Jedenaście beczek pełnych... książek

Krzysztof Błażejewski 25 lipca 2014

Największy średniowieczny dzwon w Szwecji został skradziony w Toruniu 311 lat temu. Bydgoska biblioteka jezuitów była łupiona dwukrotnie. Czy bezcenne dzieła sztuki, książki i archiwalia mogą wrócić na Kujawy i Pomorze?

Najsłynniejszy chyba na świecie wrak statku to okręt „Vasa”, zbudowany w Sztokholmie w latach 1626-1628 i przeznaczony do udziału w wojnie z Polską

Fot.: Krzysztof Błażejewski

Złośliwi twierdzą, że gdyby Szwedzi oddali Polsce to, co jej kiedyś ukradli, to mieliby wyłącznie gołe ściany w muzeach...


Polska w konflikty zbrojne ze Szwecją wchodziła kilka razy. W wojnach tych Rzeczpospolita straciła mnóstwo cennych dóbr kultury, została obrabowana z księgozbiorów, archiwaliów i dzieł sztuki.

Trafiły one do Szwecji jako łupy wojenne z trzech napaści na Polskę: za panowania króla Gustawa Adolfa w latach 1626-1629, pod wodzą króla Karola X Gustawa w latach 1655-1657 (słynny „Potop”) i Karola XII w latach 1702-1709 (podczas tzw. wojny północnej). Na grabież dzieł sztuki przyzwolenie dawały obowiązujące w tym czasie doktryny prawne, pozwalające zwycięzcy właściwie w sposób nieograniczony brać łupy.

Zezwolenie na powszechne rabowanie było zresztą główną i najważniejszą zachętą do brania udziału w wojnie - już od starożytności.
Wspaniałości dworu królewskiego i warszawskich siedzib magnackich, w tym pałacu Kazanowskich, z którego dwa kamienne lwy zdobią obecnie przedproża zamku królewskiego w Sztokholmie, budziły zachwyt nie tylko Polaków, ale i przybyszów z Europy. Królewska biblioteka i zbiory dzieł sztuki dorównywały najświetniejszym kolekcjom ówczesnego świata.

Jezuici największymi wrogami


Z wystawnością polskiego dworu i magnackich siedzib Szwecja nie mogła się równać. Był to kraj ubogi, co wynikało z jego lichej, nieurodzajnej ziemi, której na domiar złego miał mało, oraz deficytu bogactw naturalnych, a także surowego klimatu i oszczędnego trybu życia, wynikającego z nakazów luterańskich. Nadzieję na wzbogacenie się dzięki wojnie mieli wszyscy, od króla zaczynając, a na prostym żołnierzu kończąc. Nic zatem dziwnego, że żołnierze szwedzcy, znalazłszy się w Polsce, okupowanym kraju katolickim, nie odczuwali najmniejszych wahań, plądrując i niszcząc dobytek kościelny i świecki.

Z księgozbiorami jezuitów Szwedzi, jako wrogowie kontrreformacji, obchodzili się najgorzej. W tej kwestii nie mieli żadnych skrupułów i wywozili wszystko, co wpadło im w ręce, nie troszcząc się o zachowanie księgozbioru w całości, dzieląc go na drobniejsze kolekcje.

Łupieżcą bibliotek kolegiów jezuickich w Bydgoszczy i Toruniu podczas „Potopu” okazał się Schering Rosenhane. Był to zbieracz dóbr wszelakich, szczególnie książek, jeszcze zanim pojawił się w Polsce. Najpierw łupił, co się dało w Warszawie i innych miastach, zabierając dzieła sztuki i dzwony kościelne oraz książki. Latem 1656 roku zagarnął biblioteki toruńską i bydgoską, dodatkowo jeszcze w Toruniu znajdując zbiory jezuitów wołyńskich, wywiezione z Ostroga i Łucka w czasie pożogi kozackiej w 1648 roku, a także kradnąc zbiory jeszcze innych, mniejszych bibliotek prywatnych bądź kościelnych w Toruniu. Był to z pewnością ogromny liczbowo księgozbiór jak na tamte czasy.

