Dyscyplina służbowa czy mobbing?

Grażyna Ostropolska 8 sierpnia 2014

Patrolową służbę sierżanta Łukasza L. z Komisariatu Policji Toruń - Śródmieście śledziły kamery miejskiego monitoringu. Przełożeni, którzy zlecili tę obserwację, postawili mu potem zarzut „ocierania się o wylegitymowaną kobietę, wzajemnego odpychania się i przyciągania.”

Fot.: Łukasz Ciaciuch

23-letni sierżant Łukasz L. nie uważa się za mięczaka. Zanim trafił do policji, był w polskiej kadrze karate i dwukrotnie zdobył mistrzostwo juniorów w tej dyscyplinie. Już wtedy w wywiadach dla mediów mówił, że jego marzeniem jest praca w służbach mundurowych, gdzie właściwie wykorzysta swoje umiejętności. Po czterech latach policyjnej służby jego marzenia obróciły się w pył. - Ktoś usilnie szuka na mnie haka.


Stawia mi się absurdalne zarzuty, wszczyna kolejne postępowania dyscyplinarne i, nie przyjmując moich argumentów, uznaje za winnego. Musiałem wynająć adwokata, by skutecznie się bronić. Chodzę też do psychiatry, bo nękanie, wręcz mobbing, jakiemu jestem poddawany w komisariacie, doprowadza mnie do depresyjnych myśli - mówi policjant. Spodziewa się, że jego rozmowa z mediami zwróci uwagę na to, co dzieje się w KP Toruń - Śródmieście i pozostałych komisariatach. - Inni policjanci widzą i czują to, co ja, ale siedzą cicho, bo mają na utrzymaniu rodziny. Chcą

przetrwać 15 lat służby i uciec


na emeryturę, ponieważ to, co się ostatnio dzieje w policji, jest chore - uważa policjant. On i inni szeregowi funkcjonariusze nie mogą zrozumieć, dlaczego jest tak, że na służbę przychodzi 4 policjantów prewencji, którymi obsadza się 2 radiowozy, patrolujące największy teren w mieście, a kilkunastu przełożonych siedzi za biurkami i kieruje ich pracą. - Jest dyżurny komisariatu, jego zastępca i dwóch lub trzech asystentów prewencji, którzy mają nas nadzorować. Do tego dochodzą: naczelnik prewencji oraz komendant wraz z zastępcami. Musi być też nadzór komendy miejskiej nad komisariatem.

Są tam funkcjonariusze, którzy zajmują się kontrolą prewencji, naczelnik prewencji, komendant miejski i jego dwóch zastępców - wyliczają i nie kryją, że brak policjantów na ulicy frustruje ich oraz obywateli. - Zdarza się, że na zgłoszoną interwencję przyjeżdżamy z godzinnym opóźnieniem, co wywołuje słuszne oburzenie - wyznają. Ich zdaniem, ideę poważnej policyjnej pracy burzą statystki, którymi chcą się wykazać szefowie policyjnych jednostek, ponieważ na ich podstawie są oceniani przez przełożonych.

- Do niedawna szukało się pijanych rowerzystów, a teraz, aby „zrobić wyniki”, jeździ się radiowozami koło szkół i chwyta uczniów lub studentów z narkotykami lub wlepia obywatelom wysokie mandaty za błahe wykroczenia - ujawniają nasi rozmówcy.

- Myślę, że niektórzy chcą zrobić karierę lub

udowodnić swoją przydatność za biurkiem,


stawiając policjantom absurdalne lub błahe zarzuty i wytaczając im postępowania dyscyplinarne, czego ja jestem przykładem - uważa sierżant Łukasz L. Do Torunia trafił z komisariatu Chełmży, gdzie miał tzw. służbę przygotowawczą w policji. Zaczęło się od pechowego wypadku samochodowego (na służbie), w którym doznał licznych urazów. - Żaden z przełożonych się tym nie przejął, nie dostałem żadnego wsparcia. Za rehabilitację sam płaciłem, bo gdybym liczył na NFZ, wracałbym do zdrowia parę lat - mówi.

- Przepisy nie nakładają na pracodawcę konieczności ustalania trybu leczenia, na jaki decyduje się policjant, zaś funkcjonariusze policji korzystają z pomocy służby zdrowia na takich warunkach, jak inni obywatele - tłumaczy Wioletta Dąbrowska, rzeczniczka KMP w Toruniu.

Wraz z kłopotami zdrowotnymi Łukasza L. zaczęły się problemy... dyscyplinarne. - Ukarano mnie za to, że nie przyszedłem na służbę, bo zachorowałem, o czym natychmiast moja dziewczyna powiadomiła komisariat - wspomina pierwsze

postępowanie dyscyplinarne, zakończone naganą.


