Chcesz być lekka jak motyl? Zmień podejście do życia

Paulina Błaszkiewicz 27 lipca 2014, aktualizowano: 27-07-2014 14:12

Rozmowa z dr DOMINIKĄ ŁĘCKĄ, psychoterapeutką, socjolożką zdrowia, kierowniczką „Motylarni” - Ośrodka Rozwoju Zawodowego i Osobistego dla Kobiet.

Dominika Łęcka - doktor nauk humanistycznych z zakresu socjologii, specjalność: socjologia zdrowia, choroby i medycyny

Fot.: Jacek Smarz


Skąd pomysł na stworzenie miejsca tylko dla kobiet? Przecież nie jest Pani feministką...
Zawsze wiedziałam, że będę pracować z ludźmi, a pomysł na „Motylarnię” narodził się w momencie, kiedy urodziłam drugiego syna. Stwierdziłam, że świat męski jest nie do końca dla mnie i potrzebuję odrębnego miejsca dla siebie jako kobiety. Poza tym, że miałam potrzebę wyrwania się z tego męskiego świata, chciałam też wykorzystać doświadczenie zawodowe. Moją ideą było stworzenie miejsca, w którym kobiety będą mogły z sobą rozmawiać w taki sposób, w jaki odbywało się to dawniej, kiedy to radziły się koleżanek i przyjaciółek.

Ale te przyjaciółki nie zawsze potrafią pomóc tak, jak specjalista, np. psycholog czy psychoterapeuta...
Kobiety bardzo często chcą się kogoś poradzić, by rozwiązać problem. Zawsze lepiej zacząć od najbliższego otoczenia, a instytucje, które pomagają np. w rozwiązywaniu problemów takich jak przemoc czy alkoholizm, lepiej zostawić na sam koniec. Słowo „psycho” źle się kojarzy w Polsce. Wciąż mylimy psychologa z psychoterapeutą i psychiatrą. Ja chciałam stworzyć miejsce dla każdej kobiety, bo psychoterapia czy coaching jest dla każdego. Są takie sprawy dotyczące kobiet, które nie mieszczą się w żadnej instytucji. Prosty przykład: Zostać z dzieckiem czy iść do pracy? W Polsce takie dylematy są poruszane przy okazji macierzyństwa i doświadczenia porodu, ale nigdy osobno. Kto mówi o kobietach, które kochają swoje dziecko, a jednocześnie je nienawidzą?

A kto ma mówić, jeśli kobiety same o tym nie mówią?
Nie mówią, bo wstydzą się powiedzieć, że mają dość swojego dziecka. Nie wypada im tego robić, bo rola Matki Polki wskazuje, że należy dziecko kochać, siebie udręczać i w żadnym wypadku nie mówić, że ma się dość albo jest się zmęczoną. Bardzo obawiamy się opinii złej matki. Mam wrażenie, że kobiety z jednej strony się wyzwoliły, a z drugiej same założyły sobie kaganiec. Mamy wykonywać robotę, która została nam dana i nie narzekać. Powinnyśmy się cieszyć, że mamy męża, dobry dom i nie musimy pracować. Jesteśmy wychowywane do pewnych ról i nawet jeśli czegoś bardzo pragniemy, to i tak potrafimy włączyć hamulec w postaci pytania: „Czy ja dobrze robię, że zostawiam dziecko z mężem?”.

Naprawdę wolimy wszystko robić same?
Staram się namawiać dziewczyny do tego, żeby włączyły mężczyzn do swojego życia, bo dzięki temu mogą się realizować i mieć mniejsze wyrzuty sumienia. Żeby tak było, wcześniej trzeba porozmawiać z partnerem. Jeżeli kobieta przyzwyczai mężczyznę do pewnego trybu życia, to później ciężko będzie coś zmienić. Kobiety boją się powiedzieć partnerowi, żeby więcej pomagał, a z drugiej strony wiedzą doskonale, że jeśli on nie zarwie kilku nocy tak jak one, to nigdy nie doświadczy ojcostwa. Ciekawe jest to, że to właśnie kobiety nie pozwalają na to mężczyznom - on mówi, że chciałby, ale ona, jako cierpiętnica, woli zrobić to za niego, tłumacząc tym, że facet się nie zna, że obiad będzie za zimny albo pieluszka krzywo założona.

