Czas skończyć ze smutnymi pyrami!

Małgorzata Oberlan 22 sierpnia 2014

Rodzice wegetariańskich dzieci mają już glejt z Ministerstwa Zdrowia. - Nikt nam nie może zarzucić, że szkodzimy pociechom. Ale w przedszkolach, szkołach, szpitalach i na koloniach wciąż są problemy - skarżą się.

Gdzie z dziećmi zjeść wegetariański posiłek? Czy w szkołach wegetarianie muszą być skazani na ziemniaki z surówką? Na zdjęciu - Rodzinny Bar Mleczny w Bydgoszczy

Fot.: Tomasz Czachorowski

„Wegetarianizm praktykowany w prawidłowy sposób jest zdrowy na wszystkich etapach życia oraz w połączeniu z aktywnym trybem życia dieta wegetariańska może być stosowana u dzieci, pod warunkiem prawidłowego jej zbilansowania, suplementacji witaminą B12 oraz dokonywania okresowej oceny rozwoju i wzrastania. (...) Szkoły, przedszkola i żłobki nie mają podstaw prawnych, aby wymagać zaświadczeń lekarskich, dotyczących żywienia dzieci wegetariańskich ani podważać zasadności stosowania żywienia wegetariańskiego” - ogłosił w zeszłym roku resort zdrowia, w odpowiedzi na petycję Magdaleny Sikoń z portalu wegemaluch.pl.


Co to mieniło w praktyce?

Pyry, surówka, sos...


- Oprócz naszego samopoczucia (mamy czym się oficjalnie wylegitymować) niewiele - mówią Dorota i Marek z Torunia, wegetarianie, na takiej też diecie wychowujący 11-letnią córkę Zuzię. - W szkolnej stołówce za posiłek wegetariański uznawana jest zupa na podrobach („Mięsko przecież odcedzimy”) i drugie danie, z którego po prostu odejmuje się mielonego, czyli ziemniaki, surówka i mięsny sos. Dania typowo jarskie zdarzają się raz, może dwa w tygodniu.

Problem szkolnych obiadów da się jeszcze rozwiązać, wyposażając dziecko w solidne drugie śniadanie i zapewniając szybki posiłek w domu. Ale co zrobić w przypadku wyjazdu na szkolną wycieczkę? Owszem, można prosić o uwzględnienie diety dziecka i usłyszeć zapewnienie, że będzie respektowana, ale praktyka okazuje się podobna, jak w szkolnej stołówce: pyry, surówka, sos...

W lepszej sytuacji są dzieci i rodzice, którzy wybrali ścieżkę mniej radykalną. Marta i Artur Kokorzyccy, także wegetrianie z Torunia, wychowują 7-letnią Tolę i o dwa lata młodszego Gustawa. - Dzieci wiedzą, z jakich powodów nie jemy mięsa. Niczego jednak im nie narzucamy. Wegetarianizm i weganizm są naszymi wyborami, a dzieci mają prawo do swoich. Poza domem zdarza im się spróbować mięsa czy innych dań, których nie podajemy u siebie. Nie robimy z tego problemu - tłumaczy Marta Kokorzycka.
Mimo wszystko liczą, że dzieci przejmą domowy styl życia i żywienia. - Staramy się jeść jak najprościej, przygotowując posiłki głównie na bazie kasz i warzyw. Nie używamy żadnych kostek rosołowych czy poprawiaczy smaku, soli tylko odrobinę - podkreślają.

Tylko dobra wola i chęci


Rodzice, którzy chcą, by tak właśnie odżywiały się ich dzieci, stają przed nie lada wyzwaniem, gdy przychodzi czas posłania malucha do przedszkola. Zdarzają się przypadki, gdy dyrekcja placówki sugeruje, że „nie weźmie odpowiedzialności za rozwój dziecka na diecie bezmięsnej”, albo twierdzi, że przedszkolna kuchnia nie jest przygotowana do stosowania takiej „specjalistycznej diety”.

Hanna Nogajska, dyrektorka niepublicznego przedszkola Bim-Bam-Bino w Toruniu, uznaje taką postawę za niepotrzebnie komplikującą życie dzieciom i rodzicom. - Tutaj chodzi tylko o dobrą wolę i chęci - zapewnia. - Mieliśmy już u siebie wegetariańskie dzieci i żywienie ich nie było żadnym problemem. Tym bardziej, że wszystkie nasze przedszkolaki regularnie zajadają się kotletami z kaszy gryczanej i sojowymi, wegetariańskim leczem i wieloma innymi jarskimi daniami.

