Seksolatki czy szare myszki?

Paulina Błaszkiewicz 1 sierpnia 2014

Rozmowa z prof. ZBIGNIEWEM IZDEBSKIM, seksuologiem i pedagogiem.

- Ktoś, kto jest bardziej powściągliwy, jeśli chodzi o seksualną ekspresję, może mieć poczucie niedostosowania społecznego - uważa prof. Zbigniew Izdebski.

Fot.: Archiwum


O czym Pan myśli, kiedy słyszy słowo seksolatka?
Myślę o zjawisku związanym ze stylem życia pewnej grupy dziewcząt, dla których seks jest ważny na przykład ze względu na funkcjonowanie społeczne w danej grupie. Mam tu na myśli szkołę i to, co się dzieje poza nią, czyli chęć prowadzenia takiego towarzyskiego i otwartego życia - bardzo często nie na własny rachunek. Niektóre dziewczęta dostrzegają, że żeby coś takiego osiągnąć, wystarczy wejść w relacje towarzyskie z różnymi mężczyznami w różnym wieku. Bardzo często jest to forma czerpania korzyści majątkowych i nie chodzi tylko o pieniądze. Za seks można mieć na przykład fajne wakacje.

Albo karnet na Openera...
Dokładnie. Ktoś coś sponsoruje, zabiera na imprezę, na której płaci za drinki, a wcześniej za ciuchy, żeby dziewczyna w drogim klubie mogła dobrze wyglądać. W trakcie tej imprezy zdarza się też, że finansuje koleżanki i kolegów tej dziewczyny, a później zabiera ją do drogiego hotelu. To nic innego jak część wakacji.

To mi przypomina galerianki. Czy seksolatki to ich nowa wersja?
Galerianki to już nazwa o charakterze historycznym. To zjawisko dotyczyło dziewcząt, które w galeriach handlowych szukały swoich klientów. Teraz dziewczyny przeszły z galerii do Internetu. Nie przywiązuję się do nazw, ponieważ dziennikarze albo niektórzy badacze wprowadzają różne nazwy na określone zjawiska i nawet ja, jako osoba zajmująca się przemianami obyczajowymi młodzieży, zaczynam się w tym gubić. Seksolatki nie są nowym zjawiskiem. Nowością jest to, że rozbudzają się aspiracje konsumpcyjne młodzieży i to jest główny problem.

A jego przyczyną jest powszechna seksualizacja?
Tak, bardzo duża seksualizacja otoczenia. W mediach, Internecie, prasie młodzieżowej - wszędzie epatuje seks, ale mało kto pomaga młodzieży to wszystko poukładać w określonej hierarchii wartości. Mam wrażenie, że nigdy dotąd nie była nam aż tak potrzebna dobra edukacja seksualna w szkołach. Chciałbym, żeby młodzież była świadoma, chciała zrozumieć swoją płciowość i seksualność, a jednocześnie była odporna i asertywna. To wszystko składa się na umiejętność dokonywania właściwych wyborów, której nie uczą dorośli. Oni stawiają zakazy: „Tego i tego wam nie wolno”. Dyskusja o tym, co nas otacza, ich zdaniem, nie jest do niczego potrzebna.

Pamiętam jak sama byłam nastolatką i czytałam pismo „Bravo”. A jak jest dziś, młodzież czyta coś o seksie?
Owszem, ale nie musi wydawać pieniędzy na gazety. Może wejść do Internetu i za darmo czytać artykuły, które często mają wulgarny i sensacyjny charakter. Młodzi ludzie myślą, że na tym polega bycie nastolatkiem. Ktoś, kto jest bardziej powściągliwy, jeśli chodzi o seksualną ekspresję, może mieć poczucie niedostosowania społecznego.

Grupa rówieśnicza nie akceptuje szarych myszek? Mam tu na myśli dziewczęta, które nie rozpoczęły współżycia...
Przede wszystkim powinniśmy się zastanowić, z jakich powodów te szare myszki nie rozpoczęły współżycia. Może być tak, że jest to świadomy wybór, związany z religijnością bądź wyznawaną hierarchią wartości. Nie chcą współżyć, bo taka jest ich koncepcja na życie i w sferze seksu mówią: „Dziękuję”, ale może być też tak, że dziewczęta nie współżyją, bo nie mają z kim. Może nie są towarzyskie, nie mają grona koleżanek i kolegów i nie chodzą na imprezy. A może gdyby na nie chodziły, to pewnie zdecydowałyby się na współżycie...

Myśli Pan, że nastolatki, które nie współżyją, są świadome swojej seksualności?
Proszę pani. Ja nawet nie mam pewności, czy te rozbudzone i aktywne seksualnie dziewczyny są świadome własnej seksualności. Powiedziałbym, że w tej grupie jest wiele dziewcząt, które nie wiedzą, czy w taki albo inny sposób zajdą w ciążę. W XXI wieku nadal spotykamy się z absurdalnymi pytaniami, a po wakacjach wiele dziewcząt będzie w ciąży i właśnie te dziewczęta będą zdziwione jak to się stało. „No, przecież to był pierwszy raz, a za pierwszym razem się w ciążę nie zachodzi” - myśli wiele z nich. Inne mogą twierdzić, że to był siódmy raz, ale do dziesiątego się nie liczy. Z takimi przypadkami w dalszym ciągu będziemy się spotykali.

