ma czworo dzieci i wszystkie kocha oraz chce, by wszystkie ją odwiedzały.

To, co zaobserwował sąd, nijak się ma do badania, jakie półtora roku wcześniej przeprowadził biegły psychiatra Stanisław N. „Badana nie rozumie kierowanych do niej słów i poleceń, nie potrafi wypowiedzieć swoich myśli (...), ma całkowicie zniesioną zdolność kierowania swoim postępowaniem” - napisał lekarz po jednorazowym zbadaniu Góreckiej.

Po przesłuchaniu pani Renaty sąd nabrał wątpliwości, co do wiarygodności opinii psychiatry Stanisława N. i dopuścił dowód z opinii innego biegłego. Proces w bydgoskim sądzie przerwała śmierć pani Renaty (w 2002 r.) i natychmiast zaczął się kolejny przed sądem w Toruniu, gdzie rodzeństwo Magdy przez 12 lat walczyło o

unieważnienie darowizny matki,


jaką ta uczyniła w lipcu 2000 r.

Magda twierdzi, że matka uczyniła ją swoją jedyną spadkobierczynią z własnej woli, bo była rozgoryczona zachowaniem pozostałych dzieci, te zaś sugerują, że panią Renatę zmanipulowano i zmuszono do poświadczenia notarialnego zapisu. Magda wiedziała, że choć próba ubezwłasnowolnienia matki rodzeństwu nie wyszła, to z przejęciem spadku nie będzie łatwo. - Zanim mama poświadczyła umowę darowizny i testament, badali ją neurolodzy, neuropsycholodzy, psycholodzy kliniczni oraz psychiatrzy i żaden z nich nie widział podstaw do leczenia psychiatrycznego, a tym bardziej do jej ubezwłasnowolnienia - Magda pokazuje stos zaświadczeń lekarskich, które sądy, okręgowy w Toruniu i apelacyjny w Gdańsku, dokładnie przeanalizowały. - Tu jest opinia profesora Araszkiewicza, a tu diagnoza nestora polskiej psychiatrii, nieżyjącego już profesora Bilikiewicza - pokazuje Magda.

Sąd Okręgowy w Toruniu zamówił na potrzeby procesu o unieważnienie darowizny opinie psychiatryczne w dwóch akademickich klinikach psychiatrycznych. Pierwszą sporządził Zakład Orzecznictwa Sądowo-Psychiatrycznego UM w Łodzi. „Z przyjętym w opiniowaniu sądowo-psychiatrycznym, graniczącym z pewnością prawdopodobieństwem, w chwili zawierania umowy darowizny i sporządzania testamentu Renata Górecka znajdowała się w stanie psychicznym, pozwalającym jej na świadome i swobodne podjęcie decyzji i wyrażenie swojej woli - orzekł w 2008 r. profesor Antoni Florkowski, kierownik kliniki psychiatrii UM w Łodzi. „Renata Górecka była zdolna do stawienia się w kancelarii notarialnej i złożenia niewymuszonego oświadczenia woli w przedmiocie dokonanej w tym dniu czynności prawnej: darowizny”- potwierdził w 2012 r. profesor Andrzej Czernikiewicz, kierownik Katerdry i Kliniki Psychiatrii SPSK nr 1 w Lublinie.

W lutym 2013 r. Sąd Okręgowy w Toruniu orzekł, że umowa darowizny jest ważna, a w październiku podtrzymał ten wyrok Sąd Apelacyjny w Gdańsku. Magdzie wydawało się, że to będzie koniec jej gehenny, bo Sąd Rejonowy w Chełmnie, gdzie złożyła wniosek o stwierdzenie nabycia spadku, weźmie pod uwagę prawomocny toruński wyrok i opinie psychiatryczne, wydane na zlecenie tego sądu, tymczasem... - Moje

rodzeństwo nie odpuszcza


i w chełmińskim sądzie sprawa toczy się od początku swoim tokiem - mówi Magda. Od nowa są przesłuchiwani świadkowie, sąd po raz trzeci wzywa sporządzającego w 2000 r. umowę notariusza i zamawia kolejne opinie psychiatryczne w akademickich ośrodkach.
Z pierwszą z nich, sporządzoną przez psychiatrę dr. Piotra R., biegłego SO w Gdańsku, trudno się jej pogodzić, bo...

- W styczniu sąd zamówił opinię w katedrze psychiatrii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, ale otrzymał odpowiedź, że takie opinie sporządza się tu jedynie w okresie wakacyjnym, więc akta do sądu wróciły, a w czerwcu zaoferował się sporządzić tę opinię dr Piotr R. i poprosił o przysłanie mu akt na domowy adres - wytyka pani Magda.

Może nie byłaby tak na to wyczulona, gdyby nie fakt, że gdański biegły napisał, że sporządzająca testament Renata Górska „z powodu otępienia miażdżycowego nieustalonego stopnia, afazji mieszanej oraz zaburzeń osobowości z sugestywnością i bezkrytycyzmem, w obliczu trudnej sytuacji osobistej, w dniu sporządzania aktu notarialnego nie była w stanie świadomie i swobodnie powziąć decyzji i wyrazić swej woli”.

Magda złożyła wniosek o powołanie innych biegłych i sąd go uwzględnił. Tym razem o tym, czy Górecka podpisywała testament świadomie, mieli zdecydować specjaliści z zakładu medycyny sądowej UM w Białymstoku. Dostali akta, zeznania świadków i opinie biegłych, powołanych przez sądy w Bydgoszczy, Toruniu i Chełmnie, skrytykowali opinię wydaną przez Piotra R. i wydali własną: „Całokształt materiału dowodowego, a w szczególności wyniki badań, przeprowadzonych za życia testatorki, wskazują jednoznacznie, iż w dniu sporządzenia testamentu Renata Górska, mimo podeszłego wieku i istniejących schorzeń, znajdowała się w stanie umożliwiającym jej świadome i swobodne podjęcie decyzji oraz wyrażenie woli.

Magda myślała, że ta opinia zakończy proces, tymczasem... - Sąd po raz kolejny wzywa notariusza i innych świadków, a moje rodzeństwo żywi nadzieje, że szybciej umrę niż przejmę spadek - ubolewa Magda.
PS Personalia głównych bohaterów tekstu zmieniono.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 05-12-2014 08:09

    Brak ocen 0 0

    - POLA: WSZYSTKIE CZYNNOŚCI ZWIĄZANE Z ZAPISANIEM TESTAMENTU NOTARIALNEGO I INNYCH POWINNY BYĆ NAGRYWANE I PŁYTA CD BYŁA BY DOWODEM WJAKIM STANIE BYŁ TESTATOR. W TAKICH SYTUACJACH NASUWA SIĘ PYTANIE PO CO NOTARIUSZ I WSZYSTKIE ZGODNE Z PRAWEM ZAPISY SKOROKTOCHCE TOMOŻE PODWAŻAĆ I ;; UMILAĆ;; ŻYCIE. W SZCZGÓLNOŚCI ROBIĄ TO CI , KTÓRZY NIE POMAGALI I LICZYLI NA MAJĄTEK ZMARŁEGO.

    Odpowiedz