Co tam, młody, w polityce?

Dorota Witt 1 sierpnia 2014

Młodzi poglądy polityczne mają rzadko, a jeśli już, to radykalne. Ci, których polityka nie odpycha, działają w partyjnych młodzieżówkach. Są znani głównie z kontrowersyjnych akcji. Przed wyborami wieszają plakaty i roznoszą ulotki, bo posłom robić tego nie wypada.

Federacja Młodych Socjaldemokratów zbiera podpisy pod projektem „3 x TAK”, zainicjowanym przez SLD. Młodzi przekonują, że warto podnieść najniższe emerytury, ustalić minimalną płacę za godzinę pracy i ograniczyć umowy śmieciowe

O torunianach ze Stowarzyszenia Młodzi Demokraci zrobiło się głośno, gdy wręczyli prezydentowi Michałowi Zaleskiemu bilet do Meksyku - w jedną stronę. To na znak protestu.


W Bydgoszczy młodzi narodowcy emocjonalnymi argumentami i postawnymi figurami skutecznie uniemożliwili prowadzenie debaty o gender.

O Marysi z Gorzowa, która nazwała premiera Donalda Tuska zdrajcą, usłyszała cała Polska.

Tak głośno, ale tylko na chwilę, robi się o młodzieżówkach przy okazji kontrowersyjnych akcji. Licealiści i studenci, którzy rozpoczynają w ten sposób swoje polityczne kariery, przygotowują też pożyteczne happeningi: zbierają krew, solidaryzują się z chorymi na epilepsję, krytykują decyzje samorządowców. Jest ich jednak coraz mniej.

Partie bez idei


Młodym często trudno jest określić własne poglądy, bo nie interesują się polityką, niewiele poświęca się takim tematom czasu w szkole, postawy społeczne trudno budować w rodzinnym domu.

Sara Tomaszewicz z Federacji Młodych Socjaldemokratów - protest przeciwko deklaracji wiary lekarzy.

Sara Tomaszewicz z Federacji Młodych Socjaldemokratów - protest przeciwko deklaracji wiary lekarzy.


- Ale spójrzmy szerzej, dziś nawet same partie polityczne mają kłopot z jasnym określeniem swoich poglądów - mówi dr Wojciech Peszyński, politolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. - Gdybyśmy nie znali podziału foteli w polskim Sejmie, patrząc na jego obrady nie bylibyśmy w stanie określić idei, jakim hołdują poszczególni politycy.
Bo następuje dezideologizacja partii politycznych. Kampanie wyborcze od dawna nie stanowią sporu programowego partii, najważniejszy jest wizerunek personalny. Z drugiej strony, badania i ostatnie eurowybory pokazały, że wśród głosujących młodych osób wielkie poparcie mają partie prawicowe, a ogromny sukces w tej grupie wyborców odniosła Nowa Prawica Janusz Korwin Mikkego, bo jest jej daleko do Kościoła, w przeciwieństwie do Prawa i Sprawiedliwości i do Platformy Obywatelskiej. Młodzi od zawsze mieli skłonności do radykalizacji poglądów.

Przekornie wzrost zainteresowania młodych polityką zauważa Przemysław Górski, szef wojewódzkiego Forum Młodych Ludowców, które w sumie skupia 250 członków: - Prowadzimy akcje charytatywne, koncerty, ostatnio ciekawą inicjatywę podjęli brodniccy członkowie. Jest to kampania „Zdrowy, bezpieczny uczeń”. A do naszego apelu do pijanych kierowców dołączyły się inne organizacje. Ważnym wydarzeniem w toruńskim oddziale (szefuje mu Paweł Witkowski) była wizyta premiera Janusza Piechocińskiego.

W naszym nieszczęśliwym kraju


- Działanie w młodzieżówce pozwala nam rozwijać się i uczyć, a przydaje się zwłaszcza tym, którzy poważnie myślą o karierze politycznej - mówi Łukasz Szeląg z bydgoskiego Forum Młodych PiS, w którym działa około 20 osób. Młodzieżówkę wspiera poseł Kosma Złotowski, w latach 90. włodarz Bydgoszczy - wtedy najmłodszy prezydent miasta w kraju. Łukasz Szeląg działa w FM PiS od 2011 r. Ma 21 lat, studiuje politologię na UKW w Bydgoszczy. Cieszy się, bo dostał od partyjnych kolegów szansę na start w wyborach samorządowych. - Wiadomo, nie wszystko, co robią doświadczeni politycy, jest dobre, ale warto wyciągnąć z ich obserwacji jak najwięcej dla siebie, dla swojego rozwoju. Do młodzieżówki przekonał mnie program polityczny partii i chyba sporo jest takich osób. Od dawna byłem już politycznie ugruntowany.

