Nie będzie spokoju w Strefie Gazy

Przemysław Łuczak 1 sierpnia 2014, aktualizowano: 01-08-2014 10:16

Rozmowa z dr AGNIESZKĄ BRYC, politologiem z UMK.

Agnieszka Bryc: - Konflikt zakończy się, gdy Izrael uzna, że zagrożenie ze strony Hamasu zostało odsunięte na kilka następnych lat

Fot.: Archiwum


Komisja Praw Człowieka ONZ określiła działania izraelskiego wojska jako zbrodnie przeciw ludzkości. Izrael jednak tym się nie przejmuje i kontynuuje operację przeciwko Hamasowi. Dlaczego świat tak łatwo rozgrzesza Izrael z jego agresywnej polityki wobec Palestyńczyków?

Społeczność międzynarodowa wcale nie rozgrzesza Izraela. Jest on krytykowany zwłaszcza na forum ONZ, gdzie silną pozycję mają państwa arabskie. Zresztą, przyjęta rezolucja została zainicjowana przez delegację palestyńską. Co ważne, ONZ zarzuca nie tylko Izraelowi, ale także Hamasowi łamanie praw człowieka, czyli w przypadku Izraela - atakowanie celów cywilnych w Strefie Gazy, zaś Hamasu - wykorzystywanie obiektów cywilnych, to jest meczetów, szpitali czy placów zabaw dla dzieci, do wystrzeliwania pocisków rakietowych na miasta izraelskie.


Nie sądzę jednak, by na forum ONZ podjęto drastyczne kroki wobec Izraela, zwłaszcza że USA tradycyjnie zapewniają mu ochronę dyplomatyczną na arenie międzynarodowej. Nasili się jednak jego krytyka w mediach światowych, a także pogłębią się antyizraelskie nastroje w wielu państwach. Widać to już w Europie, gdzie organizowane są propalestyńskie demonstracje. Z drugiej jednak strony, okazując brak uległości wobec terroryzmu, Izrael wzmacnia swoją pozycję na Bliskim Wschodzie. Jest to w obecnej sytuacji niebagatelne, ponieważ jego bezpieczeństwo opiera się na odstraszaniu potencjalnych wrogów, a takich w jego otoczeniu jest wielu.

Ale giną tam przede wszystkim Palestyńczycy, już ponad 1100 osób, w większości cywile i dzieci...
I jest to jest dramat tego konfliktu. Hipokryzja polega przy tym na tym, że, z jednej strony, Hamas nie ma nic przeciwko wykorzystywaniu obiektów cywilnych do atakowania stamtąd osiedli izraelskich, mając przy tym świadomość, że armia izraelska z całą pewnością w odpowiedzi je ostrzela. Pozwala tym samym na uzasadnione oskarżania o nieliczenie się z własnymi cywilami i wykorzystywanie w walce „ludzkich tarcz”. Z drugiej zaś strony, w obronie swojego bezpieczeństwa Izrael decyduje się na osiąganie tego celu za wszelką ceną, także ofiar wśród cywilnej ludności palestyńskiej.

Izrael tłumaczy swoją politykę wobec Palestyńczyków koniecznością zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Czy jednak wobec jego ogromnej przewagi ekonomicznej i militarnej, Hamas stanowi takie zagrożenie, które uzasadniałoby użycie tak wielkiej siły?
Bezpieczeństwo jest nadrzędne w polityce Izraela. Nie jest to bezpodstawne. Każdy bowiem konflikt jest dla niego grą o sumie zerowej, czyli Żydzi albo go wygrają, albo stracą swoją państwowość. Dzisiaj najpoważniejszym zagrożeniem, przy całej potędze Izraela, nie są wrogie mu państwa muzułmańskie, lecz zagrożenie asymetryczne ze strony organizacji terrorystycznych, takich jak Hamas, którego celem jest likwidacja państwa żydowskiego i utworzenie na całym terytorium, Izraela i Autonomii Palestyńskiej, państwa islamskiego. Jednocześnie doświadczenia USA po 2001 roku dowodzą, że z terroryzmem nie mogą sobie poradzić nawet państwa silniejsze od Izraela.

Co jest przyczyną obecnej konfrontacji?
Izrael, zdając sobie sprawę, że nie jest w stanie zniszczyć Hamasu, próbuje ograniczyć jego potencjał rakietowy i osłabić wpływ w Autonomii Palestyńskiej. Trzeba przypomnieć, że Hamas odbudował swój potencjał rakietowy, zniszczony przez Izrael w 2012 roku. Dysponuje on rakietami przemyconymi przez Półwysep Synaj czy z Syrii oraz rakietami krótkiego zasięgu własnej produkcji. Bezpośrednim powodem było jednak porwanie i śmierć trzech żydowskich nastolatków, natomiast operację lądową rozpoczął on po odrzuceniu przez Hamas egipskiej propozycji zawieszenia broni. Bez obawy o pomyłkę można też powiedzieć, że konflikty z Hamasem w Strefie Gazy będą powtarzały się cyklicznie. Ten jest już trzeci. Choć atak na szkołę ONZ był momentem, który mógł być wykorzystany, by przymusić strony do rozmów, to według mnie, konflikt zakończy się dopiero wtedy, gdy Izrael uzna, że zagrożenie ze strony Hamasu zostało odsunięte na kilka następnych lat.

