Gruchająca szkoła lotników

Piotr Schutta 18 lipca 2014

To jest sport. To jest selekcja. Wygrywają egzemplarze silne i odważne. Wygrywa też myśl hodowlana, skrywająca tajniki żywienia i trenowania gołębi pocztowych - sztuki znanej człowiekowi od co najmniej tysiąca lat.

Najszybciej pokonają trasę wyścigu te gołębie, które mają najsilniej rozwinięty instynkt terytorialny. Swego miejsca w gołębniku bronią zawsze jak niepodległości. Szybko przylecą też indywidualiści, wybitni lotnicy, którzy prędko odłączą się od stada.

Fot.: Grzegorz Olkowski

- Tutaj szukamy najlepszego gołębia. Najsilniejszego fizycznie i psychicznie. Takiego, który będzie potrafił sprawnie i szybko wrócić do domu, pokonując dystans pół tysiąca kilometrów. On wygra pieniądze i zostanie czempionem - mówi spokojnym głosem, dobierając rozważnie słowa Sylwester Chyliński. Do niedawna właściciel agencji pośrednictwa pracy, z zamiłowania hodowca gołębi. Jego słowa na moment zagłusza stukot kolorowych obrączek wysypujących się na blat stołu. Jest ich 67. Tyle ptaków padło dotąd z powodu chorób. Jeszcze więcej nie wróciło z dotychczasowych treningów odbywanych blisko domu. Zabłądziły, zderzyły się w locie, wleciały w szybę. Ale to i tak świetny wynik. Choroby, zderzenia to codzienność każdego gołębnika.



Od ponad pół roku Chyliński jest dzierżawcą największego w Europie Międzynarodowego Wspólnego Gołębnika Rogowo, położonego we wschodniej części województwa kujawsko-pomorskiego - dokładnie w maleńskiej wsi Brzeszczki Duże nieopodal Rypina. Przygotowano tu nowoczesny gołębnik, mogący pomieścić ponad 4 tysiące ptaków.

Stawką są duże pieniądze


Od kwietnia, razem z trójką zaufanych ludzi, Jarkiem Górskim i braćmi Krystianem oraz Patrykiem Jeżewskimi, Chyliński dzień w dzień przygotowuje do wielkiego finału ponad 2 tysiące gołębi, powierzonych mu w tym roku przez kilkuset hodowców z dwudziestu krajów świata. Poza Polakami najwięcej jest Niemców, ale swoje gołębie wystawili też Belgowie, Włosi,
Turcy, Czesi, Anglicy, Ukraińcy, Białorusini, Amerykanin, Chińczyk, Taj.

- Nie wystarczy dać gołąbkowi wodę, karmę i wypuścić z gołębnika. To jest złożony sport, wymagający ogromnej wiedzy, czasu, uwagi i pieniędzy - mówi Sylwester Chyliński. Na zdjęciu obrączki ptaków, które zmogły stres, choroby albo wypadki.

fot. Grzegorz Olkowski

- Nie wystarczy dać gołąbkowi wodę, karmę i wypuścić z gołębnika. To jest złożony sport, wymagający ogromnej wiedzy, czasu, uwagi i pieniędzy - mówi Sylwester Chyliński. Na zdjęciu obrączki ptaków, które zmogły stres, choroby albo wypadki.


Chyliński nie ukrywa, że wspólny gołębnik to przedsięwzięcie komercyjne, w którym stawką są duże pieniądze. Na właściciela gołębia, który w piątek 29 sierpnia zostanie wypuszczony wczesnym rankiem z okolic Magdeburga w Niemczech i jako pierwszy wróci do domu, czyli do gołębnika w Brzeszczkach, czeka niebanalna sumka 110 tysięcy zł.

To nie wszystko. Pieniądze zarobi każdy hodowca, którego gołąb zamelduje się na mecie w pierwszej setce. Wypłacane kwoty będą oczywiście proporcjonalne do zajętej lokaty. Za drugie miejsce - 70 tysięcy, za trzecie - 50 i tak dalej. Miejsca od 26. do setnego nagradzane są wypłatami po 1700 zł. Oprócz tego wszystkie ptaki, które powrócą z lotu finałowego, zostaną wystawione na sprzedaż (i na pewno znajdą nabywców, bo kto by nie chciał w swoim gołębniku absolwenta takiej szkoły lotniczej). To kolejna okazja do zarobku. Właściciel ptaka i organizator wspólnego gołębnika dzielą się po połowie.

