Brzemienna. Piękna. Zaginiona

Szymon Spandowski 4 lipca 2014

W latach 40. wagony i ciężarówki wyładowane skarbami z naszych muzeów jechały najpierw na Zachód, później na Wschód. Na listach strat znajdują się rzeczy bezcenne. Tuż po wojnie placówki w Toruniu i Bydgoszczy poszukiwały w sumie kilku tysięcy eksponatów.

To by mogło być piękne i wielkie muzeum. Ponad 60 tysięcy eksponatów, wśród nich dzieła największych mistrzów. Kolekcja bogata, jednak nieco dziwna, bo wszystko, nawet prace impresjonistów, byłyby tu czarno-białe. Cóż, te skarby znajdują się na prowadzonej przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego liście strat wojennych. Umieszczone na niej eksponaty możemy oglądać jedynie na starych fotografiach, wykonanych przed wybuchem apokalipsy światowej.


63 tysiące zabytków na ministerialnej liście to, naturalnie, tylko część zagrabionego dziedzictwa, część skarbów, które trudno wytropić i jeszcze trudniej odzyskać. Ich poszukiwanie może być jednak intrygującym zajęciem, które przy współpracy pasjonatów i muzealników może pomóc w uzupełnieniu zrabowanych kolekcji.

- To była aukcja z mydłem i powidłem. Oprócz rupieci, które pochodziły chyba z jakiegoś garażu, mieszkaniec Niemiec wystawił również obraz za 1800 euro - mówi Anna Zglińska, doktorantka na Wydziale Nauk Historycznych UMK. - Widok mnie zaintrygował, ponieważ przedstawiał fragment Torunia, którego nie mogłam rozpoznać.

Miejsce miało być związane ze starą toruńską rodziną Heppnerów, na odwrocie ktoś przykleił zawierający jego opis wycinek z „Thorner Freiheit”, hitlerowskiej gadzinówki wydawanej podczas okupacji. Zdjęcia wystawionego na aukcji dzieła były, niestety, niezbyt dobrej jakości, informacji o obrazie oferent nie zamieścił w zasadzie żadnych. Anna Zglińska postanowiła zatem znaleźć odpowiedź na nurtujące pytanie przy pomocy ekspertów. Werdykt okazał się bardzo zaskakujący.

- Nie wiem, czy mamy do czynienia z oryginałem, tak jednak wyglądał gwasz Theodora Radtkego wymieniany m.in. w spisie zabytków toruńskiego Muzeum Miejskiego w 1922 roku - mówi Katarzyna Kluczwajd, historyk sztuki i Torunia. - Podczas okupacji był on eksponowany w ratuszu, w sali z wystrojem biedermeierowskim, później zaginął. Koniecznie trzeba to zbadać, bo wiele wskazuje na to, że na aukcji pojawiło się zrabowane w czasie wojny dzieło sztuki.

Alarm w muzeum


Wszystko nabrało więc wielkiego przyspieszenia. Anna Zglińska o aukcji poinformowała pracowników toruńskiego muzeum, tam zaś natychmiast ogłoszono alarm. Muzealnicy sięgnęli po lupy i zaczęli wpatrywać się w zdjęcia, porównując te umieszczone w Internecie, oraz czarno-białą fotografię toruńskiego oryginału.

- Od tego zrabowanego minimalnie się różni - mówi Anna Kroplewska, kierowniczka Działu Sztuki Polskiej i Europejskiej Muzeum Okręgowego w Toruniu. - Detalami - na przykład drzwiami budynku, które na jednym obrazie są otwarte, a na drugim zamknięte.

Okazuje się zatem, że Radtke w pierwszej połowie XIX wieku dwa razy sportretował róg ulic Szewskiej i Chełmińskiej, bo to właśnie o wizerunek tego miejsca tu chodzi. Skąd zatem wziął się obraz, który pojawił się na niemieckiej aukcji?

- Należał do bogatej rodziny, która mieszkała pod Toruniem, skąd pod koniec wojny wyjechała, zabierając ze sobą tylko najcenniejsze pamiątki - tłumaczy zapytany o pochodzenie dzieła oferent.

Zapewne ma na myśli pałac w Jankowie pod Inowrocławiem, który do 1945 roku należał do potomków wspomnianej już familii Heppnerów. Toruńskie muzeum zainteresowane jest zakupem dzieła, o ile uda się wynegocjować rozsądniejszą cenę. Być może chociaż w ten sposób uda się zatem zmniejszyć jego listę wojennych strat. Znajdują się na niej m.in. słynna gotycka Piękna Madonna czy też album Steinera. Pochodzące z niego rysunki XVIII-wiecznego Torunia znamy dzięki przedwojennym kopiom.

Niemcy zaczęli wywozić toruńskie skarby w 1944 roku, najcenniejsze eksponaty zostały wysłane do Marburga, skąd miały trafić do wielkiego magazynu zrabowanych dzieł sztuki w kopalni w Grasleben. Wiele z nich zniknęło bez śladu. W podróż wysłał je Adolf Schwammberger, naczelnik hitlerowskiego wydziału kultury w toruńskim magistracie, a po wojnie ogólnie szanowany niemiecki historyk.

- Zbiory były również składowane w innych miejscach, na przykład w Sępólnie, skąd do Torunia wróciły po wojnie - mówi Alina Stefańska, kierowniczka Działu Inwentaryzacji i Dokumentacji Muzealnej Muzeum Okręgowego.

