Made in Kujawsko-Pomorskie

Piotr Schutta 4 lipca 2014

Kujawsko-Pomorskie rozwija eksport i nie ma kompleksów. Nasze przyprawy, sery, kalosze, pociągi, zabawki i specjalistyczne maszyny podbijają rynki całego świata. Trudno byłoby znaleźć w regionie branżę, która nie eksportuje.

Historia produkcji na eksport w fabryce zabawek Drewart liczy już 25 lat. Zaczęło się od Niemiec i do dzisiaj ten kraj jest największym odbiorcą produktów zakładu ze Strzelec Górnych. Oprócz tego, olchowe mebelki i zamki znają dzieci z kilkudziesięciu kra

Do Rosji jechał z Polski tir wypełniony po brzegi dziecięcymi kaloszami, a wracał... pełen jajek.


- Innym razem dostaliśmy za samochód pełen butów - szybowiec. To były dziwne czasy i dziwny eksport. Oparty głównie na wymianie barterowej - mówi Sebastian Rezmer, dyrektor zarządzający fabryką obuwia Lemigo w Grudziądzu. - A szybowiec jest do dzisiaj. Lata w tutejszym aeroklubie - dodaje z uśmiechem dyrektor.

Był początek lat 90. Dla polskiego biznesu czasy trudne, ale i szalone. W grudziądzkiej fabryce butów Lemigo, która powstała od zera w rok po okrągłym stole, dyrektorzy byli szczęśliwi, jeśli udawało im się odprawić za granicę dwie lub trzy ciężarówki rocznie.

Kalosze chronione prawem


Dziś wysyłają w świat milion par obuwia każdego roku. Więcej niż połowa całej produkcji powstaje z myślą o zagranicznych odbiorcach. Kalosze, wodery i klapki Lemigo trafiają do wszystkich krajów Unii Europejskiej, do Skandynawii i do Rosji. W specjalistycznym obuwiu z Grudziądza pracują i relaksują się farmerzy, myśliwi z USA, wędkarze, drwale z Kanady. Marka znana jest w Chile i w Nowej Zelandii. Chińczycy też się o niej dowiedzieli i jak to oni, zaczęli masowo i nielegalnie kopiować.

- Po roku kupowania podróbek, które są tańsze, ale fatalnej jakości, wszyscy klienci i tak wracają po nasz produkt. Mamy też nieuczciwych naśladowców w Polsce. Od dwóch lat procesujemy się z jednym z nich. Ale cóż, najlepsi zawsze są kopiowani
- żartuje Sebastian Rezmer.

Pojazdy Szynowe Pesa to tegoroczny laureat nagród Financial Times i Pulsu Biznesu. Zatrudnia ok. 3 tysiące ludzi, w tym 200-osobowy zespół  działu badań i rozwoju: konstruktorów, technologów i projektantów. Ostatnie 5 lat to pasmo sukcesów eksportowych: N

Pojazdy Szynowe Pesa to tegoroczny laureat nagród Financial Times i Pulsu Biznesu. Zatrudnia ok. 3 tysiące ludzi, w tym 200-osobowy zespół działu badań i rozwoju: konstruktorów, technologów i projektantów. Ostatnie 5 lat to pasmo sukcesów eksportowych: N


Grudziądzka fabryka obuwia jest jednym z ponad tysiąca kujawsko-pomorskich przedsiębiorstw, które mogą pochwalić się produkcją na eksport. Nie jest firmą najbardziej znaną w regionie i nie największą, ale za to konsekwentnie wędrującą ze swoją marką coraz dalej w świat.

Przeciętny mieszkaniec województwa, zapytany o rodzimych eksporterów, bez zastanowienia wymieni bydgoską Pesę, włocławski Anwil, Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych, Apatora czy Mondi Świecie. Nie będzie jednak wiedział, że oprócz eksportowej czołówki podpisującej milionowe i miliardowe kontrakty zagraniczne, mamy sporą i bardzo interesującą reprezentację małych oraz średnich firm, które z każdym rokiem coraz lepiej radzą sobie na obcych rynkach.

Kłopoty z cyferkami


Produkują i wysyłają wszystko, co tylko przyjdzie człowiekowi do głowy - zabawki, tworzywa sztuczne, maszyny, narzędzia, buty, meble, kontenery, części motoryzacyjne, silosy, linie ubojowe, dżemy, słodycze, znaki drogowe, okna, świece, przyprawy, nakrętki, śrubki...