- W naszym nieszczęśliwym kraju nie dzieje się dobrze, więc młodzież skrzykuje się, by zaczęło dziać się lepiej - mówi Rafał Korzeniec z toruńskiej Sekcji Młodzieżowej Kongresu Nowej Prawicy Janusza Korwin Mikkego. Działają w niej 4 osoby („To młodzi patrioci” - powie o nich Rafał Korzeniec). Oficjalnie, bo nieoficjalnie z młodzieżówką współpracuje około 10 młodych („To aktywni sympatycy” - powie o tych młody patriota). - Chcemy tego samego, o czym mówi w programie partia: wolnego rynku, minimalnych podatków, zniesienia przepisów, które biją w przedsiębiorców… - I młodzi mogą to wszystko załatwić - pytamy pełni naiwnej nadziei.

- No, wiadomo, potrzebna władza lub choćby miejsce w silnej opozycji - odpowiada Korzeniec - a my jak na razie mamy tylko jednego posła z okręgu, ale robimy happeningi, choćby ostatnio na bazarze.

Na bazarze zniewolonym, jak można wywnioskować z nazwy ogólnopolskiej akcji młodych: „Wolny bazar”. Wolny, czyli taki, na którym przedsiębiorcy nie są dociskani podatkami.

Głosowanie pracy nie da


Co piąty Polak przed trzydziestką w ciągu ostatnich 3 lat ani razu nie był przy urnie wyborczej, niezależnie od tego, czy starsi akurat wybierali sołtysa, posła czy prezydenta miasta. - Młodzi nie widzą prostego przełożenia między ich aktywnością: pójściem do urny a rozwiązywaniem problemów, np. związanych z bezrobociem - mówi dr Wojciech Peszyński. - Polityka polega na przenoszeniu problemów ze sfery prywatnej do publicznej, jeśli młodzi wyborcy nie dostrzegają takiej zależności, tracą chęć do oddania głosu.

Jest i druga strona medalu - pokolenie, które w ostatnich latach uzyskuje bierne prawo wyborcze to pokolenie ludzi urodzonych w wolnej Polsce, po 1989 r. Pokolenie niżu demograficznego. - Oni od początku wszystko mieli podane na tacy - mówi dr Wojciech Peszyński. - Nie bili się o żadne miejsca w szkołach, liceach, ba, nawet na studiach to ich potrzebowano, o nich zabiegano. Tak wykształciła się u części z nich postawa roszczeniowa. Oczekują, że inni załatwią ich sprawy za nich. Oczywiście byłbym niesprawiedliwy, gdyby powiedział, że to cecha wszystkich 20-latków. Z wieloma moimi studentami przygotowuję akcje charytatywne i oni reprezentują znacznie wyższy poziom kultury politycznej.

Decyzja typu fast


Uczniów i studentów nie ciągnie do polityki, widzą to także ci, którzy zdecydowali się jednak, by w niej zaistnieć: - To problem zauważalny i dyskutowany w całej Europie, bo choć polityka może być ciekawa, to nie wszyscy tak uważają - mówi Tomasz Kaniecki, członek Stowarzyszenia Młodych Demokratów w Bydgoszczy. Przechodził kiedyś nieopodal biura posłanki Teresy Piotrowskiej ( „To obok Mc’Donaldsa” - tłumaczy). Wszedł i został. To było przed kampanią wyborczą w 2011 r. Miał 17 lat. - Staram się zrozumieć brak zainteresowania polityką młodych ludzi. Tłumaczę sobie, że to przez naszą historię, głównie tę najnowszą. Nie da się inaczej znaleźć nici porozumienia między młodymi Polakami a doświadczonymi politykami, jak poprzez młodzieżówki, bo nawet jeśli uczniowie i studenci nie chcą pójść do wyborów, by pokazać, jakie mają zdanie, nawet, jeśli mają opory przed wypełnieniem prostej ankiety na ważny dla miasta temat, to ich koledzy w młodzieżówkach znają przecież problemy rówieśników, oni przekazują je politykom. To najkrótsza droga, bo żeby je rozwiązać, trzeba mieć władzę, choćby tę lokalną.

