Nigdy nie usłyszałam od faceta, że gorzej prowadzę

Beata Ruszkowska 4 sierpnia 2014

O drogowych grzechach Polaków, o tym, jak z przewinień za kierownicą tłumaczy się kobieta, a jak mężczyzna i o tym, że zawodowe marzenia można zrealizować, kiedy dzieci są już odchowane, mówi BEATA RUSZKOWSKA, policjantka z bydgoskiej drogówki.

Fot.: Tomasz Czachorowski


Jak trafiła Pani do policji?
Marzyłam o tej pracy już kilkanaście lat temu, ale wtedy problemy zdrowotne i chęć założenia rodziny, dbania o nią i bycia przy dzieciach zdecydowały o tym, że nie zrealizowałam tego pomysłu. Ale nie zapomniałam. Po latach, kiedy odchowaliśmy już dzieci, poszłam do technikum, zrobiłam maturę, potem zaczęłam pracę i studia. Z wyższym wykształceniem mogłam zgłosić się do naboru, który właśnie ogłoszono w policji. Pomyślałam: „Mam 35 lat, jestem gotowa na tę pracę, jeśli uda mi się przejść testy i egzaminy za pierwszym razem, będę policjantką”. Udało się. To było po 17 latach od urodzenia pierwszego dziecka. Ciekawe i dla mnie znaczące, że data podpisania umowy o pracę z policją jest zbieżna z urodzinami najstarszego syna, a wyjazd do szkoły do Słupska zaplanowano na dzień, który przed laty miał być terminem porodu. Jestem szczęśliwa, że tak się wszystko potoczyło. Jako kobieta i matka realizuję się w 110 proc., a i praca przynosi mi radość. Cudowne jest to, że moje dorosłe już dzieci cieszą się moimi sukcesami.

Pracuje Pani w mundurze już 6 lat, więc jest Pani doświadczoną policjantką…
Obserwuję różnych funkcjonariuszy. Są, tacy, którym ambicja każe się nieustannie dokształcać, są i tacy, których wiedza - do pozazdroszczenia - zasadza się na doświadczeniach zdobytych podczas kilkunastoletniej służby. Trudno wskazać, kiedy policjant jest już doświadczony. Ja uwielbiam poszerzać swoją wiedzę. Zresztą to ogromna satysfakcja rzeczowymi argumentami zbić z tropu butnego kierowcę - mężczyznę, który zapamiętale kłóci się o to, co jemu się wydaje. Mówię o sytuacji, kiedy ta wiedza komuś pomaga, uświadamia niebezpieczne błędy, które kierowca popełnia na drodze.

Jakie najpoważniejsze wykroczenia popełniamy za kółkiem?
Grzechy polskich kierowców to przekonanie: „Ja wiem najlepiej, jak się jeździ”, czyli buta i brak kultury, następnie prędkość i alkohol, u młodych dochodzi brak wyobraźni i chęć popisania się przed kolegami.

Obali Pani stereotyp, że kobiety prowadzą gorzej niż mężczyźni?
O tak i to w praktyce! Podczas szkolenia w Poznaniu zostałam okrzyknięta najlepszą w szybkiej jeździe slalomem. Nigdy nie usłyszałam od faceta, że gorzej prowadzę, a cały sukces tkwi w latach ćwiczeń, także prywatnym autem. Kontrolujemy i karzemy więcej mężczyzn, ale to może dlatego, że oni ciągle częściej niż kobiety siadają za kierownicę. Można jednak zauważyć, że panie są ostrożniejsze. Zupełnie inaczej zachowują się też, gdy przyłapiemy ich na wykroczeniu: one okazują skruchę, łamiącym się głosem zapewniają, że to się nigdy nie powtórzy i zapewniają, że wcześniej nie miało miejsca. Oni często odważnie, mężnie przyjmują informację o swojej winie do wiadomości, choć bywa, że obrażają się na policjanta i trzaskają drzwiami.

Są agresywni?
Nieraz słyszałam od karanego mężczyzny komentarz: „A co baba może wiedzieć, odgrywa się, bo pewnie ma złe dni”. Nauczyłam się nie brać tego do siebie. Wiem, że tak naprawdę nie okazują niechęci mnie, lecz mundurowi, do którego są uprzedzeni. Czasem wystarczy, że spokojnie porozmawiam z takim zdenerwowanym kierowcą, powiem, że wykonuję swoje obowiązki. Kluczem jest tu zerwanie z myśleniem, że to kolejna sprawa, kolejny mandat w statystyce, bo przecież mam kontakt z konkretnym człowiekiem, z jego emocjami i problemami. Niekiedy wystarczy, że łagodnie zaczniemy rozmowę, nie bezosobowo, lecz właśnie: „Panie Tomku”, „Panie Krzysztofie”. Wtedy nawet interwencja zakończona wypisaniem mandatu może przebiegać w miłej atmosferze. Ciekawe reakcje kierowców obserwuję, gdy jeżdżę w patrolu z koleżanką. Kiedy widzą dwie kobiety, najpierw są w szoku, a później wydają się tak rozanieleni, spokojni, radośni, że robi się miło, a interwencja kończy się wymianą serdeczności: „Miłego dnia”, „Szerokiej drogi”.

O bezpieczeństwie funkcjonariuszy zrobiło się w Bydgoszczy głośno, kiedy chuligani rozbili butelkę na głowie policjantki. To zawód podwyższonego ryzyka.
Sposobem na to, by uniknąć wielu nieprzyjemnych sytuacji jest zachowanie dystansu do każdej kontrolowanej czy nawet legitymowanej osoby. Chodzi o to, by nie traktować kierowców po kumpelsku. Ostatnio miałam od czynienia z panem urodzonym w 1992 roku, który chuchał dwoma promilami alkoholu. Bardzo się stawiał, uspokoił się, gdy powiedziałam, że i ja mogę przestać być miła i zacząć tak interpretować przepisy (w granicach prawa oczywiście), że konsekwencje będą dotkliwe i natychmiastowe. Wystarczyło.

Pracuje Pani w męskim gronie?
W wydziale jest może 10 proc. kobiet, ale nie narzekam. Na służbie zawsze wiem, że mogę w każdej sytuacji liczyć na kolegę, tak jak on na mnie. Tylko raz w roku koledzy mają kwaśne miny na myśl o tym, że pracują z kobietami: kiedy podczas testów oni muszą przebiec 1000 metrów, a my 800…