Sołtys ma jaja pod spódnicą

Małgorzata Oberlan 11 lipca 2014

Parytet na kujawskiej wsi został osiągnięty bez żadnych odgórnych prikazów. - Kobiety zostają sołtysami, bo są coraz aktywniejsze, a panowie oddają władzę, do której dokłada się finansowo - krótko rzecz ujmuje Ewa Więckowska, sołtyska Michałkowa.

Czas start! Każdy sołtys, uczestnik „Sołtysiady 2014” w Dobrzyniu nad Wisłą, miał 10 sekund by pokazać, co potrafi. I... działo się! Krasula była sztuczna, ale podziałka milimetrowa prawdziwa. Konkurencję wygrał sołtys, który - a czemu nie? - krów wcale n

Fot.: Jacek Smarz

- Ależ się panie rozdoiły! - grzmi do mikrofonu Stanisław Jagielski, organizator szóstej już „Sołtysiady” powiatu lipnowskiego, jedynej takiej imprezy w regionie. Tym razem dojenie krowy na czas odbywa się w Dobrzyniu nad Wisłą. Słońce przypieka, a jakieś trzy tysiące gości na placu przy ul. Robotniczej śledzą konkursowe zmagania trzydziestki sołtysów. Połowa z nich to kobiety, które w zabawie - tak jak w pracy - nie oddają łatwo pola facetom.

Bez żadnych dżenderów


Konkurencja pierwsza: przeciągnie liny. Taka na rozgrzewkę. Sołtysów wspierają Krzysztof Baranowski, starosta lipnowski (wzrost średni, ale biceps solidny) oraz aktorskie małżeństwo Ewa Kuryło i Piotr Pręgowski. Oboje kapitalnie wcielili się w bohaterów serialu „Ranczo” - ona w dyrektorkę szkoły, on w Pietrka.


Konkurencja druga daje już większe pole do popisu. I dla uczestników, i dla prowadzącego imprezę. Na środku placu pojawia biało-zielona krowa, wiadro i pojemnik z miarką. Każdy z sołtysów ma 10 sekund na wydojenie sztucznej krasuli. Panie „się rozdajają”, a panowie (dziwne?) uparcie doją po pół litra. - Ależ pani ciągnie, bałbym się trafić między takie imadła - rozkręca się z żartami Stanisław Jagielski, ale nikt tu się nie obraża. Uczestnicy i publika pęka ze śmiechu. Gruby żart na „Sołtysiadzie” nie przeszkadza, bo na wsi o dżenderach i poprawności politycznej nie myślą.

Wreszcie: uwaga, uwaga! Konkurencję bezaplecyjnie wygrywa Kazimierz Lewandowski, sołtys Komorowa w gminie Lipno. Krów nie hoduje, a proszę! Hydraulik wygrywa z udojem ponad 900 mililitrów. - Ta trzynastka na koszulce mu pomogła - komentuje publika.
Jedni klaszczą, drudzy krzyczą, jeszcze inni krążą po placu częstując się specjałami przygotowanymi przez koła gospodyń wiejskich. Za darmo najeść się można kurczakami, kotletami, satałtki, ciastami... Frykasy z pikniku drobiowego odważni popijają piwem z plastikowych kubków, wystawiając na próbę swoje głowy w 30-stopniowym upale.

- Skąd się wzięła „Sołtysiada”? Kilka lat temu podejrzeliśmy taką imprezę w Wąchocku. Miała charakter ogólnopolski. Tak sobie pomyśleliśmy: „Po co sołtysi z powiatu lipnowskiego mają co roku kursować do Wąchocka? Zrobimy własny turniej” - wspominają Stanisław Jagielski, sołtys Brzeźna i Zdzisław Czerwiński, gospodarz Głodowa.

Przychodzi baba do sołtysa...


...a sołtys też baba! Tak dziś wygląda kujawska wieś. Nikt tu żadnych parytetów nie zarządzał, a jednak - dzieje się. Sołtysami coraz częściej zostają kobiety, a panowie władzę, za którą nie idą pieniądze, oddają coraz chętniej. Jeśli mają ambicje, mierzą wyżej - choćby w mandaty gminnych radnych.

