Jak ruiny w złoto zamienić

Grażyna Ostropolska 14 sierpnia 2014, aktualizowano: 14-08-2014 12:36

Stare pałace w Kujawsko-Pomorskiem wracają do dawnych właścicieli lub trafiają do bogaczy, którzy korzystając z unijnych pieniędzy przerabiają je na ekskluzywne hotele. W ten sposób powstał dwa lata temu Hotel Pałac Romantyczny w Turznie koło Torunia, a kolejny taki obiekt może się pojawić w Samostrzelu pod Nakłem, gdzie zabytkowy pałac kupił Adam Bachleda-Curuś, były burmistrz Zakopanego.

Ważą się losy zespołu pałacowo-parkowego w Nawrze koło Chełmży

Fot.: Dariusz Bloch

Najbogatszy polski góral zapłacił za ten zabytek i 16 hektarów otaczający go parku niewiele, bo zaledwie 2,2 mln zł. - To cena jak za willę lub apartament w Warszawie, a nie za pałac! - burzą się jedni, a drudzy tę transakcję chwalą, bo... - Zabytek niszczeje, więc lepiej go oddać w dobre ręce, choćby za złotówkę, niż czekać aż się zawali.



Sambor Gawiński, wojewódzki konserwator zabytków wierzy, że Adam Bachleda-Curuś przekuje obietnice w czyn i pałac w Samostrzelu zamieni w luksusowy obiekt hotelowy. - Spośród 20 tysięcy takich zabytków w Polsce przetrwało ich zaledwie 10 procent, więc trzeba ratować, co się da - zauważa. Gawiński spotkał się z nowym właścicielem obiektu w kwietniu, na konferencji, zorganizowanej przez Urząd Marszałkowski w odrestaurowanym pałacu w Lubostroniu. - Adam Bachleda-Curuś zadeklarował pełną rekonstrukcję zabytku i oświadczył, że już tworzony jest projekt jego zagospodarowania - słyszymy.

Przymiarek do zagospodarowania pałacu w Samostrzelu, który przed wojną należał do rodziny Bnińskich, było kilku, z czego dwie wydawały się realne. Za PRL-u w zabytkowym obiekcie umieszczono

Centrum Szkolenia Rolniczego,


a gdy w latach 80. szkoła zmieniła siedzibę, obiekt zaczął niszczeć. Szansą na jego ocalenie była decyzja Ministerstwa Kultury i Sztuki, które w 1985 r. przekazało pałac Sztuce Polskiej, następcy rozwiązanego w stanie wojennym Związku Artystów i Plastyków Polskich. Miał tu powstać Międzynarodowy Dom Pracy Twórczej. Wymieniono stropy, położono miedziany dach z przeszkloną rotundą, mającą rzucać światło na sztalugi goszczących tu plastyków i nagle… pozbawiona funduszy (po przemianach ustrojowych) Sztuka Polska padła. Spuściznę po niej mógł przejąć reaktywowany ZAiPP, ale plastycy się pokłócili, podzielili na mniejsze stowarzyszenia i pozbawiony gospodarza obiekt zaczął niszczeć.

W 2003 r. pojawiła się kolejna wizja ratowania zabytku, a to za sprawą ówczesnego wiceministra obrony Janusza Zemkego. Przywiózł on do Samostrzela generała Petera Kuehnela, wówczas szefa Centrum Szkolenia NATO w Bydgoszczy, którego pałac oczarował.

Powstał pomysł, by zabytek wyremontować i stworzyć w nim miejsce wypoczynku i rekreacji dla oficerów NATO. W miejscu zburzonej wozowni miał powstać nowy hotel, a w starym browarze planowano zrobić regionalną oberżę i salon odnowy biologicznej. Wyglądało to realnie, bo w 2004 r. Rada Północno-Atlantycka zatwierdziła projekt, ale MON-owi, który przejął zabytek od nakielskiego starosty, zabrakło pieniędzy na jego realizację.

