Kto polubi „trzynastkę”?

Dorota Witt 29 lipca 2014

Nastolatki zabiegają o to, by opublikowano w Internecie ich zdjęcia w seksownych pozach, kusych strojach i czekają na oceny. „Dupcia pierwsza klasa” - to jeden z komentarzy. Młodzi nie widzą w tym nic złego.

Fot.: thinkstock

Strona „Najpiękniejsze 13-latki”, założona na portalu Facebook, robi furorę. Od kilkunastu dni obserwuje ją już ponad 67 tys. osób. 12-, 13- i 14-latki ślą swoje zdjęcia, podrzucają je też w komentarzach, gdzie nie obowiązuje już zasada, że można publikować tylko swoje fotografie (takie jest założenie administratorów profilu). Tu chłopcy chwalą się swoimi dziewczynami, każdy może „dla żartu” upublicznić zdjęcie koleżanki, która nacisnęła mu na odcisk. Kontroli nie ma.


Ola z Nowego Sącza, 14 lat. Robi sobie zdjęcie telefonem stojąc przed lustrem, czyli popularne selfie. Jej długie blond włosy opadają na wydatny biust, podkreślany przez ciasny gorset w panterkę, wykończony czarną koronką. Usta układa w dziubek, paznokcie ma pomalowane w krzykliwym kolorze, oczy wyraźnie podkreślone czarną kredką. Zdjęcie wysłała sama, poprosiła o publikację, licząc na wiele „polubień”. Musiała spodziewać się też komentarzy, jakie natychmiast się pojawiły: „Ej. Blondyna zrób mi syna”, „Biorę taką”, „Szarpałbym jak Reksio szynkę”. To te w miarę łagodne, wulgarnych nie będziemy przytaczać. Są i wpisy tych, którzy upublicznianie seksownych zdjęć nastolatek uważają za niestosowne.
- Nie sądzę, że publikowane zdjęcia są zbyt seksowne. Jeśli dziewczyna w stroju kąpielowym to dla niektórych za dużo, to może powinno się wprowadzić zakaz pokazywania takich zdjęć w sieci, nie mówiąc już o wychodzeniu w takim stroju na plażę, bo jeszcze jakiś zboczeniec zobaczy. Paranoidalne podejście - uważa Weronika, administratorka strony, nastolatka.

Dziewczyny pozują w bieliźnie, ale i w zwykłych T-shirtach, przybierają seksowne pozy. W sumie jest tu ponad 130 zdjęć. Jeśli dłużej poszukać, znajdą się i fotografie skromnie ubranych dziewczynek, które też chcą być uznane najpiękniejsze. Pod jedną tego typu właśnie zdjęcie świadectwa ukończenia podstawówki z czerwonym paskiem - jakby dowód tego, że urodziwe nastolatki też mają sukcesy w nauce. Na dokumencie czytelne są wszystkie dane wzorowej uczennicy. O uniemożliwienie identyfikacji dziewczyn na zdjęciach nikt zresztą nie dba - łatwo odnaleźć nazwisko modelki, wprost podawane jest jej rodzinne miasto, wiek.

- Zdaje się, że nikt nie powiedział tym dziewczynom o zagrożeniach, jakie płyną z publikowania takich zdjęć - mówi Natalia Broniarczyk z warszawskiej Grupy Edukatorów Seksualnych „Ponton”. - Tak jak nikt nie powiedział o nich nastolatce z Kanady, która przez kamerkę na internetowym czacie pokazała rozmówcy pierś, on zaś filmik rozesłał znajomym, wrzucił do sieci. Dziewczyna kilka razy zmieniała szkołę, w końcu popełniła samobójstwo. Kończy się tak, kiedy młodzi nie widzą równowagi między medialnym światem seksu i cielesności (gołą pupą można przecież reklamować nawet urządzenia elektryczne), a rzeczywistością. Kiedy na czas nie pojawi się dorosły i nie powie: „To może się źle skoczyć, bo ktoś takie zdjęcie może wykorzystać przeciw tobie”.

Pokazywanie swojego ciała przez nastolatki to z jednej strony próba szukania akceptacji dla zmieniającego się wyglądu, z drugiej - chęć zdobycia przychylności grupy, ale i odpowiedź na wymagania społeczeństwa: - Już tak młode dziewczyny wiedzą, że pokazanie wdzięków się opłaci; że gdy wpasują się w ściśle określony wzór urody, dostaną pozytywne opinie. Że wulgarne? Cóż z tego? Ważne, że jest akceptacja grupy, że nastolatka stała się lubiana, znana, że się o niej mówi - zauważa Natalia Broniarczyk.

Nastolatki, które chcą, by ich zdjęcia zobaczyli użytkownicy portalu, nie widzą nic złego w walce o pozytywne komentarze, dostosowują się do kanonu piękna w stylu Barbie - nie ma tu fotografii dziewczyn z trądzikiem ani obfitych kształtów. Dziewczęta są przekonane, że ocenianie ciała to nic złego, że jest ono najwyższą wartością kobiety i że chłopcy mają prawo komentować ich wygląd nawet wulgarnie.

Przyczyn takiego zachowania nastolatków specjaliści szukają w popkulturze i bierności dorosłych: - Czasem rodzice wolą nie wiedzieć, co robi ich dziecko, bo to przecież trudne tematy, o których źle się rozmawia - uważa Natalia Broniarczyk.

Winna jest jednak i szkoła, a konkretnie - brak edukacji równościowej, antyprzemocowej i seksualnej. Prof. Zbigniew Izdebski w raporcie „Seksualność Polaków na początku XXI wieku” pisze, że zapytał Polaków o to, czy wychowanie seksualne w szkołach jest potrzebne. 9 na 10 osób uważa, że tak. Dla młodzieży w wieku 15-17 lat ważnymi zagadnieniem na lekcjach WDŻ były: ochrona przed niechcianą ciążą, nauka szacunku dla płci przeciwnej, informacje o współżyciu seksualnym, nauka rozwiązywania konfliktów i budowania trwałych związków uczuciowych.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 02-09-2014 08:05

    Brak ocen 0 0

    - mmx: Taaa, pokazywanie swoich danych osobowych w sieci to efekt braku edukacji seksualnej.

    Odpowiedz