Emerytury jak najdalej od giełdy

Przemysław Łuczak 4 lipca 2014

Rozmowa z prof. LEOKADIĄ ORĘZIAK, ekonomistką ze Szkoły Głównej Handlowej.

Leokadia Oręziak: - Pewność daje jedynie sprawnie funkcjonujące państwo, które zawsze zapewni emerytury

Fot.: Wojciech Kusiński

To prawda, że każdemu, kto ma wątpliwości: pozostać w OFE czy przejść do ZUS, radzi Pani obejrzeć film Martina Scorsese „Wilk z Wall Street”?



Jest to film, który pokazuje prawdziwe oblicze rynków finansowych, również patologie, które są w nim powszechne, mimo że zawiera też wiele przejaskrawionych sytuacji. Jaki ma to związek z nami? Otóż emerytury z OFE zależą od sytuacji na giełdzie, zwłaszcza na Wall Street. Rynek finansowy, oczywiście, jest potrzebny dla sprawnego funkcjonowania gospodarki, ale ma też wiele stron negatywnych, które ujawnił ostatni kryzys. Nieuczciwe jest powiązanie emerytury z tym ogromnym ryzykiem, panującym na rynku finansowym. Inwestowane na nim przez OFE pieniądze pochodzą bowiem ze składek emerytalnych, które płacą wszyscy ubezpieczeni. Dlatego emerytury trzeba trzymać jak najdalej od rynku finansowego.

Nie żałuje Pani, że ten film trafił na ekrany dopiero w końcu ubiegłego roku?


Ten film pokazuje bezmiar ryzyka związanego z rynkiem finansowym, na którym można zarówno stracić, jak i zarobić ogromne pieniądze. Ale na giełdzie zarabiają tylko nieliczni gracze, reszta, czyli drobni inwestorzy, przeważnie tylko traci. Wśród tych drugich są miliony ludzi, których przyszłe emerytury powiązano z tym mechanizmem. Oczywiście obrońcy OFE mówią, że w ciągu, powiedzmy, stu lat można zarobić na akcjach. Ale tak naprawdę zawsze zarabiają tylko towarzystwa emerytalne, które pobierają opłaty od składek i czerpią zyski. A poza tym, kto z nas żyje aż sto lat? Ludzie codziennie przechodzą na emeryturę i wystarczy, że miesiąc wcześniej spadła wartość akcji, w które zainwestował fundusz, i ich świadczenie jest o 20 lub 30 proc. niższe niż wcześniej mogło się zdawać. Kryzys potrafi obniżyć w krótkim czasie wartość aktywów nawet o połowę.

Skąd tak twarda obrona OFE?


Myślę, że ci, którzy tak mocno popierają OFE, są niewrażliwi na aspekty społeczne, ich zupełnie nie obchodzi krzywda wielu milionów ludzi, bo sami zarabiają krocie. To istnienie brutalnego wolnego rynku, z którego pełną garścią czerpią tylko nieliczni, bogacący się kosztem innych, jest zgodne z wciąż żywymi u nas ideami neoliberalizmu. To akurat, że wielkie międzynarodowe instytucje finansowe, szukając zysków, sięgnęły również po system emerytalny, wskazuje na ich ogromną ekspansję. Tymczasem system zabezpieczenia społecznego, system repartycyjny, w którym ludzie składają się, żeby sobie nawzajem pomóc, nie powinien podlegać regułom rynkowym. Tak jest w wysokorozwiniętych krajach, które nie wprowadziły powszechnych emerytur kapitałowych. Ten niezwykle krzywdzący emeryta system można było ustanowić tylko w krajach takich jak Polska, w których demokracja jest jeszcze daleka od standardów.

Pani zachęca do obejrzenia filmu, natomiast inni zalecają jako lekturę obowiązkową Pani pracę „OFE. Katastrofa prywatyzacji emerytur w Polsce”, która została wyróżniona prestiżową nagrodą Economicus dla najlepszej książki ekonomicznej w 2013 roku...


