W partyturze nie ma miejsca na remont

Katarzyna Bogucka 29 sierpnia 2014, aktualizowano: 29-08-2014 11:17

Filharmonia Pomorska, muzyczna marka regionu, przechodzi kryzys... budowlany. Ponad 50-letni gmach potrzebuje kapitalnego remontu, tyle że według inżynierów, może on potrwać nawet pięć lat. To za długo, by przetrwać w pamięci melomanów i zachować orkiestrę...

Monumentalny gmach Filharmonii Pomorskiej sprawia wrażenie solidnego, tymczasem z roku na rok coraz bardziej podupada

Fot.: Dariusz Bloch

Dyrekcja filharmonii stanęła przed poważnym dylematem: albo zdecyduje, po konsultacji ze specjalistami i organem prowadzącym, czyli Urzędem Marszałkowskim w Toruniu, o modernizacji obecnego budynku i próbie przystosowania go do wymogów XXI wieku, albo będzie lobbować na rzecz wybudowania nowej filharmonii. Ostateczna decyzja zostanie podjęta prawdopodobnie pod koniec września. Szkopuł w tym, że obie perspektywy są karkołomne - ta pierwsza marketingowo, wizerunkowo, ta druga finansowo.


Cena za opieszałość w wyborze którejkolwiek opcji będzie wysoka, wiąże się z marginalizacją Filharmonii Pomorskiej na ogólnopolskiej, a nawet europejskiej arenie. - Dzisiejszy meloman ma już za sobą większość koncertowych prezentacji najwybitniejszych światowych dzieł muzycznych i nierzadko pragnie czegoś więcej niż kolejnego ich wykonania na sali koncertowej - mówi Eleonora Harendarska, dyrektor naczelna Filharmonii Pomorskiej.

Więcej niż koncert


Dyrektor zauważa, że coraz powszechniejszym standardem artystycznym jest tworzenie swoistych sztuk koncertowych, w których na uczestnika oddziałuje nie tylko muzyka w najczystszej postaci, lecz także gra świateł, obraz, efekty specjalne, a w najbardziej wysublimowanych wersjach - także zapach, podkreślający dramaturgię lub koloryt muzyczny opowieści kompozytora.

W liście do wicemarszałka województwa Edwarda Hartwicha Eleonora Harendarska wskazała, że z racji systematycznego wyprzedzania Bydgoszczy pod względem możliwości infrastruktury artystycznej przez kolejne miasta (ostatnio Szczecin wybudował nowoczesną filharmonię, zaprojektowali ją hiszpańscy architekci ze studia Barozzi Veiga z Barcelony), Filharmonia Pomorska zmuszona jest często rezygnować z wykonania współczesnych dzieł wymagających bardzo rozbudowanego składu orkiestr i chórów, ponieważ nie mieszczą się one na jej estradzie.

Pracownicy filharmonii wspominają pewien monumentalny koncert sprzed kilku lat, był to wieczór poświęcony bodajże Mahlerowi. Wykonawcy stali nie tylko na estradzie, ale także w foyer, w efekcie koncert prowadziło dwóch dyrygentów: jeden, główny, na sali koncertowej, drugi (zapewniający łączność z estradą) stał w drzwiach między salą koncertową a foyer...

Kolejka do toalety


O ciasnocie na scenie najwięcej wiedzą instrumentaliści, na przykład poszkodowane są „smyczki”, którym „dęciaki” nie tylko siedzą na plecach, ale i dmą ile sił w płucach prosto w ucho, narażając kolegów na co prawda chwilowe, ale problemy ze słuchem... Gdyby tak sięgnąć do bardziej prozaicznych spraw, wyjdzie na jaw, że kilkudziesięciu członków orkiestry korzysta z dwóch zaledwie toalet, przy czym panie muszą iść do łazienki na pierwszym piętrze.

Kolejna sprawa, w filharmonii jest tylko jedna, choć bardzo elegancka, garderoba dla dyrygenta (z toaletą na zewnątrz, tą samą, z której korzysta męska część orkiestry). Gdy danego dnia pracuje w filharmonii dwóch dyrygentów: jeden z orkiestrą symfoniczną, drugi z kameralną, zazwyczaj któryś maestro pozostaje bez metrażowego przydziału. Listę braków utrudniających życie pracownikom i melomanom dopełnia brak wind i dużego parkingu.

Przenieśmy się na salę koncertową (od niedawna klimatyzowaną, w odróżnieniu od części estradowej, na którą schłodzone powietrze dociera w minimalnych ilościach). Uwagę zwracają przepiękne kryształowe żyrandole ubrane... w sieć rybacką. - Te kryształy sprowadzone były kiedyś ze Szklarskiej Poręby. Boimy się o nie, stąd sieć - tłumaczy nam jeden z pracowników działu technicznego. - Podczas imprez zewnętrznych, przy dodatkowo wzmacnianej akustyce, mogłyby wpaść w wibracje, zniszczyć się, spaść. Dmuchamy na zimne.

