Protest jak amen w pacierzu

Katarzyna Bogucka 4 lipca 2014

Rozmowa z dr. PAWŁEM ZAŁĘCKIM, socjologiem religii z Instytutu Socjologii UMK w Toruniu

Fot.: Adam Zakrzewski

Jak się Pan czuje po obejrzeniu spektaklu „Golgota Picnic”?


Zupełnie nie przemówił do mojej wrażliwości. Mówię to z prywatnej perspektywy Pawła Załęckiego, nie socjologa czy antropologa. Widziałem kilka różnych zapisów wideo tego przedstawienia, niektóre były aktorsko tragiczne, inne pod względem aktorskim bardzo mi się podobały, jednak ze względu na pewne treści świadomie nie wybrałbym się na ten spektakl. To nie moja bajka. Natomiast pod względem artystycznym jest to przedstawienie po prostu podłe, liche. Wybitni aktorzy mogliby może coś interesującego z tego scenariusza zrobić. Dyskusja publiczna o poziomie artystycznym czy o przekazie tego dzieła nie jest jednak istotna, szczególnie że większość osób nie widziała spektaklu. Sama treść też nie jest do końca ważna, choć przez autora została zdefiniowana jako bluźniercza, profanacyjna...

Dziwią Pana protesty?


Mnie, jako socjologa religii i antropologa kultury, ani protesty, ani przedstawienia o takiej wymowie nie dziwią, ponieważ teatr już od czasu średniowiecza krytykował Kościół, prawdy i wartości religijne właśnie poprzez wykorzystywanie symboli. Tu symbole religijne (m.in. krzyż - przyp. red.) pojawiają się faktycznie w hiperaktywnym wymiarze.

Autor nie obawia się kary?


Twórca scenariusza ma pewnie świadomość, że nie grożą mu za jego ekspresję kary w sensie formalnym, chociaż prawo w każdym kraju jest inne. Co do ewentualnej obrazy uczuć, mamy do czynienia z biletowanym spektaklem, znany jest przekaz sztuki, do obejrzenia której nikt nie jest zmuszany...

Dlaczego, teoretyzując, jakiś obywatel miałby unikać np. teatru, muzeum, żeby np. nie natknąć się np. na genitalia przybite do krzyża (instalacja Doroty Nieznalskiej pt. „Pasja”)?


To jest temat do głębszej analizy. Ja w jakimś sensie sympatyzuję z protestującymi, w ogóle sprzyjam grupom, które oddolnie i konstruktywnie próbują zmieniać rzeczywistość. Co do katolików, kiedyś prowadziłem badania na temat tego, w jaki sposób treści wiary katolickiej przekładają się na ich życie codzienne. Większość prezentowała się w tych badaniach jako tzw. katolicy kulturowi. Sądzę, że protesty budują tożsamość tego środowiska, pogłębiają jego samoświadomość. Im częściej protestujący będą o sobie myśleć „my”, a o innych jako o „onych”, tym bardziej będą jednością, być może nie tylko kulturową, a władza będzie musiała albo chciała brać pod uwagę postulaty takich ruchów. Protesty stają się poza tym oddolną kontrolą społeczną, ochroną przed nadużyciami, rodzajem szczepionki. Nie powinny jednak epatować agresją. Osobna kwestia to relacje mediów. Ja inaczej bym o tym sporze opowiadał, nie odpowiada mi także retoryka arcybiskupa Stanisława Gądeckiego - powiedział, że dobrze, iż do konfliktu doszło, bo powstały dwie listy: tych, którzy popierają protest przeciwko organizowaniu tego wydarzenia i tych, którzy protestowali w sprawie odwołania spektaklu w Poznaniu. Ja poparłem drugą listę. Chciałbym, żeby ludzie mogli protestować, nie przekraczając pewnych granic, ale jednocześnie jestem za tym, by autor nawet obrazoburczych przemyśleń miał prawo o nich w konwencji artystycznej opowiedzieć. Nie zgodziłbym się jednak na robienie z tych spektakli obowiązkowych lektur szkolnych, żeby nie kształtować w ten sposób myślenia młodzieży o świecie. Będę też protestował przeciwko presji narzucającej to, w co mam wierzyć, a w co nie, na co się godzić, a na co nie....

Kto komu narzuca?


Mam wrażenie, że protestujący uważają, że im się narzuca taką formę teatru, ideologii, itp. Chciałbym, żeby obie strony obejrzały tę sztukę, żeby ludzie klaskali, gdy im się podoba albo żeby starym zwyczajem rzucali pomidorami na znak dezaprobaty.


Może zabrakłoby pomidorów. Dziś w sztuce można usprawiedliwić niemal wszystko.

To jest i nowa, i stara jednocześnie postmodernistyczna dyskusja o teatrze, który się jakby skończył, bo już nic bardziej i więcej nie da się powiedzieć. Gdy aktor na scenie strzela sobie z prawdziwej broni w głowę, albo skacze w czasie happeningu z wieżowca i ginie, rozbijając się o bruk, to dalej nie da już się pójść. Oddolne inicjatywy idą w kierunku tworzenia własnych teatrów, choć stawiane jest niekiedy pytanie o to, czy finansować je ze środków prywatnych czy publicznych? Spektakle odbywają się w jakimś sensie za pieniądze tych podatników, którzy chcą i tych, którzy nie chcą ich oglądać. To, na co media zwracają uwagę, nie jest właściwie kluczową kwestią dla napięć, które się wokół tematu protestów i tego spektaklu pojawiają.