Ewa Więckowska ma około 30 lat, bogate CV i promienieje energią. W październiku zeszłego roku została sołtysem Michałkowa (gmina Dobrzyń) w wyborach uzupełniających. Funkcję objęła z 75-procentowym poparciem głosujących. - Opcja polityczna? Partia Uśmiech i Werwa - wymyśla na poczekaniu drobna szatynka. - Żeby być sołtysem, trzeba po pierwsze lubić ludzi. Rozmawiać z nimi, nawiązywać nowe znajomości, być otwartym na ich bolączki. No, i nie liczyć na żadne zyski. Dieta sołtysa to około 200 zł miesięcznie. Osobiście na sołtysowaniu jestem do tyłu. Dokładam na telefony itp.

Ewa Więckowska z zawodu jest technikiem rolnikiem. Ale była już i sprzedawczynią, i fakturzystką, i kierowniczką sklepu. Dziś znów jest rolniczką. Sołtys musi znać życie, bo ludzie przychodzą do niego dosłownie ze wszystkim. Dokładnie tak, jak ta baba do lekarza w kawałach.

Maria Witomska, od trzech lat sołtyska wsi Barany (gmina Lipno), mówi o całym przeglądzie ludzkich spraw: od podatków, przez dziury w drodze, kłopoty z wodą po problemy rodzinne czy osobiste. Przy tych ostatnich pożądana jest wyjątkowa delikatność i dyskrecja - któż lepiej sprawdzi się w takiej roli od kobiety?

- Kobiet sołtysów przybywa, bo kobiety uwalniają się ze schematów, stają się coraz bardziej samodzielne. Sama jestem kobietą samodzielną, lubię pracę społeczną i nowe wyzwania - mówi sołtyska Baranów. - Dzieci odchowałam. Mąż też był sołtysem, wie, jaki to chleb, więc tylko mnie wspiera.

A problemów w Baranach nie brakuje... - Wytrzymałaby pani w takim upale bez wody? - pyta blondynka z krótką fryzurą. - Jak długo w XXI wieku można się tak męczyć?

Pani sołtys szybko uspokaja: miesiąc cierpliwości i woda będzie. Jest cała infrastruktura, tylko wykonawca coś pomieszał ze średnicami rur. Widać jednak, że na wsi aż gotuje się w temacie wody i wójt gminy Lipno powinien wziąć to sobie do serca. Chyba, że chce mieć niedługo pikietę spoconych baranian przed urzędem.

Giętkie ciała i patenty


My tu gadu-gadu, a „Sołtysiada” wkracza w punkt kulminacyjny. Rozpoczyna się konkurencja numer 3 - rodeo. Cóż z tego, że byk jest sztuczny. Odważni nich sami spróbują utrzymać się na tym diable choćby przez minutę. Najbardziej giętkie ciała i najbardziej wyrafinowane techniki spalają tu na panewce. Byk skacze jak szalony. Raz za razem kolejne sołtysie ciała spadają na matę.

- O rany, ten ma petent!!! - krzyczy publika, gdy Marek Kalinowski przyjmuje na byku pozycję horyzontalną. Tego jeszcze nie było! Niemłody już, ale energiczny sołtys wsi Pólko (gmina Lipno) wygina się niczym struna. I wytrzymuje w tej pozycji zaskakująco długo.

Gospodarz Pólka w zasadzie przez całe życie rządzi wsią (no, były małe przerwy). Swego czasu był najmłodszym sołtysem w powiecie. Funkcję objął mając 18 lat. Startuje w każdej „Sołtysiadzie”, bo - jak mówi - uwielbia się bawić.

Z lekka poturbowana sołtysia brać rusza w kolejne szranki. Tym razem będą to „narty na sucho”. Deski są drewniane i długie. Do każdego zestawu wpiąć się musi czteroosobowa drużyna. Do pokonania będzie miała prostą długości ok. 20 metrów, zakręt przy słupku i prostą do mety. Kluczowa okaże się zdolność koordynacji i współpracy.

