Dieta ciut-ciut naiwna

Dorota Witt 22 sierpnia 2014

Na śniadanie: porcja zupy z kiszonej kapusty, na obiad: zupa z kapusty, na kolację: kapusta w zupie. I tak tygodniami za radą czerpaną prosto z sieci. Prywatnym doradcą dietetycznym często jest Internet. Przekonuje, że dla szczupłej sylwetki trzeba się bardzo poświęcić...

Judyta Malagowska, dietetyczka: - 8 na 10, no, może 7 na 10 osób, które przychodzą do dietetyka, eksperymentowało wcześniej z najróżniejszymi dietami

Fot.: Jacek Smarz

Sylwia z Torunia zaczynała dietę, kiedy waga pokazała 67 kg (przy 160 cm wzrostu). Nie chciała od razu gubić wszystkich zbędnych fałdek, bo bała się efektu jo-jo. Postanowiła, że schudnie troszkę na diecie cebulowej (specjalnie wzięła dwutygodniowy urlop, żeby nikt od niej tej diety nie wyczuł). Zajadała się czerwoną i białą cebulą, dodawała główkę do każdego posiłku. Na zmianę serwowała sobie cebulowy i szczypiorkowy dzień (czosnek ograniczała, bo za bardzo kaloryczny, 150 kcal w 100 g). - Byłam taka dumna, gdy okazało się, że pozbyłam się dwóch kilogramów, ale wróciłam do pracy w biurze i do zamawiania jedzenia na wynos. Przytyłam pięć kilogramów - mówi.

W Internecie znalazła kolejną dietę cud. Zieloną. Na śniadanie twarożek ze szczypiorkiem, w pracy kiwi, na obiad mix sałat i brokuły, a na kolację - koktajl kefirowy z ziołami i limonką. Efekt: - 3 kg w tydzień, plus 8 w trzy kolejne.

Palcem na wodzie…


- Zielona dieta wyklucza mięso i zboża, a to ważne składniki odżywcze, ale z drugiej strony wzbogaca jadłospis w witaminy i produkty, które pomagają pozbyć się toksyn - usłyszała od dietetyka. Ale poszła do niego dopiero wtedy, gdy przybyło jej kilka kolejnych centymetrów po diecie wodnej. - Polegała właściwie tylko na piciu czystej wody. W założeniach było coś jeszcze o zdrowych produktach i stosowaniu oliwy jako jedynej przyprawy do wszystkiego. Ale ja się na tej wodzie skupiłam. Na początku nawet dobrze się czułam, pozbyłam się wzdęć, niestrawności. Ale po tygodniu zaczęły wychodzić mi włosy.


- 8 na 10, no, może 7 na 10 osób, które przychodzą do dietetyka, eksperymentowało wcześniej z najróżniejszymi dietami - mówi Judyta Malagowska, bydgoska dietetyczka. - Bywa, że po pierwszej przytyli 10 kg, więc zabrali się za drugą i przytyli 15, ratunkiem miała być trzecia, ale po niej przybyło im 20 kg. Wołają o pomoc. Najgorsze są diety monoskładnikowe. Weźmy jedną z najpopularniejszych - Dukana. Zakłada, że nie będzie się dostarczać organizmowi białka, a dopiero na dalszym etapie wzbogaca się jadłospis, i to tylko o warzywa. W pierwszym tygodniu efekty wydają się świetne, na wadze nawet minus 6 kg. Efekt jo-jo jest jednak porażający, bo organizm, gdy wracamy do normalnej diety, chce szybko nadrobić to, co mu nagle zabraliśmy.

Jeść garściami


Biblijna (można jeść tylko produkty, o których wspomina Pismo Święte), bananowa (na śniadanie wyłącznie banany, popijane przegotowaną wodą), ryżowa (ryż z dodatkiem jogurtu naturalnego, ryż z dodatkiem warzyw, ryż z orzechami…), garstkowa (jemy 5 razy dziennie co 3 godziny garściami, co nam przyjdzie do głowy, najlepiej zdrowego) to niektóre z jadłospisów, które dietetyków przyprawiają o zawrót głowy. Problemem nie są nawet same diety, a sposób stosowania się do założeń tych, którzy szybko chcą odzyskać dawną formę.

- Pamiętam panią po diecie kopenhaskiej - kompletnie wyniszczona. Nawet autorzy tego jadłospisu przestrzegają, że można go stosować tylko przez 14 dni - mówi Judyta Malagowska. - Dłużej organizm nie wytrzymuje. Problemem w tej diecie jest drastycznie niska liczba kalorii, które sobie dostarczamy, na śniadanie pijąc kawę, a na obiad jedząc jajko ze szpinakiem. To działa jak głodówka - kiedy organizm zużyje to, co miał w zapasie, zacznie „zjadać” to, co potrzebne: siadają nerki, wątroba.
W diecie Kwaśniewskiego z kolei chodzi o to, by jeść tłusto. O dziwo nawet na takiej diecie można schudnąć (jak na każdej monoskładnikowej), a przy okazji nabawić się szybującego w górę poziomu cholesterolu i poważnych kłopotów z sercem.