Co Pan ma na myśli?


Splot różnych sytuacji, związanych także z punktami zapalnymi istniejącymi w sferze publicznej, np. z tym, że środowiska kościelne kojarzone są z aferami pedofilskimi, mimo że wszyscy wiemy, iż problemem pedofilii są one dotknięte najmniej ze wszystkich innych środowisk, ale temat budzi kontrowersje. Oliwy do ognia dolewają katolicy, którzy twierdzą, że Kościół w Polsce jest wciąż prześladowany, napiętnowany. W efekcie różnych zdarzeń i procesów w kulturze współczesnej pojawiają się wątki antychrześcijańskie, np. w postaci celowego konfrontowania jednej religii z inną, religii ze współczesną kulturą czy też wskazywania na silną sekularyzację Kościoła. Tymczasem w Polsce, w Europie nie mamy do czynienia z prostą sekularyzacją. Coraz więcej osób deklaruje, że wierzy, opisuje przejawy religijności w swoim życiu. Zmienia się jednak rodzaj przywiązania do Kościoła, pojawiają się w nim nurty krytyczne, może bardziej agresywne niekiedy w formie wyrazu, ale to nic dziwnego, bo Kościół katolicki jest powszechny, obejmuje ogromną rzeszę różnych ludzi. Jedni będą chcieli walczyć, inni się wycofają, jedni zechcą zmieniać świat i zaczną od siebie, a inni skoncentrują się na zmienianiu innych. Jedno jest pewne, część katolików radykalizuje się, jednoczy w obliczu wspólnego zagrożenia, nieważne czy słusznego czy nie.

Jak to nieważne?


Jeżeli czuje się pani prześladowana, to nie ma znaczenia, czy ktoś panią prześladuje rzeczywiście czy to są tylko pani wyobrażenia. To jest mechanizm, który potrafi napędzać większe grono zwolenników takiego myślenia. Poza tym nikt, łącznie z samym autorem tekstu „Golgota Picnic”, nie zaprzeczał, że są w tekście treści bluźniercze, obrazoburcze, że świadomie przekroczono granice i dobrego smaku, i kultury, bez poszanowania dla wartości, więc są podstawy do budowania protestu, ale jeśliby nawet by ich nie było, to bez znacznia, gdy weźmie się pod uwagę, jak myśli masa, tłum. Wytworzyło się poczucie, że katolicy są źle traktowani w Polsce.

Poczucie? Współczesna kultura naprawdę przesuwa granice dobrego smaku...


Na pewno teraz w sferze kultury można więcej. Kiedyś, z dzisiejszego punktu widzenia, za o wiele drobniejsze czyny groziła wielka kara, horrendalne konsekwencje, nie tylko prawne, ale i cielesne czy towarzyskie. Dzisiaj taka wrażliwość obowiązuje już chyba tylko w niektórych wspólnotach religijnych, nie tylko katolickich, które bardzo dużo wymagają od swoich członków. Tyle tylko, że w większości sytuacji nie jesteśmy w stanie odróżnić, kto i w jakim stopniu jest wierzący. Spotykamy często katolików silnie zrytualizowanych, którzy aktywnie uczestniczą w życiu Kościoła i takich, którzy na co dzień żyją zgodnie z zasadami biblijnymi, ale ze swoją aktywnością się nie afiszują. Z badań wynika, że Kościół traci wpływ, ale ci, którzy przy nim zostają, jakościowo zyskują poprzez sposób wyrażania i przeżywania wiary. Pogłębia się ich religijność, zostaje sama esencja. Mniej ludzi chodzi do kościoła, ale więcej przyjmuje komunię i wartości wynikające z wyznawania wiary przenosi do życia codziennego. Ilość - choć to wartość malejąca - przekuwać zaczęła się w jakość.

Jaki to ma wpływ na protesty?


Sprawy dotyczące płci, religii, wątków etniczno-narodowościowych to trzy filary, które ustalają naszą najgłębszą tożsamość. Różnego typu wystąpienia, przejawy kultury, które atakują, drażnią naszą tożsamość seksualną, religijną, narodową zawsze będą zarzewiem konfliktu. Iskra padnie, gdy ktoś powie, że osoby religijne są głupie, zarażone wirusem naiwności, że ateiści są mądrzejsi, bardziej wolni, itd. Sprawa polskości to kolejny punkt zapalny, następnym jest seks. Jeśli kogoś chcemy wykończyć, wystarczy, że powiążemy go z pedofilią albo zarzucimy, że chce deprawować seksualnie nasze dzieci. W tych tematach dyskusja jeszcze wzmaga opór, powoduje jeszcze silniejszą niż w innych obszarach reakcję obronną. Z doświadczenia i historii wiemy, że jeżeli pojawiają się konflikty, w których na pierwszym miejscu jest religia albo wymienione przeze mnie tematy, napięcia mają tendencję do zwiększania swojej dynamiki. Są bardziej agresywne, długotrwałe, totalne.

Teczka osobowa


Doktor Paweł Załęcki

- Z Zakładem Badania Kultury Instytutu Socjologii UMK w Toruniu związany jest od 1994 roku.
- W kręgu jego zainteresowań naukowych leżą, m.in., nowe ruchy i zjawiska religijne w Polsce, relacje między religijnością Polaków a specyfiką ich zachowań seksualnych, alternatywne formy socjalizacji pierwotnej. Pytany o zainteresowania
pozanaukowe wymienia na pierwszym miejscu swoją „najwspanialszą” żonę oraz synów Michała i Piotra.