Dokładne zliczenie wszystkich eksporterów z naszego regionu pozostaje jednak statystyczną zagadką. W każdym z opracowań czy raportów, próbujących ująć w liczby rzeczywistą aktywność eksportową biznesu kujawsko-pomorskiego, znajdziemy inne cyferki. Na przykład baza eksporterów, którą dysponuje Regionalne Centrum Eksportu (założone 10 lat temu przy Izbie Przemysłowo-Handlowej w Toruniu) daje nam wiedzę o 349 podmiotach kooperujących z zagranicą. Z kolei w jednym z rocznych raportów RCE, sporządzanych do 2009 roku (aktualnych nie ma), można doszukać się liczby 1000 przedsiębiorstw wysyłających swoje wyroby za granicę. O 800 przedsiębiorstwach eksportujących towary z naszego województwa informuje natomiast w swoim opracowaniu z 2012 roku Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Jeszcze inne dane przekaże nam Centrum Obsługi Inwestorów i Eksporterów istniejące od 3 lat w Kujawsko-Pomorskim Urzędzie Marszałkowskim w Toruniu. Na zlecenie COIE powstał dwa lata temu raport, w którym mowa o 1412 podmiotach z naszego województwa, prowadzących wymianę handlową z zagranicą (dane z sierpnia 2012 r. wg Centrum Analitycznego Administracji Celnej w Warszawie).

- Dane mogą być niedoszacowane z rozmaitych względów - ostrzega Maciej Kanabaj z COIE w Toruniu. - Mamy firmy z siedzibami poza naszym regionem, ale tutaj działają ich fabryki. Traktować to jako eksport z naszego terenu czy nie? Jest jeszcze kwestia interpretacji samego terminu „eksport” i handlu z krajami UE. W sensie prawnym eksport zaczyna się dla Polski dopiero za granicami wspólnoty europejskiej - pokazuje złożoność problemu Maciej Kanabaj.

Z orientacji COIE wynika, że od wejścia Polski do UE eksport zwiększył się czterokrotnie. To samo dotyczy regionu. Przedsiębiorcy pozytywnie oceniają bezcłowy handel w strefie europejskiej i coraz konkretniejszą pomoc polskich konsulatów i ambasad.

Nie każdy wszystko powie


- Część firm woli się nie chwalić eksportem ze względu na konkurencję. Wpływ na statystykę mają też pośrednicy. Mimo że w praktyce mamy czysty eksport, formalnie towar sprzedawany jest w kraju, bo najpierw trafia do krajowej spółki handlu zagranicznego - mówi Mirosław Ślachciak, prezes Kujawsko-Pomorskiego Związku Pracodawców i Przedsiębiorców oraz właściciel spółki Domik, od dziesięciu lat z powodzeniem wysyłającej produkty do Anglii, Niemiec i na Węgry. Jakie konkretnie? To... tajemnica.

- Produkujemy części z tworzywdla branży motoryzacyjnej. Tylko tyle mogę zdradzić. Takie rzeczy są chronione mocno. Nikt nie chce, żeby konkurencja wiedziała dokładnie, co się produkuje i dla kogo. No chyba, że ktoś ma kontrakt długoterminowy albo działa w specyficznej branży - objaśnia Mirosław Ślachciak.

Jeśli by zapytać o spółkę Drewart ze Strzelec Górnych, większość mieszkańców naszego regionu wzruszy obojętnie ramionami. Ale to samo pytanie skierowane do rodzica w Niemczech, Holandii, Japonii, Emiratach Arabskich czy USA wywoła inną reakcję. Firma od 32 lat jest producentem zabawek, a od początku lat 90. eksportuje je intensywnie na cały świat. O polskich cudach z olchowego drewna można przeczytać na zagranicznych forach.

- Mamy polecają sobie nasze wyroby. To bardzo miłe - nie ukrywa radości Jerzy Muszyński, założyciel i główny wizjoner Drewartu. Słowo „wizjoner” nie jest przesadą, bo Muszyński projekty zabawek wyczarowuje najpierw w myślach, często w zaskakujących sytuacjach i miejscach. Na początek powstają odręczne, czasem mało efektowne szkice, a dopiero potem komputerowe, precyzyjne projekty - budowli, pojazdów, mebelków, urządzeń gospodarstwa domowego itd.