Toruniana rozproszone


Szwedzi załadowali łup z Torunia w 11... beczek i kilka skrzyń i wysłali go via Elbląg do Szwecji, gdzie trafił w 1659 roku. Później Rosenhane zajął się łupieniem bibliotek w Danii. Jak się okazało, zgromadził jedną z największych tego typu kolekcji w Szwecji. Jednak po jego śmierci zbiory podzielili między siebie liczni spadkobiercy, kolekcja uległa przez wieki rozproszeniu. Pewna część książek z Torunia trafiła do Biblioteki Uniwersyteckiej w Uppsali. Inne - do Sztokholmu, Lund, Linkoeping, Kopenhagi i innych miast. Wiele polskich książek i archiwaliów uległo zniszczeniu w wielkich pożarach w zamku królewskim w Sztokholmie i bibliotece w Abo (dzisiaj fińskie Turku).

W Bydgoszczy biblioteka przy kolegium jezuickim była mniej liczna niż toruńska, jej trzon stanowiły nieokreślony liczbowo dar starosty nakielskiego Mikołaja Smoguleckiego z 1636 roku i dar proboszcza inowrocławskiego ks. Jana Polańskiego z 1638 roku. I te książki trafiły najpierw w beczkach tratwami do Elblaga, a stamtąd na Półwysep Skandynawski.

Po rabunku bibliotekę w Bydgoszczy udało się „zbudować” na nowo, głównie dzięki darowi Wojciecha Łochowskiego, znanego burmistrza, autora kroniki miasta (1676 r.). Jednak w 1706 i w 1707 roku w czasie wielkiej wojny północnej ponownie do Bydgoszczy weszli Szwedzi i natychmiast „zaopiekowali się” nowym księgozbiorem jezuitów. Nie wywieźli go jednak za morze, ale do niezbyt odległego Stralsundu (była NRD), który wówczas był w szwedzkim władaniu. Tam znajduje się do dziś. Szwedzi obrabowali także inne biblioteki w naszym regionie - parafialną w Chełmnie (ok. 400 książek) i jezuitów w Grudziądzu. Ponadto zburzyli doszczętnie zamek w Kruszwicy (pozostała z niego tylko słynna Mysia Wieża), zniszczyli zamek w Golubiu.

Thornan jedzie do Uppsali


Dzwon Thornan o wadze ponad 3,5 tony i średnicy półtora metra wisiał na wieży toruńskiego kościoła św. Jakuba do 4 października 1703 roku. Tego dnia został zdjęty przez szwedzkie wojsko i następnie przetransportowany przez Bałtyk. Ten największy średniowieczny dzwon w Szwecji znajduje się obecnie na wieży katedry w Uppsali. Przed zawieszeniem w nowym miejscu w 1709 roku wyryto na nim inskrypcję: „Z Bożą pomocą przywiozłem ten dzwon z Torunia. Karol XII”. Dwa mniejsze dzwony z kościoła znajdującego się przy Rynku Nowomiejskim udało się ocalić po opłaceniu słonej kontrybucji. W podobny sposób uratowano słynny Tuba Dei z toruńskiej katedry św. Janów.

Po wojnach szwedzkich Rzeczpospolita stała się niemal pustynią kulturalną. Utraciła w całości zasoby 67 bibliotek i 17 archiwów. Pozbawiona została tysięcy wartościowych dzieł sztuki. Z kolei to, czego Szwedzi nie mogli zabrać, często wysadzali w powietrze lub podpalali. W ruinę popadły liczne zamki i pałace, kościoły i klasztory, całe miasta i wsie. Po niektórych tętniących niegdyś życiem miejscach pozostał ledwie ślad. Wyludniły się np. tereny dzisiejszej Krajny, północnej Wielkopolski, a także wzdłuż Wisły, gdzie sprowadzać trzeba było nowych osadników, często z innych krajów. To z powodu najazdów szwedzkich tylko niewielka liczba zabytków architektury przedbarokowej zachowała się w Polsce do naszych czasów.