Pięć razy jogurt


- Była też pani, która jadła tylko zupę z kiszonej kapusty - trzy razy dziennie przez kilka tygodni. Takie osoby często w gabinecie same z siebie się śmieją - konkretnie z tego, że uwierzyły w dietę cud. Dopiero u dietetyka pojmują sens odżywiania - podkreśla Judyta Malagowska.

Gosia spod Bydgoszczy zaczynała jako nastolatka od diety jogurtowej. Przez dwa tygodnie 5 razy dziennie jadła jogurty z owocami i bakaliami. Schudła 5 kg. Wtedy nie przytyła, więc po urodzeniu dziecka znów sama sobie wybrała dietę (do zrzucenia 10 kg). - Padło na hollywoodzką, miałam, jak gwiazdy, jeść ananasy w każdej postaci i ilości, zapijać wodą. Schudłam 6 kg w 3 tygodnie. Ile przytyłam przez kolejne trzy, nie powiem. Ale wtedy skonsultowałam się z dietetykiem.

Jabłka w każdej postaci


- Najbardziej irracjonalne wydają się te diety, które są zredukowane do jednego składnika. Przychodzą młodzi ludzie, którzy stosowali je w nadziei na szybką utratę zbędnych kilogramów, zdziwieni skalą efektu jo-jo albo wypadaniem włosów i łamaniem się paznokci - mówi Aleksandra Ziemska, dietetyczka z Torunia. - Pytam, czy odchudzali się na własną rękę. Okazuje się, że nie do końca na własną, ich osobistym doradcą żywieniowym stał się Intrenet.

I podpowiedział, że dla szczupłej sylwetki trzeba się poświęcić: tygodniami nie jeść nic innego poza jabłkami albo serwować sobie wyłącznie dania z grejpfruta czy ananasa. Jest smacznie (przynajmniej na początku), dostarczamy organizmowi witamin, więc o co się martwić? A no o to, że nie wychowaliśmy sobie wcześniej organizmu. Wychowywać trzeba jak dziecko, małymi krokami - musimy nauczyć nasze ciało, że niebawem zacznie dostawać zdrowe produkty i to w takiej ilości, w jakiej tego potrzebuje, czyli mniej niż wcześniej. Trzeba to powtarzać do znudzenia. Jeśli będziemy chcieli efektu natychmiast, to dziecko jednak wybiegnie na ulicę, a organizm szybko nadrobi stracone kilogramy i to z nawiązką.

Osoby, które stosują dietę eliminacyjną (najczęściej ograniczającą lub wykluczającą tłuszcz albo węglowodany), rzeczywiście w pierwszym tygodniu sporo tracą na wadze (sporo wody), ale trzeba pamiętać, że fundują sobie tym sposobem duże niedobory składników odżywczych. U osób z problemami zdrowotnymi może to prowadzić do ostrych stanów chorobowych.

- W pamięci utkwiła mi jeszcze jedna dieta cud: pół na pół - dodaje Aleksandra Ziemska. - Z założeń autora wynika, że powinna być skuteczna: odchudzający się ma jeść zdrowo, ale co drugi dzień dodatkowo ograniczyć liczbę przyjmowanych kalorii, np. do 1400. Jak to wygląda w praktyce? Przychodzi pani, która cierpi, bo zamiast chudnąć, tyje (pani, bo to kobiety częściej niż mężczyźni ciągle wierzą w cuda, które obiecują diety znalezione w sieci). Okazuje się, że jednego dnia rzeczywiście ogranicza kalorie, ale następnego kompletnie sobie folguje: je słodycze, fast foody, pije słodzone napoje. Bo przecież na diecie jest tylko co drugi dzień...

Ostrożnie z reklamą


Do gabinetu z wagą w centralnym punkcie i schematem odżywiania na ścianie przychodzą zawiedzeni na diecie jaskiniowca. Ma ona polegać na tym, że jemy tylko mięso, jak nasi przodkowie, którzy mieli jedynie to, co upolowali lub nazbierali. - Tyle że taki jadłospis wyklucza też zboża, rośliny strączkowe, a te przydają się naszemu organizmowi. Trzeba pamiętać, że przez lata natura zmieniła nas tak, że nie potrzebujemy już tyle energii, co jaskiniowcy - mówi Aleksandra Ziemska.

Okazuje się, że nie tylko Internet doradza puszystym. Przez telewizyjne reklamy o cudownym środku do walki z zakwaszonym organizmem pojawiają się ofiary źle wprowadzonej diety alkalicznej. Będąc na niej można jeść jedynie produkty o odczynie zasadowym: maślankę, kefir, warzywa, owoce. Minusy: zaparcia lub biegunki, obciążenie serca i nerek.