To przedszkole nie kupuje żadnych przetworzonych produktów. Tutaj dziecko nie zje serka topionego czy sklepowego kremu orzechowo-czekoladowego, za to samodzielnie komponuje sobie śniadanie w postaci prawdziwego muesli czy zdrowych kanapek z kiełkami.

- Zrezygnowaliśmy z wszelkich sztucznych przypraw, używamy tylko ziół, oliwy, octów balsamicznych. Sami robimy przetwory, ograniczamy cukier, zastępując go miodem. Nie stosujemy też mąki do zaciągania zup i sosów - wylicza Hanna Nogajska. - A dzieci wegetariańskie, podobnie jak te na diecie bezbiałkowej czy bezglutenowej, nie są dla nas problemem tylko radością. Przy dobrych chęciach porozumiemy się odnośnie wyżywienia z każdym rodzicem.

Gdzie wspólnie zjeść?


I w Toruniu, i w Bydgoszczy wciąż niewiele jest jednak restauracji i barów, w których wegetrianie z dziećmi mogą cieszyć się prawdziwymi wegeposiłkami. A może to wegetarian chętnych do konsumpcji „na mieście” jest za mało?

- Szef, sam wegetarianin od 25 lat, musiał zmienić profil restauracji z wegetariańskiej na rodzinny bar mleczny. Inaczej byśmy nie dali sobie rady - mówi pani Patrycja, asystentka właściciela dawnej restauracji Green Way w Bydgoszczy. - Nadal jednak mamy w ofercie sporo dań jarskich, na które kuszą się nie tylko dorośli, ale i dzieci.

W jarskim menu dzisiejszego Rodzinnego Baru Mlecznego jarosze znajdą lasagne z bakłażanem, kotlety z soczewicy i soi, krokiety z kapustą, wegetariańskie pierogi i naleśniki, sałatki, makarony. - Szef nie byłby sobą, gdyby zrezygnował z jarskich potraw - zapewnia pani Patrycja.

W Toruniu stricte wegetariańskie restauracje są trzy. - Oprócz nas to jeszcze Karotka przy ul. Łaziennej i najnowszy lokal - przy ul. Różanej (Pod Arkadami) - wylicza Ewelina Dzwonkowska, kelnerka w restauracji Ciasna przy ul. Podmurnej. - Nie mamy osobnego menu dla dzieci, ale często gościmy rodziców z pociechami w różnym wieku. Większość naszych dań jest łagodna w smaku i pasuje najmłodszym.

Dzieciakom szczególnie smakuje kasza jaglana bakaliami, naleśniki wegańskie z owocami na mleku sojowym i kotleciki z kalafiora. - No, i, oczywiście, burgery! - dorzuca znad garnków Małgorzata Hnatkowska-Lewandowska, kucharka w Ciasnej.
Tutejsze burgery kryją w sobie kotleciki z kaszy gryczanej z sałatą i znajdują amatorów nie tylko wśród wegetrian. Ceny posiłków wahają się od 5 zł (zupa, sałatka) do 25 zł (dania - specjalności szefa kuchni), więc nie narażają na spustoszenie rodzinnego budżetu.

* * *

Badania Instytutu „Pomnik - Centrum Zdrowia Dziecka” wskazują na to, że rozwój fizyczny u dzieci wegetariańskich przebiega harmonijnie i mieści się w granicach normy, choć generalnie są one szczuplejsze niż rówieśnicy, a rozwój intelektualny... nieco tę normę przekracza. - To kolejna informacja, z którą warto uderzać do szkolnej stołówki - uśmiechają się wegerodzice.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 23-11-2014 10:11

    Brak ocen 0 0

    - gość1: Taaa zważywszy że szereg aminokwasów (składnik niezbędny do budowy własnych białek organizmu) potrzebnych człowiekowi nie występuje w żadnej roślinie oraz że przewód pokarmowy człowieka anatomicznie jest jak przewód pokarmowy typowego mięsożercy - to wegetarianizm.... jest religijna ideologia niebezpieczną dla zdrowi, a u dzieci i życia oraz rozwoju - zwłaszcza umysłowego. I cały ideologiczny artykuł to zwykle ideologiczne czy parareligijne ble,ble nie mające nic wspólnego z wiedzą medyczna i dietetyka człowieka. A rodzice karmiący wegetariańsko dzieci doprowadzają je w różnym stopniu do upośledzeń organizmu z intelektualnymi deficytami włącznie - ale jak dziecko ma problemy np. z nauką, to od czegóż są zaświadczenia o wrodzonych dysfunkcjach - prawda?

    Odpowiedz