Wirus tylko czeka, gdy puszczą nam hamulce

Paulina Błaszkiewicz 14 lipca 2014

Rozmowa z AGNIESZKĄ SŁOWIK, psychoterapeutką z Poradni Profilaktyczno-Społecznej Towarzystwa „Powrót z U” w Toruniu.

Fot.: Grzegorz Olkowski


O profilaktyce HIV mówi się dużo, podobnie jak o profilaktyce nowotworów. W obu przypadkach mamy ten sam problem - wiele osób powtarza: „Mnie to nie dotyczy...”. Dlaczego tak się dzieje?
Wirus HIV rozprzestrzenia się głównie drogą płciową, dlatego osoby, które mają stałych partnerów, uważają, że ten problem raczej ich nie dotyczy. Ponad 10 lat temu przy okazji profilaktyki AIDS mówiliśmy o tak zwanych grupach ryzyka. Ludzie przyzwyczaili się, że zaliczano do nich głównie homoseksualistów, osoby, które często zmieniają partnerów, prostytutki czy marynarzy. Mówiono nawet o lekarzach i pielęgniarkach, a później było też głośno o tym, że kobiety są bardziej narażone na zarażenie się tym wirusem. Nasze działania były kierowane właśnie do tych grup. Po latach dochodzimy do wniosku, że każdy tak samo łatwo może się zakazić, jeśli nie pomyśli o profilaktyce. Z wirusem można żyć bardzo długo, nawet o tym nie wiedząc.

Nie wiemy, bo nie chcemy wiedzieć, bo szukamy usprawiedliwień typu: „Ona nie wygląda na prostytutkę, nic nie powinno się stać, bo biorę biorę tabletki antykoncepcyjne, itp. Rzeczywiście obserwuje Pani takie myślenie?
Niestety, tak, a HIV ma niewiele wspólnego z zabezpieczeniem przed ciążą i w żaden sposób nie powinniśmy łączyć tych dwóch kwestii. Bardzo lubię spotkania z młodzieżą, podczas których uświadamiam dziewczynom, że ich pierwszy partner mógł mieć wcześniej inne partnerki. To szczególnie ważne w momencie, w którym decydują się na rozpoczęcie współżycia.

Ale w dzisiejszych czasach dziewczyny chyba już nie szokuje fakt, że chłopak mógł mieć kilka partnerek przed nią...
Owszem. Załóżmy jednak, że te kobiety, z którymi współżył nasz chłopak, też miały wcześniej dwóch czy trzech partnerów. W tym momencie mamy do czynienia z sytuacją, jakbyśmy potencjalnie uprawiali seks ze wszystkimi partnerami jego partnerek. To pokazuje, w jaki sposób ten wirus się rozprzestrzenia. Pierwszy seks, i nie mówię tu o inicjacji seksualnej, jest zawsze przypadkowy, ponieważ tak naprawdę nie znamy partnera. Musimy wziąć pod uwagę to, że niezbadany partner po prostu nie jest pewny. Jeżeli nie wiem na sto procent, że nie ma „minusa” to nie ma żadnej gwarancji.

I teraz ta dziewczyna czy kobieta ma powiedzieć: „Nie masz zaświadczenia o „minusie”, to nie idę z tobą do łóżka? A co z prezerwatywą?
Ten wirus nie daje żadnych objawów i być może dlatego ludzie mają poczucie większej bezkarności. Wolałabym, żeby mieli poczucie świadomości i pewności. O HIV powinniśmy mówić przede wszystkim jako o dylemacie medycznym. Orzekanie w kwestii moralnej nie ma większego sensu, ale wróćmy do tych zabezpieczeń. Prezerwatywa daje ok. 80-proc. zabezpieczenie, oczywiście, o ile jest używana w prawidłowy sposób i nie jest przeterminowana. Nie jest to zatem 100 proc., ale uważam, że nawet gdyby to było 5 proc., to lepiej jej użyć. To zawsze daje jakąś szansę. Poza tym HIV jest tylko jednym powodów, dla których warto używać prezerwatyw. Występuje przecież wiele innych zakaźnych i niebezpiecznych chorób.

Mamy w Polsce problem z prezerwatywą? Zapewne słyszała Pani stwierdzenia typu: „Żaden facet nie lubi się kochać w gumce”...
Jeżeli nie lubi w gumce, to niech polubi rzeżączkę. Kobiety mają bardzo duże poczucie zaufania. Mają też problem z odmawianiem, a co za tym idzie - z egzekwowaniem zabezpieczenia od partnera. HIV zdarza się nawet w tak zwanych dobrych rodzinach i małżeństwach z długim stażem. Pamiętam, jak usłyszałam od pewnego mężczyzny: „Jestem starszym panem i nagle się okazuje, że i ja jestem zakażony, i żona jest zakażona”.

Jak to wytłumaczyć? Wyjazd służbowy czy może chwila zapomnienia? Kiedy puszczają nam hamulce? Teraz mamy wakacje...
Właściwie ze wszystkim, co pani wymieniała, mogę się zgodzić. Puszczają nam hamulce, nasze zachowania seksualne bywają bardziej ryzykowne niż dotychczas, dlatego w tym okresie powinniśmy być bardziej może nie ostrożni, ale świadomi. Nawet sporadyczne kontakty seksualne z osobami mało znanymi są dla nas zagrożeniem.

Co w sytuacji, kiedy zarazimy się tym wirusem na przykład na wakacjach. Kiedy mamy szansę się o tym dowiedzieć?
Zazwyczaj wtedy, kiedy pojawiają się pierwsze objawy, takie jak osłabienie, obniżona odporność, zmiany na skórze czy problemy z nerkami.

Ale kiedy przeciętny Polak ma takie objawy, to chyba nie idzie do sanepidu robić test na HIV, tylko do lekarza...
Tak, idzie do lekarza, któremu powinno dać do myślenia to, że pacjent wraca do niego po raz kolejny z tymi samymi dolegliwościami albo skarży się na wspomnianą obniżoną odporność. To jedno z pierwszych wskazań do wykonania testu. Niestety, nie wszyscy zwracają na to uwagę.

Można się dowiedzieć przypadkowo?
Nie. Powiem nawet więcej - testy na obecność wirusa HIV są robione przy okazji oddawania krwi, bądź szpiku. Jeżeli wypadają pozytywnie, to pacjent nie otrzyma wprost informacji zwrotnej, ponieważ każdy musi wyrazić odrębną zgodę na tego typu badanie. Takie jest prawo w Polsce i na świecie. Chociaż więc dostaniemy informację o tym, że z naszą krwią jest coś nie tak, to tylko i wyłącznie świadome testowanie eliminuje zagrożenie.

Kiedy więc powinniśmy świadomie się przetestować?
Przede wszystkim powinny to robić kobiety, które uprawiają seks z mało znanym partnerami. Dobrze jest zrobić taki test, gdy w rachubę wchodzą ważne sytuacje życiowe, takie jak planowanie małżeństwa czy ciąży. To daje szansę na szczęśliwe życie, oczywiście, o ile nie pojawią się okoliczności, które mogą to zmienić - na przykład zdrada. To też jest ważne. Nasze zasady moralne bardzo się rozluźniły, a wirus HIV czy choroby weneryczne z tego korzystają. Jestem zwolenniczką świadomych badań, ponieważ tylko takie pozostawiają pewną refleksję, zapadają w pamięć i mogą spowodować, że zaczniemy używać hamulców.