To był początek końca, bo schyłku sięgały rządy lewicy, a powołana do realizacji projektu spółka z udziałami Agencji Mienia Wojskowego i „Gromady” (wówczas właściciela 70 hoteli w Polsce i na świecie) uznana została za przejaw kumoterstwa i spotkała się z dezaprobatą nowej politycznej władzy. W efekcie spółka zmieniła nazwę na Military Hotels, a udziały „Gromady” odkupiła wrocławska spółka „Dom-Invest” i to z jej rąk przejął zabytek

najbogatszy polski góral.


Adam Bachleda-Curuś wraz synami, Adamem, Andrzejem, Albertem i Antonim, tworzą grupę kapitałową, która inwestuje w nieruchomości. Ich majątek obliczany jest na ponad pół miliarda zł, co w rankingu „Wprost” plasuje Bechledów w pięćdziesiątce najbogatszych Polaków. Adam Bachleda był u schyłku PRL potentatem w produkcji okularów korekcyjnych, a to co zarobił, lokował w nieruchomości - dziś ma ich ponad sto, m.in. hotel „Kasprowy”, który kupił od Francuzów za 50 mln zł.

Mieszkańcy Samostrzela są nieufni. - A bo to raz obiecywali nam złote góry, a potem nic z tego nie było - mówią sceptycznie. Tadeuszowi Przyborowskiemu, który przez 30 lat społecznie opiekował się obiektem, też brakuje optymizmu. - Nie usłyszałem nawet słowa „Dziękuję”, gdy niedawno zabrano mi klucze i nie okazano najmniejszego zainteresowania dokumentacją obiektu, którą trzymam w swoim domu, chroniąc przed zniszczeniem.

Zniszczony płot pozwala wejść na teren zabytkowego obiektu każdemu, kto chce. - Czy to aby pewne, że ktoś ten obiekt kupił? - pytają nas mieszkańcy, bo dziwi ich, że zabytek nie ma ochrony.
Inaczej jest w Komierowie, gdzie wejścia na teren zabytkowego zespołu pałacowo-parkowego strzeże ochroniarz w dyżurce przy bramie. Pałac w Komierowie

wrócił do właścicieli,


a właściwie został odkupiony przez ich krewnych, czyli Ewę i Piotra Komierowskich. Informuje nas o tym Agnieszka Komierowska, ich córka. Łączy nas z nią telefonicznie ochroniarz, bo ma zakaz wpuszczania obcych na teren posiadłości. Pytamy panią Agnieszkę, które pogłoski są prawdziwe, te, że w pałacu powstanie Instytut Technologiczno-Laboratoryjny, czy te, że ma tu być ekskluzywny hotel z kompleksem spa. - Jeszcze nie wiemy, który projekt wybierzemy, bo to w dużej mierze zależy od tego, na co uda się nam pozyskać fundusze unijne - odpowiada.

Wiadomo, że inwestorem będzie spółka jawna INI Komierowski, którą tworzy 6-osobowa rodzina Komierowskich. Wokół pałacu już kręcą się budowlańcy, bo zabytek jest w opłakanym stanie. Był w nieco lepszym, gdy na początku lat 90. zobaczył go Andrzej Komierowski, syn Tomasza, przedwojennego właściciela Komierowa, zamordowanego w 1939 r. przez hitlerowców.

Pan Andrzej, który wraz z żoną żył od 1958 r. na emigracji, dał się namówić Izabelli Cywińskiej, minister kultury za rządów T. Mazowieckiego, na powrót do Polski. Pani minister przysłała Andrzejowi Komierowskiemu pismo, opatrzone pieczęcią z orłem, w którym zapewniała go, że ten po powrocie do Polski odzyska majątek w wyniku ustawy reprywatyzacyjnej.

Ta ustawa nigdy nie weszła w życie, ale tego Andrzej Komierowski nie mógł przewidzieć. Zlikwidował majątek w RPA, porzucił dobrze opłacaną pracę architekta i wraz z żoną Janiną (byłą uczestniczką Powstania Warszawskiego) przyjechał do Komierowa. Na dzień dobry policja zarekwirowała mu bogatą kolekcję broni myśliwskiej, a potem usłyszał, że ustawy reprywatyzacyjnej jeszcze nie ma i nie wiadomo, kiedy będzie, więc musi czekać lub odkupić swój pałac od PGR.