Należałoby się także zająć sufitem. Zbudowany jest z układanych stopniowo płyt pilśniowych, podwieszonych na dość elastycznym stropie. Podobnie jak podłoga, wyłożona parkietem, i ściany, okryte boazerią, a także kształt i ustawienie foteli, również podatny na wibracje strop pracuje na doskonałą akustykę sali.

Niestety, jego elastyczność uniemożliwia montowanie rozmaitych urządzeń, np. tworzących efekty specjalne, a tych coraz częściej życzą sobie goście FP (choć na „dymy” nie mają co liczyć, czujka przeciwpożarowa musi być włączona podczas koncertów). - Teoretycznie moglibyśmy wkręcić się w konstrukcję dachu, ale kratownica dachu też ma swoją wytrzymałość - tłumaczy specjalista od spraw technicznych FP. - Nie uniosłaby większych obciążeń, należałoby więc podpalować fundamenty. Fachowcy obliczyli, że każde obciążenie budynku powyżej 4 procent jego obecnej masy, może spowodować osiadanie gmachu. W zasadzie, czego byśmy nie tknęli, to zaczyna przypominać wstęp do remontu kapitalnego...

Mokro i surowo


Niżej jest jeszcze gorzej. W zasadzie kondycja dolnej partii budynku wpływa niekorzystnie na cały gmach. Wilgoć jest wszechobecna, powoduje ją brak izolacji, z kolei zaduch to kwestia kiepskiej wentylacji. Pomieszczenia piwniczne filharmonii przypominają schrony z II wojny światowej. Surowa cegła i klepisko w pomieszczeniu z sześćdziesięcioletnim węzłem ciepłowniczym, tracącym powoli swoją moc grzewczą, a kilka metrów dalej z sufitu zwisają stalagmity utworzone przez wodę spływającą z parkingu. Gmachowi szkodzi także zimowe przemarzanie dachu pokrytego papą. Zmarzlina zalewa strych. Osobna sprawa to erozja piaskowca na zewnątrz budynku czy schody i podest wejścia głównego unoszące się coraz wyżej przez naturalne ruchy ziemi. Nie da się tego poprawić na szybko, tanim kosztem.

Nowa filharmonia


- Na prośbę Urzędu Marszałkowskiego zleciliśmy opracowanie „Wstępnego studium wykonalności modernizacji obiektu Filharmonii Pomorskiej”, które ma na celu udzielenie odpowiedzi, czy możliwe jest stworzenie obiektu Filharmonii Pomorskiej na miarę XXI wieku w efekcie modernizacji istniejącego obiektu - mówi dyrektor Eleonora Harendarska. Skłania się jednak bardziej ku wizji budowy supernowoczesnego gmachu w innym miejscu, z zachowaniem artystycznej funkcji obecnego budynku. - Obawiam się poważnie tego remontu, gdyż wiązałby się z około pięcioletnią przerwą w działalności w tym miejscu. - martwi się pani dyrektor.

- Kto nam zapewni zastępczą salę nie tylko na koncerty, ale i na działalność społeczną i edukacyjną, skierowaną do dzieci, seniorów? Gdzie przechowamy nasze instrumenty o wielkiej wartości? Dokąd pójdziemy? Nie wyobrażam sobie po długiej rozłące zebrać z powrotem naszą orkiestrę. I najważniejsze: zbyt wiele lat z dużym poświęceniem i wysiłkiem budowaliśmy głęboką zażyłość z melomanami, by ją teraz stracić...

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 09-10-2014 17:14

    Brak ocen 0 0

    - kazio: do sracza zawsze tam były kolejki

    Odpowiedz

  2. 06-09-2014 15:37

    Oceniono 1 raz 1 0

    - Meloman: Witam. Do autorki artykułu...1. Czy dyrygent jest innym człowiekiem żeby nie mógł skorzystać z tej samej toalety? 2. Koncerty ze światłami odbywają się generalnie bardzo rzadko, gdyż taka jest specyfika, a jeśli jest potrzeba, to można kilka koncertów zagrać wyjątkowo w innej sali. 3. Co do koncertu Mahlera...polecam sprawdzać informacje :-) W partyturze często kompozytor umieszcza zapis, że pewne fragmenty są wykonywane za sceną. Chodzi tu o specyficzny efekt akustyczny. To dość powszechnie spotykana praktyka, o której Pani chyba nie wiedziała. Jest tu też wiele innych "ciekawych:" informacji. Ciekawe o co tu chodzi i kto chce na tym zyskać? Toruń?, władze?...Jedno jest pewne. Należy zrobić WSZYSTKO aby orkiestra z takimi tradycjami i o takim poziomie gry miała swoja ciągłość i mogła spokojnie pracować bez obaw o swoja przyszłość! Pozdrawiam.

    Odpowiedz