Polskie dziecko się nie pobawi

W naszym kraju oryginalne zabawki ze Strzelec Górnych znane są co najwyżej niektórym przedszkolakom, bo jedynie prywatne przedszkola stać na taki zakup. W ogólnodostępnym handlu detalicznym Drewart w Polsce nie istnieje. Na stronie internetowej firmy można znaleźć wykaz kilkunastu sklepów, w których są dostępne wyroby z fabryczki Muszyńskiego: Insbruck, Klagenfurt, Paryż, Amsterdam, Bruksela, Lizbona, Bazylea itp.

- To znikoma część sklepów z całego świata, z którymi w tej chwili współpracujemy. Nie umieszczamy już pełnej listy od jakiegoś czasu, ponieważ konkurencja szła naszym śladem - mówi Jerzy Muszyński. Najwięcej jego firma eksportuje do Niemiec, od których zresztą w 1990 roku zaczęła się nieśmiało zagraniczna ekspansja Drewartu.

Gra rynkowa


Specyfika rynków zagranicznych i zachowania importerów to osobny temat, czasem będący źródłem sympatycznych anegdot, a czasem problemów. Jerzy Muszyński po wielu latach kooperacji z Niemcami nie powtarza już sloganów o niemieckiej solidności.

- Płacą dwa razy, a potem przestają - ucina krótko. - Ale naciągaczy mamy zresztą z całego świata. Dostajemy maila z zamówieniem i obietnicą płatności terminowej. Odpowiadamy po tygodniu, że towar jest gotowy do wysyłki i że prosimy o przelew. Zamiast tego dostajemy informację, że płatność będzie czekiem albo zapłaci kierowca przy odbiorze. Na tym nasze kontakty się kończą. Ostatnio mieliśmy takie „oferty” z Pakistanu i Afganistanu
- śmieje się Muszyński.

W podobnych sytuacjach pomocne są polskie ambasady, a dokładniej pracujący w nich radcy handlowi, którzy na prośby z Polski przedstawiają profesjonalne oceny ryzyka handlu obcych rynkach.

- Czasem takie sprawdzenia odbywają się za naszym pośrednictwem. W ostatnim czasie mieliśmy pytania o rynek w Kuwejcie, artykuły spożywcze w Rosji i prośbę o potwierdzenie wiarygodności firmy z Hiszpanii - mówi Marta Olszewska z biura Izby Przemysłowo-Handlowej w Toruniu.

W poprzednim ustroju eksport kojarzył się w Polsce z żyłą złota i lepszą jakością towaru. To już historia, jak mówią eksporterzy. Towar krajowy jest tak samo dobry jak eksportowy, a zyski zależą od koniunktury w danej branży i aktualnego kursu walut. Stabilność złotówki jest kluczem do sukcesu.

- To jest gra rynkowa. W ubiegłym roku mieliśmy doskonałą koniunkturę na nabiał. Osiągnęliśmy najlepszy wynik w ostatnich dwudziestu latach. Nie pamiętam tak dobrego roku - nie ukrywa Sławomir Cichacki, wiceprezes do spraw handlu w Spółdzielni Mleczarskiej ROTR w Rypinie, firmie z 90-letnią historią i równie długą tradycją eksportu. Przed wojną nabiał z Rypina wychwalali Anglicy. Dziś mlekiem, serami i śmietanką z Kujaw delektują się Algierczycy, Niemcy, Holendrzy, Kubańczycy i coraz częściej Chińczycy, którzy są największymi importerami nabiału na świecie. Są też Rosjanie, dla których mleczarnia wytwarza na specjalne zamówienie ser typu tylżyckiego.

Hiszpania jest pomarańczowa


Specjalne oczekiwania zagranicznych klientów to obszar pełen barwnych opowieści, ale też sprawdzian dla eksporterów, stawiających czoło wyzwaniom natury technicznej i prawnej, a czasem po prostu udowadniającym swoje możliwości produkcyjne czy organizacyjne.