To miłe. Moja książka mówi wprost o zagrożeniach ze strony Otwartych Funduszy Emerytalnych. Starałam się opowiedzieć prostym i zrozumiałym dla każdego językiem, dlaczego w Polsce wprowadzono OFE, jakie są skutki tego nieszczęścia, w które nas wciągnięto, i jakie są możliwości wyjścia z tej sytuacji. Myślę, że Polacy, którzy martwią się o swoje przyszłe emerytury, znajdą w tej książce odpowiedzi na te trudne pytania. Dowiedzą się, jak bardzo Polska jest rujnowana przez OFE, jak wielkie pieniądze są im przekazywane, jak wielki jest dług, który z ich powodu powstał, i jak wiele szans rozwojowych straciliśmy. Ta nagroda bardzo mnie ucieszyła i to, że ta książka została w ten sposób doceniona, jest dla mnie wielkim wsparciem.

Czy odebranie OFE ponad połowy aktywów uzdrowiło polskie finanse publiczne?


Nie, ponieważ OFE nadal istnieją. Ta część aktywów, która w OFE została po przeprowadzonych w lutym zmianach, została także sfinansowana z długu. Pamiętajmy, że z powodu OFE powstała połowa polskiego długu publicznego od 1999 roku. Szkoda, że rząd nie zdecydował się na ich całkowitą likwidację, tak jak to zrobiono na Węgrzech, tylko zostawił im połowę aktywów, które wciąż podlegają zagrożeniom, o których mówiłam. OFE teraz będą więcej inwestować na rynkach zagranicznych, a to oznacza, że dużej części tych pieniędzy możemy w ogóle nie odzyskać. Akcje w Stanach Zjednoczonych i w Europie Zachodniej są bowiem mocno przewartościowane i jest tylko kwestią czasu, kiedy kolejny kryzys pomniejszy ich wartość o 50 albo i więcej procent.

Kiedy rząd może odważyć na zlikwidowanie OFE?


Chciałabym wierzyć, że możliwie szybko zrobi to, co jest ważne przede wszystkim dla przyszłego emeryta, i zlikwiduje OFE. Argumentów za podjęciem takiej decyzji jest dużo. Przecież dalsze utrzymywanie OFE wciąż nas dużo kosztuje. Ta część składek, która pozostała w OFE, czyli około 150 mld zł, to są pieniądze, na które Polska musiała zaciągnąć dług, od którego każdego dnia naliczane są ogromne odsetki. Do końca lipca ten system będzie trwał w niezmienionej postaci, ludzie mogą decydować czy chcą być dalej w OFE, czy tylko w ZUS. Ale jeżeli nawet mało osób zostanie w OFE, to i tak nie mamy na to pieniędzy. Powiem więcej - nawet gdyby tylko jedna osoba pozostała w OFE, to i tak jej składka nie pójdzie na to, na co powinna pójść, czyli na wypłatę bieżących świadczeń emerytalnych, lecz do gry na giełdzie. Dlatego przy każdej okazji powtarzam moje hasło: Zostając w OFE, szkodzisz sobie i nam wszystkim.

Czym grozi dalsze utrzymywanie OFE?


Ci ludzie, którzy tak bardzo walczą o utrzymanie OFE, nie patrzą na to, że jako społeczeństwo będziemy dalej z tego powodu cierpieć, bo przecież obiektywnie nie mamy na to pieniędzy. Nie ma nadwyżek, by można było w OFE odkładać je na przyszłe emerytury. By pokryć ZUS ubytek składki emerytalnej idącej do OFE zamiast na wypłatę bieżących emerytur, rząd będzie musiał dalej pożyczać, tak długo, jak się da. Dopiero gdy stanie przed koniecznością dramatycznego cięcia wydatków publicznych, a być może nawet podniesienia podatków, będzie musiał zdecydować, komu bardziej chce się narazić - garstce beneficjentów OFE i koncernom finansowym czy całemu społeczeństwu.

