Zakłamana prawda ekranu

Dorota Witt 24 czerwca 2014

Bohaterka kasowej komedii za cel stawia sobie znalezienie superfaceta. Udaje jej się, gdy tylko z brzydkiego kaczątka staje się seksowną łabędzicą. Feministki grzmią: media tworzą mężczyźni - dla mężczyzn.

Fot.: Thinkstock

Spokojny poranek, kawa przy popularnej telewizji śniadaniowej. Dziennikarze zapowiadają kolejny materiał - edukacyjny (najwyraźniej na ten temat kobiety mają coś do powiedzenia, bo to jeden z nielicznych momentów, kiedy w studiach i na łamach gazet częściej wypowiadają się ekspertki niż eksperci). Doświadczona redaktorka zapowiada gości: pana profesora i panią doktor. Przez kilka minut rozmowy mężczyznę z namaszczeniem tytułuje za każdym razem, kiedy zadaje mu pytanie. Kobieta automatycznie staje się „panią Kasią” i jest nią już przez całe wejście.


Anna Dryjańska, socjolożka związana z Fundacją Feminoteka, policzyła (raport sprzed roku), że w mediach do głosu dopuszcza się zaledwie 23 proc. kobiet. Co gorsza, mężczyźni występują jako komentatorzy rzeczywistości, kobiety często jako anonimowe postaci, celebrytki, matki, gospodynie domowe, uczennice i - co ciekawe - bezrobotne. Tylko co piąta osoba pytana o fachowy komentarz jest kobietą. Ekspertki pyta się o sprawy społeczne, kulturę, edukację, kwestie związane z gender. Gospodarka, giełda, światowa polityka i religia to w mediach najczęściej męskie sprawy. Nie lepiej sytuacja wygląda w redakcjach. Z badań prof. Bogusławy Dobek-Ostrowskiej, politolożki z Uniwersytetu Wrocławskiego, wynika, że jest jedna gałąź polskiego dziennikarstwa zdominowana przez kobiety - to researching, czyli wyszukiwanie informacji do tematów, które ostatecznie tworzyć będą redaktorzy, rzadziej (jak pokazują statystyki) redaktorki.
- Bo kobiety nie są przygotowane do bycia liderkami - mówi Kazimiera Szczuka, dziennikarka, feministka. - Działają, ale są rozproszone w kobiecych kolektywach, dlatego, kiedy trzeba wyznaczyć dowódczynię, pojawia się problem.

I dlatego, że kobiety cenią sobie władzę wypracowaną, nie nominowaną, a przed przyjęciem nowych zadań zastanawiają się, czy na pewno sobie poradzą. Mężczyźni często są wolni od takich rozterek. - Podczas kampanii do eurowyborów miałam okazję współpracować z lokalnymi i ogólnopolskimi mediami. To już nie chodzi o pytania dziennikarek i dziennikarzy o to, kto zajmie się bliskimi kandydatki, gdy ta poświęci się polityce - dodaje Kazimiera Szczuka. - Redaktorzy pytali mnie, czy na pewno chcę zająć się polityką, czy nie brzydzę się władzy…

Podczas niedawnej debaty „Władza, media, kobiecość”, która odbyła się w toruńskim Centrum Sztuki Współczesnej z inicjatywy pracowników Gender Studies, wykładanych w Instytucje Filozofii UMK, poza Kazimierą Szczuką o pokazywaniu kobiet w mediach rozmawiali dr Dariusz Brzostek, polonista, antropolog kultury z UMK i dr Anna Wójtewicz, socjolożka z UMK.

- Istnieje korelacja między niskim poziomem audycji, a dużym udziałem w nich kobiet - zauważa badaczka. - Media konstruują specyficzny obraz kobiet jako obiektów seksualnych, co niesie za sobą negatywne wartościowanie kobiet przez odbiorców takich przekazów, a z drugiej strony odpowiada za małą liczbę odnoszących sukcesy polityczek i pracownic. Takie zjawisko socjolodzy nazywają kulturą tlenku węgla - ta substancja zabija niepostrzeżenie, tak jak przedmiotowe ukazywanie kobiet niszczy u podstaw ich wiarę w siebie, gotowość do działania.

Stereotypowa kobieta w mediach jest albo zadbaną szczęśliwą matką i żoną, albo idealną partnerką w łóżku. - Te społeczne oczekiwania kobiety przenoszą na życie i się frustrują - dodaje Anna Wójtewicz. - Z gazet, telewizji i wiadomości internetowych nie płyną w stronę kobiet zachęty do zawodowej rywalizacji, a raczej do wypełniania roli stereotypowo im przypisanych.

Temat pokazywania kobiet przez pryzmat nierzadko wulgarnego seksu zajmuje badaczy od dawna.
- To odrażające, ale przecież nikt nie stoi z karabinem za tą dziewczyną, która z szerokim uśmiechem, prawie naga reklamuje samochód. Nikt nikogo do niczego nie zmusza - mówi prowokacyjnie dr Dariusz Brzostek.

- Tak samo nikt nie zmusza kobiet do bycia dyskryminowanymi. To żaden argument, kiedy w społeczeństwie panuje hegemonia ideologii seksistowskiej - tłumaczy Kazimiera Szczuka. - Dziewczynki od najmłodszych lat widzą wyuzdane lalki, poznają losy księżniczek szczęśliwych tylko u boku książąt. To system, który zmienia myślenie i postrzeganie kobiet przez nie same. Dlatego jest tak groźny.

To układ biznesowy, bo za reklamą czy filmem z półnagą kobietą w roli głównej stoją konkretne pieniądze. - Dlatego namawiam moich studentów, by raz w tygodniu nie kupowali brukowców z takimi treściami, nie oglądali konkretnych programów telewizyjnych. Może wtedy medialni decydenci zaczną się wstydzić za to, jakie treści promują - mówi Aleksandra Derra, filozofka z UMK.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 28-06-2017 16:34

    Brak ocen 0 0

    - Ania S.: Pani Aleksandra Derra niestety nie przyjmuje do wiadomości tego, że może się mylić. I -również niestety - chyba nie zadała sobie trudu by zrewidować swoje poglądy. Na swoich wykładach biadolila nad tym wlaśnie, że nie ma czego czytać swojej córce, bo we wszystkich książkach dziewczynki są przedstawiane jako właśnie uzależniające swe szczęście o ld posiadania chłopaka, a książki, w których dziewczynkoli przeżywają przygody nie istnieją.... Natomiast gdyby poświęciła chociaż parę minut i zajrzała do Internetu, okazaloby się, że oprócz takich bohaterek są też inne, właśnie takie, o jakich marzy. Z Pippi, Lottą, Niną z Szóstego Księżyca, Zuzka Zołzikiem czy Emilką Piórko na czele... Że nie wspominając o Gerdzie.. No ale niestety, to tylko przykład ukazujący podejście cechujące wiele feministek. Zafiksowanie wokół jakiegoś poglądu i nieprzyjmowanie do wiadomości, że rzeczywistość może wyglądać nieco inaczej....

    Odpowiedz