Tak kończył się stary świat

Krzysztof Błażejewski 1 sierpnia 2014, aktualizowano: 01-08-2014 10:32

31 lipca 1914 roku, w sobotę po południu na bydgoskim Starym Rynku oficer miejscowego garnizonu odczytał na głos zarządzenie o powszechnej mobilizacji. „Wojna”, „Będzie wojna!” - przekazywali sobie tę wieść bydgoszczanie.

Poranna toaleta w oddziale zapasowym 17. Pułku Artylerii Polowej, który stacjonował w czasie I wojny światowej w Bydgoszczy. Żołnierze ci mieli świadomość, że prędzej czy później trafią na front z powodu uszczuplania się sił armii niemieckiej ze względu n

Fot.: ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy

W sobotni wieczór stosowne obwieszczenie zaczęto rozklejać na murach i ogłoszeniowych słupach. „W mieście niezwykły ruch” - pisał „Dziennik Bydgoski” - „Szare tłumy pracowników różnych warstw przeciągają ulice, oczekując nadejścia nowych telegramów. Zainteresowanie jest ogólne”. Ogłoszenie mobilizacji, podobnie jak i dzień później wejścia Niemiec w stan wojny z Rosją, spotkało się z entuzjazmem, ale i sporym niepokojem mieszkańców Bydgoszczy, z których wówczas ponad 80 procent określało siebie jako Niemców. Było jasne, że niemal w każdej rodzinie będzie ktoś, kto wybierze się na tę wojnę. Jedni widzieli w niej szansę na całkowite zapanowanie Niemiec w Europie, inni obawiali się chaosu. Tym bardziej, że właśnie miasto obiegła pogłoska o kolejnym zamachu: po zabiciu w Sarajewie przed miesiącem austriackiego arcyksięcia, tym razem ofiarą zamachu miał paść, raz mówiono, car, a innym razem - następca tronu niemieckiego. Potem szeptano, że wojska carskie już stoją u bram miasta.


31 lipca 1914 roku. Mieszkańcy jednego z miast Rzeszy Niemieckiej zapoznają się z kolportowanym wydrukiem obwieszczenia o powszechnej mobilizacji. Ten dzień można uważać za początek I wojny światowej, która potrwać miała ponad cztery lata

fot. Bundesarchiv

31 lipca 1914 roku. Mieszkańcy jednego z miast Rzeszy Niemieckiej zapoznają się z kolportowanym wydrukiem obwieszczenia o powszechnej mobilizacji. Ten dzień można uważać za początek I wojny światowej, która potrwać miała ponad cztery lata


Polacy, którzy jako poddani cesarza na równi z Niemcami podlegali mobilizacji i wojennym rygorom, nie rozumieli jeszcze wówczas, co tak naprawdę to dla nich znaczy. Tylko z dzisiejszej perspektywy można mówić, że był to

początek końca


ówczesnego stabilnego świata, podzielonego w naszej części Europy pomiędzy silne imperia. Był to jednocześnie początek powrotu Polski na mapę świata. Ale o tym tak naprawdę nic jeszcze wtedy nie świadczyło. Widywano jedynie w polskich środowiskach „wojenne znaki niebieskie”, o których szeptano w miastach i wsiach. Jedni dostrzegali ogniste kule, inni postaci Matki Boskiej. Kolejni starali się - nieco później - zrozumieć śmierć w krótkim odstępie czasu i papieża Piusa X, i prymasa Polski. Dalsi - pojawienie się na wieczornym nieboskłonie jasnej komety. Każdy tłumaczył to tak, jak chciał. Jeśli ktoś mówił o wskrzeszeniu Polski, to tylko na tej podstawie. Racjonalnych przesłanek ku temu na razie nie było.

Ogłoszenie stanu wojennego w Niemczech, w poniedziałek, 2 sierpnia, miało swoje istotne skutki dla życia społecznego. Od tej chwili obowiązywały przepisy prawa wojennego. Najbardziej dotkliwe było ograniczenie ruchu kolejowego, telefonicznego i telegraficznego wyłącznie do potrzeb wojskowych. Wszelkie wyjazdy i kontakty musiały poczekać „na lepsze czasy”. Zabroniono spacerów w pobliżu fortyfikacji, koszar i dworców. Zawieszono działalność partii politycznych, wprowadzono ścisły nadzór nad działalnością towarzystw. Tym samym pod lupę żandarmerii trafiło całe życie towarzyskie społeczności polskiej.