Czerwone sztandary i płomienie


Wojenne składy eksponatów z Torunia powstały również w Wyrzysku i w samym Toruniu, w kamienicy przy ul. Piekary czy budynku Banku Rolnego. Do muzeum zaczęły wracać już w 1945 roku, ale wraz z odejściem Niemców rabunek dzieł sztuki się nie zakończył, zmienił się tylko kierunek transportów. Trudno dziś jednak ocenić, ile skradzionych przez Sowietów dzieł sztuki trafiło za Bug, a ile do pieca. Kiedy wiosną 1945 roku Polacy przejmowali budynek ratusza zamieniony przez Armię Czerwoną na szpital, zastali w nim zdemolowane wnętrza, porąbane na opał ramy obrazów czy elementy więźby. Cóż więc stało się np. z kolekcją drewnianych tarcz herbowych patrycjuszowskich rodzin toruńskich? Dziś wiadomo tylko tyle, że zostały zrabowane w lutym A. D. 1945 przez wyzwolicieli spod czerwonego sztandaru. Raczej trudno też sobie wyobrazić, aby wywieźli na Wschód zbudowany z zielonych kafli piec z końca XVIII wieku. Jedynym nieco jaśniejszym punktem w tej części listy strat jest obraz „Władysław IV i hołd Malborka”, namalowany w pierwszej połowie XVII stulecia w pracowni wybitnego toruńskiego malarza Bartłomieja Strobla. Dzieło również zniknęło w lutym 1945 roku, podobno znajduje się dziś w zbiorach rosyjskiego Ermitażu.

Ogółem, tuż po wojnie toruńskie muzeum poszukiwało ponad tysiąca eksponatów, tyle przynajmniej znajdowało się na liście, niektóre punkty kryły jednak zaginione kolekcje, zatem poszukiwanych dzieł było znacznie więcej. Wiele z nich odnalazło się jeszcze w latach 40. w zorganizowanych przez okupantów magazynach wojennych bądź punktach przerzutowych, których Niemcy nie zdążyli opróżnić. Na liście zaginionych skarbów, wysłanej na początku lat 90. do Ministerstwa Kultury, nadal znajduje się kilkadziesiąt pozycji. Spis najwyraźniej nie jest jednak kompletny - nie ma w nim chociażby albumu Steinera czy też wspomnianego wcześniej obrazu Radtkego.

Informacji o zrabowanych dziełach próżno szukać na stronie internetowej muzeum, chociaż dla bywalców aukcji internetowych czy wirtualnych antykwariatów, takie wskazówki byłyby bardzo cenne. Pomocny mógłby się również okazać spis porad dla poszukiwaczy internetowych.

Odzyskiwanie zrabowanych dzieł sztuki jest trudne, ponieważ muzealne dokumenty, na podstawie których można by się ubiegać o zwrot, zostały podczas wojny przetrzebione tak samo jak kolekcje. Tymczasem w przypadku namierzenia czegoś interesującego na aukcji działać trzeba błyskawicznie i bardzo ostrożnie, by oficjalnie zgłosić pretensje przed końcem licytacji, a jednocześnie oferenta nie wystraszyć.

Pod tym względem lepiej od Torunia przygotowana jest Bydgoszcz. Na stronie Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy, na wortalu poświęconemu Leonowi Wyczółkowskiemu znajdziemy informacje o wojennych losach tamtejszych zbiorów, wywiezionych przez okupanta w 1943 i 1944 roku do majątków w Dębowie, Kawęcinie, Trzcińcu i Piotrówku. „Z pisma wystosowanego 10 listopada 1943 roku do burmistrza Bydgoszczy przez dr. Kothe (Konrad Kothe był okupacyjnym dyrektorem bydgoskiego muzeum - przyp. red.) wynika, iż wywiezionych zostało 488 obrazów, 658 obiektów archeologicznych oraz historycznych, a także zbiory z zakresu etnografii oraz kolekcja rzemiosła artystycznego” - czytamy.

- Ogólna liczba zbiorów zaginionych jest trudna do oszacowania, gdyż część z nich została potraktowana masowo - mówi Anna Pruss-Świątek, kierowniczka Działu Inwentaryzacji Zbiorów Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy. - Obecnie staramy się odtworzyć pełne listy eksponatów spakowanych do skrzyń transportowych.

Mało kto się chwali...


Nad Brdą również przesunięcie linii frontu nie oznaczało końca muzealnej gehenny. O ile dzieła sztuki zgromadzone w Piotrówku przetrwały zawieruchę w dobrym stanie - zadbali o to m.in. Sowieci, którzy zajęli pałac - o tyle w Trzcińcu wojenny magazyn muzealny został przez nich podpalony. Jak piszą Anna Pruss-Świątek i Anna Kaszubowska przedstawiając na www.wyczolkowski.pl związki malarza z Bydgoszczą oraz przy okazji wojenne losy zbiorów, przechowywane w pałacu dzieła sztuki najprawdopodobniej zostały przed pożarem wywiezione.

Obecni posiadacze zagrabionych podczas wojny skarbów swoimi zdobyczami się na ogół nie chwalą. Mimo to jednak na aukcjach, również tych internetowych, co jakiś czas pojawiają się skradzione u nas przed laty dzieła sztuki. Muzealnicy nie są w stanie wytropić wszystkiego, dlatego też pomoc pasjonatów na pewno im się przyda. Poradnika dla poszukiwaczy internetowych nadal brakuje, sporo cennych informacji, wraz z katalogiem rzeczy zagrabionych, można jednak znaleźć na stronie Wydziału Strat Wojennych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego: dzielautracone.gov.pl. Tam też nadal można zgłaszać zaginione dzieła. 

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 04-07-2014 06:58

    Oceniono 13 razy 3 10

    - poseł : Nie przesadzajcie Toruniem .!!!!! Gówno miał . Media bardzo boją się Całbeckiego . Co ??????? on wam kasę dzieli

    Odpowiedz