Złapał wtedy grypę jelitową i obstawianie meczu w takim stanie uznał za niemożliwe. - Zrobiono z tego aferę. Dwukrotnie przesłuchiwaną moją dziewczynę i nie bacząc na to, że jest w ciąży, zarzucano jej kłamstwo i straszono konsekwencjami
- twierdzi L. Wynajął wtedy adwokata, który napisał odwołanie i zarzut upadł.

- Osoba przesłuchiwana w charakterze świadka była uprzedzana o konsekwencjach, a nie straszona - wyjaśnia rzeczniczka KMP.

Kolejny zarzut, tym razem niedopełnienia służbowego obowiązku, też ma związek ze zwolnieniem lekarskim. Sierżant L. był na „chorobowym”, gdy ktoś włamał się się do jego szafki w komisariacie; zabrał, kajdanki, uchwyt do pałki, rozpylacz gazu i ładownicę. Policjant twierdzi, że wcześniej zgłosił to ustnie przełożonemu Przemysławowi S., zaś pisemny raport w sprawie kradzieży napisał po powrocie ze zwolnienia.

- Nikt mnie nie poinformował, że powinienem pisać raport w trakcie pobytu na lekarskim zwolnieniu, a taki postawiono mi zarzut. Gdy wróciłem do pracy, okazało się, że nie dostanę też zastępczego uposażenia z magazynu, więc by móc pełnić służbę, kupiłem je za własne pieniądze. Lepszej jakości, bo policja zwykle wybiera najtańsze oferty przetargowe - wspomina L. Korzystał z prywatnego sprzętu ponad miesiąc, gdy nagle usłyszał, że nie wolno mu go używać.

- Powiedziano, że nie mam prawa patrolować ulic z wyposażeniem, które sam kupiłem, i powinienem wziąć sprzęt z magazynu. Tym razem mi go wydano, ale mimo że prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie włamania i kradzieży do mojej szafki, wszczęto wobec mnie postępowanie dyscyplinarne.

Przemysław S. zaprzecza, jakoby sierżant informował go ustnie o kradzieży, a rzeczniczka KMP zasadność zarzutów postawionych Łukaszowi Ł. tłumaczy tak: - Funkcjonariusz zauważył ten fakt dwa miesiące wcześniej, ale z niewytłumaczalnych przyczyn nie powiadomił o tym przełożonych. Zgodnie z procedurami należało wszcząć w tej sprawie postępowanie, by wyjaśnić wszystkie okoliczności. Z relacji funkcjonariuszy wynika, że policjant czterokrotnie był wzywany do magazynu, by uzupełnić brakujący sprzęt, lecz oświadczył, że nie będzie nigdzie jeździł, bo już sobie kupił nowy.

- Nikt nie chciał słuchać moich argumentów i

z góry uznano mnie winnym.


Dopiero odwołanie od orzeczenia dyscyplinarnego KMP, jakie mój adwokat wniósł do Komendanta Wojewódzkiego w Bydgoszczy, spowodowało uchylenie postanowienia - informuje Łukasz L.

Sprawa będzie rozpatrywana ponownie, bo jak zauważył komendant wojewódzki Krzysztof Zgłobicki, rzecznik dyscyplinarny KMP w Toruniu nie zebrał w tej sprawie wystarczających dowodów i nie ustalił zasadniczych faktów.

Następny zarzut dotyczył tego, że sierżant L., będąc na zwolnieniu lekarskim, podał do korespondencji adres rodziców, mimo że wcześniej zgłosił inne miejsce zamieszkania. - Tłumaczyłem, że podczas choroby przebywam u rodziców, ponieważ mam tam lepszą opiekę, a na co dzień użycza mi pokoju kolega, emerytowany policjant, bo mam bliżej do pracy - wyjaśnia Łukasz L. Jest oburzony, że kontrolerzy niepokoili jego schorowanych rodziców. - Byli u nich w domu i straszyli, że ich syn źle skończy, bo mataczy, jest patologiczny i ma mnóstwo zarzutów - twierdzi policjant.

- W związku z tym, że przepisy nakładają na funkcjonariusza obowiązek powiadamiania przełożonych pisemnym raportem o każdej zmianie adresu, prowadzono postępowanie, aby ustalić, czy nie doszło do naruszenia dyscypliny przez niewykonanie tego obowiązku - wyjaśnia Wioletta Dąbrowska, dodając, że przesłuchanie rodziców L. miało na celu ustalenie faktycznego miejsca zamieszkania ich syna. Ten zarzut wobec L. komendant wojewódzki też uchylił i sprawa będzie ponownie rozpatrywana.