Sara Tomaszewicz jest jedną z nielicznych kobiet w zarządach lokalnych młodzieżówek. W marcu została przewodniczącą Forum Młodych Socjaldemokratów w Bydgoszczy. Działa w nim około 30 osób.
- Lubię, gdy widać rezultaty naszych starań, jak po ostatniej zbiórce krwi, kiedy na nasz apel opowiedziało 20 osób, albo kiedy w ramach bookcrosingu rozdaliśmy bydgoszczanom 600 książek. W minionym tygodniu włączyliśmy się w akcję SLD, zbieraliśmy podpisy pod projektami ustaw „3 x TAK”. Między innymi chodzi o podniesienie o 200 zł najniższych emerytur. Proszę sobie wyobrazić, że te najniższe to 840 zł. Przychodzą do nas ludzie i mówią, że wybierają między kupnem leków a jedzenia. To straszne! - mówi szczerze przejęta szefowa młodzieżówki. Zabiegamy ponadto o ustalenie płacy minimalnej w wysokości 10 zł za godzinę i ograniczenie umów na czas określony. Myślę o starcie w najbliższych wyborach do Rady Miasta, ale to za mało. Chcę, żeby w każdym okręgu był jeden młody kandydat z FMS. Kto, jeśli nie młodzi, zadba o Polskę? - pyta Sara Tomaszewicz.

Uczą się, jak nie robić


Młodzieżówki w Polsce skupiają o wiele mniej osób niż na Zachodzie, zresztą partie polityczne także. U nas jednak to niejedyny problem: - Bo młodzieżówki zupełnie nie spełniają swojej funkcji, młodzi najczęściej uczą się w nich negatywnych zachowań obecnych w polityce: brutalnej walki o racje, wpływy, dobry wynik. To powszechne zjawisko, bez względu na opcję polityczną - mówi dr Peszyński.

Przed ostatnimi eurowyborami bydgoskim młodzieżówkom udało się powiedzieć kilka zdań jednym głosem; przeciwnie do „dojrzałych” polityków. Przekonywali, że warto pójść do urny. - To raczej jednorazowa inicjatywa- uspokaja entuzjazm Tomasz Kaniecki. - Nie jestem zwolennikiem takiego jednoczenia się osób o różnych poglądach, bo każdy powinien wyrażać jasno, co sądzi i zostać przy swojej opcji. Choć z drugiej strony, pamiętam debatę z marszałkiem Piotrem Całbeckim na temat drogi S5. Nie zastanawialiśmy się wtedy nad tym, czy reprezentujemy tę samą partię, po prostu wyrażaliśmy swoje opinie. A czego „dorosła partia” chce od nas? Chyba tego, żeby nam szajba nie odbiła… Yyy, to znaczy, żeby nam woda sodowa do głowy nie uderzyła, bo starsi partyjni koledzy podkreślają, że chcą wychować inteligentnych, wykwalifikowanych polityków, a nie przesadnie ambitnych młodych działaczy, co to dla kariery są w stanie zrobić o wiele więcej niż można.

Jakub Brągiel jest już po trzydziestce, jak na młodzieżówkę - za dojrzały, ale kiedy powstał bydgoski Ruch Młodych był przed trzydziestką i to on miał zaopiekować się nowicjuszami. Na pierwsze spotkanie Ruchu zabrał go kolega. Okazało się, że, podobnie jak on, zgadza się z ideami partii. - Młodzi albo mają wielką energię do działania, albo nie mają jej wcale - ocenia. - Młodzieżówka Twojego Ruchu działa w Bydgoszczy prężnie, choć na stałe współpracuje z nią 12 osób. Z tego niektórzy są z nami incognito, bo „Co by ludzie powiedzieli w szkole, w rodzinie?”. Wiadomo, Twój Ruch to partia o bardzo wyrazistych poglądach, a jednak młode osoby do nas przychodzą. To dlatego, że w mieście nie ma stowarzyszenia prospołecznego, które miałoby wpływ na poprawę życia mieszkańców.