Hamas wystrzeliwuje rakiety, które nie powodują większych strat w Izraelu...
90 proc. pocisków rakietowych wychwytuje system „Żelazna Kopuła”. Problem polega jednak na tym, że przechwytuje on pociski o zasięgu powyżej 7 km. Spustoszenie powodują zaś te o krótkim zasięgu. Ponadto Palestyńczycy wystrzeliwują je też z terytorium Izraela, na które przedostają się tunelami przemytniczymi. Tak więc nie chodzi tylko o likwidację potencjału rakietowego Hamasu, ale też o uniemożliwienie terrorystom infiltracji terytorium Izraela.

Co uniemożliwia Palestyńczykom i Żydom zawarcie porozumienia?
Konflikt w Gazie wpisuje się w wieloletni konflikt izraelsko-palestyński. Obecnie po żadnej ze stron nie ma realnej woli porozumienia. Warunkiem osiągnięcia pokoju, a tak naprawdę podjęcia rozmów, jest rezygnacja przez Palestyńczyków z działalności terrorystycznej. To jednak wydaje się niemożliwe. Ponadto wciąż pozostaje wiele nierozwiązanych kwestii, na przykład problem granicy przyszłego państwa palestyńskiego, status Jerozolimy czy uchodźców palestyńskich. Sytuację komplikuje przy tym wybudowany mur Szarona, który zaanektował prawie 10 proc. terytorium Zachodniego Brzegu Jordanu. Nie mniejszy problem jest z Jerozolimą, faktyczną stolicą Izraela, choć formalnie jest nią Tel Awiw. Nasilone wokół niej osadnictwo żydowskie przyczynia się do oskarżeń o judaizację świętego miasta. O ile w tych kwestiach wysuwane są propozycje kompromisowe, to porozumienie blokuje kwestia uchodźców z 1948 roku. Realia są takie, że rząd izraelski nie może sobie pozwolić na powrót de facto 4 mln Palestyńczyków, ponieważ oznaczałoby to koniec państwa Izrael, zaś władze palestyńskie nie chcą przyjąć w tej sprawie żadnego kompromisu. Tak więc, bez realnej woli porozumienia i gotowości do ustępstw po obu stronach, trudno jest nawet mówić o rozwiązaniu konfliktu bliskowschodniego.

Czy w 1948 roku, kiedy na ziemiach zamieszkanych przez Palestyńczyków powstawał Izrael, nie można było przewidzieć, że w przyszłości będzie to beczka prochu?
Beczką prochu Palestyna była już w okresie mandatu brytyjskiego, czyli po rozpadzie imperium osmańskiego po I wojnie światowej. Brytyjczycy wykorzystywali w swojej polityce nie tylko Arabów, ale też Żydów, którzy napływali do Palestyny z Europy, gdzie szerzył się silny antysemityzm. Szybko stracili jednak kontrolę, powodując rewolty tak Arabów, jak i Żydów. Dopiero więc po II wojnie światowej sprawą podziału Palestyny zajęło się ONZ. Zaproponowano plan powstania tam dwóch państw - żydowskiego i arabskiego. Żydzi przyjęli propozycję, Arabowie ją odrzucili. W ciągu doby po ogłoszeniu deklaracji niepodległości państwo żydowskie zostało zaatakowane jednocześnie przez sześć państw arabskich. Agresja ta zapoczątkowała trwający do dziś i nierozwiązany konflikt na Bliskim Wschodzie. Dramat Palestyńczyków polega na tym, że sami odrzucili propozycję powstania państwa palestyńskiego, a kolejne nie były już tak atrakcyjne. Co więcej, stali się swoistym zakładnikiem polityki państw arabskich, które problem palestyński od lat wykorzystują instrumentalnie w walce w Izraelem.

Jak postrzega Żydów przeciętny Palestyńczyk?
Do powstań palestyńskich sytuacja między obiema społecznościami normalizowała się. Można powiedzieć, że uczyły się one żyć obok siebie. Intifady zburzyły jednak rodzące się zaufanie, zaś mur Szarona faktycznie odseparował oba narody. Wzajemna niechęć coraz bardziej przeradza się we wrogość. Obecnie przeciętny Palestyńczyk widzi w Izraelczyku imperialistę, który zagarnął jego ziemię, zaś Izrael określa nie inaczej jak państwo Apartheidu, z więzieniami przepełnionymi członkami Hamasu oraz skazującym Palestyńczyków na życie w getcie.

Jak widzą Palestyńczyków Żydzi?
Po fiasku wieloletnich rozmów pokojowych w społeczeństwie żydowskim panuje powszechne zniechęcenie do Palestyńczyków. Natomiast z powodu działań Hamasu Palestyńczyk coraz częściej postrzegany jest jako terrorysta, który jest gotowy zginąć, aby zabić choć jednego Żyda.

Teczka osobowa


Sprawy wschodnie, samochody i fantastyka

- Dr Agnieszka Bryc z Wydziału Politologii i Studiów Międzynarodowych UMK. Ukończyła studia w Instytucie Stosunków Międzynarodowych na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. Członkini Rady Ośrodka Studiów Wschodnich. Jest autorką książek dotyczących szeroko pojętej tematyki wschodniej: „Cele polityki zagranicznej Federacji Rosyjskiej” (Toruń 2004), „Rosja w XXI wieku: gracz światowy czy koniec gry?” (Warszawa 2009”), „Izrael 2020: skazany na potęgę?” (Warszawa 2014).

- Hobby: motoryzacja, x-fit, science fiction, ale nie political fiction; turystyka z polityką w tle.