Za dużo decybeli w słuchawkach

Bartłomiej Makowski 30 czerwca 2014

Jakie słuchawki są najniebezpieczniejsze? Lekarze są zgodni: te wciskane do uszu, przypominające silikonowe czopki, które doprowadzają muzykę bezpośrednio do kanału słuchowego.

Na rynku dostępne są także słuchawki przyjazne dla uszu - takie, które kierują część dźwięku na zewnątrz. Ich cena odstrasza jednak przeciętnych słuchaczy: za dobry sprzęt trzeba zapłacić kilkaset złotych. Jednak nawet najlepsze słuchawki nie pomogą, jeśli brakuje wyobraźni przy ustawianiu głośności. Za graniczną wartość, która nie jest szkodliwa dla ludzkiego ucha, uznaje się zakres do 80 decybeli. Jeżeli słucha się chronicznie dźwięków o większej głośności, prawdopodobieństwo ubytku słuchu jest duże. Problem polega na tym, że miasto wytwarza hałas, który sięga tej wartości.


- Ludzie chcą odciąć się od zgiełku dzięki muzyce. To pułapka: im głośniejsze otoczenie, tym głośniej ludzie słuchają muzyki i tym bardziej nadwyrężają swój słuch - mówi laryngolog Marianna Janeczek.

Dźwięk o głośności powyżej 100 dB może powodować ból. Tego faktu zdają się nie zauważać ludzie młodzi: bywalcy dyskotek, koncertów czy miłośnicy głośnego słuchania muzyki przez słuchawki. Często zapominają, że ludzkie ucho to skomplikowany narząd, który nie ogranicza się tylko do małżowiny, lecz składa się z wielu drobnych i delikatnych części, narażonych na uszkodzenia mechaniczne. Zapominają też, że muzyka jest falą, która uderza o wrażliwe ucho środkowe i wewnętrzne, mogąc niszczyć nasz słuch. Według podręcznikowej definicji, hałas to wszelkie niepożądane i powodujące dyskomfort dźwięki, szczególnie niebezpieczne są te, na które ucho nie jest w stanie się przygotować: nagłe basowe uderzenia, jak w muzyce klubowej.

Obecnie w wielu odtwarzaczach przed zwiększeniem głośności wyświetla się
komunikat o szkodliwości długotrwałego słuchania muzyki.

- Na papierosach też są ostrzeżenia, a ludzie nadal je palą - poddaje w wątpliwość to rozwiązanie doktor Janeczek i proponuje rodzicom inną metodę ostrzegania. - Młodzi ludzie rzadko zdają sobie sprawę, że wadliwy słuch może im zamknąć drogę do wielu ciekawych zawodów, z moich doświadczeń wynika, że uświadomienie im tego przynosi pozytywne rezultaty.
Jak wynika z badań Stowarzyszenia Przyjaciół Osób Niesłyszących i Niedosłyszących „Człowiek Człowiekowi” oraz Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu, w ramach których przebadano dzieci z całego kraju, w tym ponad 10000 z Kujawsko-Pomorskiego, problem ze słuchem ma co szóste dziecko w wieku szkolnym. Henryk Skarżyński, dyrektor Światowego Centrum Słuchu, stwierdza, że ubytek słuchu powyżej 20 dB może spowodować nie tylko uszczerbek słuchu, ale i problemy z mową, opanowaniem języka, uczeniem się i radzeniem sobie w życiu codziennym. Kierowana przez Skarżyńskiego instytucja należy do najlepszych ośrodków laryngologicznych na świecie. W perspektywie dwóch lat otwarty ma zostać jej ośrodek w regionie.

- Centrum Rehabilitacji Słuchu i Mowy w Ciechocinku ma służyć jako miejsce turnusów dla pacjentów przede wszystkim z zaburzeniami mowy, spowodowanymi utratą słuchu - zapowiada dr Renata Korneluk, rzeczniczka prasowa Światowego Centrum Słuchu.

Muzyka za pośrednictwem słuchawek trafia coraz częściej do uszu dzieci, jeszcze zanim przyjdą na świat. Przeszukując fora internetowe dla kobiet w ciąży, łatwo zauważyć, że młode mamy często zastanawiają się nad przykładaniem do brzuchów słuchawek, z których sączy się muzyka. Chodzi o tzw. „efekt Mozarta”, puszczanie muzyki w celu stymulacji umysłu dziecka i w efekcie zwiększenia jego inteligencji. Czy takie działanie nie zaszkodzi nienarodzonemu dziecku? Znów wszystko zależy od rodzaju muzyki, głośności i czasu. Dziecko zaczyna słyszeć w trzecim trymestrze ciąży. Jego narząd słuchu jest dobrze chroniony: zanurzone w wodach płodowych dziecko odbiera dźwięki podobnie jak osoba dorosła nurkując - wysokie dźwięki wyciszają się, niskie są nieznacznie wzmocnione, dlatego właśnie muzyka Mozarta czy Vivaldiego jest polecana przez zwolenników stymulacji muzyką.

Nie wszyscy badacze podzielają jednak entuzjazm dla tej metody. Psychobiolog Carolyn Granier-Deferre z paryskiego Uniwersytetu Kartezjusza, która pod tym kątem przebadała 50 kobiet w ciąży, twierdzi, że wystawianie nienarodzonego dziecka na działanie muzyki puszczanej przez słuchawki bezpośrednio przyłożone do brzucha jest niebezpieczne, jeśli muzyka jest zbyt głośna, za długo puszczana i w nieodpowiednim momencie rozwoju ucha wewnętrznego..

Doktor Janeczek z kolei ma radę dla wszystkich, którym zależy na słuchu: - Należy często przebywać na łonie natury, w lesie, do takich dźwięków nasze ucho jest przystosowane i przy takich odpoczywa.