Spotkaliśmy się wtedy z Komierowskimi w Sępólnie Krajeńskim, gdzie zmuszeni byli zamieszkać. Na swoje włości, a konkretnie na cmentarz w Komierowie, wrócili dopiero po śmierci. Andrzej Komierowski zmarł w 1994 r., jego żona Janina w 2008 r.
Czy jest szansa na to, że w kolejnym zniszczonym pałacu w Nawrze koło Chełmży powstanie

Muzeum Polskiego Ziemiaństwa?


Po wojnie mieścił się tu Instytut Hodowli i Aklimatyzacji Roślin. W 2008 roku wystawił on zabytkową posiadłość na licytację, ale jej sprzedaż zablokowali spadkobiercy Jana Sczanieckiego, przedwojennego właściciela majątku. Walczyli w sądach o odzyskanie własności i w tym roku wygrali wieloletnią batalię. W tym czasie majątek niszczał, bo IHiAR ani myślał w sporny obiekt inwestować. - W dniu śmierci papieża Jana Pawła II zawaliła się część tylnej ściany pałacu, więc musieli ją odbudować - wspominają mieszkańcy Nawry. Część z nich nadal żyje w zniszczonych, od lat nieremontowanych budynkach, przynależnych do pałacu, bo tam przydzielano mieszkania pracownikom IHiAR-u.

- Co z nami będzie? - martwią się lokatorzy. W posadowionym w głębi parku budynku żyją trzy rodziny z małymi dziećmi, a w tym przy pałacu od 30 lat mieszka Aniela Śmietana. Zastajemy ją z pędzlem malarskim w ręku, bo kobieta dba o zajmowany lokal. - 23 lata przepracowałam w IHiAR i mam nadzieję, że nowi właściciele nie wyrzucą mojej rodziny na bruk - martwi się pani Aniela. O Adamie Sczanieckim, który do niedawna często tu zaglądał, ma dobre zdanie. - To bardzo uprzejmy człowiek - zapewnia.

Adam Sczaniecki, pracownik Ministerstwa Rolnictwa, zadeklarował, że chce odzyskać majątek i przekazać go na cel społeczny.
- Obiecał to ojcu, gdy ten był na łożu śmierci - podpowiada pani Aniela.

Faktem jest, że jeszcze do niedawna Adam Sczaniecki zgłaszał gotowość przekazania zabytku w Nawrze władzom naszego województwa z przeznaczeniem na Muzeum Polskiego Ziemiaństwa, a te wyrażały na to zgodę. - Jak jest dziś? - pytamy wojewódzkiego konserwatora zabytków.

- Tam jest czterech spadkobierców i od pół roku nie udało mi się z żadnym z nich spotkać, choć wysłałem do nich pisma - odpowiada Sambor Gawiński. Przypomina, że pałac z Nawrze jest w bardzo złym stanie i jeśli nowi właściciele nie zabezpieczą go przed dalszym niszczeniem, będą płacić kary.

- Aktualnie toczą się rozmowy z marszałkiem na temat wspólnego prowadzenia instytucji, mającej powstać w Nawrze - informuje nas Wojciech Gorczyca, pełnomocnik rodziny Sczanieckich.

Na rekonstrukcję zamku krzyżackiego w Nowym Jasińcu koło Serocka porwał się warszawski architekt Artur Miernik.

Ruiny na wzgórzu


nad jeziorem Zamkowym nabył tanio od syndyka. Poprzedniemu właścicielowi zabytek służył jako zastaw pod zaciągane kredyty hipoteczne, nowy twierdzi, że odbuduje zamek za... 20 lat. Na razie wywiózł tony gruzu, postawił drewniane rusztowania i zrobił prowizoryczne zadaszenie nad wysuniętą częścią zamku. - Ostatnio „Krzyżak” rzadko tu zagląda, pewnie mu zapał ostygł - śmieją się miejscowi, którym trudno zrozumieć, po co komu taka ruina. Ale Miernik swoje wie, a do tego ma rycerską pasję, którą tu zamierza zrealizować, choćby pod postacią turniejów, na wzór tych rodem z golubskiego zamku. - Pan Miernik zajmuje się obiektem i robi tam porządki, choć nigdy nie występował o dotacje - chwali właściciela ruin wojewódzki konserwator zabytków.