Jastrzębie dogadały się z gołębiami [WYWIAD]

Przemysław Łuczak 5 września 2014, aktualizowano: 05-09-2014 12:44

„To dobrze, że w końcu zostanie przecięty ten permanentny i wyniszczający politycznie, mocno spersonalizowany spór pomiędzy Kaczyńskim i Tuskiem. Taka sytuacja stawała się bowiem coraz większym problemem, który powodował, że coraz więcej ludzi odwracało się od polityki”.

Fot.: fundacja@fsol.edu.pl

Rozmowa z politolożką dr ANNĄ MATERSKĄ-SOSNOWSKĄ.



Co sprawiło, że szefowie unijnych krajów wybrali Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej?
O tym, że unijni przywódcy postawili na Donalda Tuska - moim zdaniem - zdecydowało kilka czynników. Po pierwsze, duże znaczenie miało to, że jest on politykiem z Europy Środkowo-Wschodniej; po drugie, że jest premierem rządu, który najlepiej w całej UE przeprowadził swój kraj przez kryzys gospodarczy; a po trzecie, mimo że Tusk od początku opowiadał się za prowadzeniem zdecydowanej polityki wobec Rosji za jej działania na Ukrainie, to nie zraził do siebie innych państw. Poza tym, swoje zrobiła umiejętnie prowadzona przez Polskę praca dyplomatyczna. Najpierw mówiło się wprawdzie o tece szefa unijnej dyplomacji dla Radosława Sikorskiego, ale było wiadomo, że jego kandydatura będzie dla wielu trudna do przyjęcia, ponieważ brakuje mu - nazwijmy to - wrażliwości południowo-europejskiej i północno-afrykańskiej. To właśnie w większym stopniu niż jego antyrosyjskie poglądy wpłynęło na powierzenie tego stanowiska Włoszce Federice Mogherini. Donald Tusk był natomiast optymalną kandydaturą na przewodniczącego Rady Europejskiej. Został wybrany jednomyślnie, a Grupa Wyszehradzka uznała to za swój sukces.


Czy wybór antyrosyjskiego Tuska i Mogherini, uważanej za zwolenniczkę dialogu z Rosją, jest wynikiem kompromisu między unijnymi jastrzębiami a gołębiami?
Sądzę, że tak. Cała unijna polityka oparta jest na dialogu i poszukiwaniu kompromisu, a nie na waleniu pięścią w stół. Zarzuca się UE powolność procesu decyzyjnego, ale zapominamy, że to aż 28 państw musi wcześniej ustalić swoje wspólne stanowisko, godząc często sprzeczne interesy. Wybór tych dwojga polityków jest kompromisem nie tylko w sprawie stosunku do Rosji. Jest jednocześnie kompromisem między unijnym Zachodem i Wschodem, Północą i Południem, starymi i nowymi krajami członkowskimi, dużymi i małymi, kompromisem płciowym i wiekowym.


Czy Tusk będzie miał realny wpływ na kształt unijnej polityki wobec Rosji?
Jaka będzie faktyczna rola przewodniczącego, w dużej mierze będzie zależeć od niego samego. To stanowisko dopiero się kształtuje, ale nie przesadzajmy z tym, że jest ono niewiele znaczące. Oczywiście przewodniczący Rady Europejskiej to nie to samo, co szef Komisji Europejskiej, lecz jego wpływ na politykę unijną wcale nie jest taki mały, jak niektórzy sądzą tylko na podstawie jego kompetencji, które wskazują na bardziej prestiżowy charakter tej funkcji. Otóż cały kalendarz i porządek spotkań najważniejszych europejskich polityków wyznacza właśnie przewodniczący. Wszystko, na czym położy akcent, będzie potem realizowane.


Co Polska będzie miała z europejskiej kariery premiera?
Polska będzie miała co najmniej tyle samo pożytku co z każdego innego polskiego polityka obejmującego eksponowane stanowisko w UE. Co Polska miała z Janusza Lewandowskiego jako komisarza ds. budżetu? Znakomity budżet do 2020 r. Wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej to po części jest leczenie naszych kompleksów. Z drugiej strony jednak, wymierną korzyścią może być prowadzenie przez UE bardziej zrównoważonej polityki, żeby nie umacniała się Europa dwóch prędkości, podziału na kraje strefy euro i te, które wciąż są poza nią. Prawdopodobnie ulegnie też zmianie zachodnioeuropejska wrażliwość, bo porządek narzucany przez człowieka o odmiennej optyce pozwoli tamtejszym politykom spojrzeć na wiele spraw innym okiem.


Niektórzy mówią, że Donald Tusk po wyborze na przewodniczącego Rady Europejskiej czmychnie do Brukseli, zostawiając w kraju wszystkie kłopoty. Czy taka opinia jest uzasadniona?
Ci, którzy tak twierdzą, powinni odpowiedzieć sobie na pytanie, co innego premier miał zrobić, kiedy został poproszony o objęcie tego stanowiska. Miał powiedzieć, że jak nie chcą Sikorskiego na szefa dyplomacji, to on się obraża i mówi nie? Jak byśmy go wtedy potraktowali? Łatwo więc powiedzieć, że premier czmychnie do Brukseli, ale przecież jest to dla niego niezwykle prestiżowe stanowisko, a jednocześnie wielkie wyzwanie i odpowiedzialność. Zwłaszcza, że wszyscy mamy wobec niego wielkie oczekiwania. Nieprzychylne zarzuty odnośnie tego, że Tusk zostawi tutaj niesłychany bałagan, którego nie będzie miał kto posprzątać, nie mają uzasadnienia. Tak naprawdę żadne instytucje państwowe nie są zagrożone przez dymisję premiera. Po drugie, może wcale nie jest tak, jak wcześniej spekulowaliśmy, że Tusk nie ma następcy, że po Tusku „nie ma życia”, może ten sukcesor został przygotowany. Prawdopodobnie będzie to Ewa Kopacz, choć oczywiście można się zastanawiać, jak sobie poradzi. Z drugiej strony, to dobrze, że w końcu zostanie przecięty ten permanentny i wyniszczający politycznie, mocno spersonalizowany spór pomiędzy Kaczyńskim i Tuskiem. Taka sytuacja stawała się bowiem coraz większym problemem, który powodował, że coraz więcej ludzi odwracało się od polityki.