Rabunek i niszczenie bibliotek przez wojska szwedzkie były jednym z czynników, które doprowadziły gospodarkę i kulturę naszego kraju do upadku na długie lata.

O zwrot zagrabionych dzieł sztuki, książek, akt Polacy upominali się jeszcze w XVII wieku, zgodnie z podpisanym traktatem pokojowym, ale byli mało skuteczni. Rozbiory praktycznie uniemożliwiły rewindykacje, które miały charakter raczej jednostkowy. Wiadomo jedynie, że wojewoda kaliski Jędrzej Radomnicki w 1708 roku przywiózł osobiście odkupione w Sztokholmie dwie cenne pozycje z biblioteki jezuickiej w Bydgoszczy, zrabowane podczas „Potopu”.

„Czy czegoś tu nie zgubiliśmy?”


O zwrot zrabowanych dóbr upominali się i inni. Kto mocniej Szwedów naciskał i był potężniejszy, temu oddawali więcej. Pod koniec XVIII wieku miała miejsce rewindykacja licznych księgozbiorów i archiwaliów z terenu Prus Wschodnich, łącznie z warmińskimi miastami Fromborkiem i Lidzbarkiem przez królów pruskich.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości rozmowy polsko-szwedzkie nie nabrały innego charakteru. Ostatnia dyskusja na temat prawa do łupów wojennych rozpętała się w Szwecji pod koniec lat 90. ubiegłego stulecia przy okazji wizyty czeskiego prezydenta Vaclava Havla, domagającego się od Szwedów zwrotu tzw. Srebrnej Biblii oraz rzeźb Adriaena de Vriesa, zrabowanych w Pradze, a zdobiących dzisiaj park rezydencji królewskiej Drottningholm.

Szwedzi w dalszym ciągu konsekwentnie odmawiają zwrotu zagarniętych przez siebie zdobyczy wojennych, gdyż, według nich, byłoby to „odwróceniem biegu historii” i podkreślają, że nikt nie może zmusić żadnego państwa do zwrotu łupów wojennych, a ewentualna rewindykacja musi opierać się na zasadzie całkowitej dobrowolności i porozumienia. W dyskusjach nasi północni sąsiedzi chętnie powołują się na przykład Brytyjczyków i fryzów z Parthenonu, przechowywanych w British Museum, o których zwrot Grecy daremnie walczą od dziesiątków lat, skarbów zgromadzonych w Luwrze czy w berlińskim Pergamonie, a także w rosyjskich Ermitażu i Galerii Tretjakowskiej.

Jakby na ironię, w 1934 roku w Toruniu zjawił się wysłannik szwedzkiego rządu, płk Baeckstroem, który poszukiwał... śladów pobytu wojsk szwedzkich w Polsce i... zgubionych przez nie przedmiotów. Rada Miejska pułkownika przyjęła bardzo uprzejmie, po mieście został oprowadzony, a o „pamiątki” wywiezione do Szwecji podczas „Potopu” nawet go nie zapytano.

Nie ma takiej woli


W 2007 r. w pomieszczeniach zbrojowni Pałacu Królewskiego w Sztokholmie czynna była ekspozycja pokazująca część łupów zagarniętych z terenu obecnej Polski, Łotwy, Czech, Danii, Niemiec i Rosji. Niestety, po wystawie eksponaty wróciły na swoje miejsca. Czy są szanse na ich odzyskanie? Zbiorowo, w całości na pewno nie. Nie ma takiej woli po szwedzkiej stronie, a międzynarodowe prawo nie powołało żadnego trybunału, który mógłby Szwedów do tego zmusić.