W jakim wieku młodzież rozpoczyna współżycie seksualne? Może Pan podać jakieś dane na ten temat?
Już teraz mogę powiedzieć o pewnej tendencji zmian. Z badań, które prowadziłem 10 lat temu, wynika, że 26 proc. chłopców i 16 proc. dziewcząt do 15. roku życia rozpoczęło współżycie seksualne. Proszę zauważyć, że mówimy o sytuacji w Polsce, gdzie wszelkie kontakty seksualne z osobą poniżej 15. roku życia są zabronione. Kiedy w 2011 roku badałem małą grupę młodzieży w wieku 15-17 lat, o swoich doświadczeniach związanych ze stosunkiem seksualnym opowiadało 28 proc. dziewcząt i 22 proc. chłopców. Jest więc bardzo prawdopodobne, że dziewczęta, nie tylko ze względów biologicznych, ale też kulturowych i obyczajowych, jak to się dzieje w niektórych krajach skandynawskich, będą rozpoczynały współżycie wcześniej niż chłopcy.

Można zauważyć u nas te zmiany obyczajowe?
Tak. Kilka dni temu wróciłem z Mielna. Poza tym, że odpoczywałem, miałem okazję obserwować młodzież i trudno mi było nie zauważyć, że w niektórych kręgach to dziewczyny są bardziej nachalne. Wystarczy spojrzeć na zachowania na plaży, kiedy widzimy grupę muskularnych, powiedziałbym sterydowych chłopaków, którzy leżą sobie spokojnie, a wokół nich kursują dziewczyny, które ich zaczepiają. Mówią, że chciałyby zrobić sobie z nimi zdjęcie, które później trafi na portal społecznościowy. Na zdjęciu się nie kończy. Nawet jeśli chłopcy mówią: „Czego wy od nas chcecie?”, to dziewczyny i tak kontynuują dialog: „A może byśmy się spotkali, a w jakim klubie będziecie?”. Jeszcze nie tak dawno mieliśmy do czynienia z odwrotną sytuacją. Dziś chłopcy mogą się nawet bać nastolatek, bo niektóre z nich są coraz bardziej wymagające, wulgarne i krytykujące. Podczas seksu albo po wszystkim są w stanie powiedzieć chłopakowi: „No, Artur, to był sto razy lepszy, co ty w ogóle robisz?”.

Powiedział Pan, że dziewczyny robią sobie zdjęcia z chłopakami. Co w tym złego?
Nie zastanawia pani, dlaczego te dziewczyny koniecznie chcą mieć zdjęcie z tymi przystojnymi chłopakami? Otóż jest ono potrzebne na przykład do tego, żeby pochwalić się przed koleżankami. Kto się domyśli, że dziewczyna z tym chłopakiem na zdjęciu spędziła 15 sekund? Nikt. Ona dorobi całe „love story” i wyjdzie z tego gorący romans, upojne noce i drinki w klubie. Są nastolatki, które nie rozpoczęły współżycia seksualnego, ale na wszelki wypadek opowiadają o tym, jakie prowadzą intensywne życie seksualne. Robią to po to, żeby zyskać akceptację grupy. Kiedyś młodzi ludzie nawet jak „to robili”, to o tym nie mówili, a dziś nawet jak nie robią, to o tym mówią, bo głupio im, że jeszcze nie zaczęli.

A co na to rodzice? Milczą? Nie wiedzą? A może udają, że nie wiedzą?
Rodzice mają poczucie, że ten problem nie dotyczy ich dzieci. Oni wiedzą, że młodzież uprawia seks, że jest coś takiego jak seks nastolatków, ale ich dziecko tego nie robi. Rodzice idealizują własne dziecko i nie dostrzegają żadnych oznak, bo ich nie ma. Dziewczyny i chłopcy żyją w różnych światach: domu, szkoły i wizerunku dyskotekowego. Zna pani młodych ludzi, którzy pytali rodziców, czy mogą rozpocząć współżycie albo przyszli i powiedzieli: „Mamo, tato, jestem po?”. Młodzi ludzie nie pytają i o tym nie mówią.

A co z myśleniem, że edukacja seksualna może rozbudzić dziecko?
W takich kategoriach myśli pewna grupa rodziców, a nie dzieci, i to jest przerażające. Dzieci traktują tę wiedzę jako informację, a nie coś, co ich ekscytuje czy podnieca. Ekscytuje ich wiedza. Chcą wiedzieć więcej w wielu kwestiach i chcą je rozumieć. To smutne, że jako dorośli nie jesteśmy w stanie pomóc zrozumieć młodym świat i go zinterpretować. Smuci mnie, że rozmowa o seksie z dzieckiem rozbudza rodziców. Naprawdę serdecznie współczuję takim dorosłym.

Teczka osobowa


Prof. Zbigniew Izdebski
- Pedagog, seksuolog, doradca rodzinny.


- Kierownik Katedry Biomedycznych Podstaw Rozwoju i Seksuologii oraz Podyplomowych Studiów Wychowania Seksualnego na Uniwersytecie Warszawskim.

- Do jego naukowych zainteresowań należą: edukacja seksualna, psychospołeczne aspekty pandemii HIV/AIDS, wiedza i przekonania - Polaków dotyczące HIV/AIDS. Seksualność w cyklu życia człowieka (młodzieży, osób dorosłych, osób starszych), seksualność osób niepełnosprawnych. Autor wielu badań, raportów i publikacji z zakresu seksuologii.

- Autor takich publikacji jak m.in.: „Seksualność Polaków na początku XXI wieku”, czy „Ryzykowna dekada. Seksualność Polaków w dobie HIV/ AIDS, Studium porównawcze 1997-2001-2005”.