Skazane na czytanie

Dorota Witt 29 sierpnia 2014, aktualizowano: 04-09-2014 17:16

Grudziądzkie więźniarki mogą wypożyczyć jednorazowo trzy książki, a wymieniają je dwa razy w tygodniu. Czytają tu niemal wszystkie. Czasem romanse, czasem poezję. Nie ma lepszego sposobu na niemyślenie o tym, co za kratami.

Fot.: Sławomir Kowalski

Jedna krata, druga krata… Po trzeciej przestaję liczyć. Kręte korytarze, przejście obok spacerniaków. Ściana przed wejściem do biblioteki więziennej w Grudziądzu, ozdobiona rysunkami kobiet rodem z kilku epok literackich. Przy wejściu po lewej regalik z Pismem Świętym w zielonej okładce i książkami teologicznymi. Dalej po prawej - półka z harlequinami. Dwa pokoje wypełnione regałami z wysłużonymi już tomami.

Beata, Monika, Kaśka


Beata. W jasne włosy wpięta kokardka. Różowa, pod kolor sweterka. Delikatny makijaż, paznokcie pomalowane beżowym lakierem. Turkusowe legginsy. Na wolności też czytała, ale mniej. Wiadomo, były inne obowiązki. Kiedy trafiła za kratki, sięgnęła po książki. Na początku romanse, ale nie harlequiny. Nic z tych rzeczy. Raczej Daniele Steel.

- A teraz łatwiej mi ocenić jakość książki. Lubię sięgać po thrillery, właśnie czytam „Naśladowcę” Marka Billinghama - mówi Beata. („Raymond Garvey w okrutny sposób zamordował kilka kobiet. Schwytany i osadzony w więzieniu umiera po nieudanej operacji guza mózgu. Jego historia, krwawa i brutalna, daje początek nowej serii zabójstw” - tyle o książce mówi fragment recenzji na okładce, przyp. red.) - Sięgamy po takie książki, które pozwolą zupełnie oderwać się od rzeczywistości, nie myśleć o murach i kratach.


- Wiele młodych dziewczyn katuje się harlequinami. Pytam: „Po co?”, a one, że to im pozwala pomarzyć, pomyśleć o czymś pięknym i zapomnieć, o tym, co prawdziwe. Szukają czegoś łatwego i przyjemnego, znajdują romanse. Zresztą często, gęsto wykorzystują ich fragmenty w listach do swoich mężczyzn, wiem, bo widzę książki z zaznaczonymi fragmentami - mówi Monika. W białej bluzie dresowej, granatowych spodniach. Brunetka. Kilka palców obu dłoni ozdobionych srebrnymi pierścieniami. Wie, co mówi, bo na książkach się poznała, kiedy pomagała w jednej z oddziałowych biblioteczek.

- Czytam głównie fantastykę, ale chodzę tu do szkoły (za półtora roku matura)i zadali mi ostatnio „Mistrza i Małgorzatę”. Książki zabijają czas, ale ja tego czasu mam mało, bo uczę się i pracuję w szwalni, a mimo to lubię czytać. Zresztą jeszcze się nie zdarzyło, żeby któraś dziewczyna tu nie chciała czytać.

- Ja na przykład teraz czytam o życiu Marilyn Monroe. W ogóle lubię biografie. Kaśka jestem - mówi dziewczyna ubrana na czarno, w skórzanej kurtce z ćwiekami, z wyraźnie pomalowanymi oczami. Pracuje w radiowęźle i bibliotece, jak Beata. Zanim tu trafiła, czytała znacznie mniej. Cały czas zajmowała jej rodzina.

Proszą o nowości


- Tu są starsze książki, tu takie trochę nowsze - oprowadza Beata, która odbywa tu karę (Za co? „Za głupotę, jak wszystkie” - powie potem jej koleżanka spod celi). - Że które nowsze? One po prostu są stare, zużyte - mówi kapitan Ewa Gaworowska, wychowawczyni. - Ubolewam nad tym, że mamy w dużej części zdezaktualizowany księgozbiór. I nad tym, że jeszcze nie udało się zorganizować komputerowego katalogu. Mamy tradycyjny, kartkowy, w trzech wariantach. Raz na kwartał, a gdy tylko można, to częściej, dostarczamy po około 160 książek do każdego z 21 oddziałów bibliotecznych w więzieniu.

Przed przekazaniem każdą pozycję trzeba spisać, kiedy książki wracają - każdą przejrzeć, sprawdzić, czy nie została uszkodzona, większość poukładać na półki, a o niektórych komisyjnie zdecydować, że nie nadają się już do wypożyczania. To karkołomne zadanie. Organizujemy pogadanki, skazane wiedzą, że o książki trzeba dbać, że rogów nie wolno zaginać. To wychowawca odpowiada za nie materialnie.