Bydgoszczanie doskonale zdawali sobie sprawę, że nie mieszkają daleko od linii przyszłego frontu. Od granicy rosyjskiej w okolicach Torunia dzieliło ich niewiele ponad 50 kilometrów, można było się więc liczyć z tym, że działania wojenne stosunkowo szybko mogą objąć miasto. Chyba że nastąpi szybka i zwycięska ofensywa niemiecka. Na nią bardzo zatem liczono. I nie pomylono się, bowiem atak wojsk cesarskich spowodował szybkie oddalenie się linii frontu w kierunku wschodnim. Mimo wszystko zupełnie serio przygotowano plan ewakuacji bydgoskich szkół i instytucji w głąb Niemiec. Niektóre co zamożniejsze rodziny podjęły decyzje o wyjeździe na czas wojny do Berlina. Mało tego, nadburmistrz Bydgoszczy Hugo Wolff został upoważniony przez Radę Miasta do podjęcia w banku zawrotnej sumy pół miliona marek, które miałyby zostać wypłacone... nowym władzom rosyjskim po zajęciu miasta przez armię carską jako kontrybucja, powstrzymująca zawczasu rabunek w Bydgoszczy.

Tymczasem

w punktach mobilizacyjnych


utworzyły się kolejki poborowych. Wielu młodych Niemców z Bydgoszczy zgłaszało się na ochotnika. W liczbie tej było aż 66 nastolatków z miejscowego gimnazjum. Mieli oni jednak wpierw zdać przyspieszone egzaminy w łatwiejszej formie niż ich rówieśnicy.

Polacy, zgodnie z zapowiedziami, szli wypełnić swój obowiązek bez entuzjazmu. „Społeczeństwo nasze prosimy gorąco, jakiekolwiek wypadki się zdarzą, aby zachowało spokój i rozwagę, nie dając się pociągnąć do nieroztropnych słów albo czynów” - apelowały polskie środowiska 1 sierpnia. Już w pierwszych dnia wojny Polakom w znacznym stopniu pogorszył się dostęp do głównego polskojęzycznego źródła informacji. Oto do wojska powołany został redaktor „Dziennika Bydgoskiego” Jan Teska. Redagowanie pisma wzięła na swoje barki żona Wincentyna, jednak znacząco spadły objętość i nakład pisma, brakowało też informacji lokalnych z miasta.

„Kochani Czytelnicy” - pisał przed wyjazdem na front francuski Jan Teska. „Zaledwie opuściłem więzienie, powołany zostałem do wojska. Cieżkie więc przechodzę koleje i nie mogę zajmować się „Dziennikiem”, którego Waszej opiece polecam. (...) proszę Was gorąco, abyście i w obecnej ciężkiej doli nie opuścili wydawnictwa, które z takim ciężkim trudem stworzyłem. (...) Niech ustaną waśnie osobiste, a nastanie bezgraniczna życzliwość. Wspierajmy się i kochajmy się”.

5 sierpnia na bydgoskim dworcu kolejowym miał miejsce szokujący wypadek. Jeden z poborowych nagle odmówił wykonywania rozkazów i zaczął przełożonym grozić bronią. Został zastrzelony.

Polacy rozpoczęli też gwałtownie wycofywać swoje lokaty pieniężne w bankach polskich, obawiając się, że te zostaną zamknięte. W mieście doszło do kilku włamań do mieszkań osób, które wycofali wysokie wkłady.

Wprawdzie poza pożegnaniami odchodzących na front mężczyzn i drobnymi dolegliwościami życia codziennego w pierwszych tygodniach wojny bydgoszczanie jej skutków nie odczuwali, jednak od 14 sierpnia bydgoskie gazety zaczęły drukować listy poległych na froncie, rannych i zaginionych. Dla wielu rodzin rozpoczęło się codzienne sprawdzanie, czy mąż, ojciec, syn lub brat jeszcze żyją... Na listach tych już w pierwszych dniach wojny pojawiły się nazwiska bydgoskich Polaków: Bernard Oparski, Franciszek Oparski, Władysław Kolaser, Jan Musiałkowski, Paweł Wydrański, Walenty Pikarski, Franciszek Wojciechowski...

