Dziecko, co z ciebie wyrośnie?

Paulina Błaszkiewicz 3 sierpnia 2014

Za dawnym porządkiem tęsknią już nie tylko pary, ale wszyscy: dzieci, rodzice i dziadkowie. I trudno się dziwić, bo zamiast harmonii, w rodzinie zapanował wielki chaos.

Fot.: Thinkstock

„Za moich czasów to było nie do pomyślenia, żeby się tak do ojca czy matki odezwać”. Kto z nas nie słyszał w swoim życiu chociaż raz tego zdania, które doskonale wpisuje się w tzw. kulturę postfiguratywną, czyli mówiąc bardziej „po ludzku” - w kulturę naszych nieocenionych przodków. Autorką jednej z trzech koncepcji kulturowych jest amerykańska antropolożka Margaret Mead. O co chodzi z tymi przodkami? O to, że młodsze pokolenia przyswajają wzorce kulturowe od starszych. Taki typ kultury obowiązywał w społeczeństwie tradycyjnym, gdzie był słaby dostęp do informacji i tak zwana „życiowa mądrość” była najważniejsza. A jak jest dziś?

Kiedyś wszystko było prostsze


- Moja mama powiedziała, że mi nie zazdrości, ponieważ przyszło mi wychowywać dziecko w bardzo trudnych czasach. To nie ja jestem autorytetem dla swojego dziecka. Ono woli słuchać rówieśników i bardzo często mówi, że jestem staroświecka, a mama Zosi jest taka wyluzowana - słyszymy od 36-
-letniej Moniki Pawlewicz, mamy ośmiolatki.


To, że dziecko słucha grupy rówieśniczej, nie jest żadną nowością, raczej to, że rzeczywiście stanowi to problem dla wielu dorosłych. Dlaczego? Ponieważ to właśnie oni muszą dostosować się do nowych ram, które są charakterystyczne dla tzw. „kultury zagadkowych dzieci”, którą wspomniana Margaret Mead nazywa kulturą prefiguratywną. To właśnie dzieci i młodzież przekazują swoim rodzicom i dziadkom może nie mądrość, lecz wiedzę na pewno.

Ty mi mówisz, co mam robić?


Świat nowych technologii to prawdziwy raj dla dzieci. Widok czterolatka z tabletem czy telefonem komórkowym jest dziś tak powszechnym obrazkiem, że chyba nie dziwi już nikogo. Jak w tym świecie radzą sobie rodzice? Kiepsko, ponieważ bardzo często nie nadążają za zmianami i ich nie rozumieją, w przeciwieństwie do dzieci. Oczywiście są też tacy, którzy sobie świetnie radzą, a przynajmniej starają się, żeby tak właśnie było, tylko nie zawsze im to wychodzi.

- Rzeczywiście, wychowanie dziecka nie jest dziś łatwe. Warunki społeczne i kulturowe wcale nie pomagają nam w osiągnięciu harmonii albo pewnego schematu wychowania, który przez wiele lat był dosyć jednolity. Pojawia się pytanie, kogo mamy posłuchać: naszego rodzica i dziadka naszego dziecka, bo ma tę „życiową mądrość”, czy własnego dziecka, które mówi: „Ty mi na nic nie pozwalasz, a Frankowi z mojej klasy wszystko wolno” - mówi Barbara Krzemińska, psycholożka i psychoterapeutka z Oddziału Polskiego Towarzystwa Psychologicznego w Toruniu.

Tak źle, tak niedobrze


A może słuchać rówieśników? Skoro mama Franka jest taka fajna, to wezmę z niej przykład - w taki sposób pomyśli niejedna matka. Takie rozwiązanie przewidziała też Margaret Mead, wyróżniając kulturę kofiguratywną albo inaczej mówiąc „odnalezionych rówieśników”.Psycholożka Barbara Krzemińska nie jest jednak przekonana do tego ostatniego wzorca: - Branie przykładu z mamy Franka nie jest najlepszym pomysłem, ponieważ to świadczy o tym, że sami w sobie nie mamy ładu wewnętrznego. Owszem, jesteśmy w stanie zapanować nad kulturą, w której żyjemy, ale to zależy od naszego poczucia własnej wartości. Przede wszystkim powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, że to my jesteśmy rodzicami. To nie dziadek, koleżanka czy pani przedszkolanka zna nasze dziecko, ale my - rodzice, o czym, niestety, często zapominamy - mówi Krzemińska.

O tym, że wychowanie jest ważne, nie zapominają też media, które dbają zarówno o dzieci, jak i rodziców. Po co? Bo zwyczajnie mogą na tym zarobić. Przykładów nie trzeba daleko szukać. Wystarczy włączyć telewizor. Kilka lat temu mieliśmy „Supernianię”, o którą rodzice się zabijali, ale cenne rady sprawdzały się tylko w przypadku małych dzieci. A co z młodzieżą? Producenci wymyślili: „Surowych rodziców”. Nie radzisz sobie z dzieckiem? Oddaj je na tydzień - niech inni rozwiążą problem za ciebie...
- A może by tak posłuchać siebie? Pomyśleć, co robię źle? Dlaczego sam nie mam wpływu na to, jak wychować własne dziecko - radzi Barbara Krzemińska.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 04-08-2014 02:17

    Oceniono 3 razy 0 3

    - awg: @shadow - A co to twoim zdaniem jest "wychowanie bezstresowe"? "Kiedyś" i "dzisiaj" wcale aż tak strasznie się od siebie nie różnią, w szczególności tak jak 10 czy 50 lat temu wielu ludzi nadal nie nadaje się na rodziców i wcale nie zasługuje na specjalny szacunek młodzieży. Tyle tylko że kiedyś wychowawczą niekompetencję (a często zwykłą głupotę) często dało się zatuszować np. "daniem w tyłek", a dzisiaj trzeba się trochę bardziej wykazać...

    Odpowiedz

  2. 03-08-2014 09:18

    Oceniono 7 razy 6 1

    - shadow: moim zdaniem wychowanie bezstresowe nie sprawdziło się. co by nie mówić kiedyś jak dziecko dostało w tyłek to wiedziało gdzie jest granica i czuło jakiś respekt, a teraz dzieci odnoszą sie do rodziców takimi słowami że ręce opadają , o szacunku dla ludzi starszych to w ogóle dzieci dziś nic nie wiedzą

    Odpowiedz