Łukasz L. uważa, że przełożonych oburzył fakt, iż byle sierżant wynajmuje adwokata i podważa ich decyzje, więc

sięgnęli po broń cięższego kalibru


- Przez 8 godzin śledzono moją służbę przez monitoring miejski i wszczęto kolejne postępowanie dyscyplinarne, tym razem aż z 5 zarzutami - mówi policjant. Jeden z nich brzmi tak: „28 kwietnia, pełniąc służbę patrolową, L. naruszył zasady etyki zawodowej policjanta w ten sposób, że będąc w umundurowaniu od godziny 20.47 do 21.10 siedział na stopniu schodów wejścia do kamienicy przy Kopernika i prowadził rozmowę z towarzyszącą mu od godziny 20.12 dziewczyną, a następnie od 21.18 do 21.34 przechadzał się w jej towarzystwie ul. Królowej Jadwigi, a zachowanie ich polegało na wzajemnym ocieraniu się, odpychaniu, przyciąganiu, podczas gdy obok przemieszczali się przechodnie, co nie było przykładem praworządności, uczciwości i rzetelności w wykonywaniu obowiązków służbowych oraz nie prowadziło do pogłębiania społecznego zaufania do policji.”

- Wątek siedzenia na schodach jest przedmiotem odrębnego postępowania, a nieprawidłowe zachowanie L. w służbie zostało ujawnione po przejrzeniu monitoringu. Będą one również wyjaśniane przez prokuraturę - informuje rzeczniczka KMP

- To dobrze, bo ja bardziej ufam prokuratorom niż policyjnym kontrolerom - kwituje sierżant L., który rozważa wytoczenie procesu o mobbing. A co do spotkania z dziewczyną, wyjaśnia, że ta chciała po prostu porozmawiać z facetem w mundurze, pytała, jak się pracuje w policji.

Fakty


Zła passa

We wrześniu 2013 r. w Komisariacie Policji Toruń - Śródmieście targnęła się na życie 46-letnia funkcjonariuszka Sylwia M. Dwa strzały w skroń, oddane w zamkniętym od wewnątrz pomieszczeniu, okazały się śmiertelne. - Nikt z nami na ten temat nie rozmawiał, o nic nie pytał. Skwitowano to samobójstwo stwierdzeniem, że pewnie miała problemy psychiczne i zamieciono sprawę pod dywan - mówią policjanci i pytają, czy M. nie była przypadkiem ofiarą mobbingu. Chcieliśmy zadać to pytanie kierownictwu KP Toruń - Śródmieście, a także porozmawiać o domniemanym nękaniu Łukasza L. przez przełożonych, ale odesłano nas do rzeczniczki KMP.
- Śledztwo w sprawie śmierci Sylwii M. prowadzi prokuratura - informuje Wioletta Dąbrowska.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 13-04-2017 09:18

    Oceniono 1 raz 1 0

    - markopolo: nikt kto nie jest wiązany z mundurem nie ma pojęcia jakie cyrki sie tam dzieją i jak mogą być poniżani i gnębieni funkcjonariusze bez pleców. A szczególnie ci co się nie podlizują i nie donoszą. A tzw. "swoi" mają miło i spokojnie i częste awanse i dostają to o co inni walczą latami a i tak nie otrzymują. Tragedia, a znam to z autopsji. Były funkcjonariusz SW

    Odpowiedz

  2. 27-02-2015 12:05

    Oceniono 1 raz 1 0

    - CHŁOPAKU ZMIEŃ KOMISARIAT NATYCHMIAST SPOKÓJ : W co ty się wkręciłeś co to za ludzie ja pierdziele .... Uciekaj jak naj dalej a sami się oni wykończą....

    Odpowiedz

  3. 10-08-2014 13:15

    Brak ocen 0 0

    - manolo: a kto kogoś takiego przyjął do Policji. Narzekaliśmy na MO, a tu takie kwiatki.60 % policjantów jest przyjmowanych od zaplecza dzięki wujkom ciociom itp

    Odpowiedz

  4. 08-08-2014 12:20

    Oceniono 2 razy 1 1

    - A: Teraz co drugiego chcą zmieszać z błotem. Lepiej kogoś oczernić żeby bez problemów go wyrzucić z pracy i wziąć sobie nowego łebka ze szkółki jako kolejnego sługusa. I koło oszczędności na pracownikach się zatacza.

    Odpowiedz

  5. 08-08-2014 11:30

    Oceniono 6 razy 3 3

    - pol: Żenada. Co za artykuł!!! Nierób jeden a oczernia Policję. Żal

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz