Kto zarobi na polskich Jastrzębiach?

Grażyna Ostropolska 22 sierpnia 2014

Od decyzji ministra obrony narodowej zależy, czy sfinansowane przez Amerykanów, w ramach offsetu za wielomiliardowy zakup bojowych myśliwców, Krajowe Centrum Serwisowania F-16 w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 2 nie okaże się niewypałem.

Dariusz Sokólski, prezes WZL nr 2 SA zapewnia, że serwisowanie myśliwców F-16 to dla niego priorytet, ale przed firmą stoją też inne ważne zadania np. modernizacja SU-22

Centrum otwierano (w kwietniu 2013 r.) z fanfarami i medialnym hukiem. Warta setki milionów inwestycja wprowadziła do Polski supernowoczesne technologie, a te miały zaowocować nowymi miejscami pracy dla mieszkańców naszego regionu. Tymczasem...


„Miał być remontowy boom, a prawda jest taka, że w ufundowanych przez Amerykanów hangarach, gdzie miały być malowane myśliwce, hula wiatr, a z kilkunastu milionów, jakie MON przeznaczył na serwisowanie F-16, nie wykorzystano nawet jednej czwartej” - to fragment listu do naszej redakcji. Poszliśmy jego śladem.

Pierwszy sygnał, że coś nie gra, pojawił się w maju, rok po otwarciu serwisowego centrum. Krótko przed tegoroczną ósmą edycją wystawy Air Fair, organizowaną pod hasłem: „Innowacje przyszłości”, Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 w Bydgoszczy pochwaliły się w mediach, że przyleciał do nich F-16 z 31. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Krzesinach, który jako pierwszy z polskich bojowych Jastrzębi przejdzie tu lifting, czyli usunięcie starej i nałożenie nowej powłoki lakierniczej. Prace miały potrwać góra 30 dni, ale nic z tego nie wyszło, bo...

malarze nie mieli farby


- Nasi szefowie tłumaczyli tym z Krzesin, że winni są Amerykanie, którzy na czas nie dostarczyli farby, ale taki falstart popsuł wizerunek WZL nr 2, które przyjmując pierwsze prestiżowe zlecenie winny się do niego perfekcyjnie przygotować - twierdzą autorzy listu, z którymi się spotykamy. Z obawy o utratę pracy proszą o niepodawanie ich nazwisk.

Dariusz Sokólski, prezes WZL nr 2 SA, nie zaprzecza, że do pomalowania F-16 zabrakło farby. Supertajnej, bo Amerykanie dbają o to, by ich know-how nie wyciekło do konkurencji.

- Kilka miesięcy trwało ustalanie warunków i częstotliwości malowania samolotów oraz pozyskiwanie licencji eksportowych i certyfikatów. Dostawcy informowali nas, że farby przylecą na czas i nagle okazało się, że firma, która miała je dostarczyć, została przejęta przez inną korporację i musi uzyskać nową licencję eksportową na ich dostawę - tłumaczy prezes. Pokazuje nam nowoczesną malarnię, w której są teraz odnawiane stareńki star i postpeerelowskie metalowe szafki, bo inwestycja musi na siebie zarabiać.

Supertajna jest również technologia blastingu, czyli ściągania starej powłoki samolotu za pomocą strumienia ścierniwa akrylowego. W WZL nr 2 testowano tę metodę na starych F-16 ściągniętych z pustyni w Arizonie. Przeszkolono też 12 pracowników, a każdy dopuszczony do tajnej technologii malarz otrzymał imienny certyfikat.

- Prawdopodobnie pod koniec sierpnia dostaniemy farbę pod kontrakt na pomalowanie kilku F-16
- mówi Dariusz Sokólski. Zapewnia, że z wykorzystaniem pieniędzy, jakie MON przeznaczył na serwisowanie F-16, też nie jest tak źle, bo... - W tej chwili zrealizowano kontrakty na 4,3 mln zł - informuje.

Dlaczego napraw jest mniej niż się spodziewano? - Nasze doświadczenia z F-16 były niewielkie, samoloty nowe, a dane o remontach mieliśmy od Amerykanów, więc trudno było przewidzieć i nadal nie wiadomo,

co i jak często będzie się psuć


- tłumaczy prezes. Dostarczone przez firmę Lockheed Martin (producenta F-16) urządzenia diagnostyczne i technologia pozwalają przeprowadzać w WZL nr 2 przeglądy techniczne i wykonywać częściowe remonty awioniki, hydrauliki czy podwozia. Nie tylko F-16, ale i samolotów transportowych Herkules, które co sześć lat winny być poddawane tzw. przeglądom strukturalnym. Bojowych Jastrzębi Polska zakupiła 48. Stacjonują one w Łasku i Krzesinach.

- WZL nr 2 powinny zabiegać w tych jednostkach o zlecenia na naprawy F-16, ale kiepsko im to idzie, bo wolą modernizować i remontować samoloty SU-22 i MIG-29 - sugerują pracownicy zakładu.

Autorzy listu próbowali nas zainteresować również teorią spiskową, krążącą po ich zakładzie.

„Pisaliście przed kilkunastu laty, gdy WZL nr 2 były jeszcze przedsiębiorstwem państwowym, o przekręcie, związanym ze sprowadzaniem do naszego zakładu samolotowych części zza wschodniej granicy, więc może was zainteresuje, że ta sama spółka, należąca niegdyś do Walerija D., a dziś do jego syna Pawła D. nadal z nami kooperuje” - czytamy w liście i próbujemy te informacje zweryfikować.

W 2000 roku pisaliśmy o tzw. aferze białoruskiej w bydgoskich WZL nr 2. Prokuratura podejrzewała, że do Polski przemycano części do remontowanych samolotów. Pojawiły się zarzuty, że omijano cło i podatki, dorzucając do skrzyń z testowanym sprzętem nowe urządzenia i agregaty z Białorusi. Sprawa zakończyła się umorzeniem, ale wątek związany z WZL nr 2 ożył ponownie w 2004 roku w tzw. aferze Szeremietiewa (były wiceminister obrony w rządzie Buzka), któremu prokuratura zarzucała korupcję. Próbowała go rzekomo skorumpować bydgoska radna Małgorzata S., obiecując udział w zyskach swojej firmy Masad, która miała sprowadzać do WZL nr 2 części do rosyjskich samolotów zza wschodniej granicy, a do tej układanki potrzebne było odwołanie byłego dyrektora zakładów Zygmunta Furki i powołanie nowego, który miałby biznesowym planom radnej sprzyjać.

Ta sprawa również zakończyła się umorzeniem, a jej bohaterowie oczyszczeni z zarzutów, natomiast... - Firma założona przez Walerija D. nadal działa, tyle że

co jakiś zmienia nazwę,


rejestruje się w innym kraju byłego ZSRR i nadal kooperuje z WZL nr 2 - twierdzą nasi informatorzy i przekonują, że mają na to dowody. - Kiedyś firma, kontrolowana przez D., nazywała się Aeromechanika, następnie zarejestrowała się w Gruzji jako Avia-Tech, a potem Vadavia, a teraz jej siedzibą jest Mołdawia - podają szczegóły, powołując się na faktury, przysyłane do WZL nr 2.
Pokazują kopię tej, w której gruzińska spółka wskazuje, by płatnik, czyli WZL nr 2, przelał należność za usługę na dwa konta: 90 proc. na jej konto w litewskim banku i 10 proc. na bankowe konto firmy z Białorusi.

W maju 2009 roku rosyjskie, a za nimi polskie media doniosły, że moskiewski sąd skazał generalnego dyrektora oraz wicedyrektora firmy Aeromechanika na 5,5 roku więzienia za próbę sprzedaży do Polski niepełnowartościowych części zamiennych do MIG-29 z zamiarem zarobienia na tym 15 mln rubli.

- To nadal atrakcyjny biznes, bo korupcja w Rosji i na terenie dawnych republik ZSRR kwitnie. Można tanio kupić części z baz lotniczych lub magazynów i sprzedać je w Polsce z wielokrotnym przebiciem, bo obu stronom się ten biznes opłaca - tłumaczy nasz informator. Przypomina, że Rosja w celu ukrócenia nielegalnego handlu ustanowiła, że każdy zakup towarów lotniczo-technicznych do wojskowego sprzętu „made in ZSRR” musi być poprzedzony złożeniem zapotrzebowania do Federalnej Służby ds. Współpracy Wojskowo-Technicznej, a ta wskaże podmiot właściwy do przeprowadzenia negocjacji i zawarcia umowy.

To teoria, bo polska przygoda z legalnym zakupem silników do MIG-29 od ich producenta (przez Polit Elektronik, oficjalnego przedstawiciela rosyjskiej firmy w Polsce) zakończyła się szokiem, ponieważ za każdy z nich

trzeba było zapłacić 25 milionów,


podczas gdy cena silnika do F-16 była o połowę mniejsza.

Nasz informator twierdzi, że aktualnie WZL nr 2 negocjują zakup samolotowych części z firmą D., tym razem zarejestrowaną w Mołdawii.

- O ile sobie przypominam to poprosiliśmy tę spółkę o uzupełnienie i przetłumaczenie dokumentów, dotyczących jej rejestracji i posiadanych zezwoleń oraz poświadczenia tych danych przez upoważniony do tego organ - informuje Dariusz Sokólski. Nie zna pana D., a ponieważ prezesem WZL nr 2 jest zaledwie od roku, nic nie wie o jego firmach i nie widział faktur, w których wskazywano dwa konta.