Osadzone często piszą na karteczkach do wychowawcy opiekującego się biblioteką swoje prośby o konkretne tytuły, autorów albo o książki wybranego gatunku. - Czasem te prośby udaje się spełnić, czasem nie - mówi kpt. Ewa Gaworowska. - Książki dostajemy od darczyńców albo instytucji, np. kiedy biblioteka miejska odświeża księgozbiór. Komisyjnie je oglądamy, żeby do więźniarek nie trafiły np. nieaktualne pozycje, jak taka o mechanice z lat 60. Często więźniarki proszą o nowości, a z tym gorzej.

Poezja za kratami


Książki są tu elementem terapii. Kobiety, które na wolności miały problemy ze swoimi nałogami lub uzależnieniem najbliższych, proszą o coś o alkoholizmie, narkomanii. Dostają, między innymi, książki Marka Kotańskiego. - Poziom intelektualny skazanych jest różny, to i pozycje, jakie wybierają, są różne. Przydają się książki dla dzieci, ale nie tylko matkom, które czytają bajki maluchom (w jednym z oddziałów osadzone mogą przebywać z dziećmi do trzeciego roku życia).

Także tym, które odbywają karę na oddziale dla osób z zaburzeniami psychicznymi. Często takie więźniarki same czytają książki dla dzieci, bo kolorowe, z dużymi literami i dobrze się kończą. Innych nie są w stanie zrozumieć. Na oddziale ginekologiczno-położniczym sporo pozycji o macierzyństwie, połogu, pielęgnacji niemowlęcia.

Działa tu radiowęzeł. W programie jest miejsce na audycję „Znani i lubiani czytają dla was”. - Puszczamy fragmenty audiobooków, innej możliwości nie ma. W ten sposób zachęcamy do czytania - mówi kpt Ewa Gaworowska.

Za więziennymi kratami jest 18739 książek w bibliotece więziennej, 3006 w szkolnej, a w tym roku przybyło tu łącznie 69 pozycji (- to stan na 27 czerwca 2014 roku - podkreśla wychowawca w przygotowanym dla nas zestawieniu). Jest poezja, w oczy rzuca się Jan Kochanowski i jego zbiór „Nie porzucaj nadzieje”, ale jak się głębiej poszpera, to znajdzie się i tomy poezji więziennej. Są poradniki, jak na przykład ten o podstawach psychiatrii, książki historyczne. W księgozbiorze podręcznym
- atlasy, słowniki, encyklopedie.

Książki, zbiórka!


Na początku września trafi tu sporo książek zbieranych w całym kraju.

- Jakiś czas temu byłam z wizytą w zakładzie karnym w Grudziądzu razem z kołem kryminalistyki studentów prawa UMK w Toruniu - mówi Anna Roszman, jedna z pomysłodawczyń akcji, współprowadząca letni cykl „Śniadań Literackich Zielonego Jazdowa. Warsztatów z bliskiego kontaktu z książką” przy CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie, polonistka i kulturoznawczyni.

- Dowiedziałam się, jak funkcjonuje więzienie, jak wygląda życie osadzonych, ich codzienna rutyna. Zakład karny w Grudziądzu jest szczególny, bo jako jedyny w Polsce ma oddziały ginekologiczno-położniczy, dla matek z dziećmi oraz terapeutyczne. Poruszona tamtą wizytą postanowiłam podarować więźniarkom trochę książek. Wpadłam na pomysł większej zbiórki.

Akcję promuje warszawska fundacja Feminoteka. W odpowiedzi na nią niewiele jest reakcji negatywnych („Skazanym powinno się życie uprzykrzać, nie umilać), zdecydowanie więcej - pozytywnych. Pytanie, czy jest szansa, żeby dostać informację zwrotną, jakie książki wzbudziły zainteresowanie, które się przydały, które nie, które się spodobały?

- Na początku sądziłam, że przeprowadzę zbiórkę wśród znajomych i prześlę do Grudziądza może 20-30 książek. Okazało się, że mnóstwo osób chce coś przekazać, mamy już kilka kartonów książek, a paczki cały czas przychodzą na mój prywatny adres. Wiem już, że przekażę książki do większej liczby zakładów karnych, wstępnie skontaktowałam się już w tej sprawie z więzieniem żeńskim na warszawskim Grochowie. Nawet po przekazaniu tam pewnej liczby książek, będzie jeszcze co porozsyłać do innych więzień - cieszy się Anna Roszman.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 30-08-2014 09:18

    Brak ocen 0 0

    - jan: pozniej tak zatesnia ze wroca .

    Odpowiedz