Zaczaruj raka, bo to pomaga

Paulina Błaszkiewicz 24 sierpnia 2014

Z jednej strony kampanie społeczne „Rak! to się leczy!”czy „Nowotwór to nie potwór”. Z drugiej reakcje chorych: „Dlaczego ja?”, „Pomęczę się trochę i umrę”. Jak zatem znaleźć haka na tego raka?

Fot.: Thinkstock

Uniwersalnej metody na leczenie, a przede wszystkim życie z rakiem nie ma. Jak mówi Monika Bronisz, psycholog zdrowia, która na co dzień pracuje z pacjentami chorymi onkologicznie, każdy przypadek medyczny jest odrębną historią, za którą kryje się człowiek. Jedyna wspólna dla wszystkich pacjentów rzecz to strach przed tym, co będzie. A może być różnie, bo w końcu mamy do czynienia z poważną chorobą...


- Pacjenci negocjują z chorobą nowotworową na różne sposoby - mówi Monika Bronisz. - Jeden z moich podopiecznych uważa, że w ogóle nie jest chory i dzięki temu bardzo dobrze znosi chemioterapię. Mam też pacjentów, którzy walczą, ale kiedy leczenie nie przynosi oczekiwanych rezultatów, poddają się wewnętrznie. Poza tym, że czują strach przed bólem i śmiercią, mają też żal do siebie, że coś przegapili: „Może gdybym wcześniej poszedł do lekarza, to dałoby się jeszcze coś z tym zrobić?”- mówią.

Czy takie obwinianie i rozczulanie się nad sobą ma w takiej sytuacji sens? Być może nie, ale na pewno każdy chory ma do tego prawo. To jeden z etapów, przez który trzeba przejść, tak samo jak trzeba zadać pytanie, na które nie ma „dobrej” odpowiedzi: Dlaczego ja? Dlatego, że zachorować może każdy: bogaty, biedny, gruby, chudy, młody i stary, a nawet ten, który prowadzi wzorcowo wręcz zdrowy tryb życia. Rak nie wybiera i chory prędzej czy później musi go zaakceptować, co jednak wcale nie oznacza, że musi mu się podporządkować.

- Rak toczy się równolegle do życia. Jest czas na pracę, miłość i pasję. Wystarczy spojrzeć na naszych podopiecznych, których jest kilka tysięcy. Przede wszystkim chodzi nam o obalenie mitów i stereotypów, które krążą wokół raka, takich jak np. to, że rak to wyrok. Nic bardziej mylnego. To choroba przewlekła i powinniśmy przeżywać ją w sposób przemyślany - mówi Marta Szklarczuk, dyrektorka biura Fundacji Rak’n’Roll Wygraj Życie, którą założyła Magdalena Prokopowicz po swoich doświadczeniach z chorobą nowotworową.

To właśnie ona przełamywała tabu związane z podejściem do raka w Polsce, zarażała pozytywną energią oraz pokazywała chorym kobietom jak walczyć o swoją kobiecość w tym trudnym czasie.

- Magdzie nikt nie dawał większych szans na przeżycie, a ona z rakiem zmagała się przez osiem lat. W tym czasie poznała męża i urodziła synka Leona. Walczyła o każdy dzień, tak samo jak Joanna Sałyga - założycielka Fundacji Chustka, której celem jest to, aby każdy przewlekle chory, a w szczególności chory onkologicznie, miał zapewnioną pełną osłonę przeciwbólową. - dodaje Marta Szklarczuk z Fundacji Rak’n’Roll, która 14 lat temu sama wygrała walkę z chorobą nowotworową.

Jaka była Pani reakcja, kiedy usłyszała pani diagnozę?- pytamy.
- Przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka, a zdziwieni pacjenci zapytali mnie: „A po co się kładziesz? Jesteś chora?”. No, tak, jestem chora, mam raka” - odpowiedziałam. Dopiero później zorientowałam się, że na naszym oddziale toczy się równoległe życie. Jest czas na rozmowy, żarty, a pomiędzy leczeniem można robić to, co robią wszyscy. Zrozumiałam też, że nie nazywam się „mam raka”, ale mam na imię Marta i żyję, bo cały czas oddycham.

Jak na to równoległe życie zapatrują się rodziny osób chorych? Psycholożka Monika Bronisz uważa, że zdrowe osoby często nie potrafią zaklinać raka. Wręcz przeciwnie - nie pozwalają chorym na nic i utwierdzają je w przekonaniu, że teraz nie istnieje nic poza chorobą. A przecież życie toczy się dalej. Wystarczy spojrzeć na podopieczne i podopiecznych Fundacji Rak’n’Roll, którzy zdobywają górskie szczyty, biorą udział w różnych projektach, pracują i żyją tak, jak chcą - w przeciwieństwie do wielu zdrowych osób.

Rak’n’Rollowcy po prostu żyją intensywniej. Nie czekają na odpowiedni moment i nie odkładają niczego na później. Cieszy ich wszystko: lampka wina, która dobrze zrobi czerwonym krwinkom, obiad, po którym dziś nie czują się źle, biała czekolada, której wcześniej nie jedli ze strachu przed dodatkowymi centymetrami w biodrach, wystrzałowe ciuchy, makijaż i słońce, do którego chętnie wystawiają twarz. To w końcu sztandarowe hasło prawdziwej wojowniczki Magdy Prokopowicz, która może być z siebie dumna. Misja zwana rollowaniem i czarowaniem raka trwa, bo to pomaga.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 24-08-2014 12:51

    Oceniono 3 razy 3 0

    - abc: zaczaruj.... zobaczcie jakie warunki są na oddziale chemioterapii na toruńskich bielanach... ech...;( zaczarowany świat tam jest

    Odpowiedz