- Nie sprawdzamy właściciela firmy, który w przypadku spółki nie musi być ujawniony w rejestrze, i jeśli przysyła nam rzetelne faktury i życzy sobie, by 10 proc. należności wysłać na wskazany rachunek, a 90 proc. na inny, to ma do tego prawo - tłumaczy Rafał Bułka, radca prawny WZL nr 2, a prezes Sokólski dodaje, że w ciągu ostatnich 3 lat nie zdarzyła się zapłata na różne rachunki z jednej faktury.

Opisane w liście przypadki „paczek z częściami do samolotów”, które przychodziły na adres zakładowego hotelu „Ikar” jako „części do maszyn” i dopiero później dostarczano je do WZL”, prezes radzi między bajki włożyć, zaś tym, którzy twierdzą, że mają dowody na rzekome przekręty, radzi złożyć doniesienie do prokuratury.

- Ludzie się boją, bo gdy jedna z pracownic odkryła, że próbuje się

przenieść „modełko” ze Wschodu


na transakcje, związane z zakupem części do F-16 i zniweczyła te zamiary, została zwolniona pod pretekstem restrukturyzacji - twierdzą nasi rozmówcy. Mają na myśli Dorotę S., która zajmowała się offsetem. - Jako jedyna w Polsce kobieta miała rekomendację Lockheed Martina, świetnie znała angielski i umiała wynegocjować dla WZL nr 2 więcej, niż zakładała umowa z Amerykanami - słyszymy od jej przyjaciół.

Pani Dorota nie chce z nami rozmawiać, bo... - Wytoczyłam pracodawcy proces za niesłuszne zwolnienie i zanim się nie skończy nie będę rozmawiać z mediami - tłumaczy. Autorzy listu napisali, że Dorota S. odkryła, iż z działu handlowego, którym do niedawna kierował Piotr R., wyszło zapytanie ofertowe do niemieckiej firmy „H”, założonej przez jego brata Jacka. „Chodziło o zakup zegarów i pomp do F-16, w zakupie których ten pan miałby pośredniczyć” - napisali autorzy listu.

- Ta sprawa została wyjaśniona na etapie zapytań o cenę, jakich wysyła się setki i do podpisania jakiejkolwiek umowy z firmą „H” nie doszło - zapewnia prezes, a o zwolnieniu Doroty S. mówi tak. - Projekt się skończył, więc biuro ds. offsetu, w którym ta pani pracowała, zostało rozwiązane, a ona otrzymała wypowiedzenie. Miała szansę na zatrudnienie w nowym dziale rozwoju i wdrożeń, ale gdy prowadzono tam rekrutację pracowników, Dorota S. była na zwolnieniu lekarskim.

Nieszczęsna decyzja nr 92


W polskich siłach powietrznych służy 16,6 tys. żołnierzy, mamy 30 samolotów bojowych MIG-29 oraz 32 SU-22 i 48 supermyśliwców F-16, szkoleniowe: Mastery, Orliki i Iskry oraz transportowe Casy i Herculesy.

O tym, czy setki offsetowych milionów wydane na Krajowe Centrum Serwisowania F-16 w WZL 2 w Bydgoszczy zostaną wykorzystane, zdecydują najbliższe dni.

W planie modernizacji technicznej wojska na lata 2013-22 nie ujęto bowiem serwisowania F-16, zaś decyzja MON nr 92 z marca tego roku nie zakłada objęcia tej działalności „procedurami bezpieczeństwa państwa”.

Jeśli MON nie zmieni tej decyzji, o tym, kto będzie naprawiał polskie Jastrzębie, zdecydują otwarte dla międzynarodowych firm przetargi, bo taką procedurę narzuca nam od nowego roku unijna dyrektywa, a kontrakt WZL nr 2 z MON na serwisowanie polskich F-16 kończy się w grudniu.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 26-08-2014 20:20

    Oceniono 2 razy 2 0

    - DANUTA: Sikorski, Sienkiewicz i ten trzeci - Jas fasola. Do Utylizacji! Bydgoskie zakłady lotnicze zasługują na rzetelne zarządzanie. Jakie żydowskie i amerykańskie lobby usiłuje zabrać bydgoszczanom pieniądze? Olszewski vel Korbel do Fary. Modlić się a nie zawracać dupę tubylcom.

    Odpowiedz

  2. 23-08-2014 15:53

    Oceniono 12 razy 7 5

    - Polak niestety: Ilu z tych zagrożonych pracowników głosowało na PO ? wybraliście SYF i BURDEL to macie . Czy się ktoś z was zastanowil kiedyś idąc na wybory co znaczy LIBERALIZM ?jeżeli nie to wam powiem że wszystkim wolno wszystko tylko nie robotnikowi. Głosowaliście tylko po to aby nie rządził kaczor Kaczyński to macie teraz Kaczora Donalda i dobrze wam tak .Tym krajem nie rządzi Tusk tylko Bruksela z żydami.

    Odpowiedz