Jak wielkich zmian w rządzie można się spodziewać?
Myślę, że zmiany będą bardzo głębokie. Oprócz premiera Tuska prawdopodobnie odejdzie też wicepremier Ewa Bieńkowska, która może zostać unijnym komisarzem. W nowym rządzie pewnie nie będzie Bartłomieja Sienkiewicza, być może Radosława Sikorskiego oraz wielu innych ministrów. Każdy premier ma prawo do autorskiego rządu. Ewa Kopacz, jeśli stanie na czele rządu, również będzie chciała po swojemu sformować swój gabinet. Wszystkiego dowiemy się już w tym miesiącu, kiedy Donald Tusk poda się do dymisji.


Jak mogą potoczyć się sprawy w „osieroconej” przez Tuska Platformie? Czy otworzą się nowe szanse przed ludźmi, których w ostatnich latach Tusk usunął w cień, np. dla Grzegorza Schetyny?
Wydaje się, że to jeszcze nie ten czas. Donald Tusk niebawem przestanie być premierem, ale partią zamierza kierować do 1 grudnia, czyli do momentu, kiedy obejmie stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej. Ma więc sporo czasu, żeby po swojemu uporządkować sytuację w PO i przekazać ją wskazanemu przez siebie następcy. Moim zdaniem, na razie nie ma realnego zagrożenia, że w Platformie wybuchnie wojna o schedę po Tusku. Frakcja Schetyny jest bardzo osłabiona. Nie wydaje się również, by jacyś liderzy regionalni byli na tyle silni, żeby w bliskiej perspektywie przejąć władzę w partii. Takie próby mogą oczywiście pojawić się w przyszłości, ale wiele będzie zależało od wyników, jakie osiągnie PO w wyborach samorządowych i parlamentarnych.


Czy po odejściu Donalda Tuska PO może się rozpaść?
Może, ale na pewno nie w najbliższej przyszłości. Dotychczas bardzo mocnym spoiwem w Platformie był Donald Tusk. W partii panowało przekonanie, że gdy są jakieś kłopoty, to Tusk pojedzie, Tusk zrobi, Tusk powie i przekona. Nic więc dziwnego, że wielu działaczy z takim smutkiem przyjęło wiadomość o jego wyborze na przewodniczącego Rady Europejskiej. Właśnie strach przed brakiem silnej osobowości obecnie jest najpoważniejszym zagrożeniem dla PO, zwłaszcza w perspektywie czekających ją sporów z liderami innych partii, głównie z Jarosławem Kaczyńskim. Z drugiej strony, gdyby premierem i szefem PO została Ewa Kopacz, nie wyobrażam sobie aż tak spersonalizowanych i ostrych ataków z jego strony na kobietę, jak to było w przypadku jego starć z Tuskiem.


Czy po odejściu Tuska z Platformy PiS będzie miało łatwiejszą drogę do wygrania wyborów parlamentarnych?
Wcale tak nie musi być. Po pierwsze, awans Tuska może i powinien być spożytkowany przez Platformę. Po drugie, wytrąca to partii Kaczyńskiego argument, że całe zło, które spadło na Polskę, to wina Tuska, że jest on jednym z najgorszych premierów, jakich miał nasz kraj. Okazuje się, że premier tak mocno krytykowany ze wszystkich stron w kraju, został doceniony za granicą. A to może zahamować pozyskiwanie przez PiS nowego elektoratu, zwłaszcza młodych wyborców, ludzi niezdecydowanych na kogo glosować i tych, którzy chcieli zmienić popieraną przez siebie opcję polityczną. Innym niebezpieczeństwem dla PiS jest konieczność przedefiniowania sporu z PO, który dotychczas był spersonalizowany. Teraz trzeba będzie wymyślić inną płaszczyznę konfrontacji. Z drugiej strony, nie wiadomo, jak na miejscu Tuska będzie sobie radzić Ewa Kopacz czy jakiś inny przywódca. I w ich ewentualnym niepowodzeniu PiS może szukać swojej szansy.

TECZKA OSOBOWA


Politologia i olimpiady wiedzy o Polsce

Dr Anna Materska-Sosnowska jest adiunktem w Zakładzie Systemów Politycznych Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2008 r. jest sekretarzem naukowym Olimpiady o Polsce i Świecie Współczesnym. Należy do Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych.

Wśród jej zainteresowań badawczych są m.in. prawo konstytucyjne porównawcze, systemy partyjne, polska scena polityczna, ustroje polityczne państw Europy Zachodniej. Jest autorką licznych publikacji związanych z tą tematyką. Komentuje bieżące wydarzenia polityczne w polskich mediach.

Hobby: czytanie dobrej literatury i teatr.