Cieszy Panią, że tak niewielu Polaków chce pozostać w OFE?


Każdego rozsądnego człowieka powinno cieszyć, że Polacy nie chcą wiązać swojej przyszłej emerytury z ryzykownym hazardem giełdowym, że chcą mieć coś pewnego. A pewność daje jedynie sprawnie funkcjonujące państwo, które zawsze zapewni emerytury. A im mniej ludzi będzie w OFE, tym mniejsze będziemy musieli z tego tytułu ponosić koszty. Poza tym, będzie to istotna informacja dla rządzących, że Polacy nie chcą OFE. A wtedy ten drugi krok, czyli likwidację otwartych funduszy, rząd będzie musiał poważnie rozważyć.

Polska wprowadzając OFE wzorowała się na Chile, gdzie jednak otwarte fundusze emerytalne zbankrutowały. Teraz Pani ma pomagać w posprzątaniu tego bałaganu?


To, że będę mogła uczestniczyć w tym przedsięwzięciu, to tak, jakby historia zatoczyła koło. Polska przecież wzorowała się na Chile, z tym, że tam emerytury sprywatyzowano w całości, a u nas w 40 proc. Ale zarówno w Chile, jak i w Polsce ten system się nie sprawdził. Pani prezydent Chile, Michele Bachelet, która została wybrana na drugą kadencję pod hasłem naprawy emerytur, powołała pod koniec kwietnia komisję, składającą się z 15 chilijskich i 10 zagranicznych ekspertów. Jej zadaniem jest przygotowanie zmian w tamtejszym systemie emerytalnym, który od 2008 roku wspierany jest przez pomoc społeczną, bo OFE nie dały większości ludzi świadczeń. Komisja już pracuje i to w bardzo demokratyczny sposób - każdy obywatel, każda instytucja może przedstawić przed nią swoje postulaty.

Czy państwo powinno wspierać trzeci filar emerytalny?


Jestem przeciwna wspieraniu trzeciego filara, bo w istocie będzie to oznaczać wspieranie korporacji finansowych i ubezpieczeniowych oraz banków. Jeśli ktoś uważa, że dobrym pomysłem na przyszłą emeryturę jest inwestowanie w akcje i inne papiery wartościowe, niech inwestuje, pod warunkiem jednak, że są to jego własne pieniądze. Jak przegra, to jego problem. Natomiast jeśli chodzi o wspieranie produktów emerytalnych pieniędzmi publicznymi, poprzez ulgi czy zwolnienia podatkowe, uważam, że lepiej przeznaczyć je na budowę przedszkoli i żłobków, na poprawę demografii.

Teczka osobowa


Krytyka OFE, kwiaty i jazda na rowerze


- Prof. dr hab. Leokadia Oręziak pracuje w Katedrze Finansów Międzynarodowych, jest kierownikiem Zakładu Finansów Przedsiębiorstw i Ubezpieczeń Szkoły Głównej Handlowej. Zainteresowania naukowe: finanse międzynarodowe, integracja europejska, rynek finansowy (w tym bankowy i ubezpieczeniowy), system podatkowy, finanse przedsiębiorstw. Jest autorką licznych publikacji o tej tematyce (m.in. „Rynek ubezpieczeniowy Unii Europejskiej”, Warszawa 1998).

- Hobby: ogród, w którym uprawia kwiaty. W wolnym czasie jeździ też na rowerze.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 22-07-2014 11:29

    Oceniono 3 razy 1 2

    - mT: Pani Leokadio z całym szacunkiem ale nie ma większego złodzieja od państwa i jego urzędników. Wątpi Pani? To proszę przyjrzeć się ile ów mityczny obrońca przed krwiożerczym wolnym rynkiem odbiera kasy wolnym ludziom.

    Odpowiedz

  2. 09-07-2014 16:38

    Oceniono 2 razy 1 1

    - ReKa: Większość dobrych firm po wejściu na giełdę padła na pysk.

    Odpowiedz