Młodzi przychodzą, bo identyfikują się z ideami partii. A czego chcą od nich politycy? To źle wygląda, gdy przed wyborami ulotki w klatkach schodowych zostawia poseł. Gdy roznosi je zapalony młody działacz, na wyborcy robi to pozytywne wrażenie. Młodzi pomagają kompletować dane statystyczne, wieszają plakaty przed wyborami, przekazują informacje o problemach, z jakimi borykają się uczniowie i studenci. - Nie chcemy, by byli tylko od brudnej roboty, bo młodzieżówka ma otwierać furtkę do kariery politycznej, dlatego organizujemy debaty, zabieramy młodych na sesję rady miasta - dodaje Jakub Brągiel. - Najczęściej kolega przyprowadza na spotkanie kolegę i ten już zostaje, ale organizujemy też akcje pod szkołami, namawiamy młodych, żeby do nas dołączali .

Dziadek głosuje za wnuka


- Kampanie wyborcze często odwołują się do symbolu młodości, bo w młodych jest siła, a spot oparty na tej zasadzie trafi i do wyborcy studenta, i do jego dziadka, bo ten pomyśli: „Mnie już nie pomogą, dla mnie Polski nie zmienią, ale może dla moich dzieci i wnuków.” Niestety, przed wyborami zapominamy, że politycy, zwłaszcza ci krajowi, nie załatwią za nas wszystkiego, że żyjemy w globalnej wiosce, należymy do Unii Europejskiej, NATO, że istnieją Bank Światowy i Fundusz Walutowy oraz wiele silnych korporacji gospodarczych - mówi dr Peszyński. - Polityka stała się siecią bardzo skomplikowanych powiązań.
statystyka
Miażdżąca opinia o rządzących
Spada i tak już skrajnie niskie zainteresowanie młodych polityką. 7 na 10 uczniów ostatnich klas liceów, techników i zawodówek nie potrafi sprecyzować swoich poglądów politycznych - wynika z najnowszego raportu CEBOS. W poprzednim badaniu, w 2010 roku, swojego zdania na ten temat nie miało 6 na 10 młodych ludzi.
Młodzi w zdecydowanej większości (70 proc.) krytycznie oceniają funkcjonowanie w Polsce demokracji (w 2010 r. - 61 proc.).Prawie jednogłośnie (92 proc. pytanych) krytykują polityków, sądzą, że dbają oni tylko o swoje interesy.
Prawie 8 na 10 uczniów uważa, że obywatele nie mają wpływu na działania rządzących.
75 proc. młodych źle ocenia sytuację w kraju, tylko co 20. sądzi, że dzieje się w nim dobrze.

Statystyka


Tylko 11 na 100 uczniów

- Spada i tak już skrajnie niskie zainteresowanie młodych polityką. 7 na 10 uczniów ostatnich klas liceów, techników i zawodówek nie potrafi sprecyzować swoich poglądów politycznych - wynika z najnowszego raportu CEBOS. W poprzednim badaniu, w 2010 roku, swojego zdania na ten temat nie miało 6 na 10 młodych ludzi.

- Młodzi w zdecydowanej większości (70 proc.) krytycznie oceniają funkcjonowanie w Polsce demokracji (w 2010 r. - 61 proc.). Prawie jednogłośnie (92 proc. pytanych) krytykują polityków, sądzą, że dbają oni tylko o swoje interesy.

- Prawie 8 na 10 uczniów uważa, że obywatele nie mają wpływu na działania rządzących.

- 75 proc. młodych źle ocenia sytuację w kraju, tylko co 20. sądzi, że dzieje się w nim dobrze.

- Tylko 11 na 100 uczniów uważnie śledzi to, co dzieje się na scenie politycznej. Nic dziwnego, skoro prawie 60 proc. młodych osób nie znajduje obecnie partii, która reprezentowałaby ich poglądy.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 02-11-2014 23:04

    Brak ocen 0 0

    - Rafał Korzeniec: Nie jest prawdą, że KNP daleko jest do Kościoła :)

    Odpowiedz