Wszystko jest klarownie i precyzyjnie wyłożone w regulaminie MWG Rogowo na stronie internetowej. Cała pula nagród wynosi w tym roku dokładnie 615 tysięcy i 400 złotych. Tu nie ma miejsca na przypadkowość i niedopowiedzenia. Regulamin jest zresztą w wielu punktach kopią zasad, które od około dwudziestu lat obowiązują w tej zabawie, rozgrywanej od Johannesburga po Teneryfę. Najlepszym wspólnym gołębnikom przygląda się FCI (Światowa Federacja Hodowców Gołębi Pocztowych) i najbardziej godnych zaufania bierze pod opiekę, przyznając im swój certyfikat.

Pachnące śniadanko


- Udało nam się, jako jedynym w Polsce, taki certyfikat uzyskać. Nasze gołębie będą punktowane w klasyfikacji generalnej FCI Grand Prix, rywalizując dzięki temu o tytuł mistrza świata. To duży prestiż - cieszy się Sylwester Chyliński.

Dochodzi piąta. Dzień zapowiada się piękny. Bezchmurne niebo wróży doskonałe warunki do porannego, codziennego oblotu. Trzej pielęgniarze, którzy wstali o czwartej rano, by z pobliskich miejscowości dojechać go gołębnika, zaczynają od przygotowania karmy i napełnienia pojników. Do każdej plastikowej bańki wlewa się dokładnie 2,5 litra napoju, tzw. aktywnej wody. Nad ptasim śniadaniem unosi się przyjemny aromat ziół i mieszaniny ziaren: gryki, groszku, dari, kukurydzy, soczewicy, siemienia lnianego, sorgo i łuskanego słonecznika. Do tego dokłada się probiotyki i witaminy. Chyliński każdego dnia testuje na sobie wszystko to, co jedzą i piją jego gołębie.

Ptasi lotnik przygotowywany do przelotu na dystansie 529 kilometrów (tyle jest z Hamburga do Brzeszczek Dużych) musi być lekki, mieć wydolne mięśnie i doskonałe upierzenie. - O te trzy cechy musimy zadbać. Do wody dodajemy preparaty ziołowe, żeby pomóc gołębiom w trawieniu karmy bogatej w minerały i witaminy. Szczegółów nie zdradzę. Nie chcę, żeby konkurencja je znała - uśmiecha się mężczyzna.

- Na pewno nie dajemy żadnych antybiotyków i chemii. Tylko naturalne składniki - mówią bracia Jeżewscy. Mogliby zarabiać pieniądze jako mechanicy samochodowi, ale nie cierpią zawodu, którego się wyuczyli. We krwi mają hodowlę gołębi, pasję przejętą w genach po dziadku i ojcu, których do dzisiaj pytają o radę.

- Nawet ci, którzy wszystko wygrywają, wszystkiego nie wiedzą - mówi skromnie Krystian Jeżewski. Ma dopiero 23 lata, a na swoim koncie wyniki, których mogą mu pozazdrościć starzy hodowcy z wieloletnim doświadczeniem. Przez ostatnie dwa lata gołębie z innej, pobliskiej prywatnej hodowli, pielęgnowane przez Krystiana i młodszego od niego o trzy lata brata Patryka gromiły konkurencję w całym okręgu Włocławek, w którym jest kilka tysięcy prywatnych gołębników.

- Zdobyliśmy supermistrzostwo okręgu. To były noakuty. Wkładaliśmy 180 gołębi i sto pierwszych miejsc zajmowały nasze ptaki. Nikt nie miał z nami szans - mówią bracia, ale zaznaczają, że co innego prowadzić własną hodowlę, a co innego wspólny gołębnik. To drugie jest dużo większym wyzwaniem.

Połowa stanu to sukces


Zawody w przelotach gołębi pocztowych znane są od dawna, ale dopiero od dwóch dekad praktykuje się na świecie ideę wspólnych gołębników. W Polsce znane są od kilku lat. Największa tego typu impreza odbywa się w południowoafrykańskim Johannesburgu. Nazywa się Sun City Million Dollar Pigeon Race, bo pula nagród wynosi okrągły milion dolarów. Dwa lata temu hodowcy wystawili 7800 gołębi, z których blisko połowa dotrwała do lotu finałowego na dystansie 578 kilometrów. Ostatni wyścig ukończyło 2439 pierzastych lotników, w tym 72 gołębie z Polski.

Zasady są proste. Hodowca oddający swojego gołębia płaci wpisowe. W MWG Rogowo wynosi ono 540 złotych za sztukę, w Johannesburgu tysiąc dolarów, na Teneryfie 250 euro. Każdy ptak musi mieć obrączkę rodową i kartę poświadczającą prawa własności danej sztuki oraz obowiązkowe szczepienie przeciw paramyksowirozie. Po spełnieniu tych warunków i podpisaniu umowy przez hodowcę gołąb przechodzi na własność wspólnego gołębnika, którego opieunowie robią wszystko, by młodziutki ptak przeistoczył się w wytrawnego lotnika i zdobył dla swojego hodowcy najwyższą nagrodę. To jednak wcale nie jest proste. Dla ludzi prowadzących wspólne gołębniki głównym zadaniem jest utrzymanie przy życiu i w dobrej kondycji jak nawiększej liczby ptaków. Najlepsi potrafią po 4 miesiącach treningów pochwalić się połową stanu. To nie pomyłka. Takie są realia hodowlane w przypadku gołębi pocztowych. - Jeśli do finałowego konkursu dotrwa 50 procent naszego stada, będziemy mogli mówić o sukcesie
- przyznaje Sylwester Chyliński.