- Lewa, lewa! - komenderuje liderka kobiecej drużyny. Panie równo zmierzają do słupka, gdy ich męska konkurencja... nie może ruszyć.. Panowie pokładają się trzykrotnie nim w ogóle wejdą na tor. Gdy jako przegrani kończą trasę, koncertowo wywalają się jeszcze na mecie.

Kolejne dwie drużyny wpinają się w narty i publika wyciąga szyje.

- Pietrek z żoną rusza - komentują ludzie, ciekawi, jak spiszą się aktorzy z „Rancza”. Ku radości obserwatorów (i rywali) serialowe gwiazdy też zaliczają bliski kontakt z ziemią. Oczywiście, w błyskach fleszy.

Bo nikt młody nie chciał...


Przepisy Ustawy o samorządzie gminnym nie mówią wyraźnie, kim jest sołtys i jakie funkcje powinien spełniać, jakie są jego obowiązki. Gminy same decydują, jakie prawa i obowiązki przekazują sołectwom, jednak często takie ustalenia „szwankują”: statuty sołectw są w wielu przypadkach zbyt ogólne i niedopracowane.

- To, kim sołtys jest i czym się zajmuje, zależy od tradycji, osobowości i aspiracji danej osoby, od nastawienia władz samorządowych i oczekiwań samych mieszkańców. Istnieje całe spektrum ról, które przyjmują sołtysi: od „inkasentów” podatkowych po autentycznych liderów, którzy mobilizują mieszkańców do wspólnego działania - pisze Magdalena Kowalczyk („Kapitał społeczny sołtysów i sołtysek we współczesnych środowiskach” w: Witryna Wiejska).

Czy pani Anna Wiśniewska jest liderką? Jej wnuczka, Ania Kaczorowska, uważa, że tak. Jest dumna z babci, która trzeci rok jest sołtyską we wsi Piątki (gmina Lipno) i stara się rozruszać to sołectwo. Bo akurat w Piątkach i okolicy z zaangażowaniem społecznym było dość słabo.

- Przede mną sołtysem przez 42 lata był mężczyzna. No, narządził się - uśmiecha się Anna Wiśniewska. - A ja wcale nie paliłam się do sołtysowania. Tyle, że nikt z młodszych nie chciał kandydować. Ludzie mnie zachęcili, wybrali, więc staram się, jak mogę.
- Młodsi się nie palili, bo to, wbrew pozorom, dużo pracy, a pieniądze żadne. Poza tym, w Piątkach kobietom brakuje jeszcze pewności siebie. Nie działa nawet koło gospodyń wiejskich. Sporo jest do zrobienia - odgarnia energicznie długie włosy wnuczka pani sołtys. Młodziutka Ania zaraz będzie się bronić na pedagogice na UMK. Jeśli jako magister wróci na wieś, to z pewnością będzie chciała coś na niej zmienić.

* * *

Pod koniec „Sołtysiady”: hit! Na plac wjeżdża wóz pełen słomy, w której ukrytych jest 60 jaj. Trzydziestka sołtysów rusza ze startu wspólnego i galopem zmierza do wozu. Wygra ten, kto organizatorom pokaże najwięcej jaj (całych!).

Widoki są niezapomniane, bo to walka pań i panów w sianie, co i rusz gniotących kolejne jaja. Publice prezentowane są wypięte pośladki sołtysów wczołgujących się między koła, walki wręcz o skorupki i nurkowanie w sianie „na główkę”.

- Sołtys musi mieć poczucie humoru i jaja. Niezależnie od tego, czy jest mężczyzną, czy kobietą - śmieje się Stanisław Jagielski. - Dzięki „Sołtysiadom” wszyscy się dobrze poznaliśmy i co roku świetnie się bawimy. To jedyny taki turniej w województwie kujawsko-pomorskim i jesteśmy z niego dumni.