I w ten sposób strzelamy sobie gola. To właśnie takie kobiety przychodzą do „Motylarni”?
Nie tylko. Statystyczna kobieta, która tu przychodzi, jest pomiędzy 24. a 35. rokiem życia. To moment, kiedy musi podjąć pewne decyzje: „Zostaję w domu, rodzę dziecko, czy może odkładam decyzję o dziecku” albo „Jestem już matką i chcę czegoś więcej”. Przychodzą kobiety, które mają już wiele ciąż za sobą i nie chcą kolejnych. Są takie, które nie mogą zajść w ciążę albo straciły dziecko. W „Motylarni” mam kobiety, które 40 lat temu dokonały aborcji i nie mogą sobie z tym poradzić. Są też panie, które mają problem z pogodzeniem obowiązków domowych i zawodowych. Nie ma dobrego balansu między życiem zawodowym a prywatnym, a kobiety chcą mieć harmonię. Jak dzieje się coś, co burzy spokój, to zaczynają się gubić i wtedy przychodzą do mnie.

Jak się odbija ten brak harmonii? Zwykle korzystamy z pomocy, kiedy ciało daje nam znak?
Najczęstsze sygnały to bóle głowy, migreny, uciski w klatce piersiowej. Bardzo często to wychodzi po latach, jak np. w przypadku kobiet z syndromem poaborcyjnym. One biorą tabletki, żeby zagłuszyć ból, a kiedy je odstawiają, dolegliwości wracają. Wtedy potrzebna jest psychoterapia, która jest trudna. To rozmowy, które trzeba odbyć, zmienić sposób zachowania i podejście do życia.

W jaki sposób pomaga Pani tym kobietom?
Wszystko zależy od problemu. Formę pomocy proponuję na pierwszym spotkaniu. Na zajęciach grupowych prowadzę warsztaty doświadczeń własnych. To coś pomiędzy warsztatem a terapią - pozwala zyskać pewną refleksję. Dziewczyny na „doświadczeniach własnych” mówią tyle, ile chcą, nie są do niczego przymuszane. Daję im impulsy do pewnego pomysłu, a one pracują nad nim same. Jeżeli chcą się czymś podzielić, to się dzielą, ale i tak najwięcej dzieje się podczas przerw, przy kawie, herbacie, gdy mają okazję wymienić doświadczenia mniej oficjalnie. W sprawach zawodowych pomaga coaching. Kiedy to mówię podopiecznej, bardzo często widzę na twarzy ulgę. „Uff, jak dobrze, że to nie psychoterapia”.

Która jest dłuższa?
Tak, ale ja nie pracuję dłużej niż osiem miesięcy. Po tym czasie „sprawę” rozwiązujemy. Przez pierwsze 2-3 miesiące spotkania są co tydzień, a później coraz rzadziej. Pomiędzy nimi kobiety dostają ode mnie zadania, które wykonują, aż w końcu osiągają to, co chcą.
To wygląda trochę jak prowadzenie małej dziewczynki za rękę...
Powiedziałabym, że raczej oświetlanie latarką rozwiązań, których wcześniej nie widziała. Pomagam odkryć te rozwiązania, ale to ona decyduje, czy jej to odpowiada. Nie ta droga? To może spróbuj inną.

A co w sytuacji, kiedy kobieta, która do Pani przychodzi po 8 miesiącach, powie, że nadal potrzebuje tej latarki?
Na pierwszym spotkaniu zawsze mówię, że się rozstaniemy. Kobieta po takich spotkaniach musi dostać ode mnie pewne umiejętności, które sprawią, że już więcej się nie spotkamy. Kobiety, które ode mnie wychodzą mówią, że doświadczyły przemiany, dzięki której czują się lekkie jak motyle. To świadczy o sukcesie naszych spotkań.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 28-09-2016 21:39

    Oceniono 1 raz 1 0

    - BE-MASTER: Kobiety mają ogromny potencjał, ale często tłumią go w sobie. Dlatego bardzo potrzebne są miejsca, w których kobiety będą mogły spróbować odkryć siłę do zmian w swoim życiu. Polecam także http://www.be-master.pl/warsztaty-dla-ko biet

    Odpowiedz

  2. 28-07-2014 21:52

    Oceniono 4 razy 4 0

    - Paulina: Pani Dominika to wspaniała terapeutka, przy niej można poczuć się swobodnie i bez skrępowania opowiedzieć o swoich problemach. Mnie bardzo pomogła. Gorąco polecam spotkanie z panią Dominiką i warsztaty prowadzone w Motylarni

    Odpowiedz