Począwszy od 22 sierpnia

duch wojny


objawił się w Bydgoszczy - nadciągał transport rannych żołnierzy z frontu wschodniego. Umieszczano ich w szpitalach wojskowych i naprędce przygotowanych salach w urzędach, szkołach i instytucjach. Równocześnie z rannymi do miasta trafiła fala uciekinierów z Prus Wschodnich, którzy nie mieli ochoty przebywać w swoich domach podczas przechodzenia tam linii frontu i dotarli do Bydgoszczy wozami konnymi, pozostawiając praktycznie cały swój dobytek losowi. Z kolei uśmiechy w gronie polskich bydgoszczan wywoływały deklaracje Polaków z armii rosyjskiej, przewożonych przez miasto jako jeńcy wojenni do obozów. Zgodnie deklarowali oni, że lepiej być jeńcem niemieckim niż żołnierzem rosyjskim. Bydgoscy Niemcy jednak na jeńców spoglądali z pogardą i odmawiali ich licznym prośbom o choćby kawałek chleba.

Wieści z frontu


docierały różnymi drogami. Nie wolno o nich było pisać gazetom. Jednak jeszcze w sierpniu 1914 roku w jedną z sobót całe miasto zostało nieoczekiwanie udekorowane chorągwiami, przerwano pracę w urzędach i lekcje w szkołach. Jak się okazało, działo się to na cześć cesarza i armii z powodu wielkiego zwycięstwa wojsk niemieckich nad francuskimi pod San Quentin. Niebawem wojsko zaczęło obwieszczać „pogrom Moskali”. Bydgoszczanie mieli okazję do autentycznej radości.

Tymczasem z powodu powołań do armii dał się we znaki w bydgoskim przemyśle brak siły roboczej. Zatrudniano jeńców wojennych, kobiety i dzieci, ale brak wykwalifikowanych pracowników zrobił swoje - szybko zaczęła maleć produkcja, zapanowała

stagnacja w handlu i rzemiośle.


Masowo też wymieniano pieniądze papierowe na monety, szczególnie srebrne. W sklepach gwałtownie zabrakło drobnych. Bydgoszczanom zaczęło się z tygodnia na tydzień żyć gorzej. Ceny wielu podstawowych towarów, jak nafta czy sól, poszły w górę (w ciągu dwóch pierwszych miesięcy wojny średnio o 100 proc.!), wielu towarów zabrakło w sklepach. Mieszkańcy miasta nie wiedzieli wówczas, ile czeka ich jeszcze wojennych niedogodności i cierpień, ilu zginie ich krewnych i znajomych. A bydgoscy Polacy zaczynali dostrzegać światełko w tunelu... „Wojna spowoduje niewątpliwie wielki przewrót w świecie politycznym i wielkie zmiany w granicach państw interesowanych” - już wówczas przepowiadała polska prasa.

A jednocześnie życie w mieście toczyło się dalej. Drobną pociechą było zniesienie na mocy decyzji biskupa gnieźnieńskiego zakazu handlu w niedziele (obowiązywał on jedynie w porze głównej mszy św.) i na czas wojny wszystkich postów. Jak wynika z ogłoszeń zamieszczanych w „Dzienniku Bydgoskim”, proszek „Cenago” prał sam, fryzjer Glatz z ul. Gdańskiej polecał usługi dla pań i panów, a firma „Silesia” za 5 marek oferowała „wspaniały na minutę chodzący zegarek ze złotym brzegiem”. Fr. Chocieszyński z kolei szeroko reklamował nowość w postaci „Atlasu wojennego”, złożonego z 38 kart z placów boju wojny światowej za jedną jedyną markę. A 22 sierpnia wznowiono ruch pociągów pasażerskich z Bydgoszczy do Berlina. W mieście rozpoczął się też ruch zbierania upominków i drobnych przedmiotów, które miały być dostarczane do walczących na froncie żołnierzy. Szczególnie apelowano o ciepłą odzież, czekoladę, cygara i tabakę.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 02-02-2015 12:07

    Oceniono 5 razy 3 2

    - moskalec : Dobrze ze chociaz wtedy nie udalo sie Moskalom i przodkom tego ohydnego Putina dojsc do naszego europejskiego miasta- niestety w 1945 udalo im sie....

    Odpowiedz