- Lotować gołębiami powierzonymi, pozbieranymi z całego świata to co innego, niż przygtowywać ptaki z własnej hodowli. Trzeba cały czas szukać nowych rozwiązań - mówi Krystian Jeżewski.

Kilkanaście minut po piątej. W długim na kilkadziesiąt metrów gołębniku trzech mężczyzn sprawnie wypuszcza około 700 gołębi pocztowych. Przechodząc wzdłuż boksów (w każdym siedzi na półkach po 50 sztuk) otwiera przesuwne drzwi i idzie dalej, powtarzając tę czynność aż do końca budynku. Cały obiekt jest przemyślnie zbudowany z drewna iglastego, które dobrze radzi sobie z wilgocią.

- Wilgoć jest największym wrogiem gołębia - mówi Patryk Jeżewski, przekrzykując ptasi furkot.

W kilkanaście sekund na niebie formuje się szaro-niebieska eskadra, z której wyłaniają się dwa stada. Trudno to pojąć, ale trzysta ptaków jak ławica oceanicznych rybek zaczyna tańczyć na niebie w rytm sobie tylko znanych reguł harmonii. Jak kierowane za pomocą jednego joysticka, podlegające prawom teorii wspólnego mózgu, wykonują zakręty, ostre wzloty i sprinty wokół gołębnika. W ślad za lotnikami na placu pojawiają pielęgniarze, tym razem uzbrojeni we „flagi” - długaśne tyczki, zwieńczone jaskrawoczerwonymi wstążkami. Machają nimi, kiedy stado próbuje usiąść. Kilku gołębiom się to jednak udaje. Niektóre zaczynają gruchać, zalecając się do gołębic. Ale nie po to tu przybyły, żeby siedzieć na dachu. Mają trenować i sposobić się do pięciu lotów konkursowych, aby w ostatnim z nich w sześć godzin pokonać 500 km.

Nie wszystko o nich wiemy


- Co nieco wiemy, jak one to robią. Ale nie wszystko. Codziennie dowiaduję się czegoś nowego - mówi Sylwester Chyliński, z wyrazem niezmiennego podziwu zadzierając głowę do góry.

Na pewno gołębie pocztowe obdarzone zostały przez naturę tak zwanym instynktem powrotno-lotnym, który pozwala im powrócić do swego macierzystego gniazda nawet z odległości tysiąca kilometrów. Pewne jest także to, że dzięki pierwiastkom magnezu, znajdującym się w woskówkach u nasady dzioba, gołąb wykorzystuje w nawigacji magnetyzm Ziemi i Słońca. Do tego ma fenomenalny, lepszy niż u psa, zmysł węchu oraz pamięć wzrokową. Dzięki kombinacji tych i jeszcze innych elementów odnajduje drogę do domu.

Do wspólnego gołębnika trafiają tylko młode, zazwyczaj okołotrzydziestodniowe gołąbki. Ważne jest, by dopiero z tego miejsca wzbiły się w niebo po raz pierwszy w życiu.

Fakty


Będą odlatywać coraz dalej

- W Polsce działa kilkanaście wspólnych gołębników, z których MWG Rogowo jest największy i oferuje najwyższą pulę nagród.
- Ceny gołębi pocztowych wahają się od 200 złotych do... 310 tysięcy euro za jedną sztukę.
- Mistrzami w hodowli gołębi pocztowych są Belgowie. Najbardziej znane są dwa nazwiska: Koopman i Janssen. Druga z hodowli już nie istnieje. Ostatni z czterech braci Janssenów zmarł w ubiegłym roku. Wszyscy byli kawalerami.
- Loty konkursowe z MWG Rogowo rozpoczną się 2 sierpnia. Będzie ich pięć, łącznie z finałowym. Gołębie co tydzień będą wywożone na coraz większą odległość na tej samej trasie, tak by nauczyły się na pamięć drogi powrotnej do domu. Uroczysty finał przewidziano na 29 sierpnia na terenie gołębnika. Wstęp wolny.
- Najszybsze gołębie pocztowe uzyskują średnią prędkość przelotu na poziomie 60-100 km/h. Bywa jednak, że wracają z trasy na drugi dzień lub po tygodniu. A czasem wcale.