- To było zlecenie dla Hiszpanów. Klient z branży bhp zamówił pomarańczowe obuwie. Ale to nie był zwykły pomarańczowy. Kolor musiał być bardzo intensywny. Człowiek w tych butach miał być widoczny z daleka. I był - mówi Sebastian Rezmer z Lemigo, nie kryjąc rozbawienia. W 2004 rok grudziądzka fabryka jako pierwsza na świecie wyprodukowała kalosze z użyciem nowatorskiej w tej branży technologii EVA. Dzięki niej but jest nie tylko wodoodporny, ale zapewnia też ochronę przed zimnem. Lemigo ma dziś kilkanaście wzorów tego rodzaju obuwia - dla myśliwych, rolników, robotników, wędkarzy. Opracowano nawet współczesną wersją słynnego polskiego gumofilca. - Na nowinki techniczne najbardziej otwarta jest Skandynawia, a jej śladem idzie też Rosja. Niemcy trzymają się tradycyjnych produktów - dodaje Rezmer.

- Eksport daje nam poczucie stabilności, ale to wszystko. Gdy ktoś eksportuje, to nie oznacza, że już mu miód płynie. Zagraniczni odbiorcy są doskonale zorientowani w specyfice naszego rynku, łącznie z podziałem na regiony. Koszty produkcji potrafią wyliczyć z dokładnością do drugiego miejsca po przecinku - zauważa Mirosław Ślachciak.

Na pozyskanie i utrzymanie zagranicznych odbiorców nie ma jednej recepty. Doświadczeni w eksporcie mówią jednak, że najlepszą reklamą jest jakość towaru.

- Sześć lat temu do Bari w południowych Włoszech pojechało 14 naszych pojazdów. Po jakimś czasie zgłosiły się do nas Mediolan i Bolonia z północy Italii. Dziś jeździ we Włoszech 41 naszych pociągów, a wkrótce przybędzie kolejnych 40 - mówi Michał Żurowski z bydgoskich Pojazdów Szynowych Pesa. Tramwaje i pociągi wyprodukowane w Bydgoszczy wożą już pasażerów na wschodzie, zachodzie i południu Europy. Eksport pociągów i tramwajów obejmuje dziś 10 krajów. Firma może się pochwalić m.in. kontraktem z Deutsche Bahn na 470 pociągów i wygranym przetargiem w Moskwie - na 120 tramwajów.

- Nic nie daje lepszej podbudowy pod rozmowy handlowe niż udana eksploatacja wcześniej sprzedanego produktu. Poza tym wszystkich klientów traktujemy poważnie. Nie prężymy muskułów. Czy jest to Kazachstan, który zamawia jeden pojazd, czy kolej niemiecka, zlecająca budowę kilkuset sztuk, zawsze szukamy możliwości dostosowania się do oczekiwań klienta - dodaje Żurowski.

Fakty


Czego szukają?

- Chiny - potrzebują słodyczy, nabiału, miodu, piwa.

- Finlandia - altanek z drewna lub metalu, makaronów.

- Kazachstan - konserw mięsnych, ciągników, wódki, zabawek, wykładzin, produktów chemii gospodarczej

- Francja - uszek z mięsem, torebek skórzanych, drzwi i okien.

- Izrael - serów, szczepionek dla zwierząt, wołowiny, wieprzowiny, ryb.

Do Niemiec wysyłamy najwięcej

- Województwo kujawsko-pomorskie jest dziewiątym pod względem wartości eksportu regionem w Polsce (3,11 proc. udziału
w wartości eksportu krajowego - dane sprzed 3 lat ).

- Najważniejszym partnerem handlowym województwa kujawsko-pomorskiego są od lat Niemcy (33 proc. eksportu województwa w 2011 roku). W sumie do krajów UE wysyłamy z Kujawsko-Pomorskiego niemal 70 proc. towarów eksportowych. W dziesiątce największych odbiorców wyrobów z naszego regionu przewijają się: Węgry, Włochy i Francja. Rosja i Republika Czeska, Hiszpania, Szwecja, Holandia, Ukraina, Finlandia i Belgia.

- Nasze województwo jest znanym eksporterem m.in. papieru
i tektury, producentem pojazdów szynowych, maszyn i urządzeń elektrycznych, dostawcą artykułów z tworzyw sztucznych, mebli, wyrobów z żeliwa i stali, przetworów ze zboża i mleka. Statystyki najważniejszych grup towarowych zmieniają się co roku i wynikają z wielkości bieżących kontraktów naszych eksporterów.